22.12.2014

Rozdział 3

W sobotni poranek budzę się w cudownym nastroju! Uśmiecham się do siebie, przeciągam leniwie i nie mogę doczekać się szesnastej. Jestem cholernie ciekawa gdzie zabierze mnie Justin, chociaż w sumie nie jest to jakoś specjalnie ważne. Bardziej liczy się to, że będę mogła spędzić z nim trochę czasu i lepiej go poznać. Naprawdę podoba mi się ten chłopak, a to, że ja podobam się jemu dodatkowo mnie nakręca. Rany! Podobam się komuś! To naprawdę niesamowite i cholernie lubię to uczucie! Kręcę głową, wyskakuję z łóżka i zakładam krótkie spodenki, bluzkę i schodzę na dół. W kuchni jak zwykle urzęduje moja kochana Sara i robi mi przepyszne tosty. Jem, popijam kawę i gawędzimy sobie. 
- Mia - do kuchni wchodzi ojciec i natychmiast się spinam. Nie wiem, jaki ma dzisiaj humor - Wychodzisz gdzieś? - och! Niepewnie przytakuję głową, bo mam dzisiaj randkę! - W porządku. Jednak proszę, nie oddalaj się za bardzo. Pamiętaj, że nie masz ochrony i musisz naprawdę na siebie uważać. Rozglądaj się i patrz, czy nikt Cię nie śledzi - przesadza, jest przewrażliwiony i ubzdurał sobie w głowie, że grozi mi jakieś niebezpieczeństwo. Powinien wyluzować, bo osiwieje!
- Dlaczego ktoś miałby mnie śledzić, tato? - patrzę na niego i myślę, czy znowu narobił sobie kłopotów.

- Po prostu to zrób - oho! Już się złości, świetnie - Nie lubię, kiedy nie ma przy Tobie ochrony. Jestem niespokojny.
- Będę ostrożna, obiecuję. Wybieramy się z Cami tylko do kina, a to bezpieczny teren. Jest tam mnóstwo ludzi.
- Dobrze. W razie gdyby coś się działo, dzwoń. Tak? - energicznie przytakuję głową, a ojciec wzdycha ciężko i przeciera twarz rękami. Wygląda na zmęczonego - Wychodzę, będę późnym wieczorem. Pamiętaj... bądź ostrożna.
- Będę, tato. Miłego dnia - uśmiecham się, chociaż ojciec patrzy na mie obojętnie i wychodzi z kuchni. Jak miło!

Jestem przyzwyczajona do takiego zachowania ojca. Nigdy mnie nie przytula, nie pociesza, nie wspiera. Boli mnie to, bo jednak zostaliśmy we dwójkę i potrzebuję miłości rodzica. Nie dostaję tego od niego, jestem sama od dwunastego roku życia i przywykłam do samotności. Dawniej był inny, ale śmierć mamy zabiła w nim uczucia.

Czas do szesnastej mija całkiem szybko. Siedzę w ogrodzie, opalam się i dzwonię do Cami. Nie wspominam jednak nic, na temat randki z Justinem. Doskonale wiem, jak zareagowałaby na tę wiadomość. Wpadłaby w panikę i za nic w świecie nie pozwoliłaby mi się z nim spotkać. A Justin wcale nie wydaje się być groźny. No chyba, że bardzo się mylę.

Przed szesnastą biorę szybki prysznic, ubieram bieliznę i robię makijaż. Słucham muzyki i kiedy kończę prostować włosy, zastanawiam się, co powinnam na siebie założyć. Nie mam pojęcia gdzie zabierze mnie Justin, więc tym samym nie wiem, czy powinnam założyć szpilki czy raczej adidasy. No nic, muszę zaryzykować. Decyduję się na krótką, czarną, dopasowaną sukienkę w białe kropki na grubszych ramiączkach. Do tego zakładam sandały-japonki i biorę małą torebeczkę. Poprawiam jeszcze włosy i kiedy spoglądam na zegarek, dochodzi szesnasta. Schodzę na dół i macham na pożegnanie do Sary. Posyła mi szeroki uśmiech i wystawia kciuk do góry. Uśmiecham się pod nosem i wychodzę z domu. Ku mojemu zaskoczeniu widzę Justina, który opiera się nonszalancko o swój samochód. Ma założona ręce na piersiach i wygląda cholernie... dobrze! Czarne dopasowane spodnie, białe adidasy, czarna bokserka która opina jego cudowne mięśnie, czarna czapka z daszkiem i beżowa bluza. Albo to sweterek? Nie wiem, ale wygląda jak milion dolców i mruga do mnie okiem. Moje serce dziwnie przyśpiesza i nie wierzę, że idę z tym chłopakiem na randkę! Cholera! Przypominam sobie o Cami i o tym, co mówiła. Mam jednak cichą nadzieję, że wyjdę „cało” z tej randki.

Jedziemy samochodem dobre dwadzieścia minut, zanim docieramy na miejsce. Nie znam tego miejsca i jestem tutaj pierwszy raz. Trochę się boję, bo jestem z chłopakiem którego praktycznie nie znam, na dodatek dość daleko od domu. Nie wiem, czy nie ryzykuję zbyt dużo, ale co mi zależy? Moje życie jest cholernie nudne! Nic się w nim nie dzieje. Szkoła to moja jedyna rozrywka i spotkania z Cami. 
Chłopcy odpadają, bo ojciec jest na ich punkcie cholernie przeczulony. Pamiętam, kiedy widział mnie z kolegą z klasy. Zrobił mi w domu ogromną awanturę tylko o to, że z nim rozmawiałam! To chore, ale obiecałam sobie, że ojciec nigdy więcej nie zobaczy mnie z żadnym chłopakiem. 
- Wysiadamy? - z rozmyśleń wyrywa mnie głos Justina. Przekręcam głowę i spotykam jego szeroki uśmiech - Czy spędzimy naszą randkę w moim samochodzie? - mruga rozbawiony, zawstydzam się i schylam głowę - Hej - podnosi ją palcem i pociera kciukiem mój policzek - Wszystko w porządku? Jesteś dziwnie milcząca. Coś się stało?
- Nie, wszystko jest w porządku. Idziemy? - nie czekam na odpowiedź, pociągam za klamkę i wychodzę z samochodu. 

- Jesteś głodna? - podchodzi do mnie, wystawia dłoń i splata nasze palce. Dopiero teraz orientuję się, że stoimy przed restauracją. Otwiera drzwi, przepuszcza mnie pierwszą, ale jest tutaj bardzo przyjemnie i ładnie.
- Teraz już jestem - uśmiecham się szeroko, bo cudowny zapach uderza w moje nozdrza i burczy mi w brzuchu.

- I o to chodzi, Skarbie - mruga okiem i odsuwa dla mnie krzesło. Jestem zawstydzona, ale również mile zaskoczona. Czy tacy faceci jeszcze istnieją? - Na co masz ochotę? - podaje mi menu, jednak nie mam pojęcia, co wybrać!
- A Ty? - spoglądam na niego i dostrzegam jego przeszywające spojrzenie. Spłonę żywcem, jeśli nie przestanie!
- Ich specjalnością są naleśniki podawane na milion sposobów - wow, już mi się podoba! - Z sosem czekoladowym, lub z serem! Obłęd! Mogę je jeść dzień i noc! - chichoczę, bo opowiada z zaangażowaniem i wygląda uroczo - Co jest?
- Nic, po prostu jesteś słodki - mrugam okiem, a Justin przygryza wargę - Zamów coś dla mnie, zdaję się na Ciebie.
- Nie ma sprawy, Kotku - posyła mi ten swój firmowy, seksowny uśmieszek i kiwa palcem na kelnerkę. Szybko składa zamówienie i jestem ciekawa, co wybrał dla mnie - Przekonasz się, że zaraz znajdziesz się w niebie - owszem, będę! Jeśli nie przestanie tak na mnie patrzeć, umrę pod wpływem jego wzroku! - Więc, na ilu randkach byłaś? - o nie!

- Właściwie jest to moja pierwsza - patrzę na niego oczami szczeniaka i czuję się potwornie głupio! 
- Poważnie? Jak to możliwe? Byłem pewny, że taka śliczna dziewczyna nie może opędzić się od chłopców!
- To nie moja bajka - uśmiecham się smutno i dociera do mnie, że z naszej znajomości nic nie będzie. Ojciec w życiu nie pozwoli mi na to, abym miała chłopaka - Nie mówmy o tym, dobrze? Nie psujmy sobie humoru - chrząkam, ale na szczęście sytuację ratuje kelnerka, która przynosi nasze zamówienie - O rany, to wygląda obłędnie!
- I tak też smakuje, gwarantuję. Jedz - kiwa głową na mój talerz i chętnie zabieram się za naleśniki.


Zajadamy się, rozmawiamy i naprawdę czuję się, jakbym znała tego chłopaka dobre kilka lat. Jest bardzo otwarty, rozgadany i kompletnie wyluzowany. Nie wstydzi się, flirtuje ze mną i podrywa mnie bez skrępowania. Czuję wtedy, jak palą mnie policzki, ale nie jestem do tego przyzwyczajona. Nigdy nie byłam na randce! Skąd mam wiedzieć, jak powinnam się zachować? Na dodatek Justin jest bardzo pewny siebie, kiedy ja jestem zagubiona i cała sytuacja jest dla mnie nowa. Jednak dobrze czuję się w jego towarzystwie. Jakbym wreszcie znalazła bratnią duszę.

Opuszczamy restaurację, Justin obejmuje mnie, przytula do siebie i zabiera na długi spacer po spokojnej okolicy.
Znowu rozmawiamy, słucham go z zainteresowaniem, ale wręcz uwielbiam jego głos. Jest niski, zachrypnięty i mogłabym go słuchać godzinami. 
Jednak, kiedy lekko się ściemnia, zasłania mi oczy i gdzieś prowadzi. Jestem zdezorientowana i nie wiem, co planuje. Nie sądziłam, że przygotował coś jeszcze. Kolacja i spacer to było już coś!
- Gotowa? - pyta cichutko, a jego ciepły oddech odbija się od mojego ucha, och - Nie bój się, jestem obok.
- O-okej - odpowiadam i wbijam zęby w wargę. Justin odsłania mi oczy, a przede mną ukazuję się przepiękny widok! Jesteśmy na dachu wysokiego budynku. Jest szklany stolik, dwa metalowe krzesła, mała lampka która daje delikatne światło i cudowne kwiaty w wazonie - O rany - jestem w szoku! - Jest przepięknie, Justin - rozglądam dookoła. Wysokie budynki otaczają nas z każdej strony, dopiero teraz po lewej stronie dostrzegam białą kanapę nad którą jest cudowny baldachim i białe światełka. Nie wiem, co to za miejsce, ale naprawdę jest cudownie! Klimat jest niesamowity i nie wierzę, że Justin na to wpadł - Nie wiedziałam, że jesteś romantykiem - przekręcam głowę, aby spojrzeć mu w oczy. 
- Jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz - szepcze cichutko, pochyla się i składa na moich ustach czuły pocałunek. 
Muska je delikatnie, z uczuciem, a moje serce praktycznie się zatrzymuje. Odwraca mnie w swoją stronę, układa dłonie na moich plecach i dociska do siebie. Oddaję się temu, bo naprawdę jest to bardzo przyjemne. Wślizguje język do środka, staję na palcach i wsuwam palce w jego włosy. Zaciskam mocniej, a pocałunek przybiera na sile. Jest zmysłowy, namiętny i z ust Justina ucieka cichutki jęk. Prześlizguje językiem po mojej dolnej wardze, odkleja się ode mnie, opiera swoje czoło o moje i zamyka oczy. Stoimy tak wtuleni w siebie kilka minut, aż chłopak rusza się i prowadzi mnie na kanapę. Nalewa szampana, wrzuca do kieliszka truskawkę i stuka swoim kieliszkiem o mój. Kiedy ja upijam zaledwie łyk, on wypija całą zawartość. Marszczę czoło i spoglądam na niego zaskoczona, kiedy nalewa sobie znowu i upija łyk. Nie wiem, o co chodzi, ale czyżby się zdenerwował? Zrobiłam coś nie tak? A może znowu rozpędziłam się z pocałunkiem? Powinnam się bardziej kontrolować, bo przecież ledwo się znamy.
- Wszystko w porządku? - pytam cicho i mocniej ściskam palcem na nóżce kieliszka - Jesteś zdenerwowany.
- Nie, skąd. Jest okej - przybliża się i obejmuje mnie ramieniem. Opieram głowę na jego barku i siedzimy w ciszy. Za cholerę nie rozumiem tego, że całuję i tulę się do tak naprawdę obcego dla mnie chłopaka. Jednak podoba mi się to, podoba mi się Justin i sposób, w jaki mnie traktuje. Poświęca mi swój czas, uwagę i jest drugą osobą, która to robi. Pierwszą jest Cami, a powinien być nią mój ojciec. Wiem, że może to naiwne z mojej strony, ale chcę w końcu zacząć żyć! Nawet, jeśli mam to robić wbrew woli ojca - Och, Mia - słyszę jego cichutki głos i spoglądam na niego. Odsuwa włosy z mojej twarzy, całuje w czoło i dotyka palcami mojego policzka - Jesteś śliczna - uśmiecham się na te słowa i patrzę na niego z rozczuleniem. Nie jestem przyzwyczajona do komplementów, a Justin wciąż mi je prawi.
- Zdradzę Ci w sekrecie, że jesteś pierwszą osobą, która mówi mi takie rzeczy, wiesz? Nikt tego nie robił.
- Naprawdę?! - podnosi głos i marszczy czoło zaskoczony - Jak to? Dlaczego? Przecież jesteś niesamowita, Mia.
- D-dzięki. Jednak moje życie jest mocno skomplikowane i trudne. Nie chcę Cię tym teraz zanudzać.

- Daj spokój, nie nudzisz mnie. Powiedz mi. Naprawdę chcę Cię bliżej poznać, Mia. Bardzo Cię lubię, chociaż to dopiero nasze trzecie spotkanie. Jednak mogę z Tobą porozmawiać, pośmiać się, a nawet pomilczeć i to jest cholernie fajne.
- Mam dokładnie tak samo i również Cię polubiłam. To dziwne, bo jak sam powiedziałeś, to nasze trzecie spotkanie.
- Naprawdę mnie lubisz? Uff, całe szczęście - wzdycha z ulgą i przykłada dłoń do serca - Już myślałem, że jestem natrętem i pozbędziesz się mnie po dzisiejszym dniu. Wiesz, spławisz i więcej nie będziesz chciała się spotkać.
No coś Ty! - chichoczę, ale jest taki zabawny - Dlaczego miałabym to zrobić? Jesteś w porządku facetem.
- Zastanawiam się, jakim cudem nie widziałem Cię nigdy wcześniej. Przecież mieszkamy całkiem blisko siebie.

- Może dlatego, że nie chodzę na imprezy? Prowadzę raczej domowy tryb życia. Ciebie widziałam pod moją szkołą.
- Mam tam kilku kumpli, ale niestety Ciebie tam nie dojrzałem. Jesteś niewidzialna? Chowasz się przede mną!

- No ba! Jestem jak ninja! - kiedy to mówię, Justin wybucha śmiechem i mierzwi moje włosy - Pojawiam się i znikam, tadam! - poruszam brwiami, ale nasze śmiechy przerywa dzwonek mojego telefonu. Wyjmuję go z torebki, a moim oczom ukazuje się twarz ojca, która widnieje na wyświetlaczu. Świetnie! - Cześć, tato. Czy coś się stało?
- Gdzie jesteś, Mia?! - krzyczy, aż muszę odsunąć słuchawkę od ucha - Wiesz, która jest godzina?! Zwariowałaś?!
- Och! - biorę dłoń Justina i rzucam okiem na jego zegarek. Niech to szlag! Jest kilka minut po dwudziestej drugiej! - Przepraszam, zasiedziałam się z Cami w kawiarni - Justin unosi brew i patrzy na mnie zdezorientowany.

- W tej chwili masz wrócić do domu, Rozumiesz mnie?! Przecież doskonale wiesz, jakie godziny Cię obowiązują!
- Wiem, tato! Nie denerwuj się, dobrze? Przecież wszystko jest w porządku, jestem bezpieczna! Spokojnie.
- Mam to w dupie! Masz pieprzone pięć minut, aby być w domu. Jeśli Cię nie będzie, nie chcę być w Twojej skórze!
- Dobrze - rozłączam się i zaciskam usta. Chce mi się beczeć! - Podrzucisz mnie do domu? Muszę wracać.
- Jasne - podnosimy się z miejsca, Justin nie zadaje pytań i chwyta mnie za rękę. W szybkim tempie dochodzimy do samochodu, Justin uruchamia silnik, a do mnie dociera boleśnie, że ojciec i tak nie pozwoli mi spotykać się z nim spotykać. Nigdy nie miałam obok siebie żadnego chłopaka, dlaczego teraz miałoby się to zmienić? Wpadłby w szał i wiem, jakby się to wszystko skończyło! - Mia? Co się dzieje? Jesteś blada - Justin przerywa ciszę i układa dłoń na moim udzie. Mknie przez miasto ponad setkę, ale to dobrze. Z kawiarni do mojego domu jest zaledwie dziesięć minut marszem, musimy się śpieszyć - Powiesz mi? - wcale nie chcę tego robić, to popieprzone! Co sobie o mnie pomyśli?
- Mój tata jest bardzo surowy i trzyma mnie krótko. Mam być w domu punkt dwudziesta druga. Zawsze.
- Rozumiem - odpowiada cicho i boję się, że to go odstraszy. Polubiłam go i jest moją "odskocznią" od życia.
- Nie może się dowiedzieć, że byłam z Tobą. Zatrzymasz się trochę wcześniej? Nie chcę, żeby nas zobaczył.
- Tak, nie ma sprawy. Obiecaj mi, że spotkasz się ze mną jeszcze - och! Gwałtownie przekręcam głowę w jego stronę, ale nie wierzę, że naprawdę tego chce! Cóż... nie zna mojego ojca, jeszcze! Gdy go pozna, szybko zmieni zdanie.

- Spotkam - posyłam mu blady uśmiech i ściskam jego dłoń, którą wciąż trzyma na moim udzie. Jest kochany.

Justin zatrzymuje się trzy domy wcześniej. Całuje mnie czule na pożegnanie i szybko wysiadam z samochodu.
Kiedy tylko przekraczam próg domu, mam serce w gardle. Boję się, co tym razem wpadnie ojcu do głowy.
- Gdzie byłaś?! - naskakuje na mnie, kiedy tylko wchodzę do salonu. Jest wściekły! - Mów wszystko, jasne?
- Byłam z Cami, tak, jak Ci powiedziałam - odpowiadam spokojnie i próbuję uspokoić szalejący oddech.
- Miałyście pójść do kina, prawda? O kawiarni nie wspomniałaś nawet słowem, więc okłamałaś mnie! 

- Nieprawda! Chciałam po prostu spędzić z przyjaciółką trochę czasu, to coś złego? Nic się przecież nie stało.
- Ale mogło! Masz być posłuszna, Mia! Żeby mi to było ostatni raz, rozumiesz? Ustaliłem pewne zasady.
- Tak, tato. Wszystko jest dla mnie jasne - schylam głowę i oddycham głęboko. Mam go serdecznie dość!
- Na szczęście znalazłem dla Ciebie nowego ochroniarza - co?! - Możesz iść do siebie, jutro porozmawiamy.

Odwracam się na pięcie, przewracam oczami i wchodzę po schodach. Kiedy tylko zamykam za sobą drzwi własnego pokoju, oddycham z ulgą. W tym momencie mam w nosie ojca, bo żyję jeszcze spotkaniem z Justinem. Uśmiecham się do siebie jak wariatka i kręcę głową. Naprawdę ten chłopak jest niesamowity.





************************************************************************
No to mamy trzeci rozdział :)
Rozpędziliście się z komentowaniem, a ja dotrzymuję słowa. Chociaż... jak będę dodawać codziennie to coś czuję, że szybko skończy się to opowiadanie haha ;)

Aww... Justin postarał się z randką, ale niestety tatuś popsuł klimat. Ale tata w tym opowiadaniu odegra znaczącą rolę. Ale ciii... nic już więcej nie mówię :P

No to... do następnego! :)
Kocham Was!

Kasia.

27 komentarzy:

  1. Świetny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Omg! Super! Czemu ojciec musiał zadzwonić w takim momencie! Ughhh popamięta mnie jeszcze -,-

    OdpowiedzUsuń
  3. Słooodki! Boże, daj mi takiego chłopaka! ^^ <3
    Mój tata tez jest nieco surowy jeśli chodzi o chłopaków, bo na pierwszym miejscu (dla niego) jest nauka. Chodzi o to, że on z Moją mamą wcześnie się pobrali, i mój tata chce żebym coś osiągnęła w życiu, była prawnikiem, lekarzem, lub (to co najbardziej faworyzuje) policjantka, bo jego marzeniem było zostać policjantem, ale przez pewną sytuacje nie mógł tego zrobić. Nie jest mój tata w ten sposób surowy, nie krzyczy czy coś, jest porostu opiekuńczy, mamy takie "przyjacielskie" relacje, mogę mu się czasem zwierzyc. Ależ ja się zwierzam na tym blogu, no masakra! ^^
    Uwielbiam tego bloga, oby szybko nastepny! <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawy rozdział, ale nie mogę się doczekać kiedy akcja się rozkręci! ♥

    OdpowiedzUsuń
  5. Justin jest takim słodkim chłopakiem !!!!!! Awww chcę takiego :D Świetny , czekam na nn <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudowny <3 Czekam na następny jak najszybciej !!!!!!!!! :* :* :*

    OdpowiedzUsuń
  7. A może to Justin będzie tym ochroniarzem? Ahahah świetny rozdział, czekam na akcje :D do następnego ✌

    OdpowiedzUsuń
  8. Już kocham to opowiadanie hahaha Czekam jak to wszystko będzie dalej ...czuję że będzie ciekawie ! Po tobie można się wszystkiego spodziewać <3 <3 <3 Czekam na nn z NIECIERPLIWOŚCIĄ :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Boskiii <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  10. chyba chciałaś napisać że mamy 3 rozdział :D tak wgl to świetny ! Justin jest słooodki. Czekam na następny

    OdpowiedzUsuń
  11. Awww słodki Justinnnn <3 Kocham to :P

    OdpowiedzUsuń
  12. Oooo przesłodki haha :D Nie mogę się doczekać dalszych rozdziałów !!!

    OdpowiedzUsuń
  13. Ooo *.* jak slodko. <3 cudowny ;* czekam na dalsze rozdzialy. <3

    OdpowiedzUsuń
  14. Takie to słodkie taki fajny Justin ;33 kooocham i czekam na nn ;D

    OdpowiedzUsuń
  15. Jaki kochany Justiiiś! :')

    OdpowiedzUsuń
  16. Oojoj jak uroczo!! *.* mam nadzieje ze z tym ochroniarzem problemow nie bedzie:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Jejku naprawde super, czekam nn :)

    OdpowiedzUsuń
  18. niesamowity!! chce wiecej <3

    OdpowiedzUsuń
  19. Czemu myślę że ochroniarzem będzie Justin?To byłoby takie fajne chociaż ochroniarzem może też być jakiś okropny facet.Jestem bardzo ciekawa i liczę że będzie to Justin.Wogóle to żal mi jej mieć takiego surowego ojca ale takiego chłopaka jak Justin chciałabym poznać.W tym opowiadaniu(jak narazie)Justin jest ideałem mojego chłopaka.Super rozdział czekam na next i Wesołych Świąt!

    OdpowiedzUsuń
  20. Ochroniarzem bedzie JUSTIN! NA 100% SWIETNY ROZDZIAL I CZEKAM NA KOLEJNY :3

    OdpowiedzUsuń
  21. fajnie by było jakby to był Justin <3 aww ;**

    OdpowiedzUsuń
  22. Justin jest po prostu cudowny a jesli chodzi o ojca M to już go nie lubie

    OdpowiedzUsuń

Layout by Yassmine