11.01.2015

Rozdział 10


Siedzimy nad jeziorem aż się ściemnia. Justin przytula mnie do siebie, okrywa kocem, który bierze z samochodu i ogrzewa. Zadziwia mnie jego troska, jednak jest to niesamowite uczucie. Pierwszy raz od bardzo dawna czuję, że komuś na mnie zależy. Jest blisko mnie, wspiera, troszczy się i jest wobec mnie taki kochany. Oczywiście boję się przyszłości i tego, jak będzie wyglądał nasz związek. Musimy być bardzo ostrożni i uważać na ojca. Wiem, że mogę mieć kłopoty, ale pierwszy raz w życiu chcę pójść na całość i zaryzykować. Chcę wreszcie zacząć żyć!

- Wiesz, że praktycznie nic o Tobie nie wiem? - przerywam ciszę i spoglądam na Justina - Opowiesz coś o sobie?
- Coś o sobie? Hmm... mam dwadzieścia jeden lat, mieszkam w Los Angeles od urodzenia. Mam młodsze rodzeństwo, siostrę Rose i brata Jaxona. Wyprowadziłem się z domu trzy lata temu i mieszkam sam, całkiem niedaleko Twojego domu - czochra moje włosy i całuje mnie w skroń - Co jeszcze chciałabyś wiedzieć?
- Nie wiem, na przykład co lubisz robić w wolnym czasie? Masz jakieś hobby? Co z Twoimi rodzicami?

- Uwielbiam grać w kosza z kumplami, ale teraz mam na to mało czasu. Lubię też oglądać filmy i grać na kompie. Co do rodziców, tata ma własną firmę budowlaną, a mama jest tłumaczem przysięgłym. Co dalej, panno ciekawska?
- Hej! Nie jestem ciekawska, okej? Po prostu chcę wiedzieć o Tobie jak najwięcej, skoro jesteś moim chłopakiem - mrużę oczy, a Justin mocniej mnie do siebie dociska - Czym zajmowałeś się zanim zostałeś moim ochroniarzem?
- Pracowałem u taty w firmie. Koszmarnie mi się tam nudziło, bo siedziałem za biurkiem i nic ciekawego się nie działo. Ogólnie jestem ruchliwym człowiekiem i to była dla mnie prawdziwa męka. Aż pojawił się mój dobry ziomek i powiedział mi, że Winters szuka ochrony dla córki. Skontaktowałem się z nim jeszcze tego samego dnia i oto jestem! 

- To szalone i nigdy bym się tego nie spodziewała. Wiesz, na mieście słyszałam, że zajmujesz się czymś szemranym.
- Och, naprawdę? - uśmiecha się przebiegle i wsuwa palce w moje włosy. Cholercia, zdenerwowałam go? - Na mieście słychać wiele rzeczy, które nie są prawdą, Mia. Nie możesz wierzyć we wszystko, wiesz? - przytakuję głową, ale ma sto procent racji - I nie masz powodu do niepokoju, nie robię nic złego. Owszem, mam kolegów, którzy obracają się w nieciekawym towarzystwie, ale ja trzymam się od tego z daleka. To nie dla mnie, nie chcę kłopotów.
- Bardzo dobrze, Justin. Tak trzymaj, bo nie chciałabym pewnego dnia odwiedzać Cię w areszcie... albo coś.
- Osz Ty! - łaskocze mnie, aż podskakuję. Nienawidzę tego! - Taka z Ciebie zadziorna ślicznotka, huh?
- P-przestań! - wiercę się, odpycham jego dłonie i nie mogę przestać się śmiać - No już! Będę grzeczna!
- No ja myślę - przestaje i mogę odetchnąć z ulgą - Powinniśmy wracać, 
jeśli Twój ojciec wróci jednak wcześniej, to może być surowo. Dochodzi dopiero dziesiąta, ale z nim nigdy nic nie wiadomo, a nie chcę mu podpaść.
- Tak, masz rację - wzdycham ciężko, podnoszę się i idziemy do samochodu - Zabierzesz mnie tutaj jeszcze kiedyś?
- Oczywiście! Kiedy tylko będziesz chciała, wystarczy powiedzieć - obejmuje mnie ramieniem i całuje w głowę.


Wchodzimy do domu, a na mojej twarzy wciąż widnieje szeroki uśmiech. To był naprawdę świetny wypad i jestem mu wdzięczna, że pokazał mi tak cudowne miejsce. Liczę na to, że niebawem znowu tam wrócimy i nacieszymy się sobą.
- Gdzie byliście?! - słyszę podniesiony głos ojca i spinam się natychmiast - Chodźcie tutaj - kurwa! Przełykam ślinę, wchodzimy do salonu i boję się tego, co może się wydarzyć - No dalej, czekam na wyjaśnienia. Jest późno! 
- Proszę wybaczyć, Mia miała ochotę na lody - co takiego?! - Tłumaczyłem jej, że powinniśmy wracać, ale kobieta to kobieta. Jestem na każde jej zawołanie, więc spełniłem jej prośbę - gapię się na niego z niedowierzaniem.
- Och - ojciec spogląda na mnie, ale nie widzę złości z jego oczach - Rany, Mia! Naprawdę masz zachcianki.
- Przepraszam - schylam głowę i staram się nie mówić zbyt dużo. Nie chcę, żeby ponownie wpadł w szał.
- W porządku, Kochanie. Przecież nic się nie stało - gwałtownie podnoszę głowę i myślę nad tym, co właśnie powiedział. Kochanie?! On nigdy tak do mnie nie mówi, co się z nim dzieje? - Już późno, Mia. Powinnaś się położyć.

- Tak, już idę. Dziękuję za lody, Justin - odwracam się do chłopaka i posyłam mu szeroki uśmiech. Robi ukłon, a ja chichoczę. Jest uroczy! - Dobranoc - kiwam głową do ojca, ale nagle coś sobie przypominam - Tato - chrząkam i zbieram się w sobie - Czy mogę pójść jutro do szkoły? - błagam go spojrzeniem, ale mam dość siedzenia w domu.
- Tak, Mia, możesz iść jutro do szkoły. Justin Cię zawiezie i odbierze. Bądź ostrożna i bez numerów, jasne?
- Oczywiście! Dziękuję! - klaszczę w dłonie i w przypływie szczęścia podbiegam do taty i całuję go w policzek.

- No już dobrze, leć do łóżka - jest zmieszany i z pewnością nie spodziewał się tego po mnie. Wyczułam, że się spiął.
Wbiegam po schodach na górę i zamykam za sobą drzwi mojego pokoju. Mój uśmiech jest ogromny i dzisiejszy dzień śmiało mogę zaliczyć do tych pod tytułem "rewelacyjny"! Najpierw czas spędzony z Justinem, a teraz to!
Przebieram się w moją szarą koszulkę do snu i wskakuję do łóżka, jestem szczęśliwa! Tata wreszcie zachował się jak prawdziwy ojciec! Właśnie tego najbardziej brakuje mi w kontaktach z nim. No i... mam chłopaka! Jak do tego doszło?

Rano budzi mnie dźwięk telefonu, który sygnalizuje czas pobudki. Przeciągam się leniwie, ziewam i wychodzę z ciepłego łóżka. Ogarniam twarz, myję zęby i rozczesuję włosy. Wbijam się w białe rurki, zakładam czarną bluzeczkę z kokardką, a na nogi ubieram moje ulubione buty na korku. Schodzę na dół, Sara robi mi śniadanie, jednak mam słaby apetyt i piję tylko pachnącą kawę. W międzyczasie piszę do Cami, że dzisiaj zobaczymy się w szkole.
Kiedy odkładam telefon, do kuchni wchodzi Justin. Wygląda obłędnie w czarnych spodniach i szarej bluzie. Niby zwyczajnie, ale nie w jego przypadku. Moje serce przyśpiesza, bo wciąż nie dowierzam, że naprawdę jest mój.
Wystawia dłoń, dopijam kawę, biorę torebkę i wychodzimy z domu. Wsiadamy do samochodu, Justin uruchamia silnik i opuszczamy teren mojego domu. Kiedy tylko zatrzymuje się na najbliższych światłach, odwraca się w moją stronę i zachłannie mnie całuje. Jego język wiruje i pieści mój mocno i zmysłowo. O rany! Mógłby nigdy nie przestawać.
- Cześć, Kotku - dyszy ciężko i oblizuje usta. Wpatruję się w niego i próbuję dojść do siebie - Jak się spało?
- Dobrze, chociaż myślę, że z Tobą spałoby mi się zdecydowanie lepiej - m
am dobry humor i trochę flirtu nie zaszkodzi.
- Och, czyżby? - posyła mi seksowne spojrzenie i układa dłoń na moim udzie - Jeśli chcesz, mogę spać z Tobą.
- Chcę, ale to niemożliwe. Gdyby ojciec nas przyłapał... - nie kończę, bo samo myślenie o tym mnie przeraża.
- Nie zrobi tego, Mia. Przecież nigdy nie przychodzi do Ciebie w nocy, prawda? - wrzuca bieg i rusza ze świateł.
- No tak, nigdy się to nie zdarzyło. Co nie zmienia faktu, że byłoby to z naszej strony ogromne ryzyko.

- Nie martw się o to, coś wymyślę - och, on tak na poważnie? - Sam chętnie obudzę się obok Ciebie.
- Nie możemy aż tak ryzykować. To na pewno byłoby coś super, ale moglibyśmy przypłacić za to życiem.
- Nie przesadzaj, maleńka. Dobrze wiesz, że nie dam Cię skrzywdzić. Obiecałem Ci to, chyba nie zapomniałaś?
- Oczywiście, że nie - uśmiecham się lekko i ściskam jego dłoń, którą trzyma na moim udzie - Dziękuję, Justin.
- Nie masz za co dziękować - podnosi moją dłoń i całuje wierzch - Okej, jesteśmy. Kończysz o 14:45, tak? - przytakuję głową i zastanawiam się przez chwilę, skąd to wie? Czyżby tata przekazał mu mój plan? - Będę na Ciebie czekał.
- Cieszę się - pochylam się i składam na jego ustach czułego buziaka - Mmm, masz takie słodkie usta.
- Jesteś niemożliwa! - uderza mnie w tyłek w momencie, w którym prawie wysiadam z samochodu.

- Ja? Chyba Ty! - wystawiam język, zamykam drzwi i idę w stronę ogromnego budynku szkoły. 
Justin nie odjeżdża. Czeka, aż wejdę do środka. Spotykam przed wejściem Chrisa, Cleo i Thoma, który zawsze mocno mnie do siebie przytula, podnosi i okręca kilka razy. Piszczę wesoło, bo naprawdę za nimi cholernie tęskniłam! Po chwili podbiega do nas Cami i podskakuje jak wariatka na mój widok. Tak bardzo cieszę się, że tutaj jestem!

Czas w szkole mija bardzo fajnie. Wiem, że dla niektórych to dziwne, ale ja naprawdę lubię tutaj przebywać. Kontakt z ludźmi jest bezcenny! Na lekcji wychowania fizycznego gramy w moją ulubioną siatkówkę. Przebieram się w czarne, krótkie spodenki, czerwoną bokserkę i zakładam podkolanówki. To nasz obowiązkowy strój.

- No dalej, Cami! Z werwą dziewczyno! - uśmiecham się do niej szeroko i skaczę, żeby się nieco bardziej rozgrzać. 
- Nie chce mi się, mam strasznego lenia! Skąd w Tobie dzisiaj tyle energii, co? Ja ledwo zwlekłam tyłek z łózka i chętnie bym tam wróciła - Cami marudzi i leniwie zakłada na siebie spodenki, kiedy ja zrobiłam już czterdzieści podskoków.
- Miłość moja droga, miłość - mrugam do niej i dopiero teraz dociera do mnie to, co powiedziałam. Przestaję skakać i gapimy się na siebie z Cami. Cholera! Wygadałam się, a wiem, że moja przyjaciółka już mi nie odpuści.
- Miłość? O czym Ty mówisz? - jest szczerze zaskoczona, uchyla lekko usta i nie spuszcza ze mnie wzroku, niech to szlag! - No mów! Niech Ci tylko nie przychodzi do głowy, aby puścić mi jakąś bajeczkę! Chyba mi ufasz, prawda?
- Oczywiście, że Ci ufam - wzdycham ciężko i myślę od czego zacząć. Cami chwyta mnie za łokieć i wychodzimy z szatni. Zatrzymujemy się dopiero na boisku przed szkołą. Patrzy na mnie wyczekująco i zakłada ręce na piersiach.
- Zaczniesz w końcu? Nie mamy całego dnia, Mia. Za trzy minuty zacznie się lekcja, więc wyduś to z siebie.
- Zakochałam się - walę prosto z mostu, a co! - Nie planowałam tego, to stało się tak nagle, bez ostrzeżenia.
- Ale jak to?! W kim? Przecież wychodzisz tylko do szkoły,
Twój ojciec nie daje Ci wolności, więc jakim cudem się zakochałaś? Ledwo widujesz chłopców z paczki. Chwila! Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że to któryś z nich?! 
- Nie, Cami. To nie jest żaden z chłopców, wyluzuj i nie panikuj, kiedy powiem jego imię. To Justin.
- C-co? - jąka się i wpatruje we mnie, jakby wyrosła mi druga głowa - Przecież mówiłaś, że nic Cię z nim nie łączy, 
że nawet Cię nie pocałował! Traktuje Cię tylko jak swoją pracę, a teraz nagle wyjeżdżasz mi z czymś takim?
- Nie powiedziałam prawdy do końca, nie byłam jeszcze gotowa. Wybacz - patrzę na nią ze skuchą, ale kręci głową i dobrze wiem, jak bardzo jest tym wszystkim zaskoczona - Pocałował mnie, Cami. Doprowadził mnie także do orgazmu, co jest kompletnym szaleństwem! - przykładam dłonie do policzków, ale są gorące i dosłownie płonę! 

- Ja pierdole! - krzyczy głośno, aż muszę ją uciszyć - Ty sobie chyba ze mnie żartujesz, tak? Przecież dzisiaj nie ma prima aprilis, Mia. To wcale nie jest śmieszne, wiesz? Nienawidzę, kiedy robisz mi żarty i wkręcasz!
- Nie robię tego, to prawda. Spędziłam z nim trochę czasu, okazał być się cudownym facetem i wpadłam po uszy.
- Jestem w szoku, poważnie. Nie spodziewałam się takich rewelacji i powinnaś była powiedzieć mi to wcześniej.
- Wiem, ale nie byłam chyba na to gotowa. To dla mnie nowa sytuacja, sama muszę się w tym odnaleźć. Nadal jestem zaskoczona tym, co się między nami wydarzyło. N
ie powinnam mu na to pozwolić, ale ten chłopak miesza mi w głowie i nic nie mogę z tym zrobić. Wczoraj ot tak zapytał, czy zostanę jego dziewczyną, czy może mnie uszczęśliwić.
- Naprawdę to powiedział? - pyta zaskoczona, a ja przytakuję - Wow, nie spodziewałabym się tego po nim. 

- Jest kochany, Cami! - uśmiecham się jak kretynka, na myśl o nim - Traktuje mnie dobrze, wręcz obchodzi się jak z jajkiem i sprawia, że się uśmiecham. Tuli mnie do siebie, a ja tak bardzo potrzebuję, żeby ktoś był przy mnie. Ojciec ma na mnie wyjebane i może dlatego tak ciągnie mnie do niego? Przy nim czuję się wyjątkowo, tak dobrze!
- Nie wiem, co mam powiedzieć, zatkało mnie! - uśmiecha się i kręci głową - Nie wiem jednak, czy to dobry pomysł. Przecież to niebezpieczny człowiek, Mia! A jak robi to wszystko tylko po to, żeby zrobić Ci krzywdę?
- Naprawdę myślisz, że ojciec zatrudniłby go gdyby miał mi coś zrobić? Wątpię! Zresztą, nie wierzę w to, że Justin jest niebezpieczny. Rozmawiałam z nim, pracował w firmie ojca, Cami, a teraz jest moim ochroniarzem. To jakieś wyssane z palca bzdury! Na pewno nie zabił swojej dziewczyny. Nie wierz we wszystko, co mówią na mieście.
Naszą rozmowę przerywa dzwonek na lekcję. Cami posyła mi spojrzenie pełnie niedowierzania, a na boisko wybiega cała nasza klasa. Dzielimy się na grupy i zaczynamy grę. Czas się trochę zmęczyć. 

O trzynastej czterdzieści pięć słyszę ostatni dzwonek i zbieram swoje rzeczy ze stolika. Prawie zasnęłam na biologii.

- Nareszcie koniec tej męki - Cami burczy pod nosem, idzie obok mnie i teatralnie przewraca oczami.
- Jesteś dzisiaj strasznie marudna, wiesz? Musisz koniecznie spotkać się z Harrym, a Twój humor się poprawi.
- Żebyś wiedziała - posyła mi swój firmowy, chytry uśmieszek i otwiera szafkę - Właśnie do niego idę.
- Jesteś solidnie stuknięta - prycham rozbawiona i idę w jej ślady. Chowam książki do szafki i wyjmuję sweterek. 

- Mam nadzieję, że będziesz jutro w szkole? Bez Ciebie jest koszmarna nuda i nie mam z kim pogadać.
- Wydaje mi się, że będę. Mam to w planach - wzruszam ramionami, chociaż do końca nie mam takiej pewności.
- Więc do zobaczenia. Uciekam do mojego księcia - przytula mnie, całuje w policzek i już jej nie ma.

Zakładam na ramiona szary, cienki sweterek i zamykam szafkę. Już mam podnieć torebkę, ale nagle obok mnie pojawia się chłopak. Opiera się ramię o szafkę Cami i bacznie mi się przygląda. Na początku staram się go ignorować, jednak bez wątpienia jest tutaj z mojego powodu. Nie znam go i to zaczyna mnie niepokoić.
- Masz jakiś problem? - unoszę brew i staram się grać twardą. Wygląda poważnie i na pewno jest straszy ode mnie.
- Nie, skąd. Przechodziłem obok i postanowiłem zajrzeć. Jak się masz, Mia? - uśmiecha się, ale jest to dziwny uśmiech.
- Dobrze. To jakieś podchwytliwe pytanie? - wygląda na rozbawionego, chociaż mi nie jest do śmiechu. Uważnie mu się przyglądam i muszę stwierdzić, że jest całkiem przystojny. Ma ciemne włosy, prawie czarne oczy, kolczyki w uszach i tatuaże na rękach. Ale chwileczkę! Nagle dociera do mnie coś zupełnie innego - Skąd znasz moje imię?

- Któż go nie zna, Kochanie? Jesteś córką najpopularniejszego alfonsa w LA - mruga zadziornie, a mi opada szczęka.
- Pieprz się! - mówię ze złością, chwytam torebkę i kieruję się w stronę drzwi. Nie podoba mi się ta rozmowa.
- Hej, jeszcze nie skończyłem! - dopada do mnie i chwyta za ramię. Spinam się i chcę się wyrwać, jednak nie pozwala mi na to - Uspokój się i bądź grzeczna, Mia. Nic Ci nie zrobię! - podnosi głos, rozglądam się nerwowo, ale korytarze już opustoszały. Mam kłopoty? - Masz tylko przekazać tatusiowi wiadomość. Nie powinien był wchodzić na teren, który nie należy do niego, a on wybudował tam sobie nowy burdel - o.mój.boże! - To nie spodobało się mojemu szefowi.

- Nie mam bladego pojęcia o czym mówisz. Nie mieszaj mnie do tego, to interesy mojego ojca. Mnie to nie obchodzi!'
- To niech zacznie! - podnosi głos i wbija palce w moje ramiona. Jest wściekły i teraz już cholernie się boję - Jeśli Twój tatuś tego nie cofnie, właśnie Ty mi za to zapłacisz, kapujesz?! - o kurwa! Czy ja dobrze usłyszałam?!





*******************************************************
Hello! :)
Ładnie komentujecie, więc postanowiłam dodać dzisiaj rozdział :)
Dziękuję wam za każde słowo... naprawdę jesteście kochane!
Na razie będę kontynuować opowiadanie. Mam nadzieję, że uda nam się dobrnąć do końca :)

Pojawiłam się także nowa postać, która sporo namiesza :)

Do następnego!
Kocham!

Kasia.



25 komentarzy:

  1. Świetny rozdział :) Czekam na kolejny ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. świetny rozdział! jestem ciekawa kim dokładnie jest ten chłopak... już go nie lubie

    OdpowiedzUsuń
  3. Ooooo zaczyna się akcja widzę ;) Ciekawe jak dużo namiesza ten chłopak, ale mam nadzieję, że już niedługo się dowiemy ^^ Wspaniały rozdział kochanie, uwielbiam Twoje opowiadania dksbwosbow ;) Pozdrawiam xx

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie wiem co napisac bo rodzial jest meeega i jeszcze Justin taaaaki kochany no
    uwielbiam to ff ♥ Pewnie ja porwie ten chlopak xd

    OdpowiedzUsuń
  5. Awww... to słodkie. Mam nadzieje, że będą razem długo i szczęśliwie, no, ale jakieś zawirowania muszą być. A ten chłopak... cóż, wszystko się okaże w kolejnym rozdziale. Do następnego :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam wrażenie że Justin się wkurzy... bardzo.
    Jezu on jest taki kochany. Mia ma wreszcie chłopaka.... ja tez chce takiego ochroniarza:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Oni są tacy hugfcvjknb haha
    Ten chłopak już mi się nie podoba !!!

    OdpowiedzUsuń
  8. No ja myślę że dokończysz ;)haha.Zaczynam się o Mię bać.Oby jej nic się nie stało.W następnym pewnie Justin wejdzie i ogarnie kościa bo nikt nie będzie gadał do jego dziewczyny haha.Ciągle mam obawę że ten ojciec ich zaraz przyłapie a to skończy się źle.Ja nie wiem jak ten Jusrin chce z nią spać.Super rozdział czekam na next.

    OdpowiedzUsuń
  9. Fajnie, fajnie :D jest meeeega, cudownie o wgl ;D nie mogę się doczekać następnego hoho ✌

    OdpowiedzUsuń
  10. Genialny rozdział, kiedy nn? :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ooo nowy koleś ? Bedą problemy :-/
    Justin ...szalony haha ciekawe co wymyśli żeby z nią spać :-P Czekam na next !!!!! <3

    OdpowiedzUsuń
  12. Cudowny ! Justin ahhh taki kochany :-)
    Wyczuwam kłopotyyyy .... głupi koleś już mnie denerwuje :-/

    OdpowiedzUsuń
  13. Boski <3 <3 <3 Czekam na nn :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Aaawww kocham ich !!!! Jak dobrze że są razem :D Ciekawe cooo Justin planuję z tym spaniem hihi
    Czekam na następny <3

    OdpowiedzUsuń
  15. Jejku! Ona musi być bezpieczna ! Mam nadzieje ze bedzie wszystko ok :) 👌😃

    OdpowiedzUsuń
  16. Suuuper !! Wkoncu akcja xd czekam nn trzymaj sie kochana :*

    OdpowiedzUsuń
  17. Zeby tylko nie zrobil jej krzywdy :o super rzodzial :*!

    OdpowiedzUsuń
  18. Super rozdział mam nadzieje że nie stanie sie jej żadna krzywda

    OdpowiedzUsuń

Layout by Yassmine