17.02.2015

Rozdział 24

Mija dwa i pół miesiąca mojego związku z Justinem. Wszystko szło idealnie! Poznawaliśmy się każdego dnia, docieraliśmy i spędzaliśmy ze sobą mnóstwo czasu. Oczywiście ojciec nie wiedział o tym, co się dzieje pod jego dachem i im dłużej żył w nieświadomości, tym lepiej dla nas. Nie było innego wyjścia, jak zatrzymać nasz związek w sekrecie. Wiedziałam, że pewnego dnia będę musiała mu o wszystkim powiedzieć, ale jeszcze nie teraz. Wiem, że rozniósłby mnie na kawałki i Justina przy okazji również. A ja potrzebuję go w swoim życiu. Jego czułości, opiekuńczości, ramion. Przy nim czułam się wspaniale i wyjątkowo. Wszystko nabierało sensu, kolorów i chciało mi się żyć. Nikt oprócz mamy, nigdy nie okazał mi tyle wsparcia, co Justin. Nie mam nawet co liczyć na mojego ojca, bo nie ma w nim żadnych dobrych uczuć. Od śmierci mamy diametralnie się zmienił i mimo, iż mieszkaliśmy razem czułam, że nie ma go obok mnie. Zamiast czułości wolał mnie uziemić i kontrolować. Mam świadomość, że mój ojciec mnie nie kocha.

Sprawy z Tobiasem chwilowo przycichły. Dał mi spokój, nie niepokoił, jednak mimo wszystko zachowywałam czujność i byłam ostrożna. Wpadłam na niego raz, całkiem przypadkiem, kiedy wychodziłam z supermarketu. Serce podeszło mi do gardła, bo czułam, że przyszedł "ten" moment. Ale Tobi przywitał się ze mną z ogromnym uśmiechem, skomplementował i pocałował w czoło. Byłam wręcz zszokowana jego zachowaniem i szybko zwiałam do domu.

Otwarcie klubu ojca zbliżało się wielkimi krokami, zostało zaledwie dwa dni i to martwiło mnie w tej chwili najbardziej. Nie wiedziałam, czego się spodziewać, ale miałam dziwnie złe przeczucia. Czułam, że stanie się coś złego. Jednak Justin już zapowiedział, że w klubie będzie cała paczka jego przyjaciół i w razie jakiegokolwiek zamieszania natychmiast się stamtąd zmyjemy. Podnosiło mnie to na duchu, chociaż nie miałam najmniejszej ochoty tam iść.

- Mia! - słyszę głos Justina, kiedy siedzę w kuchni i piję kawę. Podnoszę głowę i uśmiecham się na jego widok.
W jasnych jeansach i dopasowanej, białej koszulce wygląda jak milion dolców! - Chciałabyś się wybrać nad jezioro?
- Och! No pewnie! - klaszczę w dłonie, ale to miejsce jest wyjątkowe i dawno tam nie byliśmy - Super pomysł.
- Cieszę się. Wiedziałem, że Ci się spodoba - porusza brwiami i jest taki uroczy, kiedy to robi - No dobrze, więc jedziemy! - porywa mnie w swoje ramiona, okręca dookoła, a ja piszczę, bo kręci mi się w głowie.


Droga nad jezioro mija nam raz dwa. Rozmawiamy, słuchamy radia i jest tak normalnie i dobrze. Doceniam każdą chwilę, którą dane jest nam spędzić razem. Tata, jak obiecał, dał mi nieco więcej wolności i dzięki temu możemy gdzieś razem wyskoczyć. Na całe szczęście ojciec nic nie podejrzewa, chociaż tydzień temu przyłapał nas nad basenem, kiedy razem pływaliśmy. Justin akurat mnie topił, kiedy w drzwiach ogrodu zobaczyliśmy ojca. Serce praktycznie wyskoczyło mi z piersi, zamarłam i czekałam tylko na jego krzyk i podejrzenia. Jednak on uśmiechnął się czule i spędził z nami resztę popołudnia. Potem powiedział mi nawet, że cieszy się, iż mam dobry kontakt z Justinem i jest moim przyjacielem. Od tamtego momentu uważaliśmy jeszcze bardziej. Nie mogliśmy pozwolić sobie na roztargnienie.
- Jesteśmy na miejscu - z rozmyśleń wyrywa mnie jego niski głos. Wychodzimy z samochodu, Justin chowa moją dłoń w swojej i idziemy na molo. Siadamy na deskach, wtulam swoje plecy w tors chłopaka i zamykam oczy - Więc, jutro zakończenie roku szkolnego i wakacje - zaczyna cicho i mruczy mi do ucha - Masz już plany na wakacje? - prycham w myślach i kręcę przecząco głową - Może Twój ojciec pozwoli wyjechać na razem? - co takiego?! - Jak myślisz?
- W życiu! To się nie uda, Justin. Przecież poznałeś mojego ojca, tak? To byłby cud, gdyby się na to zgodził.
- Masz trochę racji, ale Twój ojciec mi ufa i lubi mnie. Wie, że jesteś ze mną bezpieczna i nic Ci nie grozi.
- Owszem, jednak nie o to chodzi. Jesteś chłopakiem, a to przesądza wszystko. Ojciec wywęszyłby, co się święci.
- To może zorganizujemy wyjazd całą paczką? Zabierzemy moich kumpli, Jaxo, może Rose będzie chciała pojechać i Twoja przyjaciółka z Harrym? Wtedy może inaczej na to spojrzy? Nie będziesz tylko ze mną, ale i z przyjaciółmi.
- Wiesz, że to brzmi wspaniale? - uśmiecham się szeroko i podnoszę głowę, aby móc na niego spojrzeć.

- Znam jedno miejsce, zaledwie sześćdziesiąt kilometrów stąd. Leśniczówka, szum drzew, spokój, cisza.
- Mmm, marzą mi się takie wakacje. Ba! Marzą mi się jakiekolwiek! Wiesz, że nigdy nigdzie nie byłam sama? - Justin marszczy brwi i patrzy na mnie zaskoczony - Zawsze jeździliśmy razem, oczywiście dopóki żyła mama. Odkąd odeszła, nigdzie nie wyjechałam. Każde wakacje spędzałam w domu, z ojcem. Teraz dziwię się, jakim cudem nie zwariowałam.
- Cholera, Kotku. To brzmi źle. Jesteś młoda i powinnaś korzystać z życia. Ojciec powinien zorganizować Ci wakacje.
- Powinien, ale tego nie robił. Moi rówieśnicy świetnie się bawią, wyjeżdżają na wakacje, w dodatku sami, a ja mogę o tym jedynie pomarzyć. Pięć, długich lat, Justin. Chcę zwiedzać świat, ale to marzenie jest wręcz nierealne. 
- Realne i obiecuję, że zabiorę Cię w super miejsce. Któregoś dnia Twój ojciec pogodzi się z tym, że jesteśmy razem, a wtedy wyjedziemy. Może do Paryża? Byłem tam dwa lata temu i jestem pewny, że się zakochasz.
- Jesteś kochany, naprawdę - przekręcam się, owijam nogami jego biodra, opieram swoje czoło o jego i nie mogę uwierzyć, że spotkałam kogoś tak cudownego i wrażliwego! Jednak jestem za to niezmiernie wdzięczna, bo jest moim szczęściem - Nie masz pojęcia, jak bardzo się cieszę, że Cię mam. Jesteś naprawdę wyjątkowy, Justin.
- A Ty jesteś najcudowniejsza na świecie, aniołku - szepcze cichutko, wtula nos w moje włosy i już nic nie mówi. 
Zapada cisza. Myślę o tym, że mimo, iż minęło dwa miesiące, ani ja, ani Justin nie powiedzieliśmy sobie tych dwóch słów. Jestem pewna swoich uczuć, zakochałam się po uszy i sama nie wiem, dlaczego mu tego nie powiedziałam. Może czekam, aż powie to jako pierwszy? Jednak on się nie śpieszy i nie wiem, czy faktycznie traktuje mnie poważnie. Owszem, mówi, jak bardzo zależy mu na naszym związku, na mnie. Jest kochany, uroczy, troskliwy, ale nie zapewnił mnie o swoim uczuciu. Może po prostu oboje czekamy na odpowiedni, wyjątkowy moment?

Nad jeziorem siedzimy do późnego wieczora, aż całkowicie się ściemnia i robi mi się zimno. Justin całuje mnie w czoło, pomaga wstać i zmierzamy do samochodu. To był naprawdę super, wyjątkowy, spokojny dzień we dwoje. 

Kiedy nadchodzi upragniona środa, czuję podekscytowanie. Wyskakuję z łóżka i uśmiecham się. To będzie dobry dzień!
Biorę szybki prysznic, robię lekki makijaż i przebieram się w krótką, beżową sukienkę na grubych ramiączkach. Na nogi zakładam wysokie, klasyczne szpilki w kolorze skóry i jestem gotowa. Na dole czeka na mnie pyszna kawa i mój chłopak, który odwiezie mnie do szkoły. Mruga okiem, cudownie się uśmiecha i składa na moich ustach soczystego buziaka. Sara patrzy na nas rozczulonym wzorkiem, ale tylko ona jedna wie, co tak naprawdę nas łączy. Rozmawiałam z nią pewnego dnia i była taka szczęśliwa z faktu, że jestem zakochana. Mocno trzyma za nas kciuki, wspiera i widzę to w jej spojrzeniu. Naprawdę cieszy ją moje szczęście i jestem jej wdzięczna za wszystko. Sara jest z nami od śmierci mamy i jest dla mnie naprawdę ważna. Zawsze mi pomaga, wspiera i jest wtedy, kiedy jej potrzebuję.

- Jesteś gotowa? - słyszę głos Justina i wracam na ziemię - Mamy dziesięć minut, powinniśmy się zbierać.
- Cholera! Dziesięć minut?! Dopiero teraz mi to mówisz? - panikuję, zeskakuję z krzesełka i chwytam moją torebkę.
- Zapewniam Cię, że zdążymy - mruga zadziornie i wbija zęby w wargę - Wyglądasz cudownie w tej sukience - soczyście całuje mnie w usta i przytrzymuje na chwilę pocałunek. Odrywa się dopiero wtedy, kiedy gryzę go w wargę.

W szkole jak zwykle jest wesoło. Wręczanie świadectw dzisiaj odbywa się na ogromnym boisku szkolnym i jest mnóstwo krzesełek. Zajmuję miejsca na samym końcu razem z moimi kochanymi chłopakami i Cami. Rozmawiamy, śmiejemy się wesoło i cholernie będę tęsknić za nimi przez te dwa miesiące. Szkoła jest fajna dla kogoś, kto praktycznie nigdy do niej nie chodził. Odskocznia od codziennego, nudnego życia. 
Zaczyna się apel i detektor naszej szkoły wygłasza krótkie przemówienie. Składa nam gratulacje ukończenia następnej klasy i życzy udanych, bezpiecznych wakacji. Rozpoczyna się wręczanie świadectw i czekam na swoje nazwisko. Przekręcam głowę w prawą stronę i dostrzegam Justina, który siedzi na trybunach i bacznie mnie obserwuje. Naprawdę jest kochany i nie spuszcza ze mnie oka, szczególnie teraz, przed otwarciem tego nieszczęsnego klubu.
- Mia Winters! - słyszę swoje nazwisko aż się wzdrygam. Chłopcy wybuchają śmiechem, Cami szturcha mnie w bok, a ja kręcę głową. Boże! Mogliby się ogarnąć. Jednak kocham ich mocno, bo są pozytywnie zakręceni.
- Dziękuję -
odbieram świadectwo, uśmiecham się do dyrektora i wracam na miejsce. Wakacje czas zacząć!

Kiedy wracamy do domu, jestem mile zaskoczona. W ogrodzie czeka na nas ojciec, otwiera nawet szampana i poważnie opada mi szczęka. Ukradkiem posyłamy sobie z Justinem pytające spojrzenia, bo to trochę dziwne.

- Jestem z Ciebie dumny, córeczko! - yyy... okej, teraz już jestem w szoku - Mimo tego, że utrudniałem Ci chodzenie do szkoły, tak świetnie sobie poradziłaś! - uśmiecha się, a ja gapię się na niego, jakby przyleciał z kosmosu. Fakt, ostatnio zachowywał się nawet w porządku, ale kilka razy mnie uderzył czego nie wybaczyłam mu do dnia dzisiejszego. Nie było ku temu poważniejszych powodów. Po prostu musiał na kimś wyładować swoją złość, a ja akurat byłam pod ręką - Kupiłem Ci prezent z tej okazji. Mam nadzieję, że Ci się spodoba i trafiłem w Twój gust - chwyta mnie za rękę i idziemy za dom, do garażu. Kiedy tylko go otwiera, moim oczom ukazuje się samochód. Nowy, błyszczący, wypasiony. Myślę nawet, czy mi się to przypadkiem nie śni - I, jak? Podoba Ci się? Kolor, marka? Powiedz coś, Mia.
- Ehm - chrząkam i uśmiecham się niepewnie - Jest piękny. Szary to mój ulubiony kolor, ale nie mam prawa jazdy.

- To zrobisz, Mia. To chyba żaden problem, prawda? Możesz się zapisać nawet jutro, córeczko - rany! Co z nim?
- J-jasne, czemu nie? - wbijam zęby w wargę, bawię się palcami i jestem trochę zdezorientowana.
- A na razie możesz liczyć na Justina i pierwszą przejażdżkę. Proszę - rzuca mu kluczyki i mruga okiem.
- No to jedziemy! - mój chłopak chwyta mnie za rękę i otwiera dla mnie drzwi - Wskakuj, mała - mówi cicho, aby ojciec nie usłyszał i wsiadam na miejsce pasażera. Justin szybko zajmuje miejsce za kierownicą, uruchamiana silnik i 
wyjeżdża z podjazdu. Po chwili mkniemy przez miasto, wiatr, który wpada przez okno, rozwiewa moje włosy na wszystkie strony, ale auto ma niesamowite przyśpieszenie - Wiesz, że to wszystko jest trochę dziwne? - przerywa ciszę, kiedy stoimy na czerwonym świetle. Wiem, tata przecież nigdy nic mi nie podarował - Twój ojciec to skomplikowany człowiek. Ciężko za nim nadążyć - mruga okiem i rusza z piskiem opon, kiedy światło zmienia się na zielone. 

Po krótkiej przejażdżce wracamy do domu. W salonie wita nas Sara, uśmiecha się i zaprasza do ogrodu. Hmm, rodzinny obiad? Cóż, to również jest dla mnie niespodzianką, bo bardzo rzadko jem z ojcem posiłki. 
- Chyba nie powinienem wam przeszkadzać. Macie gościa - co? Marszczę brwi i spoglądam w prawą stronę.
- Kto to jest? - unoszę brew, ale przy stole siedzi... kobieta - Myślisz to samo, co ja? Że ona i mój ojciec?
- Cóż, po sposobie w jaki na nią patrzy i dotyka jej dłoni wnioskuję, że coś się tutaj kroi, maleńka.

- Och, jesteście! - ojciec podnosi głos i widać podniecenie na jego twarzy - Przejażdżka się udała?
- Tak. Odstawiam Mię całą i zdrową. Gdyby Pan mnie potrzebował, proszę wołać. Nie będę przeszkadzał.
- Absolutnie! Zjem obiad wszyscy razem, dzisiaj mamy co świętować. Zapraszam - wskazuje dłonią na stół, siadamy obok siebie i ściskam jego palce pod stołem. Nie wiem, co to za kobieta, nigdy jej nie widziałam ani ojciec nie przyprowadził jej wcześniej do domu. Jednak wygląda bardzo sympatycznie. Ma brązowe włosy, które opadają jej falami na ramiona. Ubrana w czarną, dopasowaną sukienkę prezentuje się elegancko i skromnie, ale z klasą. Posyła mi niepewny uśmiech i chyba czuję się tak samo niepewnie, jak ja - Córeczko, to jest moja przyjaciółka, Marie.
- Miło mi Cię poznać - wystawia dłoń i ściskam ją na powitanie - Twój tata dużo mi o Tobie opowiadał Jest z Ciebie bardzo dumny - och, błagam! Ciekawe czy wspominał, jak mnie bije i poniewiera, kiedy ma taki kaprys! 
- Cóż, staram się - wzruszam ramionami i spoglądam na ojca - Więc? Wyczuwam coś więcej, niż przyjaźń.
- Tak. Właściwie od pewnego czasu spotykamy się i jesteśmy razem - zaciskam usta i czuję uścisk w brzuchu. Jakim cudem ojciec ma kobietę? Nic wcześniej nie zauważyłam, ale przede wszystkim czy on umie w ogóle kogoś pokochać, skoro nie kocha nawet mnie? - To stało się tak nieoczekiwanie i nagle. Nie planowałem tego.
- Nie musisz mi się tłumaczyć, tato. Jesteś dorosłym facetem, możesz robić to, na co masz ochotę. Prawda?
-
 Wiem, ale nie chcę abyś myślała, że nie kocham Twojej mamy - zastanawiam się, czy kiedykolwiek ją kochał.
- Mamy już nie ma, tato. Od pięciu, długich lat. Najwyższy czas, abyś ułożył sobie życie od nowa - może Marie dobrze na niego wpłynie? Przemówi mu do rozumu, że mam prawo do swojego życia? Będę miała szansę mieć chłopaka?
- Więc nie masz nic przeciwko temu? - patrzy na mnie zaskoczony - Myślałem, że będziesz na mnie zła.
- Dlaczego miałabym być zła? Jesteś moim ojcem, a Twoje szczęście jest dla mnie bardzo ważne. 

- Jesteś naprawdę cudownym dzieckiem, córeczko - uśmiecha się do Marie, ale ja czuję, że to wszystko jest po prostu udawane. Mocniej ściskam dłoń Justina i zaciskam usta. Jeśli odstawia taką szopkę przed Marie, to powinien dostać Oscara! - No dobrze, więc skoro wszystko zostało powiedziane, zjedzmy wreszcie obiad.
Nie! Jeszcze nie wszystko zostało powiedziane! Ja też mam dla Ciebie wiadomość. Człowiek, który siedzi obok jest moim chłopakiem. Bardzo mocno go kocham i chciałabym, aby moje szczęście było również Twoim szczęściem, tato. Oczywiście nie wypowiadam tego na głos...





15 komentarzy:

  1. wow ;o ale sie dzieje :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetneee !!!! Nie spodziewalam sie tego ze jej ojciec przyprowadził kogoś do domu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Co tu dożo mówić. jak zawsze świetny rozdział. czekam na kolejny xx

    OdpowiedzUsuń
  4. cudenko !!!!! o co tu moze chodzic z nowa partnerka :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Boziuu będzie się coś działo, ja to czuje. Ojciec Mii jest dziwny i to otwarcie :/ no ale rozdział oczywiście cudowny! Do następnego ✌

    OdpowiedzUsuń
  6. Co ? Co ? Co ? Nie wierzę ! Ojciec Mii znalazł sobie kogoś ? Coś się święciiii :( Nie mogę się doczekac następnych rewelacji <3

    OdpowiedzUsuń
  7. JA NIE MOGĘ UWIERZYĆ JAK ONA WYTRZYMUJE Z TAKIM OJCEM, ONA SIĘ JAKOŚ STARA, A ON MYŚLI TYLKO O SOBIE, BIJE JĄ, KRZYCZY, ROZKAZUJE, ZABRANIA, OH MY FUCKING GOD, WYLUZUJ KOLEŚ! TWOJA CÓRKA MÓWI,, TWOJE SZCZĘŚCIE JEST DLA MNIE WAŻNE '' CZY JEJ SZCZĘŚCIE NIE MOŻE BYĆ WAŻNE DLA NIEGO?
    AH, SZKODA GADAĆ ZNACZY PISAĆ
    A CO DO JUSTINA I NASZEJ GŁÓWNEJ BOHATERKI, SĄ TACY SLODCY, UWIELBIAM ICH, MAM NADZIEJE ŻE ICH WYJAZD SIĘ UDA, TULE MOCNO/ROSALIE

    OdpowiedzUsuń
  8. To mnie zaskoczyłaś ! Ojciec Mii niby się zakochał ??? Nie wierzę w to , on coś kombinuję ...Czekam na kolejny rozdział :D

    OdpowiedzUsuń
  9. omgggg Justin to taki romantyk :D jest mega słodki :) czekam już na następny

    OdpowiedzUsuń
  10. jezuuu:)czekam na nastepny, mam nadzie ze Mia wkonuc sie postawi ojcu przeciez ma rpawo miec normlane zycie czy chlopaka

    OdpowiedzUsuń
  11. Wspanialy rozdzial <3 wogole cale opowiadanie jest wspaniale lovciam <3

    OdpowiedzUsuń
  12. Ciesze się, że jakoś jej się układa z tatą (wiem, że te relacje są złe, ale dobrze ze jej nie bije lub coś) a najważniejsze, że jest szczęśliwa z Justin'em :')
    Kocham tego bloga no poprostu :P kocham to jaką wspaniałą więź masz ze Swoimi czytelnikami, i ile serca wkładasz w każdy rozdział <3
    Kocham bardzo mocno <3

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja chyba na miejscu Mii powiedziała tacie że jestem z Justinem

    OdpowiedzUsuń

Layout by Yassmine