17.01.2015

Rozdział 13


Oddycham głęboko, łzy kapią po moich policzkach szok przejmuje kontrolę nad moim ciałem. Odruchowo próbuję pozbyć się krwi z rąk, wycieram je nerwowo w koszulkę, ale to na nic! Dlaczego to cholerstwo nie chce zejść?!

- Mia! - Justin doskakuje do mnie i przytrzymuje moje dłonie - Spokojnie, już dobrze! To nic nie da, umyj dłonie.
- Nie! Nic nie jest dobrze, Justin! - krzyczę i próbuję wyrwać ręce z jego uścisku - To Bruno! Mój kochany Bruno! Dlaczego?! - szlocham głośno i wciąż nie wierzę, że w kartonie znajduje się głowa moje ochroniarza. Był ze mną od dwóch lat, tak bardzo go lubiłam! Był kochany, troskliwy i opiekuńczy. Na dodatek miał tylko trzydzieści pięć lat i sześć miesięcy temu urodziła mu się śliczna córeczka. Dlaczego ktoś to zrobił?! Boże, to nie dzieje się naprawdę! Jednak im dłużej o tym myślę, przypominam sobie słowa Tobiasa, które powiedział mi w parku. "Twój ojciec dostanie dzisiaj oficjalne ostrzeżenie". Czy to jest właśnie to ich ostrzeżenie? - Boże, on nie żyje - wybucham płaczem i cała się trzęsę.
- Mia - słyszę cichutki głos Justina i czuję jego dłonie, które opiera na moich ramionach i masuje je.
- To wszystko Twoja wina!! - odpycham go i zaciskam szczękę ze złości. Wpatruję się w ojca, jednak to on ponosi za to pełną odpowiedzialność - Bruno umarł przez Ciebie! Jak mogłeś do tego dopuścić, tato?! Mówiłeś mi, że wyjechał. Okłamałeś mnie! - drę się niemiłosiernie, ale szok wciąż mnie trzyma i to wszystko nie mieści się w głowie
- To przez Twój jebany burdel go zabili! Zdajesz sobie z tego sprawę?! Warto było?! Masz na sumieniu człowieka!
- Uspokój się, Mia! W tej chwili! - podnosi głos, ale mam go gdzieś! - Nie tym tonem, moja droga! Pamiętaj z kim rozmawiasz! I ani mi się waż przeklinać! - odkłada pudełko, zwija dłonie w pięści i wiem, że jest potwornie wkurzony.
- Jesteś śmieszny. Patrzę na Ciebie i nawet nie widzę skruchy w Twoich oczach. Nie przejąłeś się, prawda?
- Na tym polega praca ochroniarza, Mia. Jest niebezpieczna. Trzeba się spodziewać wszystkiego, również śmierci. 
- Gówno prawda! Bruno na to nie zasłużył, był dobrym człowiekiem! - boże! Na samą myśl zbiera mi się na wymioty! Odcięli mu głowę, kurwa! - Zapłacił życiem za Twoje pierdolone interesy! - nie mogę przestać, krzyczę jak obłąkana. 
- Zamknij się! - kątem oka widzę jego dłoń i natychmiast czuję pieczenie na policzku. Odrzuca moją głowę w prawą stronę i tępo wpatruję się w ścianę - Jestem Twoim ojcem, uważaj do kogo kierujesz te słowa, mała dziwko! - o kurwa! Mój brzuch boleśnie kurczy się na jego słowa. Czy ja się przesłyszałam? Nie! Na pewno tego nie powiedział.
- Nazwałeś mnie dziwką? - nie patrzę na niego. Szepczę cichutko, zaciskam usta i próbuję się nie rozpłakać.

- Marsz do swojego pokoju! Nie wyjdziesz z niego, dopóki Ci na to nie pozwolę. Masz za dużo swobody i na za dużo sobie pozwalasz! - teraz on wrzeszczy, ale mało do mnie dociera - Na co czekasz? Mam Cię tam zawlec za włosy?! 
- Zaprowadzę ją - słyszę głos Justina i czuję uścisk na ramieniu. Zmusza mnie do ruchu i znikamy z salonu, jednak ja ledwo wlokę nogi za sobą - Boże, Mia! Dlaczego to zrobiłaś? - jego ton jest ostry, ale wyczuwam w nim troskę.
- Nie obchodzi mnie to, daj mi spokój! - wyrywam ramię z jego uścisku i biegnę do swojego pokoju. Mocno trzaskam drzwiami i już mam wchodzić do łóżka, kiedy dostrzegam moje zakrwawione spodnie i ręce. Nie mogę w to uwierzyć, zabili go! Nigdy nie pomyślałabym, że chodzi im właśnie o takie "ostrzeżenie". Bruno nie był winny!
Teraz wszystko składa mi się w całość, każde słowo Tobiego. Jeśli ojciec nie posłucha ostrzeżenia, nie wycofa burdelu z terenu zakazanego, to dobiorą się do mnie. Jestem jedyną córką mojego ojca, nie mamy nawet innej rodziny. Czyż to nie jest dla nich idealna okazja? Myślą, że złamią tym mojego ojca, ale teraz jestem przekonana, że nie zrobiłoby to na nim większego wrażenia. Przecież on mnie nie kocha! Nie ma w sobie żadnych uczuć! Mogą mnie zabrać, zrobić krzywdę, odciąć mi nawet głowę, to na nic. Mój ojciec jest człowiekiem bez serca, nie potrafi kochać.
Wchodzę do łazienki, zrzucam z siebie ciuchy i biorę ciepły prysznic. Próbuję włączyć mózg i zapomnieć wyraz twarzy Bruna, w jego odciętej głowie. Dlaczego musiałam to zobaczyć? Jego uchylone usta, pusty wzrok i kulka w głowie! Chryste, czy jego żona już wie? Jeśli tak, co teraz czuje? Tak bardzo cieszyli się na wieść o dziecku, a ja radowałam się razem z nimi. Był taki młody, kochany, dobry, opiekuńczy! Niech to wszystko szlag! To nie tak miało być! To ojciec powinien ponieść za to karę, ponieważ ma w głowie siano i nie myśli o konsekwencjach swoich czynów. Nie zwraca uwagi na to, że ludzie wokół niego będą cierpieć, najważniejszy jest burdel na terenie, który nie należy do niego.
Złoszczę się, uderzam dłonią w płytki i wybucham nową falą płaczu. Opłakuję człowieka, który na to nie zasłużył. Muszę wyrzucić z siebie ten ciężar, który mnie przytłacza, żal i poczucie winy. Mam wrażenie, że poniekąd Bruno umarł również przeze mnie. Schylam głowę i wpatruję się w swoje wciąż zakrwawione dłonie. Podnoszę je i wsuwam pod strumień wody. Zabarwia się na czerwono i spływa strumieniem do odpływu. Krztuszę się łzami i nie potrafię poradzić sobie z jego śmiercią. To wszystko jest popierdolone i powinno dziać się jedynie na ekranie telewizora.
Wychodzę z kabiny, wycieram się i zakładam na siebie dłuższą koszulkę. Wpatruję się w swoje lustrzane odbicie i czuję potworną pustkę w sercu. Odeszła mama, który była dla mnie wszystkim i odszedł Bruno, którego darzyłam ogromną sympatią. Kto będzie następny? Justin? A może ja? Wzdrygam się na tę myśl i odpycham ją od siebie. Jestem wykończona psychicznie i marzę o tym, aby położyć się i zasnąć. Szybko wycieram włosy, a do łazienki wchodzi Justin. Gapimy się na siebie i widzę wszystko w jego oczach. Troskę, bezpieczeństwo, zmartwienie i uczucie. Wzdycha ciężko, podchodzi i jednym ruchem bierze mnie na ręce. Wtulam się w jego ciało, ale potrzebuję go teraz jak tlenu!
- Powinnaś odpocząć - szepcze cichutko, układa mnie na łóżku i okrywa po samą szyję. Boję się, że zaraz wyjdzie i mocno zaciskam dłonie na jego koszulce - Nie bój się, zostanę z Tobą - oddycham z ulgą, przytakuję głową i po chwili wślizguje się pod kołdrę obok mnie. Przytula mnie do siebie, głaszcze po plecach i wreszcie odprężam napięte mięśnie. 


Budzi mnie dzwonek telefonu. Gwałtownie siadam i przykładam dłoń do serca. Kurwa! Przestraszyłam się, mój oddech szaleje i prawie dostałam pieprzonego zawału! Powoli się uspokajam i spoglądam w bok, ale obok mnie nie ma już Justina. Wiem, że mógł zostać. Gdyby ojciec zobaczył nas razem, zapewne nie skończyłoby się tylko na spoliczkowaniu.
Opuszczam cieple łóżko, przebieram się w białe jeansy, granatową bluzeczkę i rozczesuję włosy. Szybko myję zęby, robię delikatny makijaż, który zakrywa lekkie zasinienie na policzku i jestem gotowa. Spoglądam na zegarek w telefonie i mam niecałe piętnaście minut na dojście do szkoły. Dzisiaj sobota, jednak odrabiamy dodatkowy wolny dzień, który był trzy tygodnie temu. Mogę sobie odpuścić, ale nie mam zamiaru siedzieć w domu!
Biorę sweterek, torebkę i zbiegam ze schodów. W salonie widzę ojca i serce praktycznie wyskakuje mi z piersi. Tego się nie spodziewałam! Kurwa! O tej godzinie zawsze jest w pracy i jego widok mnie zaskakuje. Czuję, że będzie źle.
- Mia? - marszczy brwi i uważnie się we mnie wpatruje - Jest wcześnie, dokąd się wybierasz, dziecko? Masz karę.
- Do szkoły - wzruszam ramionami, odpowiadam pewnie i zakładam buty - Dzisiaj kończę o trzynastej. 

- Chyba wczoraj nie do końca mnie zrozumiałaś. Kara oznacza zakaz wychodzenia z domu, czyż nie?
- Owszem, ale teraz mam to w nosie. Idę do szkoły - uchyla usta zszokowany, ale ja otwieram drzwi i opuszczam dom.
Idę przed siebie i modlę się, aby nie wyszedł za mną. Dyskretnie odwracam się za siebie, ale nic takiego się nie dzieje. Oddycham z ulgą i cieszę się, że odpuścił. Mam serdecznie dość jego zakazów, nakazów i bicia. Musi wziąć się w garść, bo jest moim ojcem. Szkoda, że nie darzy mnie ojcowskim uczuciem. Jestem, bo jestem, jakby mnie nie było nic wielkiego by się nie stało. Boli mnie ta myśl i jeszcze bardziej tęsknię za mamą. Była cudowna i bardzo mnie kochała.

W szkole mam paskudny humor. Cami próbuje mnie rozweselić, ale to na nic. To po prostu nie jest mój dzień i tyle. Zbyt wiele się wydarzyło i tylko to siedzi mi w głowie. Nie ćwiczę nawet na WF-ie, czym mój nauczyciel jest szczerze zaskoczony. Zwalam jednak winę na okres i ból brzucha, niech da mi święty spokój. 
Siedzę na trybunach na boisku szkolnym, kiedy wszyscy grają w kosza. Wzdycham ciężko, bardzo próbuję uspokoić nerwy, aż nagle odzywa się mój telefon. Podskakuję, bo mnie cholernie przestraszył. Wyciągam go z kieszeni jeansów i wchodzę w skrzynkę odbiorczą, żeby przeczytać wiadomość. To Justin.


Wszystko w porządku, Kotku?
Twój ojciec powiedział mi, że go nie posłuchałaś i poszłaś do szkoły. Dlaczego, Mia?! Jest wściekły!
Cholera, Kochanie! Dlaczego mnie nie słuchasz?! Chcę dla Ciebie dobrze, tak?

Wiem, że chce dobrze, ale musiał w końcu przyjść taki czas, kiedy zacznę walczyć o swoje własne życie. To dzieje się właśnie teraz i nie mogę wiecznie podporządkowywać się ojcu. Mam tego po prostu dość poniewierania. 


Mia, dlaczego nie odpisujesz? Na mnie też jesteś zła?

Czytam drugą wiadomość od Justina i coś ściska mnie za serce. Jak mogłabym być na niego zła? Za co? Przyszedł do mnie wczoraj, ryzykował, bo tata był w domu. Dał mi wsparcie, otuchę i poczucie bezpieczeństwa. Mimo, iż znam go tak krótko, jest w tej chwili jedyną bliską mi osobą.


Nie jestem na Ciebie zła, Skarbie.
Wszystko jest w porządku.


Piszę szybko wiadomość i słyszę dzwonek, kończący dzisiejsze zajęcia. Schodzę z trybun i idę do mojej szafki. Biorę torebkę, sweterek i żegnam się z przyjaciółmi. Wychodzę ze szkoły, ale ktoś łapie mnie za łokieć. Odwracam głowę i widzę wściekłego Tobiego, o boże! Jego mina nie wskazuje nic dobrego i boję się, że teraz skrzywdzi mnie.
- Nie panikuj, Mia. Bądź grzeczna - mówi pod nosem, prowadzi mnie do samochodu i wpycha do środka. Spinam się, mój oddech przyśpiesza i myślę nad tym, co chce zrobić - Przejedziemy się - mruga okiem, uruchamia silnik i opuszcza teren mojej szkoły. Jest skupiony na drodze, zaciska palce na kierownicy i wygląda na wkurzonego. Co tym razem?
- Dokąd właściwie jedziemy? Proszę, wypuść mnie, ja nie mam z tym wszystkim nic wspólnego. Daj mi spokój.
- Nie obawiaj się, tylko porozmawiamy - odpowiada spokojnie, skręca w lewo, dwa razy w prawo i parkuje samochód. Jest to żwirowisko, o którym krążą na mieście przerażające plotki. Ponoć jest tutaj mnóstwo ciał i bardzo nie chcę do nich dołączyć! - Wysiadaj - kiwa głową na drzwi, opuszczam samochód i rozglądam się nerwowo. Nic tutaj nie ma, oprócz ogromnych ilości żwiru i dwóch koparek. Od dawna nikt nie interesuje się tym terenem i posłużyło za cmentarz dla osób, które znalazły się w złym miejscu i o złym czasie - Wiesz, co zrobił Twój ojciec? - Tobi staje przede mną i układa dłonie na drzwiach samochodu, tuż obok mojej głowy. Zaprzeczam, bo nie wiem, co odwalił tym razem
- W nocy podpalił jeden z budynków mojego szefa, na znak sprzeciwu - o.mój.boże! On zemścił się za Bruna! - Popełnił błąd.
- Wydaje mi się, że to nie pierwszy i nie ostatni błąd, który popełni. Taki już jest. Co to właściwie oznacza, Tobi?

- Och, nie mów tak, Skarbie - co? Uśmiecha się zadziornie, oblizuje usta i nieco bardziej pochyla się w moją stronę. Obejmuję ciało ramionami i czuję, że to nie skończy się dobrze. Co siedzi mu w głowie? Naprawdę mógłby mnie skrzywdzić? - Nie wiem, dlaczego, ale wyglądasz wtedy niesamowicie seksownie i mam w głowie brudne myśli.
- Mówisz poważnie? Rany, ogarnij się! To tylko skrót Twojego imienia, nie podniecaj się. Czego ode mnie chcesz?
- Jak zawsze pyskata - mruga okiem i humor mu się poprawia - Więc! Twój tatuś nie ma najmniejszego zamiaru rezygnować z burdelu na naszym terenie. Dostał wczoraj ostrzeżenie, ale nic sobie z tego nie zrobił. 
- Wiem, miałam nieszczęście odebrać to wasze ostrzeżenie - zaczynam się złościć, a doskonale wiem, że nie powinnam tego robić - To co zrobiliście... - zaciskam usta, oddycham ciężko i wybucham - Jesteście kurwa chorzy na głowę! Powinno się was zamknąć w pokoju bez klamek, kapujesz?! Zabiliście niewinnego człowieka, który miał rodzinę! - uderzam pięściami w jego klatkę piersiową i chłopak odrywa swoje dłonie od drzwi samochodu - Macie pojebane pomysły i to był cios poniżej pasa! - wrzeszczę na niego i natychmiast chwyta moje nadgarstki i ściska mocno.
- To nie ja go zabiłem, Mia! Mój szef ma od tego swoich ludzi, ja jestem jedynie pionkiem w tej grze.
- Tak się składa, że mam w dupie, kto go zabił! Powinnam pójść na policję i opowiedzieć im wszystko. Jestem pewna, że doszliby do tego, kto pociągnął za spust i obciął mu głowę. Jak myślisz, ile lat grozi za coś tak popierdolonego?
- Jesteś głupia?! - wrzeszczy w moją twarz, aż odskakuję - Jeśli to zrobisz, sama wydasz na siebie wyrok śmierci, Mia! Masz takiego ojca, a nie innego. Siedzi w tym biznesie od lat i kiedy tylko się urodziłaś, byłaś zagrożona! Tak jak ja!
- Tak jak Ty? O czym Ty do cholery mówisz? - zastanawiam się, czy Tobi ma tak samo przejebane życie jak ja? Musi walczyć o nie ze swoim ojcem? Och! - Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że Twój szef jest Twoim ojcem? 
- Tak, właściwie to chcę Ci powiedzieć. Teraz rozumiesz? Jesteś jego celem, Twój ojciec nie ustąpi, a mój nie da sobie wejść na głowę. To tylko kwestia czasu, Mia. Dla Ciebie planuje o wiele gorsze rzeczy. Jest bardzo mściwy.
- Serio? W takim razie już możesz wpakować mi kulkę w łeb, bo mój ojciec ma mnie w dupie! 
Dociera to do Ciebie?! On nie ma uczuć, nie obchodzę go! Możesz mnie zabrać, a nie zrobi to na nim żadnego wrażenia! Nic tym nie wskórasz.
- Skąd masz taką pewność, huh? Nigdy nikt Cię nie porwał, Skarbie. Może jednak zaboli go Twoje zniknięcie?

- C-co? Jakie p-porwanie? - jąkam się, kiedy z opóźnieniem docierają do mnie jego słowa - Co c-chcesz zrobić?
- Zabieram Cię ze sobą. Do mojego ojca, właśnie takie dostałem od niego polecenie - o.mój.boże! To koniec!
- Nie możesz tego zrobić! Nigdzie z Tobą nie pójdę, nie dam się zabrać! - walczę i próbuję się uwolnić z uścisku.
- Och, Mia. Jesteś jeszcze dzieckiem, maleńka - kręci głową, przyciąga mnie do swojego ciała i wtula głowę w moje włosy - 
Nie zmienia to faktu, że kurewsko seksownym dzieckiem - czuję jego oddech na mojej szyi i coś przekręca mi się w brzuchu. To idzie w złą stronę i muszę coś wymyślić, inaczej będzie źle! Bardzo źle! - Mam nadzieję, że ojciec pozwoli mi się z Tobą zabawić. Jesteś naprawdę fajną laską i spodobałaś mi się od razu. Taka niewinna, słodka, z twarzą aniołka - odchyla się i nasze oczy się spotykają. Jestem przerażona do szpiku kości i próbuję cokolwiek wymyślić. Muszę się bronić, do cholery! - Nie martw się, jestem dobry w te klocki - uśmiecha się szeroko, ale ja czuję jedynie obrzydzenie. To by mnie zniszczyło, złamało na kawałki - Okej, zbierajmy się. Nie mamy całego dnia - wzdycha znudzony, ale nagle rozlega się dzwonek jego telefonu. Marszczy brwi i wyciąga go z kieszeni jeansów - Muszę odebrać, to ojciec - odbiera i słucha uważnie. Ściska mój nadgarstek, a ja świdruję wzrokiem okolicę.
Jest żwirowa droga i nieco więcej drzew po lewej stronie. Gdyby tylko udało mi się od niego uwolnić i uciec w tamtą stronę! Schylam głowę i chociaż bardzo się boję, planuję kopniaka w krocze. To wrażliwe miejsce i zawsze działa, nie? Jednak im dłużej myślę, dociera do mnie jak wiele wokół mnie jest kamieni. Tobi zajęty jest rozmową więc to moja jedyna szansa której nie mogę zmarnować. Jego uścisk wcale nie jest taki mocny, wykorzystuję okazję i szybko się schylam. Biorę w dłoń kamień i bez zastanowienia walę go w głowę. Upada niemal od razu i traci przytomność. Gapię się na niego, przykładam dłoń do ust i cała się trzęsę. 
Chyba go nie zabiłam?







***************************************************************
Hello! :)
A więc wszystko jasne, czyja głowa jest w pudełku, BUM! Nie wiem czy pamiętacie, ale na początku opowiadania pojawił się temat byłego ochroniarza Mii, który ponoć wyjechał. Tak więc, ehm... chyba wyjazd nie wypalił :D
Co do Cami, nie mogłabym jej uśmiercić, helloł! :P


Buziam was!
Kasia.




27 komentarzy:

  1. O Boże! Jak mogli to zrobić? Przecież to był nie winny człowiek! Justin jest słodki. Gdzie można takiego znaleźć? W sumie dobrze, że uderzyła Tobiego tym kamieniem. Teraz niech zadzwoni po Justina i będzie dobrze :) Mam nadzieję, że opublikujesz 'coś'. Początek jest świetny xx

    OdpowiedzUsuń
  2. OMG jak mu ucięli łeb to jej mogą rękę jezu :O tak cały czas mam w głowie ten prolog

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale się dzieje! Woow! ;) Wspaniale dziewczyno i czekamy na więcej ;) świetny rozdział :*

    OdpowiedzUsuń
  4. A ta jak zwykle nie posłuchała i jeszcze wlazła z nim do tego auta.No czy można być bardziej lekkomyślnym?Wie jakie zagrożenia na nią czekają,widziała tego ochroniarza i nic idzie z tym Tobim jak to go słodko nazwała.Lubię ją ale jej lekkomyślność mnie denerwuje.No jak ona może się nie słuchać tego Justina. Na ojca to rozumiem też bym była wkurzona.Czekam na next.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż... jakby nie patrzeć, Tobias ją do tego zmusił. Więc tak czy siak, nie miała wyjścia :]

      Usuń
  5. Boże! Ten blog jest świetny! Tak kocham to opowiadanie! Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału ✌

    OdpowiedzUsuń
  6. boski ten rozdział :) kiedy dodasz na nowym ?

    OdpowiedzUsuń
  7. Genialny !!! Mam nadzieje że da rade uciec. Czekam na nn <3

    OdpowiedzUsuń
  8. świetny jest <3

    OdpowiedzUsuń
  9. wow ciekawe co teraz zrobi Mia :o jestem cholernie ciekawa czekam na nn :)
    masz naprawdę wielki talent do pisania :>

    OdpowiedzUsuń
  10. Super ! Tylko jak zwykle ...jak mogłaś skończyć w takim momencie ?! Ciekawe co zrobi Mia , czekam na next !!! <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetny jak zwykle Kasiu :-) Czekam z niecierpliwością na nn :-*

    OdpowiedzUsuń
  12. Ooo Justin jest taki słodki kiedy sie o nią martwi <3 Mam nadzieje że Mia ucieknie albo ktoś ją uratuje !!! Czekam na kolejny :-*

    OdpowiedzUsuń
  13. Boski !!!! Tylko żeby Mii nic sie nie stało ...czekam na nastepny <3

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie lubie tego Tobiasa ! I pewnie nie jestem jedyna :-P Niech Mia ucieknie albo zadzwoni po kogos!!!! Dodaj szybko nastepny :-D

    OdpowiedzUsuń
  15. Oby udalo jej sie uciec! Jak zwykle cudowny rozdzial :*

    OdpowiedzUsuń
  16. Boże Ava,co ty zrobilas!
    Czekam na nastepny:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ten blog jest świetny ♡ wciąga, ma ciekawą febułę i just dobrze napisany :) czekam na nexta ;) zycze weny! :*

    OdpowiedzUsuń
  18. Kocham tego bloga !!! Jest świetny !!!
    Mam pytanie, co jaki czas dodajesz rozdziały ?

    OdpowiedzUsuń
  19. Z każdym rozdziałem jest co raz ciekawiej

    OdpowiedzUsuń

Layout by Yassmine