05.02.2015

Rozdział 20


Gapię się na chłopaka, który mimo hałasu, który robi ojciec, smacznie sobie śpi. Wtulony w poduszkę wygląda beztrosko i słodko. Mam ogromną ochotę się do niego przytulić i cieszyć tym, że został ze mną na noc. Jednak nie mogę, bo do drzwi mojego pokoju dobija się wściekły ojciec. Jeśli zobaczy nas razem, jesteśmy martwi!

- Justin, wstawaj - potrząsam jego ramieniem, klepię po policzku, ale tylko mruczy i próbuje przekręcić się na drugi bok - Błagam, otwórz oczy! - podnoszę głos do głośnego szeptu i dopiero teraz gwałtownie otwiera oczy. Uff! Marszczy brwi i wpatruje się we mnie zaskoczony - Ojciec chce wejść, musisz się schować. Nie może Cię tu zobaczyć!
- Mia, do kurwy nędzy! - jak na zawołanie słyszymy kolejny huk - Jeszcze moment i wchodzę, rozumiesz?!

- Szybko! - Justin zrywa się z łóżka, zbiera ciuchy i wchodzi do łazienki. Robię to samo, szybko moczę włosy i narzucam na siebie szlafrok - Już idę! - krzyczę, podbiegam do drzwi i uchylam je. Ojciec dosłownie płonie ze złości - Co się stało? Brałam prysznic, dopiero teraz usłyszałam Twój krzyk - patrzę na niego oczami szczeniaka i udaję głupa. 
- Kiedy skończysz, zejdź na dół. Musimy porozmawiać - wzdycha ciężko, ale wygląda bardzo poważnie. Nakrył mnie?!
- W porządku, daj mi dwie minutki - przytakuje głową, zamykam drzwi i oddycham głęboko. Jasna cholera, jeśli się zorientował, mam przejebane! Przecież byliśmy cicho, nie mógł nas usłyszeć. Prawda? - Kurwa - szepczę pod nosem, opieram czoło o drzwi i czuję dłonie na biodrach - Prawie wyskoczyło mi serce, cholernie mnie przestraszył.
- Wiem, Kotku. To w ogóle nie powinno mieć miejsca - odwracam się w jego stronę i patrzę mu w oczy. Wygląda na przygnębionego - Gdybym nie zamknął drzwi, byłaby z nas mokra plama. Nie powinienem był zostawać na noc.
- Po pierwsze, nic się nie stało. Poradziliśmy sobie, tak? A po drugie, bardzo się cieszę, że zostałeś.

- Cudownie móc się obudzić obok Ciebie - uśmiecha się i dotyka mojego policzka - Ale musimy bardziej uważać. 
- Wiem, będziemy. Nie zadręczaj się już tym, dobrze? Jedyne, czego się boję to temat naszej rozmowy.
- Mam nadzieję, że to nic poważnego i znowu sobie coś ubzdurał. L
eć do niego, poczekam tutaj na Ciebie.
- Okej - całuję go czule w usta i ubieram się. Szybko wycieram włosy, wiążę je w koka i schodzę na dół. Oblatuje mnie strach, bo ojciec siedzi na kanapie i wpatruje się w ścianę. Znam go i wiem, że jest wściekły - Jestem, tato.
- Widzę - odpowiada ponuro, a ja zaciskam szczękę. Mam po dziurki w nosie jego pieprzonych humorków - 
Chcesz mi powiedzieć, gdzie wczoraj byłaś? Jestem tego bardzo ciekawy - o.mój.boże! To niemożliwe, żeby się domyślił.
- Przecież wiesz gdzie. Na grillu u Cami, tak? - staram się brzmieć pewnie, ale marnie mi to idzie - Coś nie tak?
- Och, bardzo dużo, moja droga. Tak się składa, że pewien człowiek widział Cię w klubie. Jak to wyjaśnisz?
- W klubie? Jakim znowu klubie? Kto nagadał Ci takich bzdur? Byłam u Cami, wróciłam przed północą.
- Kłamiesz!! - wrzeszczy, aż mam ochotę zasłonić sobie uszy. Zrywa się z kanapy i wręcz zabija mnie spojrzeniem. Wydało się i oficjalnie jestem trupem! - 
Widział Cię jeden z moich pracowników! - blednę. Moje serce odbija się od żeber i wpadam w panikę. To koniec! - Masz dziwną minę, Twój plan się sypnął, Kochanie - prycha z kpiną i uśmiecha się szyderczo. Doskonale znam ten uśmiech - Nie wierzę, że wciąż niczego się nie nauczyłaś! Mówiłem Ci wiele razy, jak bardzo nienawidzę, kiedy mnie okłamujesz! - jego głos tnie powietrze i patrzy na mnie z pogardą, aż coś przewraca mi się w brzuchu - Naprawdę nie wiem, co mam z Tobą zrobić. Nie słuchasz mnie, okłamujesz, nie wykonujesz moich poleceń. Mam Cię zamknąć na cztery spusty? Tego chcesz? - nie! Błagam! To byłby dla mnie ogromny cios - Wiesz, że dla mnie to żaden problem. Prawda? - beztrosko wzrusza ramionami i przechyla głowę - Kiedy wreszcie nauczysz się posłuszeństwa, co?! - nie odpowiadam, siedzę zrezygnowana i wbijam zęby w wargę - Jesteś głupia, jeśli myślisz, że cokolwiek zdziałasz jeśli będziesz mnie okłamywać!! Rozumiesz co do Ciebie mówię?! - chryste! Ależ się drze! 
- R-rozumiem - odpowiadam ze ściśniętym gardłem i schylam głowę. Nie mam odwagi na niego patrzeć. 
- Gówno rozumiesz! Jesteś na to zbyt tępa! - mam dość, moja warga drży i czuję łzy na policzkach. Za jakie grzechy muszę to znosić? Dlaczego tak mnie traktuje? Co ja mu zrobiłam?! - Przestań beczeć! Jesteś taka miękka, żałosna, do niczego! - dyszy ciężko, a każde jego słowo wbija nóż w moje serce - Jestem Tobą rozczarowany i jest mi wstyd.
Kręcę głową, bo już nie dociera do mnie to, co mówi. Jedyne czego chcę, to podejść i po prostu przywalić mu w twarz! Żeby się wreszcie obudził i zobaczył, co robi własnemu dziecku! Naprawdę w takich momentach marzę o śmierci. Nie czułabym tego bólu, który rozrywa mnie od środka, który funduje mi mój własny ojciec! Jest tyranem!
Zrywam się na równe nogi i biegnę do drzwi. Otwieram je jednym szarpnięciem i wybiegam na zewnątrz. Słyszę za sobą jego wrzask, groźby jednak mam to w nosie! 
Płaczę z całych sił, krztuszę się łzami, ale biegnę ile mam sił w nogach. W tym momencie jestem na granicy własnej rozpaczy i mam dość takiego życia! Dlaczego mnie to spotkało? Dlaczego ojciec po śmierci mamy zmienił się w takiego tyrana?! Dobija mnie jego władza, pewność siebie i kontrola nad moim życiem. Doskonale wie, że może mną rządzić i wykorzystuje to na każdym kroku. Jestem zbyt słaba, aby z nim walczyć, a może po prostu wiem, że i tak nie wygram? Jakim cudem miałoby mi się to udać?
Odwracam się za siebie, ale na szczęście ojciec za mną nie biegnie. Dom znika z zasięgu mojego wzroku i brakuje mi tchu. Mimo to nie zatrzymuję się i nie mogę opanować płaczu. Jest mi wszystko jedno i dobrze wiem, że gdy tylko wrócę do domu boleśnie za to zapłacę. Może tym razem ojciec się zapędzi i mnie po prostu zabije? Może to byłoby lepsze od tego, co właśnie przeżywam? Nie cierpiałabym i byłabym z moją kochaną mamą. To byłoby piękne.
- Mia! - słyszę dobrze znany mi głos, który tak bardzo uwielbiam. I chociaż brak mi sił, nie zatrzymuję się. Wciąż trzyma mnie szok po słowach ojca. Wiele razy mnie ranił, teraz jednak przeszedł samego siebie - Kotku, proszę! - jego głos jest tuż za mną i jak na zawołanie czuję dłonie, które mocno obejmują mnie w talii, a moje stopy odrywają się od ziemi. Dyszę ciężko, zamykam oczy i opieram głowę na jego ramieniu - Już dobrze, Skarbie. Jestem przy Tobie - tuli mnie do siebie, kołysze na boki i uspokaja. Jest taki kochany, dobry, troskliwy. Mam tylko jego - Zabiorę Cię do siebie - wzdycha ciężko, odwraca mnie w swoje stronę i bierze na ręce. Jestem wykończona. 

Kiedy tylko wchodzimy do jego mieszkania, uderza we mnie spokój. Byłam tutaj tylko raz, ale to miejsce jest dla mnie dobre. Panuje tutaj odprężająca cisza, nikt nie krzyczy i nie boję się, że ktoś zaraz mnie skrzywdzi. 
- Kochanie - słyszę głos Justina, który wciąż trzyma mnie w swoich ramionach - Chce Ci się pić? Chcesz się położyć? 
- I to i to - odpowiadam cicho i Justin układa moje ciało na narożniku w salonie. Zdejmuje moje buty, okrywa puchatym kocem i idzie do kuchni. Przymykam oczy i czuję, jak bardzo jestem zmęczona. Nie tyle biegiem, co całą sytuacją z ojcem. Nie wiem, co mam myśleć i co robić, ale to musi się skończyć! Ile to jeszcze będzie trwało? Ile jeszcze będzie mnie tak traktował? Jestem nastolatką do cholery, jego córką! Dlaczego funduje mi takie popieprzone życie - Hej - słyszę głos Justina i otwieram oczy - Proszę, zimny sok - uśmiecha się smutno i moje kąciki ust też unoszą się do góry. 
- Dziękuję - szepczę i upijam trochę soku. Nawilża moje zaschnięte gardło i oddycham z ulgą - Poleżysz ze mną?
- Oczywiście - odbiera ode mnie szklankę, zsuwa buty i układa się obok. Przenosi moje ciało na swoje, okrywa nas kocem i mocno przytula. Nie mam słów, aby opisać to, jak jest mi w tym momencie dobrze. Czuję, że jestem w odpowiednim miejscu, z odpowiednim człowiekiem. Mam świadomość tego, jak krótko znam Justina, aby robić sobie nadzieję na cokolwiek poważniejszego. Jednak w tym momencie jest dla mnie wszystkim - Jesteś bezpieczna.

Budzi mnie dotyk na policzku. Leniwie uchylam powieki i widzę przed sobą jego piękną twarz. Uśmiecha się uroczo i pociera z uczuciem mój policzek. Patrzę w jego oczach i widzę w nich troskę i zmartwienie. Nie chcę, żeby się martwił.
- Zrobiłem obiad - och, obiad? - Dochodzi piętnasta, powinnaś coś zjeść. Śpisz od dobrych pięciu godzin, maleńka - pięciu? - Pomyślałem, że będziesz głodna. Rano nie jadłaś śniadania - odsuwa kosmyk włosów z mojego czoła i całuje mnie w nos - To jak, zjesz? - przytakuję głową, bo faktycznie jestem głodna. Justin odkrywa koc, podaje mi dłoń i powoli wstaję na nogi. Chwyta mnie za rękę, idziemy do kuchni i widzę na blacie dwa talerze. Czy ktoś może mnie uszczypnąć? Czy tacy niesamowici faceci w ogóle istnieją? - Mam nadzieję, że lubisz risotto.
- Tak - uśmiecham się szeroko, siadam na krzesełku i upijam łyk pachnącej kawy, którą Justin nalewa do mojej filiżanki - Jesteś taki kochany - zaciskam usta i spoglądam w jego przepiękne oczy - Dziękuję, że tyle dla mnie robisz.

- Nie masz za co dziękować, dla Ciebie wszystko - mruga okiem i kiwa głową na talerz - Wszystko ma być zjedzone.

Po pysznym obiedzie siedzimy w salonie, wtuleni w siebie i oglądamy film. Jest cicho, spokojnie i mimo, iż mam kłopoty, nie chcę teraz o tym rozmyślać. Po prostu cieszę się tymi chwilami z Justinem, bo nie wiem, jak będzie wyglądało moje życie po powrocie do domu. Wiem, że ojciec jest zdolny, aby mnie w nim zamknąć.

- Kotku - Justin przerywa nasz seans i ponoszę głowę, aby na niego spojrzeć - Twój ojciec wydzwania od rana.
- Och - jestem zaskoczona i marszczę brwi - Naprawdę? Po co? Rozmawiałeś z nim? - spinam się, na myśl o nim.
- Tak, musiałem go uspokoić. Dosłownie szalał! 
Nie chcę, żeby zrobił Ci jakąkolwiek krzywdę. Jeśli położy na Tobie choćby palec czuję, że go rozpierdolę! - podnosi głos, od razu przenoszę się na jego kolana i patrzę w jego oczy.
- Musisz zachować spokój, dobrze? Nie możesz nic zrobić, Kochanie. Taki właśnie jest mój ojciec i uwierz mi, znam to doskonale. Przechodzę to od dwunastego roku życia, to dla mnie nic nowego - widzę ból na jego twarzy.
- Dlatego właśnie chcę, aby to się skończyło. To chore, Mia! Jak może Ci to robić Twój własny ojciec?! 
- Nie martw się, zniosę to. Najważniejsze dla mnie jest, żebym tylko mogła Cię zobaczyć po tym wszystkim. 
- Boże, Mia! Nawet tak nie mów! - wtula się w moje piersi i przeczesuję jego miękkie włosy - Co mam zrobić, Skarbie? Jak mam Cię przed tym uchronić? Powiedz mi, a zrobię wszystko! - podnosi głowę i wpatruje się w moje oczy.
- Nie wiem, Justin. W tej sytuacji chyba nie ma żadnego rozwiązania - mówię smutno i opieram swoje czoło o jego. 
- Musi być - kręci głową i głaszcze moje plecy - Coś wymyślę, bo sytuacja robi się żałosna i niebezpieczna.
- Nie rozmawiajmy o tym teraz, dobrze? - uśmiecham się i pstrykam go w nos - Po prostu cieszmy się sobą i już.
- Podoba mi się ten pomysł - przesuwa dłonie na moje pośladki, ale nagle rozlega się dzwonek jego telefonu. 
Bierze go ze stolika i widzimy na wyświetlaczu nazwisko mojego ojca - Właśnie tego teraz potrzebuję - burczy pod nosem i przeciera twarz ręką - Muszę odebrać. Halo? - mówi cicho i przełącza rozmowę na tryb głośnomówiący.
- Justin? Co z Mią? Powiedz, że jest bezpieczna! - dosłownie mnie przytyka, bo głos ojca przepełnia przerażenie. 
- Tak, Mia jest bezpieczna. Nie ma Pan powodu do zmartwień, jest cała i zdrowa. Nie spuszczam ją z oka.
- Dzięki bogu! - oddycha z ulgą, co lekko mnie zaskakuje. Wzruszam ramionami, a moja oczy są wielkie jak spodki. Co się tutaj wyprawia? Czy to na pewno mój ojciec? - Możesz dać mi ją do telefonu? Muszę usłyszeć jej głos!
- Jestem, tato. Słyszę Cię. Nie musisz się martwić, wszystko ze mną dobrze. Żyję i oddycham, spokojnie.
- Boże, Mia! Tak bardzo się o Ciebie martwiłem. Nie ma Cię w już tak długo, gdzie Ty się podziewasz?
- Tato
- Justin kiwa głową, abym nie zdradzała miejsca w którym się znajduję - Jestem w bezpiecznym miejscu.
- Wróć do domu, proszę! - och, prosi? - Przepraszam, córeczko! Nigdy nie powinienem był tak do Ciebie mówić.
- Owszem, nie powinieneś. Jesteś moim ojcem, nie masz pojęcia, jak bardzo Twoje słowa mnie zraniły. 
- Wybacz mi, nigdy więcej tego nie zrobię. Wynagrodzę Ci to, dostaniesz cokolwiek zechcesz, Mia! Powiedz tylko co! 
- Nic nie chcę! Myślisz, że jakakolwiek rzecz może mi wynagrodzić Twoje bolesne słowa? Wbiłeś mi nóż w plecy!
- Boże, córeczko! - jego głos łamie się i słyszę pociąganie nosem. Nie! On chyba nie płacze! - Porozmawiamy, wróć.
- Wrócę, oczywiście, że wrócę. Jednak potrzebuję trochę czasu dla siebie i to na pewno nie będzie dzisiaj.
- Jak to nie dzisiaj, Mia? Gdzie chcesz spać, dziecko?! Powinnaś być w domu, tylko tutaj jesteś bezpieczna!

- Nie obawiaj się, nic mi nie będzie. Potrafię sama się o siebie zatroszczyć. Jutro wrócę, możesz być spokojny.
- Dobrze - mówi cicho, a ja przyswajam to, co przed chwilą powiedział. Zgodził się?! 
Przecież to pierwszy oficjalny raz, kiedy nie będę spać w domu! - Czekam na Ciebie jutro. Proszę, niech Justin ma na Ciebie oko, dobrze?
- Tak, tato. Na pewno nie spuści ze mnie wzroku, wyluzuj - przewracam oczami, ale mam już dość tej troski - Muszę kończyć. Jutro pojawię się w domu i pamiętaj, że nic mi nie grozi. Możesz spać spokojnie. Do zobaczenia, tato.
- Do jutra, Mia - słyszę jego ciężki oddech i połączenie zostaje zerwane. Czuję się dość... dziwnie.
- Wow - Justin szepcze cicho i opiera plecy o oparcie kanapy - Przyznam, że jestem ciut zaskoczony. Co z nim?
- Mnie pytasz? Byłam pewna, że będzie na mnie wrzeszczał, a on mnie przeprosił. Nie rozumiem tego gościa. Jest zmienny jak pogoda - wzruszam ramionami i napieram na jego ciało - Więc, mogę zostać u Ciebie na noc, chłopaku?
- Och, Mia. Nie masz pojęcia, jak cieszy mnie ta myśl. Spędzimy cudowną noc, Kotku - mruga zadziornie, bierze mnie na ręce i zanosi do swojego pokoju. Moje serce bije jak szalone i wiem na pewno, że jestem zakochana po uszy!








*********************************************************************************
BUM! :D
Kto się cieszy na nowy rozdział? Hihi :)
Więc! Justin i Mia jakoś wybrnęli z opresji, za to tatusia nieźle poniosło lol :D
No ale on akurat, to jeszcze tutaj sporo namiesza se se se :)
Mam nadzieję, że nie rozczarowałam was rozdziałem. Do następnego! :)

Kocham!
Kasia.




17 komentarzy:

  1. Rozdział!! Kocham... Wiedziałam, że schowa się w łazience. Możecie nazywać mnie wróżką hihi :) Chyba długo nie potrwa ta zgoda pomiędzy Mią, a jej ojcem. Mam rację? ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. omg świetny rozdział :) cieeekawee co będą robić przez całą noc ;) wgl zachowanie jej ojca jest podejrzane. zdaje mi się że on tylko udaje :/ czekam na następny

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeju nie mogę ogarnąć tego ojca xd jest taki zmienny;_; Pewnie wyskoczy jeszcze z niejednym. Rozdział świetny, a Justin jest taki kochany:) do następnego ✌

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny ! Tylko zaskoczyło mnie zachowanie ojca ...on tak na serio ją przeprosił ?! Podejrzane ...
    Czekam na next <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Justin jest PRZEKOCHANYYYY <3 <3 <3 A ojciec Mii nadal jest zdrowo walnięty !!!!
    Cudowny i czekam na następny XXX

    OdpowiedzUsuń
  6. kiedy Mii ojciec ją pobije albo coś jej zrobi? czekam tylko na taką akcje

    OdpowiedzUsuń
  7. Boskie! Justin jest taki uroczy.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wow też sie tego nie spodziewałam! Ale i tak ciekawe co będzie jak wroci do domu ; ) czekam na nn :*

    OdpowiedzUsuń
  9. Nikogo nie rozczarowałas, rozdział cudowny!
    Nie mam żadnego pomysłu na komentarz, chyba dobrze wiesz, że kocham wszystkie twoje ff, i każdy rozdział z osobna <3
    Kocham, do następnego <3

    OdpowiedzUsuń
  10. Boski rozdzialu ja sie z niego cieszę! <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Super!! Nowy rozdzial_...?

    OdpowiedzUsuń
  12. Cos niesamowitego ! :*** KOCHAM to opowiadanie ;)

    OdpowiedzUsuń

Layout by Yassmine