31.01.2015

Rozdział 18

Siedzimy na plaży do samego wieczora. Dochodzi dziewiętnasta, kiedy się zbieramy. Pakujemy wszystko do samochodu i w drodze powrotnej tak, jak obiecał Justin, jedziemy do studia tatuażu. Wybrałam już tatuaż, ale nie powiedziałam o tym jeszcze Justinowi. Zobaczy go dopiero po zrobieniu, to będzie mała niespodzianka.
- Jesteśmy na miejscu - gasi silnik i spogląda na mnie - Na pewno jesteś na to gotowa, Kotku? Możesz się wycofać.

- Nie ma takiej opcji - posyłam mu pewny siebie uśmiech, wychodzę z samochodu i czekam na niego.
Mój brzuch zaciska się z nerwów, ale nie daję tego po sobie poznać. Justin chwyta mnie za rękę i wchodzimy do środka. W moje oczy natychmiast rzuca się siedzący za biurkiem wytatuowany chłopak. 
Słyszę też nieprzyjemne brzęczenie, spoglądam w prawą stronę i dostrzegam dziewczynę, która leży na łóżku i pochylającego się nad nią chłopaka. Robi jej ogromny tatuaż skrzydeł na plecach i uchylam usta, bo jest przepiękny! Prawdziwe arcydzieło i jestem trochę zaskoczona, że stałam się nagle taką fanką tatuażów. Jestem nimi zachwycona i chcę mieć ich więcej. Kiedyś.
- Justin! Joł, stary! - chłopak zza biurka uśmiecha się szeroko, podchodzi i przybija żółwika z moim chłopakiem - Co Cię do mnie sprowadza? Czyżby następny tatuaż? - porusza brwiami i niepewnie na mnie spogląda.
- Zgadza się, ale tym razem dla mojej dziewczyny - obejmuje mnie w talii i przyciąga do siebie - Postaraj się.
- Zawsze się staram, frajerze! - uderza go w ramię i przenosi wzrok na mnie - Cześć, jestem Alex. Miło Cię poznać - wystawia dłoń i ściskam ją na powitanie. Już go lubię - Więc! Wiesz już, jaki chciałabyś mieć tatuaż? - przytakuję głową, podchodzę do niego i szepczę mu na ucho o tatuażu - Nie ma sprawy - mruga okiem i wskazuje dłonią na łóżko.
- Hej! Co to za tajemnice, Mia? - Justin chwyta mnie za ramię i odwraca w swoją stronę - Nie powiesz mi?
- Pokażę Ci, jak już będzie gotowy - całuję go w usta i układam się na łóżku - Potrzymasz mnie za rękę?
- Oczywiście - siada na krzesełku obok i chwyta moją dłoń - Nie bój się, Alex jest w tym mistrzem.
- Dzięki, ziomek - prycha rozbawiony, wskazuję mu kość biodrową i chłopak zabiera się do pracy.

Kiedy tylko czuję na skórze igłę, cichy jęk opuszcza moje usta. To dość wrażliwe miejsce, bo prawie przy samej kości, ale ból jest znośny. Im dłużej to trwa, tym bardziej się do tego przyzwyczajam. Justin rozmawia z Alexem i czas mija zadziwiająco szybko. Chłopak zna się na rzeczy i skutecznie odwraca uwagę od bólu rozmową.

Prawie trzydzieści minut później, tatuaż jest skończony. Alex zaprasza mnie przed lustro i kiedy tylko widzę to maleństwo, uśmiech rozświetla moją twarz. Jest prześliczny, wyjątkowy! Pasuje idealnie i wydaje mi się, że miejsce jest w miarę bezpieczne, o ile nie będę nosić spodni z niskim staniem i krótkich koszulek jednocześnie.
- Idealny - szepczę cicho i wpatruję się w mój pierwszy tatuaż. Spoglądam na chłopców, którzy się ze mnie śmieją.
- Cieszę się, że Ci się podoba. Chodź - kiwa głową, podchodzę do niego i siadam na fotelu. Smaruje tatuaż maścią, przykleja kawałek folii i tłumaczy jak o niego dbać - Kto wie? Może spotkamy się przy kolejnym? To wciąga.
- Potwierdzam! Ale nie pozwolę jej, żeby wytatuowała się cała. Co to, co nie! - pff, też mi coś! - Dobra, musimy się zbierać - Justin płaci za tatuaż i nie pozwala zrobić mi tego samej. Twierdzi, że to mały prezent od niego. Kręcę głową, ale nie kłócę się - Jeszcze raz wielkie dzięki, Alex. Do następnego! - żegnamy się i opuszczamy studio. Kiedy tylko wsiadamy do samochodu, Justin unosi brew i wiem, o co mu chodzi - Więc? Zobaczę wreszcie to cudo?
- Jeszcze nie, trochę cierpliwości, Skarbie - całuję go czule w usta, patrzy na mnie naburmuszony i uruchamia silnik.


W domu jesteśmy kilka minut po dwudziestej pierwszej. Wchodzimy do salonu, a w oczy rzuca nam się ojciec. Przegląda coś na laptopie i jak zwykle pije whisky. Dopiero teraz dociera do mnie, że ostatnio pije więcej.
- Wiesz, która jest godzina? - pyta, nie podnosząc wzroku znad monitora - 
Co to za szlajanie się po nocach, co?! 
- Nigdzie się nie szlajam, tato. Justin powiedział Ci przez telefon, że byliśmy na plaży. Zasiedzieliśmy się.
- Więc na przyszłość radzę Ci częściej patrzeć na zegarek, Mia. Nie podoba mi się Twoje znikanie z domu.
- Nie znikam, korzystam z pięknej pogody. Całymi dniami siedzę w domu i mam po prostu dość.
- Od tego masz ogród, siedź sobie tam nawet w nocy - och, jak ja go nie znoszę! - Żeby mi to było ostatni raz.
- To moja wina, Panie Winters - Justin chrząka i zabiera głos - Powinienem był bardziej pilnować czasu. Przepraszam.
- Moja córka również posiada zegarek, chłopcze. Wina leży tak samo po jej stronie i powinna się bardziej pilnować.
- Przepraszam, okej? Następnym razem wrócę do domu wcześniej - złoszczę się i czuję dłoń Justina w dole pleców.
- Taką mam właśnie nadzieję. Idź sobie siebie, Mia. Muszę porozmawiać z Justinem - och, znowu?!
Posyłam mojemu chłopakowi zaniepokojone spojrzenie, ale on kręci głową i wskazuje na schody. Przewracam oczami, idę do siebie i zamykam się w pokoju. Odkładam torbę na fotel, przechodzę do łazienki i rozbieram się. Ciepły prysznic to jest to, czego mi teraz potrzeba. Myję się raz dwa, uważając na tatuaż. Dopiero teraz czuję, jak bardzo jestem zmęczona, jednak ten dzień był wyjątkowy. Przede wszystkim Justin się przede mną otworzył, dowiedziałam się więcej o nim samym, o jego rodzinie i zmarłej dziewczynie. Znamy się dość krótko i muszę go lepiej poznać.
Wychodzę z kabiny, wycieram się i wkładam na siebie koszulkę. Szybko zmywam makijaż, myję zęby i wskakuję do łóżka. Okrywam się po samą szyję i uśmiecham pod nosem. Jestem szczęśliwa i nawet naburmuszony i wiecznie niezadowolony ojciec tego nie popsuje. Gdyby tylko wiedział o tatuażu... nawet nie chcę o tym myśleć.


Budzi mnie dotyk na policzku i czuję na sobie coś ciężkiego. Trudno mi oddychać i uchylam zaspane powieki. Mrugam kilka razy, w pokoju jest ciemno i nic nie widzę. Mimo to i tak wiem, kto leży na mnie. Podnoszę dłonie i układam je na plecach mojego chłopaka. Pachnie wyjątkowo i wszędzie rozpoznam zapach jego perfum.
- Przepraszam, Kotku, że Cię obudziłem - szepcze cicho do mojego ucha i czuję jego ciepły oddech na skórze - Nie dałem Ci buziaka na dobranoc i postanowiłem to nadrobić. Bardzo się za Tobą stęskniłem.
- Awww, jesteś taki słodki - uśmiecham się, chociaż tego nie widzi - Dlaczego nie śpisz, hmm? Która godzina?
- Dochodzi pierwsza - och! - Twój ojciec niemiłosiernie mnie wymęczył. 
Zadawał mnóstwo pytań i mam go dość na dzisiaj i na następne kilka dni. Myślałem, że zatrudniam się jako ochrona, a tutaj mam jeszcze jego klub na głowie.
- Przykro mi, że przez niego masz tyle na głowie. Może powinieneś z nim o tym porozmawiać? Powiedz, że to za dużo.

- Nie ma sensu, niebawem otwarcie klubu i to szaleństwo się skończy. Ale nie rozmawiajmy o tym, mam ochotę po prostu się do Ciebie poprzytulać - wierci się, odsuwa kołdrę z mojego ciała, rozchyla moje nogi i wygodnie się między nimi układa. Jestem zaspana i nie wiem, czy mam siłę na nocne igraszki - Jesteś taka cieplutka - wsuwa dłoń pod moją koszulkę i ściska sutek w palcach, och! Zaciskam usta, ale doskonale wie, jak to na mnie działa.
- Justin, chyba nie chcesz uprawiać seksu o pierwszej w nocy, prawda? - pytam, chociaż znam odpowiedź.
- Chcę, bardzo chcę. Miałem na to ochotę przez cały dzień, a kiedy wróciliśmy do domu uciekłaś mi i dopiero teraz jestem wolny. Nie wytrzymam do jutra! 
Przez cały czas, kiedy rozmawiałem z Twoim ojcem, myślałem tylko o Tobie. Nie chcesz wiedzieć, co działo się wtedy w mojej głowie i w spodniach - o kurwa! Nie mam pojęcia jak on to robi, ale wystarczą jego słowa, a po moim ciele rozlewa się to przyjemne, dobrze znane mi ciepło - Więc? Jak będzie?
- Rozbieraj się - kapituluję, ale jak mogłabym mu odmówić? Skoro ja mogę liczyć na niego, on może liczyć na mnie.

Wyskakuje z łóżka jak poparzony i klnie pod nosem, kiedy uderza łokciem w szafkę. Chichoczę, a on rozbiera się w ekspresowym tempie i wraca do mnie. Pozbywa się mojej koszulki i czuję na skórze jego ciepłe ciało.
- Cholera jasna! Spałaś bez majtek? - pyta zaskoczony, a ja przytakuję głową - Zwariuję przez Ciebie! Wykańczasz mnie - dyszy ciężko, wpija się w moje usta i zachłannie całuje. Jego dłoń wędruje po moim ciele, ściska piersi, przesuwa się na biodro i po chwili czuję na dole jego palce. Pieści mnie mocno, szybko, a podniecenie rozsadza mnie od środka. To coś innego niż mój pierwszy raz, bo Justin działa szybko, jakby naprawdę nie mógł wytrzymać - Uwielbiam Cię - pociąga za moją wargę i wślizguje się do środka. Och! Wbijam paznokcie w jego plecy, przyciągam go jeszcze bliżej siebie i całuję w ramię. Obawiałam się bólu, który odczuwał przy pierwszym razie, ale teraz jest zupełnie inaczej. Rozciąga mnie i jest to niesamowicie przyjemnie uczucie. Cichy jęk ucieka z moich ust, Justin przyśpiesza, robi trzy mocne ruchy i wychodzi ze mnie. Jestem zaskoczona, mój oddech szaleje i nie wiem, co się dzieje - Gumka, Kotku - wbijam zęby w wargę, ale kompletnie o tym zapomniałam! Na szczęście Justin ma głowę na karku, szybko się zabezpiecza i wraca do mnie. 
Nie hamuje się teraz, jego ruchy są mocne, płynne i wbija się naprawdę głęboko. Cudowne ciepło rozchodzi się po moim ciele i nasze ciche jęki mieszają się ze sobą - Och, Mia - mówi ostro i ściska w dłoniach moje włosy. Jego tempo jest szalone i wiem, że zaraz będzie po wszystkim. I faktycznie, kiedy wykonuje jeszcze dwa, mocne pchnięta, dochodzę. Zaciskam wszystkie mięśnie w swoim ciele, wbijam zęby w jego ramię i odlatuję. Przyjemność rozlewa się w moim ciele i czuję, jak Justinem wstrząsa dreszcz orgazmu.

Budzę się i uchylam powieki. Za oknem jest już jasno i nie ma obok mnie Justina. Szkoda, chciałabym się obudzić obok niego, ale jak na razie mogę o tym pomarzyć. W moim domu to zbyt ryzykowane i niebezpieczne.
Podnoszę się i ogarniam się raz dwa. Przebieram się w krótkie spodenki i zwykłą szarą koszulkę. Schodzę na dół i w salonie widzę tylko ojca. Spinam się, bo nie wiem, w jakim jest dzisiaj nastroju. Oby znowu nie zaczynał kłótni.

- Dzień dobry, Mia - wita mnie pierwszy, czym jestem zaskoczona - Jak się spało? - och! Chyba nic nie podejrzewa?
- Dobrze, dziękuję - uśmiecham się lekko i czuję się dość niezręcznie. Nie jestem do tego przyzwyczajona - A Tobie?
- A świetnie, dziękuję. Leć zjeść śniadanie, Sara zrobiła Twoje ulubione naleśniki z jagodami i syropem klonowym.
- Och, to świetnie - mój humor natychmiast się poprawia. Nie ma nic lepszego niż naleśniki - A gdzie Justin?
- Wyszedł na chwilę, miał do załatwienia sprawę związaną z klubem - no tak! - Niedługo powinien wrócić. 

Przytakuję głową i opuszczam salon. Kiedy wchodzę do kuchni, wita mnie uśmiech Sary i talerz naleśników na stole. Dziękuję jej i zabieram się za jedzenie. Macham wesoło nogą i liczę na to, że ta sprawa związana z klubem to nic złego. Wiem, że ojciec ma czasami chore pomysły, a skoro ufa Justinowi może zlecić mu coś więcej. Mam nadzieję, że sam nigdy by się na to nie zgodził. Niech ojciec sam załatwia sprawy związane ze swoim burdelem i dziwkami, które tam pracują. Prycham pod nosem, bo czasami wciąż nie dowierzam, czym zajmuje się mój ojciec. Mama dałaby mu za to po pysku. Była odważna i nigdy się go nie bała, a sam jego wygląd czasami przeraża. Chichoczę pod nosem na tę myśl, zjadam naleśniki i popijam sokiem. Już mam schodzić z krzesełka, kiedy do środka wchodzi mój chłopak. Ubrany w krótkie, czarne spodenki i białą bokserkę, która opina jego mięśnie wygląda obłędnie i mam ochotę go schrupać.
- Cześć, śliczna - uśmiecha się szeroko, staje między moimi nogami i przytula mnie do siebie - Wyspałaś się?
- Bardzo zabawne, wiesz? - kręcę głową, niepewnie spoglądam na Sarę, ale przykłada palec do ust, mruga do mnie okiem i zostawia nas samych. Już ona wie, co się między nami kroi - A Tobie jak się spało, Kochanie?
- Cudownie! - porusza brwiami i odgarnia moje włosy - Mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe? Nie powinienem był tego robić. Zapomniałem się, ale potwornie się za Tobą stęskniłem - wygina usta w podkówkę i wygląda tak słodko.

- Oczywiście, że nie mam Ci tego za złe - głaszczę go po policzku i całuję czule - Jak mogłabym się gniewać, hmm?
- Och, Mia. Nie masz pojęcia, jak bardzo mieszasz mi w głowie - opiera czoło o moje, ale zaskoczył mnie tymi słowami.
- Co się tutaj dzieje?! - naszą beztroską chwilę przerywa surowy głos ojca, a po moich plecach przebiega dreszcz strachu. Serce chce wyskoczyć mi gardłem, ale ojciec nas właśnie przyłapał! - Ktoś zechce mi to wyjaśnić?
- Proszę wybaczyć - Justin zaczyna cicho i odwraca się w jego stronę - Mia miała coś w oku i poprosiła mnie, żebym spróbował to wyciągnąć - o.mój.boże! Ten chłopak ma wszystko przygotowane! - Lepiej już? Szczypie?
- T-tak trochę - jąkam się, przecieram oko, ale muszę zachować pozory - 
Chyba to wyciągnąłeś, chociaż drapie.
- Mia, wszystko w porządku? - ojciec podchodzi, bierze moją brodę w palce i unoszę głowę do góry. Marszczy czoło i uważnie ogląda moje oko. Boże, żeby się nie zorientował - Jest czerwone. Może chcesz pojechać do lekarza?

- Nie, nie ma takiej potrzeby. To był zapewne paproch lub rzęsa. Za chwilę na pewno będzie lepiej, spokojnie.
- Przetrzyj oko nasączonym wodą wacikiem, przyniesie ulgę - zaciskam usta, bo Justin jest świetnym aktorem.
- Gdyby coś się działo, pojedziemy do lekarza - ojciec nie daje za wygraną, chociaż zadziwia mnie jego podejście do sprawy - No dobrze, wracam do swoich zajęć. 
Będę pracował w domu do czternastej, później muszę wyskoczyć do klubu zobaczyć jak idą prace. Do otwarcia coraz mniej czasu, a tu wciąż wiele do zrobienia. Nie ubywa, a przybywa.
- Jestem pewna, że zdążysz ze wszystkim i klub będzie wyglądał wspaniale. Otwarcie dopiero za dwa miesiące.
- Tak, sporo czasu, ale termin goni - ojciec uśmiecha się lekko i przypominam sobie te wszystkie chwile sprzed śmierci mamy. 
Kiedy był jeszcze "normalny". Właśnie wtedy był moim kochanym tatusiem - Jakie masz plany na dzisiaj? 
- Jeszcze o tym nie myślałam, ale dawno nie widziałam się z Cami. Tęsknię za nią, mogłabym ją do nas zaprosić?
- Nie ma problemu, możesz ją zaprosić. Jeśli będziesz chciała gdzieś wyjść, Justin ma Ci towarzyszyć. Jasne?
- Tak, pamiętam - chrząkam, bo chcę zapytać o jeszcze jedną, ważną dla mnie sprawę - Tato, mogę wrócić do szkoły?

- Do szkoły? Jak dobrze pamiętam, wciąż masz karę, prawda? Wiesz co to oznacza. Czyżbyś o tym zapomniała? 
- Nie zapomniałam, ale pozwalasz mi się spotkać z Cami i wychodzić z domu. Dlaczego akurat szkoła odpada?
- Bo tak powiedziałem? - odpowiadam pytająco i patrzy na mnie pewny siebie - 
Ciesz się, że możesz spotkać się z przyjaciółką lub wyjść z domu. Nie posłuchałaś mojego polecenia i powinna spotkać Cię za to surowsza kara. Jednak to przez szkołę zrobiłaś się taka pyskata i pozwalasz sobie na więcej, więc na razie możesz o niej zapomnieć. Rozumiemy się? - brzmi surowo i poważnie. Mam ogromną ochotę odpyskować, ale wiem, że nie przyniesie to nic dobrego.
- Tak - odpowiadam cicho i spoglądam na Justina, który stoi pod ścianą i zwija dłonie w pięści. Jest wściekły!
- Bardzo dobrze - uśmiecha się chytrze, ale doskonale wiem, że robi to wszystko specjalnie. Zdaje sobie sprawę z tego, jak bardzo zależy mi na szkole, edukacji i to wcale nieprawda, że przez nią zrobiłam się pyskata. Po prostu dorastam, zrozumiałam pewne sprawy, na które nie zwracałam uwagi jeszcze dwa lata temu. Widocznie ojciec wciąż widzi we mnie dziecko - Dobrze, idę pracować. Miłego dnia, córeczko - cmoka mnie w czoło i wychodzi. Wow, co to było?
- Nienawidzę tego człowieka - Justin mówi ze złością i przeczesuje nerwowo włosy. Podchodzę do niego, przykładam dłoń do jego policzka i uspokajam. Nie chcę, żeby się przez niego denerwował - Chodź - chwyta mnie za rękę, wychodzimy z kuchni i szybko wchodzimy po schodach. Justin prowadzi mnie do mojego pokoju, zamyka drzwi i przekręca w nich klucz. Uśmiecham się i kładziemy się na łóżku - Chyba o czymś zapomniałaś, wiesz? - mówi cicho i sunie nosem po mojej szyi. Odchylam głowę, aby dać mu większy dostęp i czuję doń, która wsuwa się pod moją koszulkę. Justin spogląda w dół, marszczy brwi i ogląda mój tatuaż - Jest idealna - przesuwa opuszkami palców po małej koronie i całuję ją. 
Jest praktycznie taka sama jak jego, Alex jednak zmienił górę na bardziej kobiecą i nadał jej delikatniejszy kształt - Tak samo idealna, jak Ty - och! Przesuwa się i składa czuły pocałunek na moich ustach, odrywa się jednak szybko, układa się obok i przytula mnie do siebie - Twój ojciec jest w domu, musimy być czujni. W kuchni prawie dostałem pieprzonego zawału, nie możemy sobie pozwalać na takie roztargnienie. To cud, że łyknął ściemę.
- Wiem, przestraszyłam się. Byłam pewna, że już po nas, ale jak zawsze masz głowę na karku i wybrnęłaś.
- Wymyśliłem to dosłownie w sekundę, ale musimy być bardziej ostrożni. Obiecałem, że będę Cię chronił.
- Robisz to, Justin. Chcę być w Twoich ramionach dwadzieścia cztery godziny na dobę. Czuję się wtedy bezpiecznie.
- Och, Kotku - przekręca się i wciąga mnie na swoją pierś - O nic się nie martw, nie dam zrobić Ci krzywdy i
ze wszystkim sobie poradzimy - pociera dłonią moje plecy i całuje w czoło. Jest cudowny! - Co chcesz dzisiaj robić?

- Wiem, że to, co powiem może być odrobinę szalone, ale... mam ogromną ochotę pójść na dobrą imprezę.
- Na imprezę, tak? No proszę! Nie poznaję mojej dziewczyny! Jeśli chcesz, mogę zabrać Cię w fajne miejsce.
- Tak! Bardzo chcę! Potrzebuję się napić, odstresować i po prostu dobrze się bawić. Tylko co z moim ojcem?

- Tsa, tutaj może pojawić się mały problem. Jak zwykle! Pogadam z nim i znowu wcisnę mu jakiś kit.
- Poważnie? Naprawdę wierzysz w to, że ojciec Cię posłucha? Jest uparty jak diabli i mogę pomarzyć!
- Lubi mnie i ufa. Trzeba spróbować, Skarbie. Uwierz we mnie - mruga okiem i soczyście całuje mnie w usta.
Układam głowę na jego piersi i wsłuchuję się w bicie jego serca. To wystarczy mi do szczęścia.







***************************************************************

Witam was serdecznie, moje pyszczki :)
Cóż, nie wiem za bardzo co napisać, więc odniosę się do jednego komentarza z poprzedniego rozdziału.
Jak już pisałam na początku, to opowiadanie nie jest typowo z "akcją", więc jeśli ktoś pisze, że rozdział jest "nudny" to mam ochotę wyjść z siebie i stanąć obok :]
Jeśli kogoś nudzi, nie zmuszam do czytania. Nie znajdziecie tutaj gangów, zabijania, strzelania, uciekania i bóg wie czego. Owszem, od pewnego momentu zrobi się nieciekawie i będzie trochę akcji, to mogę zdradzić :)

Zapraszam również na moje kolejne już opowiadanie - In My Mind - KLIK -
Fabułę już zdradziłam i w sumie napisałam to opowiadanie dla osób, które pisały do mnie na emaila, czy mogłabym napisać jeszcze coś o "złym Justinie". Nie wiem jak mi to wyszło i czy w ogóle, ale coś naskrobałam :)
Jeśli nie zaciekawi was, to dam sobie po prostu spokój :)


To chyba tyle :)
Dziękuję wam za wszystkie komentarze, miłe słowa... uwielbiam was!

Kasia.





16 komentarzy:

  1. Jejku świetnie piszesz i opowiadanie jest cudowne. Nie rozumiem jak mogą pisać, że jest rozdział jest nudny ;_; Tylko się tym nie zniechęcaj bo jesteś świetna i super piszesz :) idę sprawdzić drugiego bloga!! Do następnego ✌

    OdpowiedzUsuń
  2. OMG ! Świetny rozdział ! chętnie poczytam twoje nowe opowiadanie ale niestety dopiero jutro bo dziś już nie mam siły siedzieć na kompie i fonie :) czekam na next

    OdpowiedzUsuń
  3. Czekam na następny

    OdpowiedzUsuń
  4. Czekam na nastepny:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Super ! Czekam na nn <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Tak myślałam że to bedzie korona :-) Oni są przesłodcy !
    Czekam na nastepny <3

    OdpowiedzUsuń
  7. OOO boziu juz myślałam że ojciec ich przyłapie !
    Sex w nocy ? Oh Justin hahaha czekam na kolejny XXX

    OdpowiedzUsuń
  8. Boskiii jak zwykle ! Ja osobiście uwielbiam słodkie i intymne momenty Mii i Justina hihihiii
    Do następnego ! <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Fajnie że Mia zrobiła sobie taką korone jak Justin , to takie słodkie hehe czekam na next !

    OdpowiedzUsuń
  10. Oooo mają teraz takie same tatuaże >>>>
    Do nastepnego :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Kocham ich !!!! Haha uwielbiam te intymne momentyyy :-P Tylko ten ojciec... jest taki głupi i czuje że bedzie z nim jeszcze gorzej :-(
    Czekam na kolejny <3

    OdpowiedzUsuń

Layout by Yassmine