20.02.2015

Rozdział 25

Siedzę z Sarą w ogrodzie i pijemy kawę. Rozmawiamy o nowej partnerce taty, ale ona jest tym tak samo zaskoczona jak ja, chociaż przeczuwała, że coś się kroi. Widziała Marie w naszym domu, kiedy byłam w szkole i domyśliła się.
- Nie spodziewałam się, że ojciec może sobie kogoś znaleźć. Wiesz, jaki jest i nie wiem, czy ona z nim wytrzyma.

- A może właśnie ona go zmieni, Kochanie? Sprawi, że Twój tata wreszcie zmądrzeje i będzie taki, jak dawniej?
- Och! Nie masz pojęcia, jak bardzo bym tego chciała. Dawniej naprawdę był inny i czasami nie dowierzam, że mógł się tak drastycznie zmienić. Gdybym nie doświadczyła tego na własnej skórze, nie uwierzyłam. Z kochającego, super taty zmienił się w tyrana, który codziennie rozpieprza moje życie na kawałki. Mam dość i czuję, że niebawem wybuchnę.
- Właśnie tego obawiam się najbardziej. Twój ojciec jest nerwowy, jeśli i Ty się zezłościsz, rozerwiecie się na strzępy.
- Nie wykluczam tego - wzdycham ciężko i posyłam jej smutny uśmiech - Staram się zachowywać spokój, ale z dnia na dzień jest to coraz trudniejsze. Może dlatego, że ojciec robi się coraz gorszy i przechodzi samego siebie.
- Dlatego miejmy nadzieję, że ta kobieta będzie w stanie cokolwiek zmienić. Musi mieć twardy charakter.
- I tyłek - mrugam okiem, Sara chichocze i przewraca oczami. Zaciągam się świeżym powietrzem, które pachnie skoszoną trawą, a do ogrodu wchodzi Justin. Mrużę oczy, bo wygląda cholernie dobrze w niebieskim jeansach i czarnej koszulce. Sara zostawia nas samych, przed tym wystawiając kciuk ku górze - No cześć, przystojniaku.
- Hej, Kotku - przysiada obok, przenosi mnie na swoje kolana i całuje w usta - Mmm, stęskniłem się. Bardzo!
- Naprawdę? To słodkie - tarmoszę go za policzki i uśmiecham się szeroko - Jak tam ojciec i przygotowania?
- Nie pytaj. Otwarcie pojutrze, a Twój tatuś jest nieznośny jak dziecko! 
- prycha pod nosem i kręci głową - Na szczęście mniej więcej wszystko jest gotowe. Nie mogę doczekać się końca tej całej szopki. Muszę od tego odpocząć.
- Wiem, Skarbie. Jeszcze moment i będzie po wszystkim. Chociaż przed nami najgorsze, to cholerne otwarcie!
- Gdybym tylko mógł coś zrobić, na pewno byś tam nie poszła. Nie wiadomo, co się tam wydarzy, ale nie pozwolę, aby stała Ci się jakakolwiek krzywda. Będę przy Tobie przez cały czas, nie spuszczę Cię z oka i Ty też się nie oddalaj.
- Nie mam takiego zamiaru - pocieram nosem o jego i przytulam się do niego mocno - Co będziemy robić?
- Ehm - chrząka i drapie się po głowie. Patrzę na niego i wiem już, że coś kombinuje - Właściwie mam dla Ciebie propozycję, ale nie wiem, czy Ci się spodoba. Rose i Jaxo wygadali rodzicom, że mam dziewczynę - och! Zaciskam usta, ale wygląda jak słodki chłopiec, który się zawstydził - Nie dają mi spokoju od kilku dni i wręcz zażądali, że chcą Cię poznać. Jeśli nie chcesz, wcale nie musimy tam iść. To tylko luźna propozycja, nie chcę na Ciebie naciskać.
- C-chcesz, żebym poznała Twoich rodziców? Naprawdę? - uśmiecham się, bo to już poważna sprawa.
- Oczywiście! Jesteś moją dziewczyną, więc to chyba normalna sprawa, żebyś poznała resztę mojej rodziny.
- Więc chętnie wybiorę się z Tobą na obiad. Musisz mi tylko doradzić, w co powinnam się ubrać.
- Cokolwiek na siebie założysz, będziesz wyglądać obłędnie - porusza brwiami i ściska w dłoniach mój tyłek.

Popołudniu dopada mnie lekki stres. Stoję przed szafą i nie mam pojęcia, jak powinnam ubrać się na taki obiad. Przeszukuję zawartość mojej garderoby, wszystkie spodnie, bluzeczki, sukienki, ale nie wiem, na co się zdecydować. To jego rodzice, więc powinnam wyglądać dobrze, ale odpowiednio na swój wiek. Skromnie i z gracją.
- Mia, jesteś gotowa? - słyszę głos Justina, a potem go widzę. Przystaje w progu i posyła mi zaskoczone spojrzenie - A to co? - opiera się ramieniem o futrynę i oblizuje usta - Uwielbiam na Ciebie patrzeć, kiedy jesteś w samej bieliźnie, ale nie jestem pewny, co powiedzieliby na to moi rodzice - 
posyła mi szeroki uśmiech, podchodzi i przytula się do mojego ciała - Wyglądasz bardzo seksownie - szepcze do mojego ucha i sunie nosem po mojej szyi. To takie przyjemne.
- D-dziękuję za komplement. Miałeś pomóc mi wybrać strój, tak? Więc do dzieła, bo nie mamy za dużo czasu.
- Okej. Pokaż, co tam masz - niechętnie odkleja się ode mnie i przesuwa wieszaki z ubraniami - Ta będzie idealna. Ten kolor do Ciebie pasuje - 
podaje mi krótką, miętową, rozkloszowaną sukienkę. Dół jest dość sztywny i plisowany. Ma wycięte miseczki stanika, a góra wykończona jest przeźroczystą, czarną siateczką. Ubieram ją raz dwa, Justin zapina z tyłu malutki guziczek i zakładam na nogi czarne wysokie szpilki. Przeglądam się w lustrze i ten zestaw świetnie do siebie pasuje. Jest skromnie, ale mimo wszystko elegancko - Idealnie, Kochanie - uśmiecha się szeroko i całuje mnie w usta - Jesteś prześliczna, a teraz wychodzimy - bierze za rękę i ciągnie w stronę wyjścia.

Justin parkuje samochód przed dużym domem jego rodziców. Jest biały, z czerwonym dachem, uroczym ogródkiem i altanką po prawej stronie. Przechodzimy alejką i widać, że mama Justina lubi kwiaty. Jest ich tutaj mnóstwo, jednak dzięki temu otoczenie wokół wygląda bardzo elegancko i tak "domowo". Mocniej ściskam dłoń mojego chłopaka i chyba zaczynam się lekko stresować. Posyła mi uroczy uśmiech, mruga okiem i wchodzimy do domu. Od razu w moje nozdrza uderza cudowny zapach czegoś pysznego. Przypominam sobie mamę, która uwielbiała gotować.
- Jesteśmy! - Justin krzyczy wesoło i wchodzimy do przepięknego, jasnego salonu - Jest tu ktoś?!
- Jezu, nie krzycz, synu! W tym domu nikt nie jest głuchy - do środka wchodzi wysoki, przystojny mężczyzna i uśmiecha się szeroko. Wita Justina uściskiem dłoni i spogląda na mnie - A Ty pewnie jesteś Mia? - przytakuję głową, bierze moją dłoń i ściska ją serdecznie - Jestem John, tata Justina. Jaxon miał rację, jesteś prześliczna.
- Dziękuję. Miło Pana poznać - chrząkam i odwzajemniam uścisk dłoni. Jaxon im o mnie opowiadał? Zabiję go!
- Zapraszam do ogrodu. Dzisiaj piękna pogoda i mama wymyśliła obiad na świeżym powietrzu - przewraca oczami, kręci głową, ale uśmiech nie znika z jego twarzy. Jest naprawdę sympatyczny i bardzo przypomina mi Justina. 
Przechodzimy więc przez cały dom i docieramy do ogrodu. Jest bardzo zadbany, tutaj również jest mnóstwo kwiatów i zieleni. Ścieżka prowadzi do ogromnego stołu, który osłonięty jest dużym, pomarańczowym parasolem. Pięknie!
- Mia! - znam ten głos, ale zanim mam okazję zareagować, moje stopy odrywają się od ziemi i ląduję w ramionach Jaxona. Okręca się dookoła, aż kręci mi się w głowie!
- Jak miło Cię znowu zobaczyć - porusza zabawnie brwiami i cmoka mnie soczyście w policzek. Zawstydzam się, bo widzę spojrzenie ich ojca - Och, cześć bracie!
- No witam! Jak miło, że mnie zauważyłeś - burczy pod nosem i odciąga mnie od Jaxona - Oddaj, ona jest moja.
- U la la! Ktoś tu jest zazdrosny! - Jaxo nabija się z Justina, a mój chłopak reaguje i mocno uderza go w ramię.

- Obiad gotowy, dzieci! - słyszę nagle nowy głos. Dostrzegam kobietę, która wchodzi do ogrodu i stawia na stole spore naczynie. Za nią wchodzi Rose i posyła mi serdeczny, szeroki uśmiech. Och, w mordę! Rodzinny obiadek! - Miło Cię poznać, Kochanie - kobieta przytula mnie do siebie i z uczuciem głaszcze po plecach. Jest sympatyczna i ten gest sprawia, że w moje ciało uderza ogromna fala tęsknoty za mamą - Jesteś prześliczna! - cudowny uśmiech rozświetla jej twarz i robią jej się w policzkach urocze dołeczki. To nierealne, że są tak mili i bije od nich ciepło.
- Skoro Mia już jest w rodzinie, możemy zjeść? Umieram z głodu! - Jaxo wzdycha i ciężko opada na krzesło.
Siadamy wszyscy razem, Justin obok mnie i układa dłoń na moim nagim udzie. Delikatnie masuje je kciukiem i chyba dodaje mi tych otuchy. Spoglądam na niego i posyłam mu lekki uśmiech. Jego rodzice są naprawdę bardzo sympatyczni i rodzinni. Bardzo mu tego zazdroszczę, bo też chciałabym mieć taką kochającą rodzinę. Widać, że łączy ich silna więź i są ze sobą zżyci. Nie wiem, jakie to uczucie, ale musi być to coś niesamowitego.

Czas z rodzicami Justina i jego rodzeństwem, mija cudownie. Czuję się przy nich bardzo swobodnie, uśmiecham się, rozmawiamy. W ogóle nie krępuje mnie ich obecność, ale są tacy normalni, sympatyczni i weseli. Siedzimy w ogrodzie, popijamy procenty i mimo, iż doskonale wiedzą, że mam dopiero siedemnaście lat, wcale nie karcą mnie za to. Są pozytywni i cieszę się, że Justin mnie tutaj dzisiaj zabrał. Mogłam chociaż na chwilę poczuć ciepło domowego ogniska, pobyć z normalnymi ludźmi którzy się kochają. To cudownie móc mieć własną rodzinę. Kogoś, na kogo zawsze można liczyć. Ktoś, kto przytuli, pocieszy, a jak trzeba to i opieprzy. Tak naprawdę dopiero teraz dociera do mnie, jak bardzo brakuje mi takiego życia. Jednak doskonale zdaję sobie sprawę, że mamy już nie ma i nigdy nie będzie. Żadna inna kobieta mi jej nie zastąpi i nie poczuję tego, co czuje Justin. Ma ogromne szczęście, tacy rodzice to prawdziwy skarb. 

Zbieramy się kilka minut po dwudziestej pierwszej. Ojciec już do mnie dzwonił i pytał, gdzie jestem. Na szybko wymyśliłam, że dostałam zaproszenie na obiad do rodziców Cami. Czasami faktycznie mnie zapraszali, ale nie ubierałam się aż tak elegancko. Jednak tata nie wypytywał i całe szczęście! Nie chcę, aby cokolwiek podejrzewał. 

- Jak Ci się podobało, Skarbie? - Justin pyta mnie, kiedy wracamy do domu - Nie przetłoczyli Cię za bardzo?
- Skąd! Masz naprawdę wspaniałych rodziców, wiesz? - spoglądam na niego i widzę, jak uroczo się uśmiecha. 
- To prawda. Czasami mnie wkurzają, ale tak już bywa w rodzinie. Są wyjątkowi i nie mam prawa narzekać. 
- Zgadzam się, mój drogi. Są racy dobrzy, troskliwi, czuli i zabawni. To był rewelacyjny dzień. Dziękuję.
- Nie masz za co dziękować, Mia. Jeśli tylko chcesz, możemy odwiedzać ich częściej. Powiedz tylko słowo.
- Jasne, bardzo chętnie - ściskam palce na jego dłoni, a w moim brzuchu rozlewa się przyjemne ciepło.
- Polubili Cię i zrobiłaś świetne wrażenie - och! Spoglądam na niego i marszczę brwi - 
Zamieniłem z nimi kilka słów w kuchni. Spodobałaś im się i byli nawet zaskoczeni, że mimo młodego wieku jesteś taka ułożona, grzeczna i dojrzała.
- Cóż, miałam przyśpieszony kurs dorastania po śmieci mamy 
- mówię cicho i spoglądam w stronę okna. 
Smutne jest to, że tak naprawdę sama musiała się o siebie zatroszczyć. Tata nie poświęcał mi swojego czasu, pogrążony w żalu, rozpaczy i żałobie. Jakby zupełnie o mnie zapomniał i nic oprócz niego się nie liczyło. Wszystkiego nauczyłam się sama. Nawet, kiedy pierwszy raz dostałam okres w wieku trzynastu lat, wpadłam w panikę. Sara natychmiast mnie uspokoiła i wytłumaczyła, o co chodzi. Mają obok ojca, byłam całkiem sama. Może dlatego tak bardzo przywiązałam się do Justina? Dba o mnie, opiekuję się, a właśnie tego od zawsze mi brakowało. On mi to daje.
- Hej, posmutniałaś - słyszę jego cichutki głos i czuję, jak mocniej ściska moją dłoń - Dlaczego, Kotku?
- To nic wielkiego, przypomniała mi się mama - chrząkam i biorę się w garść - Wszystko jest w porządku.
- Mam taką nadzieję. Pamiętaj, że jestem obok Ciebie i jeśli tylko chcesz, możesz ze mną porozmawiać.
- Wiem i bardzo Ci za to dziękuję - podnoszę jego dłoń, przytulam ją do mojego policzka i zamykam oczy.


Kiedy tylko wchodzimy do salonu, dostrzegam ojca. Siedzi zamyślony i pali papierosa. Jaki ma teraz nastrój?
- Jest późno, Mia - zaczyna ostro, ale nawet na mnie nie patrzy. Zaczyna się - Nie zauważyłaś tego, dziecko? 
- Przepraszam. Zasiedziałam się u Cami i straciłam poczucie czasu - zaciskam usta i schylam głowę.
- Jutro otwarcie klubu. Liczę na to, że nie wywiniesz mi żadnego numeru - zastanawiam się, o co mu chodzi - Spójrz na mnie - natychmiast podnoszę głowę i nasze oczy się spotykają. Jest poważny jak diabli! - Masz być posłuszna, jasne? Nie chcę słyszeć marudzenia, że nie masz ochoty tam pójść. To nie podlega żadnej dyskusji, rozumiemy się?
- Tak. Nie martw się, nie mam zamiaru wywijać żadnych numerów. Skoro chcesz, żebym poszła to pójdę.

- Cieszę się. Będzie tam wiele ważnych dla mnie osób. Moi przyjaciele, współpracownicy. Bardzo ich cenię i chciałbym, abyś ich poznała - och, po co?! Przecież to zupełnie obcy dla mnie ludzie i wcale nie mam ochoty ich poznawać!
- Dobrze, jak sobie życzysz - zaciskam usta, ale zaczynam się złościć - Właściwie... nie boisz się, tato?
- Czego mam się bać? - unosi brew i patrzy na mnie pewny siebie - Wszystko dopięte jest na ostatni guzik.

- Chodzi mi o Petrova - spina się i napina szczękę - Jesteś na jego terenie, może się na Ciebie wkurzyć.
- Cóż, mamy niewyjaśnione porachunki, ale nie będziemy rozwiązywać ich na otwarciu mojego nowego klubu. Otrzymał zaproszenie, pojawi się i obiecał mi, że nie narobi zbędnego zamieszania. Nasze sprawy odłożymy na inny dzień.
- Rozumiem - prycham w myślach, ale to jest wręcz żałosne. To głupota zapraszać swojego wroga na przyjęcie!
- Ja w przeciwieństwie do Ciebie się boję. Jego syn mi groził, nie obawiasz się, że cokolwiek może się posypać? 
- Nie, Mia. Jest z Tobą Justin, który będzie Cię pilnował. Ma Cię ochraniać i nie dopuścić do niczego złego.
- Robi to, tato i wychodzi mu to naprawdę świetnie. Ale jeśli będą chcieli mnie skrzywdzić, to znajdą sposób.
- Powinnaś się położyć. Jest późno, a jutro wielki dzień - zmienia temat i wiem, że już nic nie wskóram.
- Dobranoc - rzucam wściekle, odwracam się i wchodzę po schodach. Jest głupszy, niż myślałam!
Trzaskam drzwiami do swojego pokoju i żałuję, że nie mogę mieć takiego cudownego ojca, jak ma Justin. 
Skoro został mi tylko on, czy nie powinien się bardziej starać? Jesteśmy we dwójkę, mamy tylko siebie, a wydaje mi się, że ledwo znam własnego ojca. Ta myśl jest potwornie bolesna, ale najwyższy czas się z tym pogodzić.

Biorę prysznic, zmywam makijaż i myję zęby. Przebieram się w moją ulubioną, szarą koszulkę i wskakuję do łóżka. Jestem zmęczona, ale mimo wszystko szczęśliwa. Na samą myśl o dzisiejszym dniu uśmiech wkrada się na moje usta.
- Hej, maleńka - słyszę szept i wzdrygam się przestraszona. Zapalam lampkę i widzę przed sobą Justina, który przekręca klucz w zamku i rozbiera się. Co do cholery?! - Przyszedłem do Ciebie - uśmiecha się i wślizguje pod kołdrę.
- Rany, co Ty wyprawiasz, Justin? - patrzę na niego, ale on przytula mnie do swojego ciała i całuje w czoło.
- Nic. Chcę spędzić noc ze swoją dziewczyną - szepcze cicho i odgarnia kosmyk moich wilgotnych włosów - Lubię z Tobą spać, wiesz? Czuć Twoje ciało obok siebie, słyszeć Twój spokojny oddech zanim zasnę - o, boże! Te słowa są jak balsam na moje serce - Śpij już - przytula moją głowę do swojej piersi, głaszcze po włosach i mocno obejmuję go w pasie. T
ylko w jego ramionach czuję się bezpiecznie.




****************************************************************
Wybaczcie, że rozdziały pojawiają się nieregularnie. 
Znowu dopadły mnie jakieś wątpliwości co do tego bloga i tak jakoś mam mniej chęci.




17 komentarzy:

  1. Niech te watpliwosci lepiej znikna i nie wracaj. Rozdzial super i czekam zdecydowanie na kolejne ★ Do nastepnego

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakie wątpliwości ? Przecież to opowiadanie jest najlepsze

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten blog jest genialny <3 i nie chce zebyc go konczyla. :( rozdzial super <3 czekam na nastepny <3

    OdpowiedzUsuń
  4. HEJKA SŁOŃCE NAWIEDZAM CIĘ I TUTAJ!
    ROZDZIAŁ BARDZO MI SIĘ PODOBA! PRZYJEMNY,UROCZY:)
    JUSTIN JEST TUTAJ TAK CHOLERNIE KOCHANY, TAKI IDEALNY CHŁOPAK:)
    JAK Z JAKIEJŚ BAJKI,FILMU LUB MARZEŃ DZISIEJSZYCH NASTOLATEK:)
    JAKO PARA SĄ ONI TOTALNIE CZADERSCY!
    ,,Jesteś cudowna, Skarbie - opiera swoje czoło o moje i trwamy tak przez chwilę.''
    NIE LUBIĘ SIĘ CZĘSTO UŚMIECHAĆ W CIĄGU DNIA, ALE PRZY TWOICH OPOWIADANIACH BARDZO CZĘSTO MI SIĘ TO ZDARZA:) TO BYŁ NAPRAWDĘ UROCZY MOMENT.
    WYOBRAZIŁAM SOBIE ICH OCZY TAKIE WPATRZONY, AW, MOJE SERDUSZKO AŻ ROZTAPIA SIĘ OD TEJ SŁODKOŚCI, CUDNA CHWILA :')
    OGÓLNIE WSPÓŁCZUJE MII BRAKU MIŁOŚCI OD RODZICA, TO NAPRAWDĘ OKROPNE,ŻE OD ODEJŚCIA MATKI ZOSTAŁA KOMPLETNIE SAMA,ZE SWOIM ŻYCIEM I PROBLEMAMI, DOBRZE ,ŻE JEST JUSTIN KTÓRY JAKOŚ TAK PRZYSŁOWIOWO POZBIERA JĄ DO KUPY:) MAM NADZIEJE ,ŻE UDA MI SIĘ:)
    CO DO OJCA MII,SZKODA GADAĆ, NAWET NIE MAM OCHOTY PISAĆ O NIM JEDNEGO SŁOWA,ŻAL MI GO PO PROSTU,MARNUJE SWOJE ŻYCIE I TYLE,NIE DOCENIA SWOJEJ WSPANIAŁEJ CÓRKI,NIE WSPIERA JEJ, PIEPRZONY KRÓL KLUBÓW SIĘ ZNALAZŁ:)
    ROZDZIAŁ BARDZO MI SIĘ PODOBAŁ,BYŁ STRASZNIE CUDOWNY
    CZEKAM NA NASTĘPNY, NIE WĄTP W SIEBIE I TO OPOWIADANIE!
    JEST NAPRAWDĘ EKSTRA, MYŚLĘ ŻE SYTUACJA SIĘ JESZCZE ROZWINIE, JAK NA RAZIE WSZYSTKO IDZIE CZADERSKO, POMAŁU I TO JEST WŁASNIE FAJNE,ŻE NIE LECISZ TAK SZYBKO I NIE KOŃCZYSZ NA 15 ROZDZIALE TYLKO POWOLI ROZWIJASZ WĄTKI:) NAPRAWDĘ FAJNIE,NIE WĄTP W SIEBIE SŁOŃCE!/ ROSALIE,PEŁNA POZYTYWNYCH EMOCJI, WIELKA FANKA ZWIĄZKU MII I JUSTINA, PEŁNA ZŁOŚCI DO LECIUTKO CHOREGO PSYCHICZNIE OJCA MII:), I OCZYWIŚCIE RADOŚCI Z POWODU NOWEGO ROZDZIAŁU, JESTEM I ZAWSZE BĘDĘ<3

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie powinnaś mieć wątpliwości. Ten blog jest genialny :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam to opowiadanie! cieszę, że piszesz. Dziękuję! xx

    OdpowiedzUsuń
  7. Jakie wątpliwości? Ten blog jest perfekcyjny. Uwielbiam go! :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Przecież jest świetnie! Akcja się zbliża huhu! Nie mogę się doczekać! Mia z Justinem są tacy słodcy, kochani i nie wiem co jeszcze!rozdział cudowny! Do następnego ✌

    OdpowiedzUsuń
  9. Oni ja pprwa jestem pewna jezu niee!!! Mia jest Justina!!!

    OdpowiedzUsuń
  10. To tak po pierwsze rozdzial wspanialy <3 Po drugie nie przeszkadza mi to ze dodajesz nieregularnie rozdzialy,kiedy mozesz to dodajesz nie ma w tym nic zlego ;) Po trzecie zgadzam sie z jedna kolezanek nie powinas miec watpliwosci ten blog jest wspanialy <3

    OdpowiedzUsuń
  11. nie rezygnuj z tego opowiadania ono jest świetne ! :(

    OdpowiedzUsuń
  12. nie reyzgnuj, bo swietnie Ci idzie :) :*

    OdpowiedzUsuń
  13. tobi:(niech ona go uderzy, bo zaraz to niewiadomo co bedzie chcial zrobic czekam na next:(<3

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie rezygnuj swietnie piszesz i rob to nadal a i na marginesie rozdział świetny

    OdpowiedzUsuń

Layout by Yassmine