01.03.2015

Rozdział 29

Nie śpię. Tępo wpatruję się przed siebie i tak mija godzina za godziną. Dochodzi osiemnasta, a ja mimo, iż bardzo chcę zasnąć po prostu nie mogę. W mojej głowie szaleje tornado, a tak bardzo chcę chociaż na chwilę wyłączyć myślenie. 

Tylko raz zeszłam na dół, bo bardzo chciało mi się pić. Sara posłała mi najsmutniejszy ze swoich uśmiechów i mocno przytuliła. Wiem, że cierpi razem ze mną, widziałam to w jej oczach. Nic nie może na to poradzić, tak samo, jak ja.
W salonie natknęłam się na mojego nowego ochroniarza. Na oko coś koło trzydziestki, wysoki, potężny i łysy. Posłał mi spojrzenie wyprane z wszelkich uczuć i zrozumiałam, dlaczego ojciec wybrał właśnie jego. Są tacy sami.

Budzi mnie jakiś hałas. Serce podskakuje mi w piersi, odwracam głowę i widzę Justina, który wchodzi przez okno. Przyszedł! Bez zastanowienia zrywam się na równe nogi, czego natychmiast żałuję przez strzelający w moje ciało ból, jednak zagryzam wargę i wtulam się w jego ramiona. Czuję ciepłe łzy, które spływają po moich policzkach, ale jestem szczęśliwa, że tutaj jest. Czuję jego dłonie, które mnie trzymają i jest to jedyne miejsce, gdzie chcę być na zawsze. 
- Ciii, nie płacz - szepcze cichutko, unosi mnie i układa na łóżku. Przytula mnie do siebie, głaszcze po obolałych plecach i wzdycha ciężko - Jestem przy Tobie, Kochanie. Spokojnie - odchyla głowę, uśmiecha się smutno, jednak marszczy brwi, kiedy widzi zasinienie na moim policzku - Uderzył Cię? - napina szczękę, a jego spojrzenie się zmienia.
- Nie myśl o tym, nic mi nie jest - wtulam się w jego ciepłą dłoń, jednak całe szczęście, że nie widział moich pleców.
- Jak możesz tak mówić? Kurwa! Jak mógł to zrobić?! - podnosi nieco głos, ale od razu go uciszam. Hugo mógłby nas usłyszeć mimo, iż jest na dole. Podnoszę się powoli, podchodzę do drzwi i zamykam je cichutko na klucz. Zamykam też okno, zasłaniam rolety i w pokoju robi się przyjemnie ciemno. Wracam do Justina i uśmiecham się do niego - Tak bardzo za Tobą tęskniłem - opiera swoje czoło o moje i przytrzymuje mnie za kark - Wszystko z Tobą w porządku?
- Tak, nie martw się. To nie o mnie tutaj chodzi, tylko o Ciebie - już chcę zaprzeczyć, że mówi bzdury, ale ucisza mnie delikatnym pocałunkiem. Uśmiecham się w jego usta i wślizguję język do środka. Natychmiast robi się gorąco i wiem, że przekazuje mi teraz 
wszystkie swoje uczucia. Pociera zmysłowo językiem o mój i mimo wszystko bardzo mnie to podnieca. Nie wiem dlaczego, ale chcę więcej. Co pozostało mi w obecnej sytuacji? Takie chwile jak ta, mogą nigdy więcej się nie powtórzyć. Nie! Nie mogę tak myśleć! Coś ściska mnie w brzuchu i chce mi się płakać, jednak nie mogę tego zrobić. Nie tutaj, nie teraz. Przewracam go na plecy i układam swoje ciało na jego. Wsuwam palce w jego włosy, całuję go mocno, zachłannie i kiedy się od niego odrywam, zdejmuję z niego bluzę i koszulkę. Składam leciutkie jak piórko pocałunki na jego ramieniu, klatce i schodzę niżej. Odpinam jego pasek od jeansów i zsuwam je z bokserkami. Podnoszę głowę i widzę, jak bacznie się we mnie wpatruje, oblizuje usta i podciąga mnie do siebie za ramiona. Patrzymy sobie w oczy i czuję, jak moje serce cholernie mocno bije. Nie wierzę, że ojciec chce nas rozdzielić! Czy nie obchodzą go moje uczucia?! - Co Ty kombinujesz, hmm? - Justin przekręca mnie na plecy, zdejmuje ze mnie koszulkę, którą mam na sobie i obejmuje moje piersi rękami. Masuje je delikatnie, pieści sutki i mam ochotę bezwstydnie jęczeć. Pragnę go w tej chwili bardziej, niż cokolwiek innego na tym świecie. Zsuwa się w dół, zdejmuje moje majtki i zostaję naga. Przesuwa palcami po mojej kobiecości, co niesamowicie mnie podnieca i mocno zaciskam w dłoniach koc. Cholera! Jak dobrze, że jest ciemno i nie może zobaczyć śladów, które pozostawił na moim ciele ojciec - Mia - jego głos jest cichutki, niski i podniecony. Uwielbiam to. Wraca do mnie, układa się na mnie i rozchylam dla niego nogi, aby mógł się wygodnie ułożyć. Czuję jego podniecenie na dole i muszę wbić zęby w wargę, aby nie wydostał się z nich jęk - Na pewno tego chcesz, Skarbie? - och! Zaskakuje mnie tym, ale czy to nie oczywiste? Przytakuję jedynie głową i układam swoje dłonie w dole jego pleców. Bardziej dociskam go do siebie i rozumie, o co mi chodzi. Nie mija sekunda, a już wślizguje się do środka. Czuję jego usta na swoich, wsuwa język do środka i całujemy się szaleńczo, jakby miało nie być jutra. Obejmuję jego biodra nogami, układam swoje dłonie na jego plecach i wbijam paznokcie w skórę. Cichy jęk ucieka z jego ust i czuję to wszędzie. Jego ruchy są płynne, mocne i szybkie. Oddycham głęboko, a w moim ciele szaleje przyjemne ciepło, jest tak dobrze i cudownie. Nigdy nie sądziłam, że seks z osobą, którą się kocha, może być taki wspaniały. Tak naprawdę dopiero teraz zaczęłam odkrywać życie, a ojciec tak brutalnie mi je odebrał – Och, Mia - słyszę przy uchu jego podniecony głos i uśmiecham się do siebie. Kiedy przyśpiesza i wbija się głębiej, dochodzę. Odchylam głowę do tyłu, zaciskam powieki i napinam każdy możliwy mięsień. Boże, jest tak niesamowicie! W moim ciele lata milion motylków i jest to uczucie, które zapamiętam do końca swojego życia - Właśnie tak, Kochanie - przygryzam płatek jego ucha i mija dosłownie chwila i teraz w jego ciele szaleją te cudowne motylki.

Leżymy wtuleni w siebie i uspokajamy oddechy. Czuję jego dłoń na moich nagich plecach, które przesuwa delikatnie. Jego dotyk koi moje zmęczone ciało i zszargane nerwy, chociaż plecy szczypią niemiłosiernie. Muszę to jakoś znieść.
Justin podnosi się, bierze mnie na ręce i zanosi do łazienki. Stawia mnie dopiero w kabinie prysznica i zapala światło. Kiedy tylko widzi moje ciało, zamiera. Uchyla usta w szoku, stoi przede mną i nic nie mówi. Jest blady jak ściana!
- Nie patrz - schylam głowę i zasłaniam się ramionami. Jest mi potwornie wstyd, za to, co zrobił mi ojciec.
- Chryste, Mia - szepcze zszokowany i czuję jego palec pod brodą. Unoszę głowę, a nasze spojrzenia się spotykają. Widzę wszystko w jego oczach. Szok, niedowierzanie, gniew i współczucie. Nie chcę litości, poradzę sobie z tym - Co on Ci zrobił? - mówi cicho i ogląda moje ciało. Przesuwa opuszkami palców po brzuchu, ramionach i odwraca mnie tyłem do siebie - Boże - zaciskam usta i bardzo staram się być dzielna. Wiem, jak koszmarnie wyglądają moje plecy. Całe sine, pokiereszowane i musi minął sporo czasu, aby rany się wygoiły - 
Czym Cię uderzył? Co zostawiło aż takie siniaki?
- To nie ma znaczenia, Justin. Nie drążmy tego tematu, proszę. Stało się i nic z tym nie zrobimy. Dam radę. 
- W tej chwili masz mi powiedzieć, co się wczoraj wydarzyło i czym Cię bił ten bydlak! Masz trzy sekundy, Mia.
- Pasem - odpowiadam ostro, odwracam się i patrzę mu w oczy - Bił mnie pasem, aż opadł z sił. Zadowolony?
- Zabiję tego sukinsyna! - syczy przez zęby, a jego pięść spotyka się z kafelkami. Nie hamuje się, zadaje cios za ciosem i boję się, że zrobi sobie krzywdę. Próbuję go powstrzymać, ale jest silniejszy ode mnie - Rozpierdolę go.
- Uspokój się, Skarbie! Błagam Cię! - wsuwam się między niego, a ścianę i obejmuję w pasie. Nie reaguje na mój gest, dyszy ciężko i zwija dłonie w pięści. Wiem, że cierpi tak samo, jak ja - Jestem cała i zdrowa, spokojnie.
- Doprawdy? - unosi brew i prycha z kpiną. Mimo to, przyciąga mnie do siebie i wtula w swoje ciało - Muszę Cię stąd zabrać, natychmiast. Nie dopuszczę do tego, żeby ten skurwiel Cię bił. Przeszedł tym samego siebie, rozumiesz?
- Rozumiem, Justin. Nigdy nie posunął się tak daleko, ale nie zrobi tego więcej. Mam zakaz opuszczania domu.
- Poważnie? Chce Cię tutaj zamknąć, jak w pieprzonym więzieniu? Co on sobie kurwa wyobraża? Że kim jest?
- Moim ojcem, który uważa, że wszystko mu wolno. Nic nie mogę, zabronił spotykać mi się nawet z Cami.
- Ten człowiek musi się leczyć, Mia. Ma na Twoim punkcie chorą obsesję i to wszystko nie skończy się dobrze.
- Wiem - uśmiecham się smutno i przykładam dłoń do jego policzka - Jest taki od śmierci mamy, czyli dokładnie pięć, długich lat. Zdążyłam się do tego przyzwyczaić, bo ojciec nie ma w sobie żadnych uczuć. Traktuje mnie jak rzecz i wiem, że to się nigdy nie zmieni. Jestem jego własnością i nie pozwoli mi normalnie żyć. Nie wiem, ile jeszcze zniosę.
- Dlatego trzeba coś wymyślić. To trwa zbyt długo, maleńka. Nie zasługujesz na takie życie, jesteś za dobra!
- Z tej sytuacji nie ma dobrego wyjścia, nie ma też sensownego rozwiązania. 
Takie mam życie i przez pięć lat nie spotkało mnie w nim nic dobrego. Aż nagle pojawiasz się Ty i nagle wszystko się zmienia. To niesamowite, wiesz? Tak wiele dzięki Tobie zrozumiałam i mam wrażenie, jakby to mama mi Ciebie zesłała. Żebyś dał mi chwilę szczęścia, odrobinę otuchy, pocieszenia i czułości? - zaciskam usta, bo moje własne słowa rozpieprzają moje biedne serce - Ona właśnie tego by dla mnie chciała, bo była wspaniałą kobietą. Jesteś moim aniołkiem, Justin. Naprawdę żałuję, że trwało to tak krótko - opieram swoje czoło o jego i wzdycham ciężko - Zakochałam się w Tobie - szepczę cichutko i wreszcie wypowiadam te magiczne i ważne słowa - Chciałabym, abyś o tym wiedział. Kocham Cię, Justin. Z całego serca.
Podnoszę głowę i wpatrujemy się w siebie jak zahipnotyzowani. Justin nawet nie mruga, uchyla usta i marszczy brwi. Jest taki uroczy i przystojny. Naprawdę ten spędzony z nim czas był dla mnie wyjątkowy, cudowny i będę go zawsze pamiętać. Zachowam to głęboko w sercu, bo tak naprawdę ten okres był najszczęśliwszy w moim życiu.
- Wiem, Skarbie. Ja Ciebie też kocham z całego serca - przełykam gulę w gardle, a łzy cisną mi się do oczu - Jestem zaskoczony, że stało się to tak szybko, nigdy nikogo nie pokochałem tak ekspresowo. Kiedy zobaczyłem Cię po raz pierwszy czułem, jak moje serce bije szybciej. Grace przed śmiercią powiedziała mi, żebym był szczęśliwy. Żebym dał komuś szczęście tak, jak dawałem jej. Może jesteśmy sobie przeznaczeni, Mia? Może mamy walczyć o to, co do siebie czujemy? - bierze moją głowę w dłonie i ociera łzy - Nawet z Twoim psychicznym ojcem. Uda nam się, zobaczysz.
- Naprawdę w to wierzysz? - energicznie przytakuje głową i uśmiecha się uroczo - Boję się tego wszystkiego.
- Wiem, ale jestem obok Ciebie i nie dopuszczę, żeby ponownie Cię skrzywdził. Miarka się przebrała, to koniec.

- Mia! - naszą rozmowę przerywa wrzask, aż podskakuję w ramionach Justina - Gdzie jesteś? Otwórz drzwi!
- To Hugo, mój nowy ochroniarz. Muszę go uspokoić - wychodzę spod prysznica, którego Justin nawet nie włączył i owijam się ręcznikiem. 
Wychodzę z łazienki, podchodzę pod drzwi i uchylam je delikatnie. Widzę mojego ochroniarza, który patrzy na mnie surowo i jest wściekły! - Musisz się tak wydzierać? Właśnie miałam zamiar wziąć kąpiel.
- Masz szczęście, że otworzyłaś. Właśnie miałem wyważyć drzwi! - o.mój.boże! To byłaby katastrofa! 
- Nie waż się tego robić, mój pokój to mój azyl, jasne? Czego ode mnie chcesz? Pali się, skoro tak krzyczysz?
- Nie wychodzisz z pokoju od samego rana. Przyszedłem sprawdzić, czy wszystko z Tobą w porządku.
- Jak sam widzisz, żyję i oddycham. Nie mam potrzeby schodzić na dół, wolę spędzić czas sama. Jakiś problem?
- Mogę zajrzeć do środka? - unosi brew, prycham w myślach i otwieram drzwi szerzej. Hugo wchodzi do środka i rozgląda się na wszystkie strony. Zastanawiam się, czego w nim szuka? A może to
 ojciec kazał mu to robić?
- Czego właściwie szukasz, hmm? - odwraca się i patrzy na mnie z góry - Może Ci w tym pomogę? 

- Niczego konkretnego, Mia. Takie dostałem polecenie od Twojego ojca - a jednak! - Tylko je wykonuję.
- Rozumiem. Skoro to wszystko, chciałabym wziąć kąpiel - wskazuję dłonią drzwi, Hugo kręci głową zrezygnowany, jednak posłusznie opuszcza mój pokój. Przekręcam klucz w zamku i oddycham z ulgą - Niech Cię szlag - burczę pod nosem i kieruję się w stronę łazienki, z której wychodzi Justin. 
Opiera się o framugę, zakłada ręce na piersiach i wpatruje się we mnie. Oblizuje usta i uśmiech sam wkrada się na moje usta. Podchodzę do niego, staję na palcach, opieram dłonie o jego klatkę i cmokam go czule w usta. Szybko się od niego odklejam, chwytam za rękę i ciągnę pod prysznic - Może wreszcie się umyjemy, hmm? Wcześniej nawet nie włączyłeś wody - chichoczę, Justin przewraca oczami i szybko bierzemy wspólny prysznic. Dobrze mi w jego towarzystwie i wzdycham, kiedy ostrożnie myje moje ciało. Uważa na siniaki, zaczerwienioną skórę i muszę pójść do Sary, po jakąś maść na rany. Potrzebuję odrobinę ulgi.
- Nie włączyłem wody, bo prowadziliśmy poważną rozmowę o Twoim ojcu i o naszych uczuciach - mruga okiem, myje moje włosy i spłukuje szampon - Okej, chyba wystarczy - bierze mnie za rękę, opuszczamy kabinę i wycieramy się raz dwa. Idę do pokoju, biorę świeże ciuchy i wracam do łazienki. Czuję na sobie wzrok Justina, ale nie krępuję się już. Zrzucam ciuchy, ubieram się i rozczesuję wilgotne włosy - Widzę, że już się mnie nie wstydzisz, skoro tak bezwstydnie się przy mnie przebierasz - czuję jego dłonie na biodrach, kiedy wcieram w twarz trochę kremu i robię lekki makijaż. Jego oddech odbija się od mojej szyi i wysyła to w moje ciało przyjemne dreszcze – Wiesz, jak na mnie działasz, prawda? To odważny krok, Skarbie. Szczególnie, że nie zdążyłem się jeszcze ubrać - o cholera! - Spokojnie, Kotku. Czuję, jak się spięłaś. Wszystko w okej? - jednym ruchem odwraca mnie w swoją stronę i wpatruje się w moje oczy. 
- Tak, bo jesteś tutaj. Ze mną - uśmiecham się, staję na palcach i opieram czoło o jego - Dziękuję Ci za to.
- Nie masz za co dziękować. Zawsze będę przy Tobie, obiecuję - zaciskam usta, ale czy to naprawdę dzieje się w prawdziwym życiu? Mam najlepszego chłopaka na świecie! - Hej! B
urczy Ci w brzuchu! Jadłaś coś dzisiaj?
- Właściwie nie. Po prostu nie miałam apetytu i tak jakoś wyszło - wzruszam ramionami, a Justin kręci głową.
- Musisz coś zjeść, Mia. I to natychmiast. Pójdziesz na dół, Sara coś Ci przygotuje i nie ma marudzenia. Jasne?
- Dobra, dobra! Już idę, nie jęcz - przewracam oczami, całuję go w czubek nosa i schodzę na dół. 
W salonie siedzi Hugo i przegląda coś na laptopie. Spogląda na mnie przelotnie, ale nie zwracam na niego uwagi i idę do kuchni, w której urzęduje Sara. Przytula mnie do siebie, daje maść na moje siniaki i robi coś pysznego. Jest kochana i jestem jej wdzięczna za wszystko, co dla mnie robi. Wracam do Justina, ostrożnie niosę tacę i zamykam drzwi biodrem - Zjesz razem ze mną, Kochanie - unosi brew, stawiam tacę na łóżku i kiwam do niego palcem. Tak bardzo go kocham.






*****************************************************************************
To taki "chwilowy" spokój. Tak tylko piszę orientacyjnie ;)


Buziam!
Kasia.

18 komentarzy:

  1. Awww wyznali sb miłość ;) kocham to opowiadanie do następnego

    OdpowiedzUsuń
  2. Boski. Oni muszą być razem. Po prostu nie ma innej opcji.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam nadzieje ze jej reki wkrotce nie odetna tak jak bylo to w prologu bo chyba tego nie zniose :D
    A hugo jest jakis...hm dziwny.

    OdpowiedzUsuń
  4. chwilowy spokój :( będe trzymać za nich kciuki. blog świetny :)))

    OdpowiedzUsuń
  5. chwilowy spokój :( będe trzymać za nich kciuki. blog świetny :)))

    OdpowiedzUsuń
  6. PROSZE ZABIJ TEGO HUGO BO JEST PODEJRZANY! CO JAK JĄ ZGWAŁCI A CO JAK JEST Z LUDZI OD WROGA SWOJEGO OJCA??!?! NIECH UCIEKNIE Z JUSTINEM ! MUSI UCIEC! PRROOOOOOOOOSZEEEEEEEEE

    OdpowiedzUsuń
  7. Rozdział wspanialy <3 Kocham <3 Mam nadzieje ze Justin i Mia uciekna ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam nadzieje że Justin coś wykombinuje !! Niech zabiera Miie z od tego walniętego ojca !!!
    Czekam na następny <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Ugh boje się co wymyślisz ;/ tak mi ich szkoda:( kochają się a nie mogą być razem:( dalej sądzę, że ucieczka to najlepsze wyjście:( Rozdział super:) do następnego ✌

    OdpowiedzUsuń
  10. jejuu czekam na nastepny<3czekam az ona sie postawi:(

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetne cudo mega i nie wiem co jeszcze :D
    Czekam nn

    OdpowiedzUsuń
  12. niby to jeden ze spokojniejszych rozdziałów ale i tak się popłakałam :') cudowny Ci wyszedł <3

    OdpowiedzUsuń
  13. W następnyn uciekną? albo nie! ojciec jeszcze raz coś jej zrobi, Justin go pobije i wtedy uciekną jdndjxjsbdjd świetny plan xx

    OdpowiedzUsuń
  14. poryczałam się troche ja na miejscu Mii to bym uciekała z Jusem gdzie pieprz rośnie i nie oglądała się za siebie

    OdpowiedzUsuń

Layout by Yassmine