15.01.2015

Rozdział 12

Kiedy lekcje dobiegają końca, żegnam się z Cami i przyjaciółmi. Nie chce mi się wracać do domu, bo wiem, co mnie tam czeka. Jednak kiedy mam zacząć walczyć o swoje życie jak nie teraz? Straciłam swoje dzieciństwo, nie chcę tracić wieku, w którym powinnam się zakochać, chodzić na imprezy, do kina, na randki. Tata mi to odbiera i czuję, jakbym dusiła się we własnym ciele. Muszę się zbuntować, nie mam innego wyjścia. Teraz albo nigdy.

Wychodzę ze szkoły, ale Justin na mnie nie czeka. Nie odpisałam mu na wiadomość, o której kończę lekcje. Dzisiaj odpadła mi ostatnia godzina, więc nawet jeśli ma mój plan, będzie dopiero o trzynastej. Mam trochę czasu dla siebie i idę do parku, który jest obok szkoły. Spokojne, ciche miejsce w sam raz na odpoczynek i wyłączenie myślenia.
Siadam na ławce i zdejmuję sweterek. 
Przekładam włosy na jedno ramię i wyciągam buteleczkę wody z torebki, odkręcam i upijam łyk. Niespodziewanie przysiada się do mnie chłopak i prawie się krztuszę, kiedy orientuję się kto to.
- Cześć, Skarbie - uśmiecha się szeroko i układa dłoń na ławce, tuż za moimi plecami - Jak się dzisiaj masz?
- Ty tak na serio? Co tutaj robisz? - pytam poważnie, jednak w środku obawiam się tego człowieka. Zwiastuje kłopoty.

- Jak to co? To chyba oczywiste, prawda? - wpatruje się we mnie i unosi brew - Rozmawiałaś z ojcem?
- Tak - mówię cicho i schylam głowę. To wszystko przez niego! - Nie skończyło się to dla mnie dobrze.

- Co masz przez to na myśli? - pyta zaskoczony i przekręca się w moją stronę - Hej, powiedz mi.
- To nie jest ważne - oddycham głęboko i biorę się w garść. Nie mam zamiaru mu się zwierzać - 
Powiedziałam mu wszystko, co Ty powiedziałeś mnie, ale mój ojciec ma to kompletnie w dupie. Myśli, że jest Panem całego świata i na pewno nie zrezygnuje ze swojego biznesu. Nie mogę Ci pomóc - wzruszam ramionami i upijam trochę wody.
- To bardzo zła wiadomość, Skarbie - mówi cicho i kręci głową - Nie rozumiesz? Tutaj naprawdę rozpęta się wojna, jeśli Twój tata nie ustąpi. Doskonale wie, że wchodzi na zakazany teren, który nie należy do niego. Dlaczego to robi?
- Nie wiem. Jestem tylko jego córką, nie mam tutaj nic do powiedzenia. Kumasz to? - prycham z kpiną. Naprawdę myślał, że ojciec mnie posłucha? Nigdy tego nie robi, teraz nie zrobił wyjątku - Jak masz w ogóle na imię?
- Tobias - mruga rozbawiony i przysuwa się do mnie. Cholercia, czego on chce? - Dlaczego tak mi się przyglądasz?
- Jesteś całkiem przystojny - te słowa same opuszczają moje usta, zanim zdążę nad nimi pomyśleć. Idiotka! 
- Och, serio? - mruży oczy, pochyla się i odgarnia kosmyk moich włosów. Wstrzymuję oddech, jest zdecydowanie za blisko! - A Ty jesteś śliczna, słodka i taka niewinna - przesuwa palcami po moim czole, nosie i zahacza o usta. Serce zaraz wyskoczy mi gardłem! - Twój ojciec źle robi, bardzo źle! Jest taki głupi! Powinien Cię chronić, a teraz robi dokładnie na odwrót. Naraża Cię na ogromne niebezpieczeństwo, Mia. Ja nic nie mogę na to poradzić.
- N-a niebezpieczeństwo? Jak to? - szepczę, ale w dalszym ciągu nasze twarze dzielą dosłownie centymetry.

- Tak. Twój ojciec w tym momencie robi coś, czego nie powinien. Wchodzi na teren, który należy do mojego szefa. Nie ma prawa postawić tam nawet nogi, tymczasem otwiera nowy lokal. To naprawdę fatalny pomysł i chyba sam nie wie, w co się pakuje. Mój szef do tego nie dopuści i zrobi wszystko, żeby mu w tym przeszkodzić. Przykro mi. 
- Wszystko? Co masz przez to na myśli? - mówię cicho i nie jestem pewna, czy faktycznie chcę to wiedzieć.
- Domyśl się - całuje mnie w czoło i mówi, nie odrywają się ode mnie - Byłoby szkoda, gdybyś ucierpiała w ich wojnie. 
- Nie mam takiego zamiaru - wraca mi myślenie, układam dłonie na jego torsie i delikatnie odpycham od siebie.
- To nie zależy od Ciebie, a od Twojego ojca. Skoro się nie wycofa, przegra. 
Twojemu ojcu na Tobie nie zależy, Mia? 
- Szczerze? Wątpię - uśmiecham się smutno, a on marszczy czoło - On chyba nie ma w sobie uczuć, Tobi.
- Tobi? - unosi brew, na skrót swojego imienia - Podoba mi się. Brzmi seksownie w Twoich ustach - odsuwa się ode mnie i podnosi z ławki -  M
uszę lecieć, mała. Twój ojciec dostanie dzisiaj oficjalne ostrzeżenie. Módl się, aby posłuchał. Inaczej ponownie się spotkamy. Jednak będą to mniej przyjazne okoliczności - salutuje i już go nie ma.

Idę powoli i oddycham głęboko. Właśnie dostałam ostrzeżenie i dziwnie mi z tą myślą. Ojciec stawia nowy burdel na terenie swojego wroga, może być coś bardziej głupszego? Zawsze wiedziałam, że tata ma popieprzone pomysły, ale teraz przechodzi samego siebie. Jednak wiem, że nie zależy mu na mnie. Gdyby tak było, wycofałby się.
Wyciągam telefon z kieszeni, włączam go i widzę ponad dwadzieścia nieodebranych połączeń od Justina i szesnaście wiadomości. Jasna cholera! Dobijał się do mnie i wiem, że mam jeszcze bardziej przejebane. Cudownie!

Kiedy wchodzę do domu, jest podejrzanie cicho i pusto. Co się dzieje? Nie ma nawet Sary w kuchni, co bardzo mnie zastanawia. Gdzie się wszyscy nagle podziali? To niepokojące i myślę nawet, czy przypadkiem nie stało się coś złego.
Odkładam torebkę na stolik, zsuwam buty i idę w stronę kuchni. Jednak kiedy wyłaniam się zza zakrętu, dostrzegam zbliżającego się do mnie Justina. Zamieram w pół kroku, bo po jego postawie wnioskuję, jak bardzo jest wściekły. Powinnam uciekać? Krzyczeć? Nie, po co? Przecież nie zrobi mi krzywdy, prawda? Obiecał mi to kilka razy.
- Justin - szepczę cichutko, wystawia palec, abym milczała i wreszcie do mnie podchodzi - P-przepraszam.
Kiwa głową, chwyta moje ramiona i dociska do ściany. Jestem potwornie zaskoczona jego ruchem, ale on już działa dalej i zachłannie mnie całuje. Gwałtownie wdziera swój język w moje usta i odnajduje mój. Nie wiem, o co tutaj chodzi, ale wsuwam palce w jego włosy, zaciskam je w pieści i wkładam w ten pocałunek tęsknotę, potrzebę bliskości i czuję od niego dokładnie to samo. Pożeramy się wzajemnie i czuję jego dłonie na mojej pupie. Unosi mnie w górę, obejmuję jego biodra nogami i szybko wchodzi na górę, nawet przez moment nie odrywając się od moich ust. Rzuca mnie na łóżku, układa się między moimi rozchylonymi nogami i przygniata do materaca. Nie przeszkadza mi to, chcę go mieć najbliżej, jak to tylko możliwe. Chcę czuć jego ciało, ciepło, usta i dłonie. Odkleja się ode mnie, przenosi się na szyję i pieści ją językiem. Z moich ust natychmiast ucieka cichutki jęk przyjemności. Justin odchyla się, zdejmuje z siebie koszulkę i moja również ląduje na podłodze, och. Wpatruje się w moje piersi odziane w stanik i przygryza wargę. Wygląda obłędnie, chociaż w jego oczach nadal tli się złość. Wraca do mnie, gryzie płatek mojego ucha i szepcze.
- Jesteś taka nieposłuszna, Mia! - och, tego się nie spodziewałam! - Mam ochotę zlać Twój seksowny tyłek za to, jak się zachowujesz. Rozumiesz mnie? - jego głos brzmi poważnie, ostro i takiego go jeszcze nie widziałam. Jednak posłusznie przytakuję głową, bo chcę uniknąć kłopotów - Prawidłowo. Oby nigdy więcej się to nie powtórzyło. Kapujesz?! - wsuwa palce w moje włosy i zaciska pięść. Pieści moją szyję językiem i wariuję. Dosłownie! Co on ze mną wyprawia?
- T-tak - dyszę ciężko, wiercę się pod nim i czuję, jak wbije się we mnie przez spodnie. O, boże! Tak!
- Nie masz pojęcia, jak bardzo się o Ciebie martwiłem - wypowiada te słowa z czułością, desperacją i troską. Czuję się winna jak diabli! Mogę walczyć z ojcem, ale nie z nim! 
- Nigdy więcej mi tego nie rób! - odchyla się i zachłannie mnie całuje. Pociera swoim językiem o mój, a ja wbijam paznokcie w jego plecy i drapię mocno. Tracę zdolność myślenia, pragnę co całą sobą i byłam przekonana, że jest na mnie zły, a on tylko się martwił. To takie miłe uczucie wiedzieć, że ktoś się o mnie troszczy - Musimy przestać - odchyla głowę, oddycha głęboko i patrzy mi w oczy. 
- Dlaczego? - marszczę czoło, układam dłoń na jego karku i przyciągam go do siebie - O co chodzi?
- Nie możemy posunąć się dalej. Jeśli teraz nie przestaniemy, nie jestem pewny czy później się powstrzymam.
- Skąd pewność, że chcę to przerwać? - wysilam się na seksowny uśmiech i ściskam w palcach jego sutek.
- Mia! - syczy i ponownie czuję, jak napiera na moje ciało - Nie jesteś jeszcze gotowa, Kochanie.
- Co? - prycham, bo to nieprawda! - Co Ci przyszło do głowy? To chyba ja powinnam o tym zdecydować?

- Jesteś dziewicą, nie masz doświadczenia. Spinasz się za każdym razem, kiedy Cię tutaj dotykam - spoglądam w dół, jego dłoń dociera do mojej kobiecości i faktycznie nieco napinam mięśnie - Widzisz? Miałem rację. Słuchaj mnie.
- W porządku. Więc, Panie "mam rację", kiedy według Ciebie będę gotowa na coś więcej? Jestem tego ciekawa.
- Niedługo, Kochanie - szepcze cicho i muska moją szyję - Bardzo niedługo - przenosi się na usta, gryzie wargę i naprawdę chcę więcej. Nienawidzę tego podniecenia, z którym nic nie mogę zrobić! Zostaje w moim ciele na długo i potwornie mnie męczy! - Doprowadź się do porządku, Twój ojciec niebawem wróci do domu. 
- Dobrze - wzdycham, zaciskam usta i muszę go o to zapytać - Czy wie, że... - nie kończę, Justin wchodzi mi w słowo.
- Nie, Mia. Nie wie, że poszłaś 
dzisiaj do szkoły i niech tak zostanie. Nie możesz robić takich rzeczy, Kotku. Bądź grzeczna, zrób to dla mnie. Nie chcę, żeby ten kutas Cię bił, rozumiesz? Nie wytrzymam tego! - o boże! - Wiem, że jeszcze chwila i stracę kontrolę nad sobą! Rzucę się na niego, obiję mu za to mordę i poniosę konsekwencje. 
- Nie rób tego, Justin! Nie możesz dopuścić, aby złość wyszła na wierzch przy moim ojcu. To byłaby katastrofa!
- Uwierz mi, cholernie mocno się staram. Więc proszę, pomóż mi w tym, dobrze? Słuchaj tego, co mówię.
- Dobrze. Przepraszam za to, że do Ciebie nie napisałam. Byłam wściekła na wszystkich i miałam dość.
- Wiem, maleńka. Obiecuję Ci, że wszystko się ułoży i pewnego dnia sytuacja się zmieni. Wierzysz mi, prawda?
- Wierzę - uśmiecham się lekko i przykładam dłoń do jego policzka. Tak naprawę wierzę tylko jemu. 

- Jesteś taka śliczna - przejeżdża kciukiem po mojej brwi, a ja przygryzam wargę. Jest taki uroczy!
- A Ty jesteś przystojny - poruszam brwiami i czochram mu włosy - Ale nienawidzę Cię teraz, wiesz?
- Że co?! - prycha rozbawiony, odpycham go i staję na nogi - Mia! Dlaczego mnie do cholery nienawidzisz?
- Nigdy więcej nie podniecaj mnie i nie zostawiaj, bo zwariuję i marnie się to dla Ciebie skończy, Kochanie. 

Teatralnie odgarniam włosy, a Justin wybucha śmiechem. Głośnym, radosnym, który poprawia humor i chciałoby się go słuchać non stop. Ma ze mnie niezły ubaw, więc biorę poduszkę i rzucam prosto w jego twarz. Szybko orientuje się w sytuacji, robi dokładnie to samo jednak z o wiele większą siłą, co powala mnie na podłogę. Jęczę z bólu i czuję jego ciało na swoim. Patrzy na mnie z góry i ponownie łączy nasze usta. 

Po prysznicu schodzę na dół, jestem potwornie głodna i oprócz jabłka w szkole nic nie jadłam. Dochodzi osiemnasta, ojciec wrócił dwie godziny temu, ale siedzi w swoim gabinecie razem z Justinem i nie wystawiają nosa. Nie wiem, o co chodzi, ale nie chcę żeby mój chłopak miał cokolwiek wspólnego z interesami mojego ojca. Chyba nie są wspólnikami?
- Proszę, Słoneczko - Sara przerywa moje rozmyślenia i stawia przede mną talerz ze spagetti - Wcinaj.
- Dziękuję, jestem potwornie głodna - oblizuję usta, nabieram makaron na widelec i przeżuwam - Mmm, pycha! Twoja kuchnia jest najlepsza na świecie, jesteś boska, kobieto! - Sara chichocze, ja zajadam i myślę o Justinie. Nie podoba mi się sytuacja z ojcem. Jest moim ochroniarzem, powinien mnie pilnować i obawiam się, że tata może wplątać go w coś, co sprowadzi na niego pieprzone kłopoty. 
To ostatnie, czego nam teraz potrzeba. Jestem najszczęśliwszą dziewczyną pod słońcem i nie chcę, żeby ktokolwiek to szczęście popsuł - O, rany! Chyba więcej w siebie nie wcisnę - odsuwam talerz i układam dłonie na brzuchu - Jestem pełna - upijam trochę wody, ale nagle rozlega się dzwonek do drzwi - Ja otworzę - zeskakuję z krzesełka, nucę pod nosem i przechodzę długim korytarz. Kiedy uchylam drzwi, rozglądam się, bo nikogo nie widzę - To jakieś żarty? - mówię do siebie, wzruszam ramionami i dopiero teraz dostrzegam karton, który leży z prawej strony - Co do cholery? - biorę go w ręce, jest dosyć ciężkie i dziwnie mokre od spodu. Zamykam drzwi biodrem, wracam z powrotem, ale coś mi nie pasuje. Czuję ciepło na dłoniach, odchylam karton od siebie i zamieram. Przystaję w miejscu i gapię się na moje legginsy, które pokryte są czymś czerwonym - Kurwa - szepczę przerażona, odwracam się za siebie i widzę ścieżkę, którą pozostawiła ciecz wyciekająca z kartonu. Już mam wołać ojca, kiedy postanawiam uchylić wieczko kartonu. Jest przemoknięte, wiotkie i dostrzegam w środku coś dziwnego. Pomagam sobie drugą dłonią i kiedy otwieram je całkowicie, w moje żyły strzela przerażenie - Nie!!! - wrzeszczę na całe gardło! To, co widzę, przeraża mnie do szpiku kości - Nie, nie, nie. Proszę, nie - kręcę głową na boki, mój oddech szaleje i stoję jak sparaliżowana. Chcę upuścić ten przeklęty karton, ale nie mogę tego zrobić. Nie czuję własnego ciała.
- Mia! - słyszę głos Justina, która wpada na korytarz. Staje przede mną i uważnie przygląda się temu, co trzymam.
- Co się stało? - obok Justina pojawia się ojciec, a jego głos jest zmartwiony i czuły - Co tam masz? Co to za czerwona ciesz? - marszczy brwi i podchodzi do mnie. Kiedy tylko zagląda do środka, jego twarz tężeje - Niech to szlag - syczy przez zęby, z
abiera ode mnie pudełko, a ja schylam głowę i gapię się na moje zakrwawione dłonie.






****************************************************************************
Hello :)
Pojawia nam się nowa postać - Tobias :)
W zakładce "obsada" możecie zerknąć, jak wygląda :D


Buziaki!
Kasia




26 komentarzy:

  1. Co tam jest.w tym pudełku??? taki moment? jesteś bez serca! ale i tak cię kocham :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny !!! I ten moment "Mia i Justin" ahhh haha <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Co tam jest w tym pudełku?!Jak mogłaś przerwać w taki momencie co ?Jesteś taka okrutna ;(.Ja już chcę wiedzieć.Myślałam że Justin wpadnie w szał i coś jej zrobi.Owszem zrobił ale przyjemne coś haha.A z tym Tobim to na jej miejscu bym nie gadała.Super rozdział czekam na next.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nooo jak mogłaś tak skończyć ?!!! Czekam na nn :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Oooo Ava i justin są przeuroczy hahaha Co jest w tym pudełku ???? Czekam na następny :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ava i Justin? Nie to opowiadanie, Skarbie :)

      Usuń
  6. Cudeńko jak zwykle Kasiu <3 I jak zwykle wybrałaś "wspaniały" moment żeby skończyć :P
    Czekam na next !

    OdpowiedzUsuń
  7. Jezu w tym pudle jest pewnie glowa jej przyjaciółki nwm czemu ale tak czuje xd
    wgl myślałas nad 3 częścią fatal mistake? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej nie. Nie mam w ogóle pomysłu więc chyba lepiej zostawić tak jak jest :)

      Usuń
  8. O jezuuu co tam było? Zawsze musisz tak skończyć:( ale i tak świetny rozdział hahhaha do następnego ✌

    OdpowiedzUsuń
  9. Omg w takim momencie!!!! Super

    OdpowiedzUsuń
  10. W takim momencie? Co to kurw ma być? :D Boże co tam było? Boze nie wytrzymam do nastepnego. Kocham Cie!

    OdpowiedzUsuń
  11. O mój Boże :O Kobieto, Twoje pomysły zaczynają mnie przerażać, bo aż boję się pomyśleć, co jest w tym pudełku... haha ;) Brawo, świetny rozdział kochana xx

    OdpowiedzUsuń
  12. świetny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Genialnyyy :-) Cooo jest w tym budełku ?! Co ty mogłaś wymyślić ? Haha czekam na nn <3

    OdpowiedzUsuń
  14. dodaj szybko nastepny bo zwariuje ! :D kocham :***

    OdpowiedzUsuń
  15. Tez myślę że to głowa Cami, ale obym się tylko mylilła! To by było straszne, wyobrażam sobie jak to zobaczyć... No wiecie! Czekam do następnego :*

    OdpowiedzUsuń
  16. Co jest w tym cholernym pudełku ??? Boje sie najgorszego !!! Dodaj nn jak najszybciej prosze !!!

    OdpowiedzUsuń
  17. Dodasz dzisiaj ??? Proszę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dołączam się do pytania ??

      Usuń
  18. Ty to umiesz w najmniej odpowiednim momencie przerwać rozdział hahah

    OdpowiedzUsuń

Layout by Yassmine