13.01.2015

Rozdział 11.

Gapię się na niego i nie mogę uwierzyć, że chce mnie w to wszystko wplątać. Mój ojciec prowadzi te swoje popieprzone interesy, ale trzyma mnie od nich z daleka! I dobrze, bo nie chcę mieć z tym nic wspólnego. Aż tutaj nagle pojawia się jakiś słodki chłopiec, który mówi mi takie rzeczy? Co to ma być?! Nie mam zamiaru brać w tym udziału.
- Nie dotykaj mnie, to po pierwsze - wyrywam ramię z jego uścisku i robię krok w tył - A po drugie, przestań mi grozić, człowieku! Kim Ty w ogóle jesteś, huh? Jeśli masz jakiś problem, idź do mojego ojca i z nim rozmawiaj o tych przeklętych burdelach. 
Ja nie chcę mieć z tym nic wspólnego. Rozumiesz mnie? Radzę zakodować to sobie w głowie.
- Jesteś strasznie pyskata, jak na taką słodką dziewczynę - mruży oczy, przykłada dłoń do brody i masuję ją.
- Masz mi coś jeszcze do powiedzenia? Jeżeli nie, pójdę sobie. Ktoś na mnie czeka. Do zobaczenia nigdy.
Odwracam się na pięcie i kieruję się prosto do wyjścia ze szkoły. Popycham ciężkie drzwi i w oczy natychmiast rzuca mi się Justin, który stoi oparty o maskę swojego wypasionego samochodu. Pali papierosa i robi kółeczka z dymu. Uśmiecham się pod nosem na jego widok, chociaż nie wiedziałam, że pali te wstrętne papierosy!
- Bądź ostrożna, Mia - słyszę przy uchu szept tego chłopaka i odskakuję jak poparzona. Co za popapraniec!

Kręcę głową, kiedy odchodzi i postanawiam się nim nie przejmować. Powoli podchodzę do Justina, który wreszcie mnie zauważa i obdarza cudownym, seksownym uśmiechem. Tylko on to potrafi.
- Cześć, Kotku - porywa mnie w swoje ramiona, okręca dookoła i całuje namiętnie - Mmm, bardzo tęskniłem.
- Ja również - pocieram nosem o jego i całuję czubek - Musisz przestań palić, wiesz? Nie będę Cię całować!

- Och, serio? - robi groźną minę i oblizuje usta - Taka mała, a taka zadziorna - śmieje się głośno, a ja strzepuje niewidzialny pyłek z ramienia - Mało palę, ale postaram się przy Tobie tego nie robić, pasuje? - uśmiecham się i przytakuję głową - Okej, możemy jechać - stawia mnie na ziemi, otwiera dla mnie drzwi i wślizguję się na miejsce pasażera. Zapinam pas, Justin zajmuje miejsce za kierownicą i uruchamia silnik - Jak minął Ci dzień w szkole?
- Świetnie! Stęskniłam się za przyjaciółmi, chociaż za nauką już trochę mniej. Jednak nie narzekam. A jak u Ciebie?
- Całkiem w porządku, ale teraz jest zdecydowanie lepiej, bo mam Cę obok siebie - och! Zaciskam usta, a w moim brzuchu coś przyjemnie się zaciska - Twojego ojca nie będzie do wieczora, masz na coś ochotę? Może jesteś głodna?

- Właściwie jestem. Na przerwie zjadłam tylko jabłko, bo miałam średni apetyt. Co proponujesz, Skarbie?
- Obiad, mała. Koniecznie musisz coś zjeść - mruga rozbawiony, całuje mnie w usta i rusza z parkingu. 


Po pysznym obiedzie w przytulnej knajpce, jedziemy do domu. Rozmawiamy o jakichś nic nie znaczących rzeczach i kiedy tylko jesteśmy pod domem, dostrzegam chyba z sześć samochodów. Są eleganckie i wypasione. O co chodzi?
- Wiesz coś na ten temat? - spoglądam na mojego chłopaka, który parkuje i marszczy brwi - Co się dzieje?
- Nic, spokojnie. Twój tata wspominał mi o jakimś ważnym spotkaniu, nic więcej na ten temat nie wiem.
Wysiadamy z samochodu i wchodzimy do domu. Odkładam torebkę na komodę i spoglądam w prawą stronę. W salonie siedzi ośmiu mężczyzn. Ubrani w garnitury wyglądają groźnie i poważnie. Przełykam ślinę, bo to nie mój świat.

- Mia - ojciec przenosi na mnie spojrzenie i wiem już, że jest zły. Tylko tego brakowało - Powinnaś już dawno temu wrócić ze szkoły, prawda? - o, cholera! Justin mówił, że nie będzie go do wieczora! - Idź do siebie, porozmawiamy o tym później, kiedy skończę spotkanie - kręci głową niezadowolony i wzdycha - Justin, dołącz do nas - och, po co?
Idę do siebie, zamykam się w pokoju i podświadomie czuję, że rozmowa z tatą wcale nie będzie miła. 
Przebieram się w zwykłe, czarne legginsy i szarą bluzeczkę z rękawkiem do łokcia. Związuję włosy w koka i przeglądam notatki ze szkoły. Mam zadanie z matmy i chemii, ale jedyne o czym myślę to ojciec. Nie mogę się na niczym skupić, więc odłożę to na później. Liczę też na to, że nie wciągnie Justina w jakieś gówno.

Godzinę później, kiedy przeglądam bzdury na laptopie, słyszę podniesiony głos ojca. Zaczyna się!
- Mia! Do mnie! - krzyczy głośno i już czuję ten nieprzyjemny dreszcz na plecach. Jednak ruszam się z fotela, zbiegam ze schodów i wchodzę do salonu. Siedzi na fotelu i pali papierosa, obok niego siedzi Justin i ma dziwnie zmartwiony wyraz twarzy. To nie wróży nic dobrego! - Chcesz mi coś powiedzieć? - marszczę brwi, bo nie bardzo rozumiem pytanie - 
Powinnaś wrócić przed czternastą, wróciłaś o piętnastej trzydzieści. Gdzie byłaś? - cholera! Co mam mu powiedzieć? Przecież nie mogę się wygadać, że Justin zabrał mnie na obiad. Chociaż, dlaczego nie? Jest moim ochroniarzem, ma mnie zabierać tam, gdzie chcę, ale gdy tylko wspomnę o obiedzie, ojciec od razu mnie zbeszta. Obiady mam jeść w domu, przecież mamy gosposię - Mia?! - podnosi głos, aż się wzdrygam. Niech go szlag, no! Trochę cierpliwości!
- Potrzebowałam książkę na biologię, więc zostałam w bibliotece - ta myśl spada na mnie jak grom z jasnego nieba! 
- Książkę, tak? Justin, czy Mia mówi prawdę? - patrzy na niego i unosi brew. Co to ma być, do jasnej cholery?!
- Tak, proszę Pana. Mia mnie o tym poinformowała, tak więc czekałem na nią przed szkołą. Wszystko się zgadza.
- W porządku - ojciec zaciąga się papierosem i patrzy na mnie podejrzanie - Jednak na przyszłość wolałbym, abyś mnie o tym informowała, jasne? Chcę wiedzieć, gdzie jesteś. Wyślij po prostu wiadomość - przytakuję głową, chociaż dziwi mnie to. Wcześniej tego ode mnie nie oczekiwał - Siadaj, Mia - wskazuje papierosem na kanapę, więc siadam naprzeciwko niego i Justina - Jesteś taka podobna do matki, Kochanie - na samo jej wspomnienie wszystko w moim brzuchu wywija się na drugą stronę. Dlaczego o niej mówi? - Jesteś tak samo śliczna, jak ona - w moim gardle pojawia się gula i natychmiast zbiera mi się na płacz. Tak bardzo mi jej brakuje i do końca nie pogodziłam się z jej śmiercią. Odeszła zbyt wcześnie - Była cudowną osobą i bardzo Cię kochała - wiem. Szkoda, że Ty nie potrafisz!
Nagle jego wywód przerywa dzwonek telefonu. Odbiera niemal od razu, słucha uważnie i słyszę, że rozmawia o swoim nowym biznesie. Przypomina mi się chłopak ze szkoły i mój brzuch nieprzyjemnie się zaciska. Może powinnam powiedzieć o nim ojcu? Odkąd wróciłam do szkoły powtarzał mi dość często, że od razu mam mu mówić jeśli ktoś będzie mnie zaczepiał. Boję się trochę, ale wydaje mi się, że ojciec ma dzisiaj dobry humor, a nie chcę tego przed nim ukrywać. Kiedy kończy rozmowę i zapada niezręczna cisza, postanawiam poruszyć ten temat. Obym tego nie żałowała.
- Tato - zaczynam nieśmiało i ojciec przenosi na mnie swoje spojrzenie - Dzisiaj w szkole zaczepił mnie pewien chłopak.
- Chłopak? - tata przechyla głowę i mruży oczy - Jaki znowu chłopak? Czego od Ciebie chciał i co mówił?
- Powiedział, że jego szefowi nie spodobało się to, iż swój nowy interes rozkręciłeś na jego terenie. Kazał mi z Tobą porozmawiać i przekonać Cię, abyś się z tego wycofał - widzę wzrok Justina. Zaciska szczękę i jest wściekły.
- Co takiego?! - zrywa się na równe nogi i przeczesuje włosy - Czy jego do reszty pojebało?! Czy on wie, kim ja kurwa jestem?! - krzyczy, a ja kurczę się ze strachu. Nie spodziewałam się, że aż tak bardzo się wkurzy!
- Jeśli jego szef ma problem, to powinien porozmawiać z Tobą i go rozwiązać. Nie chcę brać w tym udziału, tato.
- Nikt nie będzie Cię w mieszał, Mia! Pierdolony tchórz! - ależ jest wściekły! - Nie pójdziesz jutro do szkoły.
- Co?! Dlaczego?! - podnoszę się, ale ta rozmowa idzie w złym kierunku! - Nie rób tego, proszę! 

- Nie mam innego wyjścia, dziecko! On może znowu tam przyjść i posunąć się dalej. Nie będę ryzykował.
- Nic mi nie zrobi, przecież jestem pod okiem nauczycieli, tak? W szkole jestem całkowicie bezpieczna.
- To nie podlega dyskusji, Mia. Taka jest moja decyzja i nie wrócisz do szkoły, aż do odwołania. 

- To niesprawiedliwe! Dlaczego znowu mam cierpieć przez Twoje popieprzone interesy, co? Chcę normalnie żyć!
- Nie tym tonem! I uważaj na słowa! To, co mówię ma być dla Ciebie święte, rozumiesz? Nie sprzeciwiaj mi się, bo doskonale wiesz, kto tu rządzi! Jesteś moją córką i to ja decyduję o Twoim życiu, jesteś nieletnia.
- A Ty jesteś moim ojcem! Nie traktujesz mnie jak własnego dziecka! Dlaczego? - jestem wściekła! Mam go dość!
- Nie będę dyskutował z Tobą na ten temat. Do swojego pokoju, już! Masz szlaban na wychodzenie z domu!
- Mam to w dupie! Jutro pójdę do szkoły, czy Ci się to podoba, czy nie! - wrzeszczę na niego, czego żałuję niemal natychmiast. Czuję pieczenie na policzku i odrzuca moją głowę mocno w prawą stronę. Znowu to zrobił, uderzył mnie.
- Uważaj, do kogo mówisz. Nie jestem Twoim przyjacielem, tutaj panują pewne zasady, a Ty najwyraźniej o nich zapomniałaś! - zaciska szczękę i wręcz morduje mnie spojrzeniem - Przypomnę Ci o nich, a teraz marsz do swojego pokoju. Nie mam ochoty dłużej na Ciebie patrzeć - jego słowa tną moje serce, ale chcę być twarda. 
Odwracam się na pięcie i wchodzę po schodach na górę. Zamykam się w swoim pokoju i chowam się pod kołdrą. Mam dość takiego życia. Nie rozumiem, dlaczego ojciec traktuje mnie jak swój osobisty worek treningowy. Co ja mu takiego zrobiłam? Ale czy to jest w ogóle ważne? Nie, bo właśnie po raz pierwszy w życiu wpada mi do głowy pomysł, aby po prostu uciec, jak najdalej stąd. Nie mam bladego pojęcia o życiu poza murami tego domu, ale on mnie wykończy.

Następnego dnia budzi mnie dzwonek telefonu. Dochodzi siódma trzydzieści i wiem, że to pobudka do szkoły. Mimo zakazu ojca, postanawiam do niej iść. Wyskakuję z łóżka, biorę szybki prysznic i raz dwa się ogarniam. Wbijam na siebie czarne rurki, białą bluzeczkę i zakładam na nogi adidasy na koturnie. Lepiej, żebym nie spotkała go na dole, bo to nie skończy się dla mnie dobrze. Ba! I tak już mam przejebane, właśnie sprzeciwiłam się jego zakazowi.
Schodzę na dół, ale w kuchni jest tylko Sara. Krząta się i nuci pod nosem jakąś melodię. Uśmiecham się do siebie, podchodzę do niej i przytulam się do jej pleców. Uwielbiam ją i traktuję jak członka naszej rodziny. Jest kochana.
- Mia? Dlaczego jeszcze nie śpisz, dziecko? Jest wcześnie - patrzy na mnie i marszczy brwi - Wychodzisz?
- Tak, idę do szkoły - uśmiecham się, biorę jabłko i chowam je do torby - Dzisiaj kończę o trzynastej, do zobaczenia.
- Chwila! Przecież ojciec dał Ci szlaban, tak? Sam mnie wczoraj o tym poinformował, co Ty wyprawiasz, Mia?

- Nic? Mam szkołę i nie chcę jej zawalić przez to, że ojciec ubzdurał sobie w głowie jakiś fanaberie. To wszystko.
- Skarbie, narobisz sobie kłopotów! To niepotrzebne. Proszę, zostań w domu - wzdycha ciężko i patrzy na mnie czule.
- Nie martw się o mnie. Jestem już dużą dziewczynką - mrugam okiem, cmokam ją w policzek i opuszczam dom.


Idę do szkoły marszem. Nawet nie powiedziałam o tym Justinowi, a to dodatkowy minus dla mnie. Będzie wściekły, bo ma mnie pilnować na każdym kroku, a ja mam ich wszystkich dość. Dlaczego nie pozwolą mi normalnie żyć? Przecież mam siedemnaście lat do cholery! Ojciec chce mnie chronić do końca życia? Jak mam się usamodzielnić?
Wchodzę do szkoły i od razu widzę moich znajomych, uśmiecham się do nich szeroko i przytulam każdego do siebie. Dzisiaj mam luźne lekcje i wiem, że będzie fajnie. Zanim jednak zaczynają się zajęcia, czuję wibrację mojego telefonu. Wyciągam go z kieszeni i wchodzę w skrzynkę odbiorą, żeby przeczytać wiadomość. Jest od Justina.


"Mia! Wykończysz mnie, dziewczyno!
Sara właśnie powiedziała mi, że poszłaś do szkoły. Czy Ty jesteś niepoważna? Twój ojciec Ci zabronił, chcesz więcej kłopotów? Dlaczego mi nie powiedziałaś?! Nie ufasz mi? Kurwa, Kotku! Jestem wściekły!

Aww! Nie wiem dlaczego, ale głupi uśmiech sam wkrada się na moje usta. Czyż to nie słodkie, że martwi się o mnie? To całkiem miłe uczucie, chociaż powinnam była jednak mu o tym powiedzieć. Próbowałby mnie zatrzymać i z całą pewnością by mu się to udało. Nie chcę, żeby miał przeze mnie kłopoty. To sprawa między mną, a ojcem.

Podczas długiej przerwy przenosimy się na tył szkoły. Siadamy na trawie i cieszymy piękną pogodą.
- Jak układa Ci się z Justinem? - Cami przerywa ciszę i osłania oczy przed słońcem - Zdradź jakieś szczegóły.
- Dobrze - uśmiecham się i obracam w dłoniach zielone jabłko - Jest naprawdę cudowny i bardzo troskliwy. 
Potrafi mnie rozbawić i stara się dla mnie. W całowaniu jest mistrzem! Mam zerowe doświadczenie, a on doskonale wie, co robi.
Tak myślałam! Wystarczy na niego spojrzeć! Jest cholernie seksowny! - och, serio?! - Opowiadaj o orgazmie!
- Cami! - wybucham śmiechem i czuję, jak palą mnie policzki - Co mam Ci powiedzieć? Było zajebiście! 
- A widzisz! Mówiłam Ci! - szturcha mnie w ramię i porusza brwiami - Gdzie to było? U Ciebie w domu?
- Nie. Właściwie w samochodzie, w samym środku jakiegoś dziwnego, pieprzonego lasu. Trochę się bałam.
- Co takiego? Dlaczego kurwa wywiózł Cię do lasu, huh? Hej! Chyba nie zrobił tego bez Twojej zgody, prawda?
- Nie, skąd. Uspokój się. Chciałam tego, Cami - układam dłoń na jej i głaszczę uspokajająco - 
Zdenerwował się, bo go nie posłuchałam. Wiesz, ma mnie ochraniać, a ja strzeliłam focha i się wkurzył. Pojechał do lasu i myślałam, że zrobi mi coś złego i przestraszyłam się na poważnie. Jednak on po prostu zaczął mnie całować i skończyło się orgazmem. Moim i jego - wbijam zęby w wargę i patrzę na nią spod rzęs - podpiera dłonie na biodrach, a jej oczy są wielkie jak spodki.
- Jego?! Tego mi nie mówiłaś, Mia! - wlepia we mnie swoje spojrzenie i czeka na ciąg dalszy moich zwierzeń - No mów!
Opowiadam jej wszystko ze szczegółami, a ona patrzy na mnie i uśmiecha się jak wariatka. Jednak stwierdza, że powinnam wreszcie korzystać z życia, bo jestem byt młoda aby siedzieć w domu. Żeby to było takie proste! - Robisz postępy, mała! Nie ukrywam, to wszystko jest szalone, ale cieszę się, że jesteś szczęśliwa - patrzę na nią z rozczuleniem, ale tak bardzo ją kocham! - Ciesz się tym, co masz. Zmieniłaś się i to jest cholernie dobra zmiana.
- Kto by pomyślał, że to za sprawą jednego, niesamowitego chłopaka - chichoczemy i przytulamy się do siebie.

Wracamy na lekcje, ale kątem oka dostrzegam "tego" chłopaka. Opiera się o drzewo, pali papierosa i spogląda prosto na mnie. Zatrzymuję się, zakładam ręce na piersiach i kręcę głową. Posyła mi szeroki uśmiech i wystawia kciuk ku górze. Nie wiem, czego on ode mnie chce, ale czuję, że nie da mi spokoju.
Moje rozmyślenia przerywa dźwięk przychodzącej wiadomości. Od razu wyciągam telefon z kieszeni jeansów i czytam.


"O której kończysz zajęcia? Przyjadę po Ciebie i nie ruszaj się beze mnie. Zrozumiano?" 


Witajcie kolejne kłopoty!





*******************************************************************************
Witam! :)
Brak mi weny na notkę dzisiaj, więc ładnie podziękuję za wasze komentarze.
Buzia mi się śmieje i aż z radością dodaję nowy rozdział :D
Co do "ackji"... będzie, ale wszystko w swoim czasie :)

Kocham was... jesteście najlepsze! ♥
Kasia.


25 komentarzy:

  1. Bardzo dobry rozdział,czekam na następny:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Co ja mg napisać GENIALNY jak zawsze a i z niecierpliwością czekam nn :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj ja chyba obawiam się tej "akcji" po Tobie można spodziewać czegoś na prawdę niespodziewanego haha.Dlaczego ten ojciec tak ją traktuje ,gdy na nią krzyczał i znowu uderzył było mi jej tak żal i na dodatek poszła do szkoł przecież jak się ten ojciec dowie to nawet nie chcę o tym myśleć.Ciekawa jestem co Justin zrobi jak po nią przyjedzie.Super rozdział czekam na next.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wooow, Kasiu, Ty chyba seeerio lubisz ten sok pomarańczowy! Hahaha, nie no świetny rozdział, tylko tej jej tata, ugh! No dobrze, to do następnego :**

    OdpowiedzUsuń
  5. Mówisz, że akcja się rozwinie tak?? Już się nie mogę doczekać. Mia sprzeciwiła się ojcu. I dobrze! Ma swoje życie i nawet jej ojciec nie może zabronić jej chodzić do szkoły. Przecież to okropne! Boję się, że ten chłopak coś zrobi Mii i coś czuję, że dojdzie do konfrontacji pomiędzy Justin'em a tym gościem.
    Życzę weny xx

    OdpowiedzUsuń
  6. Mysle ze Justin sie nie zdenerwowal xd pewnie zadyma z ojcem... Super rozdzial, mimo ze nic nadzwyczajnego nie bylo :) dobrze ze Mia sie zbuntowala. Czekam nn pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny rozdział czekam na następny. Jak bedzie akcja cos sie martwie ze ktos ucierpi. Swietnie piszesz

    OdpowiedzUsuń
  8. Kolejny wspaniały rozdział i to w tak krótkim czasie ;) Jesteś niesamowita, dziękujemy :) Coraz więcej zaczyna się dziać i jestem ciekawa Twoich dalszych pomysłow :D Cudo! Czekam nn ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. jej ojciec to jakas masakra xD do nastepnego :))

    OdpowiedzUsuń
  10. Kocham! Jesteś moją ulubioną autorką świetnie piszesz a do tego tak często dodajesz świetnie rozdziały! ♡

    OdpowiedzUsuń
  11. Super czekam na nn <333

    OdpowiedzUsuń
  12. uwielbiam to opowiadanie <3333

    OdpowiedzUsuń
  13. kiedy dodasz następny ? :)))

    OdpowiedzUsuń
  14. Cudowny ! Oj Justin sie zdenerwował ale to takie słodkie że się martwi hihi
    Czekam na nn :-*

    OdpowiedzUsuń
  15. Super super super czekam nn

    OdpowiedzUsuń
  16. Cuuuudowny! Ciekawe czy to Justin czy ojciec Mii, no i ten chłopak ;/no nic, jest świetnie :D do następnego ✌

    OdpowiedzUsuń
  17. Genialny ! Czekam na nn <3

    OdpowiedzUsuń
  18. Kocham tooo <3 Justin jest słodki !!!! Dodasz dzisiaj ???

    OdpowiedzUsuń
  19. No to chyba narobiła sobie jeszcze większych kłopotów

    OdpowiedzUsuń

Layout by Yassmine