10.02.2015

Rozdział 22


Następnego dnia budzę się pierwsza. Przecieram oczy, ziewam i przekręcam głowę w prawą stronę. Obok mnie śpi Justin, a na moją twarz wkrada się głupi uśmiech. Przekręcam się, wsuwam dłoń pod głowę i obserwuję jego spokojną twarz. Wczorajszy dzień spędzony z Justinem był wyjątkowy. Mogłam się nim nacieszyć do woli bez obawy, że ojciec wtargnie do środka i nasz związek się wyda. Rozluźniłam się, świetnie bawiłam z jego bratem i polubiłam takie życie. Nie wyobrażam sobie powrotu do domu i ciągłego w nim siedzenia. Marudzenia ojca, izolowania mnie, jego chorych zasad. W mojej głowie pojawia się nawet myśl, aby mu się wreszcie postawić. Wiem, że to głupie, bo natychmiast pokazałby mi kto tutaj rządzi. Nie wynikłoby z tego nic dobrego i przyniosłoby więcej szkód, niż pożytku.


Po wspólnym prysznicu, jemy śniadanie na przytulnym tarasie w jego mieszkaniu. Cieszymy się tymi ostatnimi, wspólnymi chwilami. Tak fajnie móc być ze sobą, nie ukrywać się i zachowywać całkowicie swobodnie. Takie chwile na pewno będą rzadkością, dlatego są dla mnie podwójnie ważne i cenne. 

Justin odwozi mnie do domu i nie jestem pewna, czy to dobry pomysł, aby wchodził do środka. Jednak upiera się, bo jest w końcu moim ochroniarzem i powinien być ze mną. Ustępuję, kiedy tłumaczy, że miał nie spuszczać mnie z oka.
Przekraczamy próg domu, wchodzimy do salonu gdzie siedzi ojciec i przegląda coś na laptopie. Jest skupiony i modlę się w duchu, żeby miał dobry humor. Nie chcę, żeby znowu mnie sponiewierał, a przed nami poważna rozmowa.
- Wróciłam, tato - zaczynam nieśmiało, stoję na środku salonu i czekam na jego reakcję. Jest natychmiastowa.
- Mia! - zrywa się na równe nogi i podchodzi. Jestem w szoku, kiedy przytula mnie do swojego ciała. Zaciskam usta, bo nie rozumiem jego zachowania - 
Wszystko okej? Nic Ci nie dolega? - ogląda moje ciało, jakby szukał jakichś obrażeń.
- Spokojnie, nic mi nie jest - odrywam się od niego i nerwowo poprawiam włosy - Jestem cała i zdrowa.
- Martwiłem się o Ciebie, dziecko! - och, to coś nowego! - Gdzie byłaś? Nie powiedziałaś, gdzie się zatrzymałaś.
- Wiem, potrzebowałam chwili dla siebie. Byłam w hotelu - kłamię, jednak nie mogę powiedzieć mu prawdy.

- Rozumiem - marszczy brwi i niepewnie spogląda na Justina, który stoi za mną - Miałaś przy sobie pieniądze?
- Nie, przecież wybiegłam z domu tak, jak stałam. Dlatego wisisz Justinowi całe sto dwadzieścia dolców. 

- Nie przejmuj się pieniędzmi, zaraz rozliczę się z Justinem. Grunt, że jesteś cała - znowu przytula mnie do siebie i głaszcze po plecach - Przepraszam, Mia. Wiem, że moje słowa bardzo Cię dotknęły, ale byłem wściekły! Nienawidzę, kiedy mnie okłamujesz, wiesz o tym. Prawda? - mówi niby surowo, ale jednak się kontroluje. Przynajmniej na razie.
- Wiem, ale nie powinieneś być zaskoczony - odsuwam się od niego i patrzę mu w oczy - Żyję w strachu, mam surowe zakazy. Nie ufam Ci, bo nigdy nie wiem, do czego jesteś zdolny się posunąć. A skoro Ci nie ufam, nie mówię prawdy. 
- Chyba będziemy musieli popracować nad naszymi relacjami, wiesz? Przyszedł czas na zmiany - och!
- C-chcesz tego? - jąkam się z zaskoczenia. Nie sądziłam, że ojcu będzie zależeć na tym, aby coś zmienić.
- Oczywiście! Przecież jesteś moim dzieckiem - uśmiecha się lekko i układa dłoń na mojej głowie - Porozmawiamy?
- Zostawię was samych - słyszę za sobą cichy głos Justina, a ojciec przenosi na niego wzrok.
- Dziękuję - podchodzi do niego i ściska jego dłoń - Jestem Ci bardzo wdzięczny, za opiekę nad moją córką. 
Nie wzięła telefonu i cholernie się o nią bałem. Gdyby Petrov ją dorwał... nawet nie chcę o tym myśleć! - och, boże! W każdej chwili może zrobić to jego synalek, jeśli nie wycofa klubu z nie swojego terenu. Czemu tym się nie martwi?
- Nie ma Pan za co dziękować, to moja praca. Pójdę już - kiwa głową, opuszcza salon i zostajemy sami. 
- Więc? O czym chcesz porozmawiać? - pytam i siadam na kanapie. Ojciec chrząka i zajmuje miejsce naprzeciwko.
- Wiesz, że jestem trudnym człowiekiem - zaczyna niepewnie i schyla głowę - Nie radzę sobie z wychowaniem mojego jedynego dziecka - och, zaskakuje mnie tym - Jednak staram się jak mogę i chronię Cię, Mia. Dlatego nie masz wolności jak Twoi rówieśnicy. Po prostu nie mogę Ci na to pozwolić, to zbyt niebezpieczne. Rozumiesz mnie?
- Poniekąd, ale to nie zmienia faktu, że ja potrzebuję tej wolności. Chodzić do szkoły... - nie kończę, przerywa mi.
- Możesz jutro do niej pójść - unoszę brew, ale zmiany jego nastrojów potwornie mnie męczą! - Justin Cię zawiezie.

- W porządku, dziękuję. Nie myśl jednak, że chodzi tu tylko o to. Chcę móc wyjść do ludzi, do kina, na spacer i normalnie Ci o tym powiedzieć. Nie kłamać, tato! Po prostu beztrosko powiedzieć: "Tato, wychodzę z przyjaciółmi". Nie robię tego ze strachu, doskonale wiem, że się zezłościsz i ponownie się na mnie wyżyjesz. Nie możesz tego robić.
- Wiem, Mia. Musimy popracować nad zaufaniem i postaram się trochę ustąpić - o cholera, aż mnie przytyka - Dać Ci troszeczkę więcej swobody, ale musisz mówić mi prawdę, żebym był spokojny. Chociaż tyle dobrze, że masz ochronę i ufam Justinowi. Widzę, że zaprzyjaźniłaś się z nim - o nie! Chyba nic nie podejrzewa?! - Polubiłaś go, mam rację?
- Tak, ponieważ jest wobec mnie w porządku. Tak jakby opiekuje się mną i pilnuje. Wiem, że nic mi przy nim nie grozi.

- Tak ma być. Jednak nie chciałbym, abyś za bardzo się z nim zaprzyjaźniła. Wiesz, co mam na myśli, prawda? 
- Wiem, mówiłeś to już. A ja powiedziałam Ci, że Justin ma dziewczynę. Po za tym, chcę mieć chłopaka, tato. Mam siedemnaście lat, kiedy mam zacząć chodzić na randki, jak nie teraz? Jestem nastolatką, chcę się bawić.
- Mia - jego głos natychmiast poważnieje i wiem, co zaraz usłyszę - Wiesz, że chłopak odpada, nie teraz.
- Dlaczego? Moje koleżanki umawiają się z chłopakami, to nic złego. Dlaczego ja nie mogę tego robić?
- Dlatego, ponieważ nie chcę, żeby Cię dotykał! - och! Gapię się na niego i wręcz nie wierzę w to, co słyszę.
- O czym Ty mówisz? Nie może mnie złapać za rękę, pocałować, przytulić? Przecież to całkowicie normalne.
- Oboje wiemy, że nie tylko na tym by się skończyło. Mówię o seksie, Mia. Jesteś na to za młoda, masz zaledwie siedemnaście lat i nie będziesz oddawała się jakiemuś przypadkowemu chłoptasiowi, który może zrobić Ci dziecko!
- Boże, tato! Od tego są zabezpieczenia, tak? I to nie byłby przypadkowy chłopak, tylko mój. To coś innego.

- Absolutnie, Mia. Nie chcę widzieć Cię w pobliżu żadnego chłopaka, zrozumiałaś? - schylam głowę i dociera do mnie, że mój związek z Justinem nie może wyjść na jaw. Nasze wspólne chwile muszą pozostać w tajemnicy. To chore!
- Nie, nie rozumiem tego, tato - patrzę na niego i chociaż jest wściekły, ja również zaczynam się złościć - Naprawdę chcę mieć chłopaka, potrzebuję tego! Rodzice moich koleżanek nie robią z tego tak wielkiej afery, jak Ty.
- Ty nie jesteś, jak Twoje koleżanki, Mia. Jesteś moją córką i nie ma mowy o jakimkolwiek chłopaku, dopóki nie będziesz pełnoletnia! - o, kurwa! To jakiś żart, prawda? Gdyby tylko wiedział, co wyprawiam z Justinem!
- Pełnoletnia? Przecież to dopiero za cztery lata! Mam czekać aż tyle, żeby móc się z kimś umówić?
- Tak. Wtedy możesz chodzić na randki i rozejrzeć się za jakimś porządnym, dobrze wychowanym chłopcem. Teraz jesteś jeszcze dzieckiem i takie rzeczy nie powinny Cię interesować. Mam nadzieję, że się rozumiemy. Liczę na to, że nic głupiego nie strzeli Ci do głowy. Wiesz, że będę bardzo zły, a wiesz, co się wtedy dzieje - przytakuję głową, ale ojciec nadal nic nie rozumie. Nie wierzę w jego słowa o większej wolności, to kłamstwo. On nigdy nie pozwoli żyć mi po swojemu, jest psychiczny i ma coś z głową! To, co robi nie jest normalne - No dobrze, jakie masz plany na dzisiaj? - rozluźnia się, uśmiecha, a ja prycham w myślach. Jest świetnym aktorem, powinien dostać nagrodę.
- Jeszcze nie wiem - odpowiadam cicho, ale jestem przygnębiona po tej rozmowie. Nic nie wniosła.
- Ja wracam do swoich obowiązków. Do zobaczenia później - całuje mnie w czubek głowy i opuszcza salon.
Wchodzę po schodach, docieram do swojego pokoju, opieram się o drzwi i oddycham głęboko. Ponownie poniosłam porażkę i nie doszłam z ojcem do żadnego porozumienia. Czego ja się właściwie spodziewałam? 
Chciałam postawić na swoim, wreszcie mieć coś do powiedzenia, ale jak zwykle stchórzyłam! Mimo wszystko boje się ojca, bo doskonale wiem, na co go stać. Nie raz mnie pokiereszował i nie mam ochoty ponownie przez to przechodzić. Zbyt wiele mnie to kosztuje, a ja mam serdecznie dość bólu. Na początku się buntowałam, ale strach zagościł w mojej głowie na dobre.
- Mia? - słyszę zza drzwi cichy głos Justina i natychmiast je otwieram. Wchodzi do środka, zamyka je na klucz i przytula do siebie - Wszystko w porządku, Skarbie? Słyszałem waszą rozmowę - och! Odchylam głowę i patrzę w jego śliczne oczy - 
Chyba jednak mamy przechlapane, co? - uśmiecha się smutno i coś ściska mnie za serce - Musimy się dobrze ukrywać, Mia. Nie możemy pozwolić sobie na najmniejszy błąd. Nie chcę, aby Twój ojciec zrobił Ci coś złego, wiesz?
- Wiem. Po prostu chciałabym, żeby zaakceptował nasz związek i cieszył się razem ze mną. Nie tak powinno być?
- Tak, raczej tak. Jednak oboje wiemy, jakim typem człowieka jest Twój ojciec. Kogoś takiego jeszcze nie spotkałem.

- Mia! - słyszę głos ojca z dołu, aż się wzdrygam. Odklejam się od Justina, przewracam oczami i schodzę na dół.
- Dlaczego tak krzyczysz? Coś się stało? - stoję na ostatnim schodku i wpatruję się w niego. Jest zdenerwowany.
- Nic, czym mogłabyś się martwić. Potrzebuję Justina. Na godzinę, no może dwie. Wychodzisz gdzieś? 

- Właściwie to chciałam spotkać się z Cami, dawno się nie widziałyśmy. Pójdziemy do kawiarni za rogiem.
- W porządku, to blisko naszego domu. Proszę, bądź ostrożna, dobrze? Nie wychodź sama na miasto.

- Nie wyjdę, to tylko kawiarnia. Jesteś dziwny, tato. Naprawdę nic się nie stało? - mrużę oczy, ale coś tu jest nie tak.
- Nie, jednak nie powinnaś być sama. Tłumaczyłem Ci to już wcześniej. Potrzebuję Justina do klubu, tyle.
- Jestem - jak na zawołanie wchodzi do domu, przez drzwi frontowe. Wychodzenie oknem opanował idealnie.

- Zawsze jesteś wtedy, kiedy Cię potrzebuję, chłopce - ojciec uśmiecha się do niego szeroko - Tak, potrzebuję Cię pilnie. Musimy podjechać do klubu i skonsultować jeden projekt. Mia wyjdzie tylko do kawiarni, to za rogiem - Justin przytakuje głową i niepewnie na mnie spogląda - Dobrze, czas nagli. Gdybyś czegoś potrzebowała to dzwoń, okej?
- Tak, tato. Leć już - przewracam oczami, ale jego zachowanie jest mocno podejrzane. A może to jego zmiana?


Chwilę później dzwonię do Cami. Mam cichą nadzieję, że znajdzie dla mnie trochę czasu i wyskoczy na kawę.
- Mia? Tęskniłam! - jak zawsze wydziera się radośnie i udziela mi się jej nastrój - Co tam, dziewczyno?
- Wszystko dobrze. Dzwonię, bo chciałam się z Tobą spotkać. Co powiesz na naszą kawiarnię? Masz czas?
- Jasne, właśnie zjadłam obiad i chętnie pogadam z przyjaciółką. Będę góra za dziesięć minut, pasuje?
- Jak najbardziej, do zobaczenia - cmokam w słuchawkę i kończę połączenie. Muszę się wyszykować.


Siedzę w kawiarni i czekam na przyjaciółkę. Zamówiłam już dla nas nasze ulubione latte i właśnie popijam przez rurkę.
- Bum! - słyszę przy uchu głos Cami, aż podskakuję. Siada naprzeciwko mnie i uśmiecha się szeroko - Orientuj się.
- Przestraszyłaś mnie, wariatko - przykładam dłoń do serca i karcę ją wzorkiem - Mogłam umrzeć na zawał.
- Jesteś na to za młoda - mruga okiem i upija trochę kawy - Więc, znowu nie chodzisz do szkoły, hmm?
- Tak, nawet nie pytaj - wzdycham ciężko i bawię się rurką - 
Moje życie to wielka komplikacja, ale jutro będę.
- Super! Tak kurewsko nudno jest bez Ciebie. I chłopcy są marudni - och, moje kochane miśki! - Tęsknią za Tobą.
- Wiem, ja za nimi również - śmiejemy się cicho i dociera do mnie, jak bardzo brakowało mi Cami przez te kilka dni - Jak układa Ci się z Harrym? - od razu rumieni się uroczo i wbija zęby w wargę - Oho! Już widzę Twoją minę.
- No, co? Jest zajebiście, okej? To świetny chłopak i nie sądziłam, że cokolwiek może z tego wyjść, a tu proszę!
- Cieszę się, Cami. Pasujecie do siebie i widziałam, jak Harry na Ciebie patrzy. Wpadł po uszy!

- Też tak myślę! - uśmiecha się słodko i marszczy swój mały nosek - A co u Ciebie i Justina? Chyba miłość kwitnie, co? Ostatnio w klubie nie mógł się od Ciebie odkleić - mruży oczy i kręci głową rozbawiona - Chyba też wpadł po uszy.
- Jest cudowny - uśmiecham się pod nosem, a ciepło rozlewa się w moim sercu, kiedy tylko pojawia się w moich myślach - Jest taki dobry dla mnie, troskliwy, opiekuńczy i robi to lepiej, niż mój własny ojciec. To trochę smutne.
- Daj spokój, Mia. Twój ojciec jest cholernie dziwny! Nie nadążam za nim i nie rozumiem tych chorych zasad.

- Mam tak samo. Jego surowość, zakazy, nakazy po prostu mnie dobijają! Na dodatek mój związek to tajemnica.
- Jak to tajemnica? Nie rozumiem. Chyba nie chcesz powiedzieć, że Twój ojciec nie wie o Justinie?
- Cóż, właśnie to chcę powiedzieć. Nie wie i nie może się dowiedzieć. Za nic w świecie, Cami! Jeśli będziesz u mnie i przypadkiem się na niego natkniesz, nie wspominaj nawet słowem o Justinie, dobrze? Inaczej będę martwa.
- Martwa? Co do cholery?! Przerażasz mnie, Mia. Możesz mi to wytłumaczyć? Sorry, nic z tego nie kapuję.

- W skrócie? Ojciec nie pozwolił mi się z nikim związać. Mogę się rozejrzeć za chłopcem, kiedy będę pełnoletnia.
- To są chyba jakieś żarty - prycha pod nosem, ale widząc moją minę pochmurnieje - On tak na poważnie?
- Niestety tak. Nawet nie wiesz, jak bardzo mam go dość. Muszę ukrywać się po kątach z własnym chłopakiem, bo mój tatuś ma jakieś chore jazdy. A ja jestem taka szczęśliwa! To wszystko jest popieprzone, Cami. Brak mi już sił.
- Popieprzone to chyba za mało powiedziane - dotyka mojej dłoni, patrzy na mnie smutno i wiem, że mnie rozumie.

Siedzimy w kawiarni ponad trzy godziny. Kiedy dzwoni jej telefon, uśmiecha się i wiem, że to Harry. Nie zatrzymuję jej dłużej, żegnamy się, cmokamy w policzki i cieszę się, że zobaczymy się jutro w szkole. Tego mi potrzeba.
Wracam do domu spacerem, oddycham głęboko i mimo  zakazów ojca, jestem szczęśliwa. Cieszę się, że Justin pojawił się w moim życiu. Na pewno z niego nie zrezygnuję, choćbym miała cieszyć się nim w tajemnicy.
- Cześć, Skarbie - podskakuję, kiedy słyszę przy uchu znajomy głos. Zatrzymuję się w połowie kroku, a serce podchodzi mi do gardła. Nie spodziewałam się go spotkać - Tęskniłaś? 
- zamykam oczy i czuję, że będzie źle.





17 komentarzy:

  1. omgg gdzie do jasnej cholery jest Justin ?!?!?! czekam na następny

    OdpowiedzUsuń
  2. O nie tylko nie to co on jej zrobi, gdzie do kurwy jest Justin!?! Rozdział świetny czekam nn 💎

    OdpowiedzUsuń
  3. No to sie porobilo :o ! Justin gdzie jestes ?!
    rozdzial CUDNY jak zawsze :***

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak! zdecydowanie będzie źle. Justin ratuj ją. Chociaz świetnie dała sobie radę ostatnio ;) Czekam na następny xx

    OdpowiedzUsuń
  5. Mega bombowe!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. O jezu! :o mam nadzieje, ze jej nie potrwa czy coś ;/ rozdział świetny! Do następnego ✌

    OdpowiedzUsuń
  7. czekam na nastepny rozdzial:)cudo<3

    OdpowiedzUsuń
  8. Justin musi ja znalazc jak najszybciej :* czekam nn

    OdpowiedzUsuń
  9. Kiedy nn?? Super rozdział

    OdpowiedzUsuń

Layout by Yassmine