28.02.2015

Rozdział 28

Gapię się na ojca i nie mogę uwierzyć w to, co przed chwilą usłyszałam. Wiem tylko, że będzie bardzo źle!
- Od dzisiaj masz dożywotni szlaban 
- podnosi głos, a wybucham płaczem - Zapomnij o szkole po wakacjach, o Twojej przyjaciółce i Justinie! Nigdy więcej ich już nie zobaczysz, rozumiesz mnie? Sama możesz sobie za to podziękować.
- Dlaczego mi to robisz? Dlaczego traktujesz mnie w ten sposób? Jestem Twoją córką, zasługuję na coś lepszego!
- Właśnie, jesteś moją córką! Nie tak Cię wychowałem, a co zrobiłaś?! Rozłożyłaś przed nim nogi! Zjebałaś to na własne życzenie, Mia. Ten chłopak nie jest dla Ciebie i nigdy nie powinien był położyć na Tobie nawet małego palca! - dyszy ciężko, wstaje, nalewa drinka i wypija go jednym haustem. Jest wściekły i takiego go chyba jeszcze nie widziałam. Czuję, że będzie jeszcze gorzej, a kara najgorsza z możliwych - Nie martw się, wszystko wyprostuję - ocieram łzy i wpatruję się w niego z niedowierzaniem. Co chce wyprostować? - Zaraz będziemy mieć gościa - uśmiecha się chytrze i jak na zawołanie rozlega się dzwonek do drzwi. Kiedy tylko ojciec je otwiera, widzę w progu szczupłą brunetkę. Nie mam pojęcia, kim ona jest, ale wita się z ojcem uściskiem - Proszę, wejdź - przepuszcza ją i pojawia się w salonie. Uśmiecha się przyjaźnie, ale kiedy widzi moją zapłakaną twarz, marszczy czoło zdezorientowana - Wybacz, że zadzwoniłem o tak później porze, jednak sprawa jest bardzo pilna. Rusz się, Mia! - podnosi głos, podnoszę się i przechodzimy do pokoju gościnnego  - Sam, chcę żebyś zbadała Mię, dobrze? Potrzebuję wiedzieć, czy jest dziewicą - o.mój.boże! Zasłaniam dłonią usta i nie mogę uwierzyć, że chce to sprawdzić! Czy on jest normalny?!
- W porządku - Sam kiwa głową, ojciec posyła mi mordercze spojrzenie i zostawia nas same - Mia? - wzdrygam się i cała się trzęsę. Nie jestem w stanie rozsądnie myśleć i trzyma mnie szok 
- Nie bój się, to potrwa tylko chwilę. Będę delikatna - przytakuję głową i biorę się w garść - Możesz położyć się na łóżku? - wykonuję jej polecenie bez słowa. Sam zgina moje nogi w kolanach, zakłada gumową rękawiczkę i odsuwa moją bieliznę na bok. Po chwili czuję w sobie jej palce, ale zaraz wszystko znika - Gotowe, Kochanie - wzdycha ciężko, zabiera swoją teczkę i wychodzi.
Naciągam sukienkę i leżę w bezruchu. Tępo wpatruję się w sufit i dociera do mnie, że moje życie nigdy nie będzie normalne. Nie z ojcem, który niszczy je doszczętnie. Jeszcze chwila, a nic ze mnie nie zostanie i wyląduję w wariatkowie. Jak długo jeszcze z nim wytrzymam? Wykańcza mnie psychicznie, nie chcę tak żyć!
Tylko kątem oka widzę, jak wchodzi do pokoju. Trzaska drzwiami, wyjmuje swój skórzany pasek i doskonale wiem, co mnie zaraz czeka. Nie jestem na to gotowa, ale ojciec ma to w nosie. Szarpie mnie za ramię, stawia na nogach i opieram dłonie o zimną ścianę. Nic nie mówi, w pokoju panuje idealna cisza, którą przecina świst paska. Ląduje w dole moich pleców i chociaż chcę być twarda, nie potrafię. Krzyczę, aż zdzieram sobie gardło. Ból roznosi się po całym ciele i czuję kolejny cios. Pasek owija się wokół mojego brzucha, aż mam chęć zwymiotować. Szlocham głośno, krzyczę, trzęsę się, ale on nie przestaje. Ciosy spadają jeden za drugim i czuję niewyobrażalny ból. Błagam go, aby przestał, jednak nic takiego się nie dzieje. Upadam na kolana, ledwo łapię oddech i czuję jeszcze jeden, najbardziej bolesny cios i ojciec przestaje. Nie wiem, czy brakuje mu sił, czy może lituje się nade mną. Mało mnie to obchodzi, kładę się na dywanie i jęczę z bólu. Nie czuję pleców, pośladków i wiem, że jeszcze długo będę pamiętać tę karę.
- Mam nadzieję, że dawanie mu dupy było tego warte - syczy przez zęby, wychodzi z pokoju i trzaska drzwiami. 

Przykładam zwiniętą w pięść dłoń do ust i wbijam w nią zęby. Płaczę cichutko, w moim ciele szaleje potworny ból i tak bardzo chcę przytulić się do Justina. Tylko w jego ramionach jestem w stanie odzyskać spokój. Tęsknię za nim i tak bardzo boję się, że spotkało go coś złego z mojego powodu. Nigdy bym sobie tego nie wybaczyła.

Otwieram oczy i orientuję się, że zasnęłam. Wszędzie jest ciemno, cicho, a ja wciąż leżę na dywanie w pokoju gościnnym. Łzy na policzkach dawno już wyschnęły, ale kiedy tylko próbuję się podnieść, ból na nowo roznosi się po moim ciele i przypomina o tym, co się wydarzyło. Zduszam w sobie jęk, podpieram się rękami i staję na nogach. Resztką sił, która mi jeszcze pozostała, wchodzę po schodach i docieram do swojego pokoju. Spoglądam na zegarek, dochodzi piąta rano. Zdejmuję z siebie sukienkę, ale nie mam siły na nic więcej. Układam swoje zmarnowane ciało na łóżku i myślę o chłopaku, który odwrócił moje życie do góry nogami. Tylko on jest teraz dla mnie ważny.

Budzę się pod wpływem dziwnego uczucia. Uchylam powieki i widzę w progu pokoju ojca. Serce podskakuje mi do gardła i przerażenie obejmuje moje ciało. Dlaczego tutaj jest? Dlaczego tak dziwnie patrzy? Znowu chce mnie ukarać?
- Wstań, doprowadź się do porządku i zejdź na dół. Porozmawiamy - mówi obojętnym tonem i wychodzi z pokoju.
- Pierdol się - szepczę do siebie, powoli podnoszę się z łóżka i podchodzę do szafy. Wyjmuję zwykłe legginsy i koszulkę z długim rękawem. Kiedy jednak trafiam na swoje odbicie w lustrze, zamieram. Widzę siniec pod prawym okiem, ale to nic w porównaniu z moim ciałem. Brzuch pokryty jest siniakami, a kiedy odwracam się, uchylam usta w szoku. Plecy to totalna katastrofa! Są sine, w niektórych miejscach rozcięta jest skóra i zdążył zrobić się paskudny strupek. Próbuję się nie rozpłakać, chociaż b
oli mnie każda część ciała i myślę o mamie. Gdyby teraz to widziała, złamałoby jej to serce! Tak bardzo mnie kochała! Nigdy nie dopuściłaby do tego, żeby ojciec zrobił mi taką krzywdę. Przykładam dłoń do oczu, ale jestem złamana na milion kawałków. To dla mnie zbyt wiele i jestem na granicy własnej wytrzymałości.
- Mia!! - słyszę z dołu głos ojca, aż podskakuję - Długo mam jeszcze na Ciebie czekać? - przełykam ślinę, wychodzę z pokoju i krok po kroku schodzę ze schodów. Siadam naprzeciwko ojca i schylam głowę. Nie mam odwagi na niego spojrzeć - Nareszcie - burczy pod nosem, moje serce bije jak szalone, bo nie wiem, co ojciec jeszcze wymyślił
- Od dzisiaj nie przekraczasz progu tego domu - boże, to koniec - Nie wyjdziesz bez mojej zgody i wiedzy. Nie będziesz chodziła do szkoły i masz zakaz spotykania się z Cami - moje serce pęka! Zamykam oczy, przykładam dłoń do ust i płaczę. Tak kurewsko go teraz nienawidzę! - Zapomnij również o Justinie, nigdy więcej go nie zobaczysz - teraz moje serce roztrzaskuje się w drobny mak i wiem, że nic nie jest w stanie poskładać go do kupy - Mam nadzieję, że dostosujesz się do tego bez żadnego marudzenia. Jeśli jednak nie, dołożę Ci coś jeszcze. Wybór należy do Ciebie. 
- W-więc zamykasz mnie w tym domu jak więźnia? - pytam szeptem, aż sama siebie ledwo słyszę. To chore! 
- Tak, Mia. Nigdy nie powinienem był Cię z niego wypuszczać. Było dobrze, kiedy uczyłaś się w domu, nie pyskowałaś, ani nie sprzeciwiałaś się moim poleceniom. Od września poszłaś do normalnej szkoły, mamy czerwiec, a tak wiele się zmieniło. Wystarczyło, że spotkałaś pierwszego z brzegu chłopaka i od razu się puściłaś! Nie tak Cię wychowałem! 
- Po prostu się zakochałam - podnoszę głowę i patrzę na niego. Moje słowa nie robią na nim żadnego wrażenia.
- Nigdy nie powinnaś była tego robić, nie będziesz z nim! Rozumiesz mnie? Masz wybić go sobie z głowy i im wcześniej to zrobisz, tym lepiej dla Ciebie. Justin nigdy nie postawi nogi w tym domu, tak bardzo mnie zawiódł! Zaufałem mu! - podnosi głos i zaciska szczękę - Ale trudno, było minęło. Jeszcze dzisiaj będziesz miała nowego ochroniarza.
- Po co? Przecież i tak nie mogę nigdzie wychodzić, prawda? Ma mnie odprowadzać do własnego pokoju?
- Nie pyskuj! - zwija dłoń w pięść i odrywa plecy od oparcia kanapy - To na wszelki wypadek. Skąd mam wiedzieć, czy coś głupiego nie strzeli Ci do głowy, huh? Przekonałem się niedawno, jak popieprzone masz pomysły, Mia.
Jeszcze w nocy mówiłeś mi, że postarasz się być lepszym ojcem, ale widzę, że szybko zmieniłeś zdanie. 
- Po tym, co odjebałaś, nie mam zamiaru być kochającym tatusiem! Muszę trzymać Cię w ryzach, bo zaraz wrócisz do domu z brzuchem! Powinnaś się szanować! Mam nadzieję, że pieprzenie się z nim, było warte tego wszystkiego! - wstaje i podchodzi. Szarpie mnie za ramię i patrzy gniewnie w moje oczy - To, co zrobiłaś... jesteś małą, puszczalską dziwką! - mówi to z takim obrzydzeniem, aż coś przewraca mi się w żołądku - Wracaj do swojego pokoju.
Prycha z kpiną, uwalnia mnie z uścisku i wychodzi z salonu. Stoję jak sparaliżowana i gapię się przed siebie. Nazwał mnie dziwką kilka razy, odkąd wróciliśmy z klubu. Czy naprawdę nią jestem? Czy jestem puszczalska, ponieważ oddałam się chłopakowi, którego pokochałam? Nie, do cholery! Jakim prawem tak do mnie mówi?! Jestem jego córką na boga, a on traktuje mnie, jakbym była śmieciem! Mam ochotę wydrapać temu sukinsynowi oczy, ale jestem słaba i wybucham płaczem. Trzęsę się, chowam twarz w dłoniach i nie wierzę, że to wszystko tak się potoczyło. 

Leżę w łóżku okryta po samą szyję i myślę o Justinie. Tak bardzo chciałabym, żeby mocno mnie do siebie przytulił! Czy naprawdę nigdy więcej już go nie zobaczę? Nawet nie chcę o tym myśleć, to nie może być prawda. Nie wytrzymam bez niego! Zmuszam swoje obolałe ciało do ruchu i biorę torebkę z komody. Wyciągam swój telefon i widzę, że mam nieodebrane połączenia i kilkanaście smsów od Justina. Otwieram skrzynkę i przelatuję wzrokiem po wiadomościach. Zatrzymuję się na tej z dzisiejszego ranka, a moje serce zaciska się boleśnie, kiedy czytam.

Mia, mam nadzieję, że u Ciebie wszystko w porządku, Kotku.
Tak bardzo się o Ciebie martwię! Daj mi znać, że wszystko okej. Dobrze?
Rozmawiałem dzisiaj rano z Twoim ojcem, zakazał mi się do Ciebie zbliżać i czuję, jakby ktoś wytargał moje serce i je zmiażdżył.
Nie martw się, maleńka, damy sobie z tym radę. Jestem przy Tobie.

Przykładam dłoń do ust, ale to dla mnie zbyt wiele. Jestem na siebie wściekła, że w klubie zachowaliśmy się tak lekkomyślnie, a oboje wiedzieliśmy, że ojciec jest gdzieś w pobliżu. Kurwa! To nie tak miało być, jednak teraz jest już za późno na wszystko. Ż
adne z nas nie cofnie czasu. Stało się coś, czego na pewno nigdy nie wybaczę mojemu ojcu. 

Idę do łazienki, zamykam drzwi na klucz i siadam na szafce. Wykręcam numer do Justina, ale muszę go usłyszeć.
- Mia, Kochanie! Tak dobrze, że dzwonisz. Proszę, powiedz, że jesteś cała i zdrowa! Martwiłem się.
- T-tak, jest w porządku - przykładam dłoń do ust i nie wytrzymuję, wybucham płaczem - T-tęsknię.
- Proszę, nie płacz! Obiecuję, że wszystko będzie dobrze. Wierzysz mi, prawda? Powiedz, że tak!
- Jak ma być dobrze, Justin? Nie możemy się więcej spotykać, jak Ty to sobie wyobrażasz, huh?
- Nie wiem, ale coś wymyślę. Błagam, bądź dzielna, Kotku. Dla mnie, dla nas. Poradzimy sobie z tym.
- Nie wiem, jak mam to zrobić. Jestem złamana na milion kawałków i chcę, żebyś mocno mnie przytulił.

- Boże, Mia, maleńka - słyszę, jak i jemu załamuje się głos, a to dobija mnie po całości - Przyjdę dzisiaj do Ciebie, tak? Mocno Cię przytulę - mówi pewnie, a ja pociągam nosem. Niby jak chce to zrobić? - Jest wyjście z tej popieprzonej sytuacji, tylko muszę je wymyślić. Ale zrobię to dla Ciebie, dla nas! Tylko bądź dzielna i nie załamuj się.
- Tęsknię za Tobą, Justin. Potrzebuję Cię, bo inaczej zwariuję. Jesteś najlepszym, co mnie w życiu spotkało.
- Kurwa, Mia! Mówisz tak, jakbyś się ze mną żegnała. Nie rób tego! Jestem tutaj, niedaleko Ciebie i nie pozwolę na to, aby ktokolwiek nas rozdzielił. Po moim kurwa trupie! Będziemy razem, bez względu na wszystko. Przysięgam!
- Mia! - słyszę nagle surowy głos ojca, aż podskakuję. Niech to szlag! - Gdzie jesteś, do cholery?!
- Muszę kończyć, ojciec - mówię cichutko, kończę rozmowę i chowam telefon do szafki - Jestem w łazience!
- Wychodzę! Będę dzisiaj późno, ale nie myśl, że zostaniesz sama. Masz nowego ochroniarza. Hugo będzie cały czas w domu, więc słuchaj go we wszystkim. Rozumiemy się? - mówi przez drzwi, a ja przewracam oczami.
- Tak - odpowiadam obojętnie, uchylam drzwi i wchodzę do pokoju. Nie mogę na niego patrzeć!
- W porządku - ojciec mruży oczy i patrzy na mnie dziwnie - Bądź grzeczna - wzdycha i już go nie ma.


Przecieram twarz dłonią i ostrożnie układam się na łóżku. Zamykam oczy i chociaż jestem głodna wiem, że nic nie przejdzie mi przez gardło. Zbyt wiele rzeczy się wydarzyło, abym mogła cokolwiek przełknąć.
Myślę o tym, dlaczego moje życie tak się potoczyło. Dlaczego ojciec jest dla mnie taki surowy? Wiem, że prowadzi popieprzone życie, ale to nie oznacza, że mam być więźniem we własnym domu! A może jednak oznacza? Odkąd umarła mama, chronił mnie i oddzielał od ludzi. Traktował jak coś własnego, na wyłączność. Nigdy nie mogłam pyskować, odzywać się bez szacunku lub robić coś, co mu się nie spodoba. Dopiero teraz boleśnie dociera do mnie, że tłamsił mnie i gnębił, a ja nic nie mogłam z tym zrobić. Byłam zbyt młoda, przestraszona i przybita śmiercią mamy. Teraz, kiedy odżyłam, poszłam do szkoły, zdobyłam przyjaciół on ot tak, to wszystko niszczy. Spotkałam chłopaka, na którym mi zależy, w którym zakochałam się tak szybko. Naprawdę to wszystko ma się tak skończyć? Właśnie wtedy, kiedy naprawdę cieszyłam się życiem, ojciec kiwnięciem pala przekreślił wszystko.






22 komentarze:

  1. Pierwsza! Ten ojciec Mii to jakiś pojebany chuj. Nie sądziłam że kiedyś napiszę coś takiego, a tu proszę. Żal mi tej dziewczyny i Justina. Jak on zobaczy co ten człowiek jej zrobił to rozniesie go w sekundę.
    ~Guzik

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja pierdziele gdzie następny rozdział ja nie wytrzymam gdybym dorwała tego ojca to już by nie żył !

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja pierdole! Jaki chuj pojebany! Co on jej zrobił? Nienawidzę go! Nie wiem co bym zrobiła na miejscu Mii ale nie miałabym żadnych wyrzutów sumienia, mimo tego, że to jej ojciec. Popłakałam się jak Mia rozmawiała z Justinem:( Według mnie ucieczka to najlepsze rozwiązanie. Mam nadzieje, ze Justin coś wymyśli:( do następnego ✌

    OdpowiedzUsuń
  4. ZAJEBAĆ TEGO JEBANEGO OJCA MII! -,-
    Tyle mam do powiedzenia, za dużo byłoby cenzury! -,-
    Justin, wymyśl cos, błagam....
    Buziaki;3

    OdpowiedzUsuń
  5. trzymam kciuki za nich oby uciekli gdzieś <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Boje sie o nia prosze dodaj następny

    OdpowiedzUsuń
  7. Masakra jej ojciec jest jakiś chory psychicznie jak można bić swoje dziecko? Cieszy mnie jednak fakt że Justin walczy o nią jak lew i mam nadzieję że się nie podda ;) Genialny i do następnego ;***

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. Biedna Mia :( jak ona sobie teraz poradzi :( Mam nadzieje ze Justin cos wymysli. Rozdzial swietny jak zawsze <3

    OdpowiedzUsuń
  10. Ile rozdziałów do końca?:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ciekawe czy Hugo jest zły...:D

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja bym się chyva zabiła na miejscu Mii,przecież jej ojciec jest pojebany i to zdrowo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z okazji urodzin Justina mogłabyś coś dodaćxD.

      Usuń
  13. Nie myślałaś o przeniesieniu na watpad?tam byś miała większe szanse na odkrycie twojej twórczości:)

    OdpowiedzUsuń
  14. O Boże ! Biedna Mia ...tak mi jej szkoda ! Przeżywam to jakby działo się naprawdę :P
    GENIALNY rozdział ! Mam nadzieje że znajdą jakiś sposób ...i że ojciec się kiedyś zmieni !!!! Jak można być takim kutasem nooo ?!
    Czekam na nn <3

    OdpowiedzUsuń
  15. Dlaczego jej ojciec ja tak krzywdzi ??? Musza znalezc sposob by byc razem !

    OdpowiedzUsuń

Layout by Yassmine