14.02.2015

Rozdział 23


Staram się unormować przyśpieszony oddech, czuję uścisk na ramieniu i odwracam się w jego stronę.
- Nic nie powiesz? Nie cieszysz się, że mnie widzisz, maleńka? - zakłada ręce na piersiach i uśmiech pojawia się na jego twarzy. Skąd wiedział, gdzie jestem? - Chyba nie jesteś zaskoczona moim widokiem, prawda? - mruga zadziornie, jednak szybko poważnieje. Zaciska szczękę, chwyta mój łokieć i skręcamy w lewo. Przechodzimy do wąskiej, ciemnej alejki, której od zawsze się bałam. Widziałam takie miejsca na filmach, ale nigdy nie wróżyły nic dobrego
- Więc? Masz mi coś do powiedzenia? - opiera mnie o ścianę i natychmiast się spinam. Chyba nie chce mnie skrzywdzić?! Zaciskam usta i kręcę przecząco głową - Och, naprawdę? Wydaje mi się, że coś należy mi się po Twoim ostatnim wybryku.
- P-przepraszam - jąkam się ze strachu, jednak przypominam sobie nasze spotkanie na żwirowisku.
- Ach! Wreszcie zajarzyłaś, brawo. A teraz sprecyzuj, za co właściwie mnie przepraszasz, Kochanie?
- Za to, że Cię uderzyłam. Sam jednak jesteś sobie winny, Tobi. Ja się tylko broniłam, taki odruch.
- Nie powinnaś była tego robić, Mia. Bardzo nie lubię, kiedy ktoś sobie ze mną pogrywa! A Ty jesteś na to za mała.
- Daruj sobie takie teksty, okej? Chciałeś mnie zabrać, czego się spodziewałeś? Że będę stała i patrzyła?
- Tak, chciałem Cię zabrać, ale masz szczęście, ponieważ plany odrobinkę się zmieniły i ojciec postanowił poczekać.
- Poczekać? Na co? - marszczę brwi i patrzę na niego zaskoczona. Co oni do cholery znowu kombinują?!
- Na odpowiedni moment, złotko - przysuwa się i odsuwa kosmyk moich włosów - Do otwarcia klubu coraz bliżej, zostaliśmy zaproszeni - o.mój.boże! Jednak to zrobił? Czy mój ojciec w ogóle ma mózg?! - Wychodzi więc na to, że spotkamy się trochę później - przełykam ślinę, ale co to dla mnie oznacza? 
Obetną mi głowę po otwarciu klubu?
- Nie podoba mi się to wszystko - burczę pod nosem, ale nagle rozlega się dzwonek mojego telefonu. Tobi prycha pod nosem, odsuwa się i wyjmuję go z kieszeni jeansów. Widzę zdjęcie mojego chłopaka i natychmiast odbieram - Justin? 

- Co tak oficjalnie, Kotku? - chichocze wesoło, ale nie mogę się rozluźnić. Nie, kiedy stoi obok mnie Tobi.
- Jakoś tak wyszło. Wiesz, nie mogę teraz za bardzo rozmawiać. Czy coś się stało, skoro dzwonisz?
- Nie, wszystko w porządku. Dzwonię, bo się stęskniłem. Dlaczego nie możesz rozmawiać, Mia? Co jest?

- Nic, naprawdę. Właśnie wracam do domu, tam porozmawiamy, dobrze? Skup się na klubie, Justin.
- Pieprzyć ten klub, Kotku! Coś mi tutaj mocno nie pasuje i mów, co się dzieje. Gdzie jesteś? Z kim?

- Nie denerwuj się, bo nic się nie dzieje - chrząkam, a Tobi uśmiecha się chytrze - Do zobaczenia w domu.
- Niech będzie. Będę tam na Ciebie czekał, pośpiesz się - jest wściekły i bez pożegnania kończy rozmowę.
- Och, Twój ochroniarz - marszczę brwi, bo nie spodziewałam się, że o nim wie - Coś słabo Cię chroni, nie?

- Miał coś ważnego do załatwienia. Zresztą, byłam tylko w kawiarni za rogiem, Tobi. To dwa kroki od mojego domu.
- No popatrz! Dwa kroki, a jak łatwo Cię znalazłem - cholera, ma rację! - Spuścił Cię z oka na chwilę i bum! Jeśli dalej będzie tak robił, nie ochroni Cię przed tym, co dla Ciebie zaplanowałem, Skarbie - uchylam usta, a szok mnie paraliżuje. Teraz mam pewność, że coś się stanie! - Przekonasz się o tym niedługo - całuje mnie w policzek i sunie nosem po mojej szyi - Do zobaczenia, śliczna. Uważaj na siebie - odrywa się ode mnie i nie odwracając, odchodzi.
Oddycham ciężko i zamykam oczy. Ta cała sytuacja jest dziwna i podejrzana. Boję się, że na otwarciu klubu wybuchnie prawdziwa wojna! A ja bardzo nie chcę w niej uczestniczyć. Ojciec ma to w nosie i naraża mnie na niebezpieczeństwo.

Wchodzę do domu, a Justin czeka na mnie w salonie i skupia uwagę na monitorze laptopa. Kiedy tylko mnie widzi, zrywa się na równe nogi, podchodzi i przytula do siebie. Opieram głowę na jego piersi i oddycham z ulgą. 
- Wszystko w porządku? - odchyla się i uważnie mi się przygląda - Brzmiałaś dość dziwnie przez telefon. Gdzie byłaś?
- W kawiarni, z Cami. Kiedy wracałam do domu, niespodzianie pojawił się Tobi. Nie chciałam z nim rozmawiać, bo nie może się wydać, że jesteśmy razem. Dlatego wolałam powiedzieć Ci o tym w domu, z dala od niego.
- Chwileczkę! Tobi? "Ten" Tobi, którego walnęłaś na żwirowisku? Niech to szlag! Muszę wiedzieć co to za koleś, Skarbie.
- Jakiś popapraniec i tyle - wzruszam obojętnie ramionami, chociaż się go boję - Przyczepił się do mnie.
- Nie możemy go lekceważyć, widocznie czegoś od Ciebie chce! Muszę wiedzieć co, Mia. Mówił coś, groził Ci? 
- Tak. Mówił, że planuje dla mnie złe rzeczy i bardzo niedobrze, że ojciec otwiera burdel na terenie jego szefa.
- Teren jego szefa? Hmm - zamyśla się na chwilę, jakby kalkulował coś w swojej głowie - Klub jest na terenie Petrova, ma syna - zacina się na chwilę i marszczy brwi - Mówiłaś, że ma na imię Tobi, syn Petrova ma na imię Tobias.
- Tak, to on! Skróciłam sobie jego imię, bo tak jakoś ładniej brzmi - uśmiecham się, a Justin uchyla usta.
- Mówisz poważnie?! Cały czas miałaś na myśli syna wroga Twojego ojca?! Mia, do cholery! To katastrofa!
- Nie krzycz! Skąd mogłam wiedzieć, że go znasz, huh? Mówiłeś, że nie robisz złych rzeczy, prawda? To są źli ludzie.
- Bo nie robię, ale jesteśmy w poważnych tarapatach! 
Dopiero teraz wszystko składa mi się w całość! To teren Petrova, który nienawidzi się z Twoim ojcem! Jeśli otworzy ten burdel, dobiorą się do Ciebie! Kurwa mać, jesteśmy w dupie!
- Wiem. Tobi właściwie mi to powiedział... tak mniej więcej - zaciskam usta i patrzę na niego oczami szczeniaka.
- I tak spokojnie o tym mówisz? Kochanie - podchodzi i kładzie dłonie na moich ramionach. Oddycha kilka razy i próbuje się uspokoić - 
Nie rozumiesz? Tutaj chodzi o Twoje bezpieczeństwo, tak? Nie możemy dopuścić do tego, aby Petrov się do Ciebie zbliżył. Ten człowiek nie okazuje litości, nigdy! A Twój ojciec z nim zadarł. Nie jest dobrze.
- Powinieneś to powiedzieć mojemu ojcu, to jego wina. Otwiera ten głupi klub tam, gdzie nie powinien. Głupek!
- Tsa, jakby w ogóle chciał mnie słuchać. Jest uparty jak diabli. Rozmawiałem z nim dzisiaj i pytałem, czy to na pewno dobry pomysł. On twierdzi, że to ruchliwa dzielnica i przybędzie mu mnóstwo forsy. Jakby to było najważniejsze.
- Kochanie, bo kasa jest dla niego najważniejsza - biorę jego głowę w dłonie i patrzę mu w oczy - Ja się nie liczę.

- Nawet tak nie mów, coś wymyślę. Muszę spotkać się z Tobiasem, porozmawiać. Dowiem się czegoś więcej.
- Po co? To nie ma sensu, bo to jego ojciec wydaje mu polecenia. Tobias jest pionkiem w jego rękach, Justin.
- Wiem, Petrov to kanalia. Jednak muszę poznać plan ich działania. Może Tobias zdradzi jakiś szczegół. 

- Nie jestem pewna, czy to dobry pomysł. Nie narażaj się, dobrze? I powiesz mi, skąd go właściwie znasz?
- W tej dzielnicy każdy się zna, Kotku - mruga zadziornie, a ja przewracam oczami. Poważnie? - Dany teren należy do danej osoby. Ktoś obcy nie może sobie ot tak na niego wejść, a to właśnie robi Twój ojciec. Przez to wpieprza się w poważne kłopoty - przeczesuje włosy i wyjmuje telefon z kieszeni jeansów - Muszę zadzwonić do Tobiasa.
- Chcę pójść tam z Tobą - mówię pewnie, a Justin unosi brew - No, co? Tu chodzi o mnie, tak? - 
odpowiadam pytająco i wzruszam ramionami - Zresztą, nie chcę się z Tobą rozstawać - podchodzę i wtulam się w jego ciało - To jak będzie?
- No dobrze. Przy mnie jesteś bezpieczna - odchyla głowę i uśmiecha się lekko - A teraz daj mi wreszcie zadzwonić.
- Tak jest! - chichoczę, siadam wygodnie na kanapie i wystawiam nogi na stolik. Ach, ta swoboda, kiedy nie ma ojca.

Justin umawia się z Tobiasem godzinę później. Kiedy Justin zatrzymuje samochód na dobrze znanym mi żwirowisku, coś nieprzyjemnie zaciska się w moim brzuchu. Przypominam sobie leżącego na kamieniach Tobiasa i mój strach, że mogłam go zabić. Kręcę głową, próbuję wyrzucić z niej te przykre wspomnienia i wysiadam z samochodu. Justin chwyta mnie za rękę i podchodzimy do Tobiasa, który już na nas czeka, opiera się o swoje auto i uśmiecha chytrze.
- Mia, Skarbie! Znowu się spotykamy, jak miło - porusza brwiami, a ja zaciskam usta - Justin. Co tam, stary?
- Musimy pogadać, Tobias - głos mojego chłopaka brzmi poważnie i wolę go jednak uśmiechniętego i wesołego - Możesz mi wyjaśnić, o co w tym wszystkim chodzi? Nagle dowiaduję się, że nękasz Mię w szkole i zabierasz na żwirowisko. Dopiero dzisiaj skojarzyłem fakty, bo niestety wcześniej mówiła na Ciebie Tobi. Co tu się wyprawia?
- Czyż ten skrót nie jest uroczy? - puszcza mi oczko, chociaż ja chętnie ponownie bym mu przywaliła - Seksownie brzmi w jej ustach - wybucha śmiechem, a Justin morduje go wzorkiem - Dobra, dobra! Wyluzuj, stary! Już mówię. Cóż, z pewnością doskonale wiesz, że Winters pcha się tam, gdzie nie powinien. To teren mojego ojca i ten klub nie ma tam racji bytu. Jeśli z niego nie zrezygnuje, naprawdę stanie się coś złego. Dlaczego to robi? Serio jest aż tak głupi?
- Serio! Twierdzi, że ma taki kaprys, przynajmniej tak mi powiedział. 
Zresztą, dla niego jest to ruchliwa dzielnica i jest tam mnóstwo turystów, idealne miejsce na klub! - Justin prycha z kpiną i zakłada ręce na piersiach. 
- Tu akurat ma rację, ale na jego terenie też jest kilka miejsc, gdzie mógłby ten klub otworzyć. Dlatego tym bardziej nie kumam, dlaczego tak bardzo zależy mu akurat na terenie mojego ojca. Oni się kurwa nienawidzą! Nie raz weszli sobie w drogę, naprawdę chce pieprzonej wojny? - Tobi poważnieje i wygląda teraz naprawdę groźnie. 
- Nic z tym nie mogę zrobić, chociaż bardzo bym chciał. Jednak nie mam takiej władzy i na tym moja rola się kończy. Dobra, powiedz mi co z tym wszystkim ma wspólnego Mia? Co planuje Twój ojciec? Che się na niej mścić, tak?
- Naprawdę myślisz, że Ci to powiem? - Tobi uśmiecha się szyderczo - Justin, chłopie! Lubię Cię, serio. Zawsze byłeś wobec mnie w porządku i Twój ojciec jest kumplem mojego, ale nie pisnę nawet słówka. Ojciec by mnie zabił.
- Kurwa! Dlaczego miesza w to wszystko nastolatkę? Po co? Ona nie ma z tym syfem nic wspólnego! 
- To chyba proste? Jest córką jego wroga, tak? Jeśli Winters nie usunie się w porę, zrobi się nieprzyjemnie. Skoro nie posłuchał ostrzeżenia, może szantaż zdziała nieco więcej? Pilnuj jej, Justin. Otwarcie zbliża się wielkimi krokami, tym samym plany mojego ojca wobec Mii również. Ja wykonuję tylko jego polecenia, taka jest moja rola.
- Niech to kurwa wszystko szlag! - Justin jest wściekły i kopie kamyczki, które fruwają naokoło - To jest chore!
- Niestety tak już bywa, stary. A teraz muszę lecieć. Na razie! - 
żegna się, wsiada do samochodu i już go nie ma.
Zostajemy sami. Justin chodzi nerwowo tam i z powrotem i oboje wiemy, że po otwarciu klubu rozpęta się prawdziwe piekło. Skoro Petrov chce szantażować mojego ojca to proste, że w tym celu użyje jego jedynego dziecka.
- Hej - słyszę cichy głos mojego chłopaka i odwracam głowę w jego stronę - Nie myśl o tym, dobrze? Zrobię wszystko, co tylko mogę, aby nie stała Ci się żadna krzywda, tak? - pociera mój policzek z uczuciem. Jest taki kochany.
- Doskonale wiesz, że jeśli Tobias będzie chciał mnie zabrać, to zabierze. Prędzej czy później to się stanie i nie oszukujmy się, że może być inaczej. Tylko ojciec może to zatrzymać, ale tego nie zrobi - posyłam mu smutny uśmiech.
- Och, Mia - mocno przytula mnie do siebie i głaszcze po plecach - Obiecuję, że będzie dobrze. Jestem przy Tobie.
- Wiem i to jest dla mnie najważniejsze - szepczę cichutko, zamykam oczy i wtulam się w jego ciało.

Nie jedziemy do domu, tylko do klubu mojego ojca. Pierwszy raz jestem w tej dzielnicy i już mi się nie podoba. Fakt, ludzi jest całkiem sporo jednak wyczuwa się jakąś dziwną nerwowość w tym miejscu. To jak cisza przed burzą.
- Nie chciałem Cię tutaj przywozić, ale muszę porozmawiać z Twoim ojcem. To nie zajmie dużo czasu, okej?
- Justin, daj spokój. Wiesz, że to nic da i szkoda na to Twojego czasu. Doceniam to, że się tak starasz. 

Nie odpowiada. Przewraca oczami, wychodzimy z samochodu i Justin otwiera przede mną drzwi klubu. Rozglądam się z zaciekawieniem, jednak wnętrze robi na mnie spore wrażenie. Jeszcze nie wszystko jest skończone, ale uwagę przyciąga bar. Jest oświetlony, na podwyższeniu, z kolorowymi butelkami i kieliszkami, które wiszą na specjalnie przeznaczonych do tego wieszakach. Na środku stoją kanapy, jest podest i srebrne rury. Wszystko wygląda na eleganckie i bardzo kosztowne. Gdyby to nie był burdel, może nawet by mi się tu spodobało? Nie, jednak nie.
- Mia? Justin? Co wy tutaj robicie? - moje obserwacje przerywa zaskoczony głos ojca, który do nas podchodzi.
- Chciałem z Panem porozmawiać. To zajmie tylko chwilę. Jest taka możliwość? To dla mnie naprawdę ważne.
- Oczywiście! Przejdźmy do biura - ojciec idzie przodem, Justin posyła mi wesoły uśmiech i znika za ojcem. 


Mija piętnaście minut zanim wraca Justin. Żegnamy się z moim ojcem i wracamy do domu. Czuję, że rozmowa chyba nie poszła najlepiej, bo chłopak milczy i nie odzywa się do mnie słowem. Męczy mnie to i postanawiam przerwać ciszę. 
- Kochanie? Jak poszło? Nic nie mówisz, jesteś spięty. Chyba nie poszło najlepiej, hmm? Mówiłam Ci, że to bez sensu.
- Tak, mówiłaś i niestety miałaś rację. Twój ojciec jest skończonym kutasem, który nie ma mózgu! - podnosi głos, aż podskakuję. O, cholercia! - 
Oczywiście, że nie zrezygnuje z klubu. Twierdzi, że ze mną jesteś bezpieczna i Petrov nic Ci nie zrobi. Na dodatek powiedział mi, że przesadzam i panikuję - prycha wkurzony i zaciska palce na kierownicy - Nic do niego nie dociera, rozumiesz? Nic! Rozpęta wojnę, która nie skończy się dobrze. Ocknie się, jak będzie za późno.
Zaciskam usta i spoglądam przez okno. Dobrze wiedziałam, że nic nie wskóra mimo dobrych chęci. Ojciec jest uparty jak cholera, jeśli coś sobie postanowi, to nie ma zmiłuj. Jednak zaczynam się nieco obawiać tego, co planuje Tobias. Nie chcę, aby mnie zabierał i zrobił mi krzywdę. Boli mnie myśl, że ojca to kompletnie nie obchodzi, a na pewno ma tego świadomość. Mój los jest w jego rękach, ale on zdaje się tym w ogóle nie przejmować. Jakbym się nie liczyła.





*************************************************************

Hello!
W następnym rozdziale będzie mały przeskok do przodu :)
No i dużymi krokami zbliżamy się do akcji :D
Mam nadzieję, że spodoba wam się to, co wymyśliłam ;)

Buziam!
Kasia.



15 komentarzy:

  1. Jejku ten ojciec jest niepoważny! boje się tej akcji trochę :/ rozdział świetnie napisany! Do następnego ✌

    OdpowiedzUsuń
  2. Dlaczego ojciec Mii musi byc taki KRETYNEM ? Czy jego wgl nie interesuje bezpieczenstwo jedynej córki? Do nastepnego ☆♡♧

    OdpowiedzUsuń
  3. Jaki ten ojciec Mii jest głupiiiii.. Nawet szkoda na niego słów :/
    Matko.. Jeżeli mówisz ze zbliżamy się do akcji to znaczy że Tobi jednak ją porwie :/ Maasakra :C Aż się boję tego co będzie.. Justin człowieku ja ci radze jakąś bransoletkę z nadajnikiem jej kupić.. Tak dla bezpieczeństwa :)
    Buziaki:3

    OdpowiedzUsuń
  4. Omggg porwą ją ? Fajnie by bylo znaczy czytac fajnie by bylo a dla niej nie koniecznie

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny rozdział. Czekam na kolejny "!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Wspanialy rozdzial <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Ojciec Mii jest popaprany !!! Jak może nie reagować na to że Mii chcą coś zrobić ?!
    Czekam na nn <3

    OdpowiedzUsuń
  8. ehhh ten ojciec ...

    OdpowiedzUsuń
  9. świetnie piszesz i czekam nn: * bd dzisiaj?

    OdpowiedzUsuń
  10. niech ona sie mu jakis postawi no bez przesady, czekam na nastepny

    OdpowiedzUsuń
  11. Co ten cały Pietrov sobie myśli niech sobie znajdzie inną laske do zabawy

    OdpowiedzUsuń

Layout by Yassmine