03.03.2015

Rozdział 30

Kiedy następnego dnia budzę się kilka minut po dziewiątej, obok mnie nie ma Justina. Biorę jego poduszkę i wtulam w nią nos. Pachnie nim i uśmiecham się na tę myśl. Mimo tego całego popieprzonego bałaganu, został ze mną na noc i dał mi to, czego tak bardzo potrzebowałam - wsparcia. Może Justin faktycznie ma rację i trzeba walczyć o nasze uczucie? Kocham go i wcale nie chcę z niego rezygnować, bo ojciec uroił sobie coś w głowie. Chce mnie trzymać w domu przez całe życie? Nie może, ponieważ nie będzie miał do tego prawa. Kiedy osiągnę pełnoletność, mogę zrobić ze swoim życiem cokolwiek będę chciała i nic mu do tego! Albo się z tym pogodzi, albo mnie straci. Jego wybór.
Podnoszę się z łóżka, ale nagle trafiam na białą karteczkę, która leży tuż obok poduszki. Biorę ją do ręki i czytam.


Kotku...
Przepraszam, że gdy się obudzisz, mnie przy Tobie nie będzie. Jednak wiem, że nie możemy aż tak ryzykować.
Nie martw się, zrobię wszystko co w mojej mocy, abyśmy mogli się szybko zobaczyć.
Pamiętaj! Kocham Cię, Skarbie. Jesteś moim maleństwem i ochronię Cię przed wszystkim.

Zaciskam usta i przytulam karteczkę do piersi. 
Tak bardzo go kocham i potrzebuję go w swoim życiu. Chcę, aby był obok mnie codziennie. Dzięki niemu mam chęć walczyć, uśmiechać się, żyć. Myślę, jak ma wyglądać teraz nasz związek. Będziemy się ukrywać i spotykać na chwilę? W dodatku tylko w moim pokoju? Przecież tak się nie da i na dłuższą metę to się nie uda. Wzdycham ciężko i na chwilę odrzucam od siebie te przygnębiające myśli. Wreszcie wygrzebuję się z łóżka i biorę szybki prysznic. Wiążę włosy w kucyka i ubieram zwykłe legginsy i szarą koszulkę z długim rękawem. Tylko przelotnie spoglądam na swoje ciało, ale wygląda koszmarnie. Siniaki są fioletowe, przekrwione i wyglądają okropnie! Mam je na plecach, na brzuchu, a nawet na ramieniu. Justin wczoraj posmarował mnie maścią i liczę na to, że to paskudztwo szybko zejdzie z mojego ciała. Na razie każdy ruch sprawia mi ból i bardzo powoli schodzę po schodach. W salonie na szczęście nikogo nie ma i dobrze się składa. Jednak kiedy wchodzę do kuchni, zamieram. Przystaję i nie spodziewałam się akurat tej osoby. Czyżby zadomowiła się u nas na dobre?
- Mia - uśmiecha się lekko i muszę przyznać, że naprawdę jest piękną kobietą - Jak się czujesz, Skarbie?
- W porządku, dziękuję za Pani troskę - podchodzę pod ekspres, wkładam szklankę i robię kawę.
- Proszę, mów mi po imieniu - och, zaskakuje mnie tym, ale przytakuję głową - Marnie wyglądasz - marszczy brwi i patrzy na mnie ze współczuciem - Wiesz, że jest mi bardzo przykro? To nigdy nie powinno mieć miejsca.
- Cóż, ale się wydarzyło - wzruszam obojętnie i wsypuję do szklanki łyżeczkę cukru - Kwestia przyzwyczajenia. 

- Boże, Mia. To nie jest normalne. Przecież Gregory jest dobrym człowiekiem! Troskliwym, czułym, wrażliwym.
- Naprawdę mówisz o moim ojcu? - gapię się na nią, a uśmiech sam wkrada się na moje usta. Zwariowała?! - Od śmierci mamy nigdy mnie nie przytulił, nie powiedział, że mnie kocha. Może dla Ciebie jest dobry, jednak nie dla mnie.

- Porozmawiam z nim, dobrze? Wierzę, że mnie posłucha i przestanie zachowywać się w ten sposób.
- Dlaczego miałabyś to zrobić? Nie znasz mnie, jestem dla Ciebie obca - siadam naprzeciwko niej i patrzę jej w oczy.
- Jakie to ma teraz znaczenie? Znam, nie znam, on Cię uderzył, Mia. Nie mogę dopuścić do tego, żeby coś takiego miało miejsce ponownie. Żaden rodzic nie powinien robić takich rzeczy, a Ty na to nie zasłużyłaś.
- Masz rację, nie zrobiłam nic złego. Jednak i tak Cię nie posłucha. To uparty człowiek i ma wszytko w nosie.
- Mia - spinam się, kiedy dociera do mnie jego poważny głos. Przekręcam głowę i widzę go, jak pewny siebie stoi w progu kuchni. Moje serce natychmiast przyśpiesza - Pozwól na chwilę, porozmawiamy - spogląda przelotnie na Marie i wychodzi z kuchni. Oddycham kilka razy i idę za nim do salonu. Ku mojemu zaskoczeniu, Marie idzie razem ze mną, co dziwnie podnosi mnie na duchu. Nie zmienia to faktu, że boję się, co wymyślił sobie tym razem. Może ma w zanadrzu kolejną, super karę? Żebym jeszcze bardziej cierpiała? - Siadaj - wskazuje na kanapę i zajmuję miejsce naprzeciwko niego - Ile to trwa? - pyta ostro i nie spuszcza ze mnie wzroku - Mów prawdę i nie waż się więcej kłamać.
- Dwa i pół miesiąca - odpowiadam cicho, a ojciec przykłada dłoń do czoła i nerwowo je masuje. 

- Więc od samego początku, od kiedy tylko u nas pracuje. Zgadza się? - przytakuję głową, a ojciec prycha wkurzony - Czy wtedy, kiedy przyszedł do naszego domu widziałaś go po raz pierwszy? Czy znałaś go wcześniej? - przyznać się, że spotkałam go wcześniej dwa razy? Czy to będzie dla mnie dobre? - Mia! - podnosi głos, aż się wzdrygam.
- Spotkałam go na tej imprezie, na którą się wymknęłam. Następnego dnia zabrał mnie na randkę - ojciec zaciska mocno szczękę i morduje mnie wzrokiem. Wiem, że ta informacja kompletnie wyprowadziła go z równowagi.
- Nie wierzę, jak mogłaś to zrobić?! - krzyczy, a ja schylam głowę - Nie wiem, jak mogłem być tak ślepy, żeby niczego nie zauważyć! - wstaje z kanapy, chodzi tam i z powrotem i szarpie za włosy - Przecież jest młody, przystojny i spędzaliście ze sobą każdą chwilę! To takie proste! - przystaje, zakłada ręce na biodrach i kręci głową - Popełniłem ogromny błąd zatrudniając go, ale trudno, stało się. Masz wybić go sobie z głowy, masz również zakaz spotykania się z tym chłopakiem i jeśli mnie nie posłuchasz, gorzko tego pożałujesz! To, że się z nim puściłaś - wypowiada te słowa z dziwnym obrzydzeniem i krzywi się na ich dźwięk - Za każdym razem, gdy o tym myślę mam ochotę spuścić Ci porządny wpierdol! - och, boże! Jakbyś już tego nie zrobił! - Wystarczył jeden, przypadkowy chłopak, a od razu rozłożyłaś przed nim nogi! Jak zwykła dziwka - kurwa! Mój oddech momentalnie przyśpiesza i czuję już łzy na policzkach. Jego słowa po prostu rozpieprzają moje serce na kawałki! Nie wierzę, że to powiedział. Mój własny ojciec! 
- Gregory! - Marie podnosi głos, podchodzi i układa dłoń na jego ramieniu - To Twoja córka, opanuj się. Proszę!
- Milcz, Marie! - patrzy na nią i kręci głową, aby siedziała cicho - Owszem, jest moją córką i pozwól, że sam będę decydował, co mówię i robię - widzę w jej spojrzeniu ogromne rozczarowanie zachowaniem mojego ojca. Czyżby nie pokazał jej swojej prawdziwej strony? Udawał przed nią cudownego, kochającego mężczyznę? Jeśli tak, jest naprawdę głupi - Zadam Ci jeszcze jedno, ważne pytanie. Warto było, Mia? Warto było pieprzyć się z nim, a teraz za to płacić? 
- Tak, tato - patrzę mu w oczy i uśmiecham się na myśl o Justinie - Gdybym mogła, zrobiłabym to jeszcze raz.
- Skoro tak chętnie rozkładasz nogi, może powinienem zatrudnić Cię w moim burdelu, co Ty na to? - uśmiecha się chytrze, a ja uchylam usta w szoku. Gapię się na niego, podchodzi do mnie i szarpie za ramię. Patrzy na mnie z góry i nic nie widzę w jego oczach. Dosłownie nic - Tam przynajmniej dostawałabyś za to pieniądze, a ja miałbym z Ciebie pożytek - prycha z kpiną, ale to dla mnie za wiele. Podnoszę dłoń i z całej siły, jaką tylko mam policzkuję go.
Jest zszokowany moim ruchem i płonie ze złości, ale mam to w dupie. Uwalniam się z jego uścisku, biegnę na górę i zatrzaskuje drzwi w swoim pokoju. Wybucham płaczem, trzęsę się, ale dodatkowo w moim ciele rozlewa się złość. Tak, jestem wściekła i już od dawna chciałam to zrobić. Tym, co przed chwilą powiedział przeszedł samego siebie. Nienawidzę go z całego serca, ten człowiek już mnie nie obchodzi. Zachował się jak świnia i nie zasługuje na to, abym mówiła do niego "tato". Mam nadzieję, że za to, co właśnie mi robi, będzie się kiedyś smażył w piekle!

Przebieram się, wychodzę z pokoju i czmycham korytarzem do pokoju gościnnego, w którym jest drabinka przeciwpożarowa. Mogłabym wyjść po daszku w swoim pokoju, ale nie będę ryzykować kolejnych obrażeń. Schodzę ostrożnie w dół i ignoruję ból na plecach. Szybko przechodzę ogród, wychodzę na chodnik i idę przed siebie. K
ieruję do miejsca gdzie jest człowiek, który mnie kocha, otoczy troską i zapewni poczucie bezpieczeństwa.

Dwadzieścia minut później, jestem na miejscu. Zeszło mi trochę, zanim tutaj doszłam, jednak boli mnie całe ciało i nie mam siły, aby iść szybciej. Wchodzę do klatki, wciskam guziczek i po chwili drzwi windy rozsuwają się przede mną. Wystukuję czterocyfrowy kod, który jest dostępem do piętra Justina. Podał mi go jakiś miesiąc temu i jestem mu za to ogromnie wdzięczna! Po chwili jestem na jedenastym piętrze, drzwi się rozsuwają i wchodzę do środka. Nawet nie zadzwoniłam do niego, nie uprzedziłam go i nie wiem czy jest w domu. Jednak jak na zawołanie schodzi ze schodów i kiedy tylko mnie dostrzega, uchyla usta w szoku. Gapi się na mnie, jakby nie wierzył, że właśnie przed nim stoję.
- Mia? Wariatko, co Ty tutaj robisz?! - podnosi głos, ale nie czekam na nic, rzucam się w jego stronę i mocno mnie do siebie przytula. Głaszcze moje plecy, a ja płaczę cichutko - Ciii, nie płacz, Kochanie. Co się stało? Dlaczego to zrobiłaś? 
- M-musiałam - pociągam nosem i mocniej się w niego wczepiam - Mam go dość, Justin. Ja nie mam już siły.
- O czym Ty mówisz? - odchyla moją głowę i patrzy mi w oczy - Czy ojciec znowu coś Ci zrobił? Mów!

- Rozmawiałam z nim przed chwilą. Stwierdził, że skoro tak lubię rozkładać przed Tobą nogi, powinnam pracować w jego klubie. Tam dostawałabym za to pieniądze, a ojciec miałby ze mnie pożytek - kończę mówić, a Justin zamiera.
- Naprawdę to powiedział? - pyta szeptem, a ja przytakuję głową. Wpatruje się we mnie i wygląda tak, jakby nie wierzył w moje słowa - Ja pierdole, mówisz poważnie?! - krzyczy, aż podskakuję. Odsuwa się ode mnie, uderza pięścią w ścianę i złość przejmuje nad nim kontrolę - Co za kutas! Naprawdę nie ma jeszcze dość?! Co za sukinsyn!
- Spokojnie, Skarbie - podchodzę do niego i odciągam od ściany. Jest to trudne, bo jest cholernie silny! - No już!
- Jak mam się uspokoić, Mia? Jak?! Ten człowiek jest popierdolony, nie widzisz tego?! Trzeba go zamknąć!
- Widzę! - moja warga drży i ponownie czuję łzy na policzkach - Co mam zrobić?! Wiesz, że nic nie mogę!
- Musisz odejść z tego domu - mówi jak gdyby nigdy nic - Nie możesz tam zostać ani chwili dłużej. Rozumiesz?
- Mówisz tak, jakby to było takie proste, a nie jest! Po pierwsze, gdzie miałabym pójść? Ojciec jest moją jedyną, najbliższą rodziną. Reszta jest rozrzucona po całym świecie i nawet nie mam z nimi kontaktu! A po drugie, ojciec i tak nigdy mi na to nie pozwoli. Znajdzie mnie wszędzie, mogę się nawet zakopać pod ziemią, a dotrze i tam.

- Przestań! Na razie przeniesiesz się do mnie - co takiego?! - Twój ojciec nawet nie wie, gdzie mieszkam. 
- Nie mogę u Ciebie zostać. Jak to sobie wyobrażasz? Jak to niby ma wyglądać? Nawet nie jestem pełnoletnia! 
- Mam to w dupie, Mia! To nie ma znaczenia. Jeśli będzie trzeba, wywiozę Cię daleko stąd! Wyjedziemy. 
- Boże, Justin! O czym Ty mówisz? - patrzę na niego z niedowierzaniem. Widzę w jego oczach desperację, chęć natychmiastowego rozwiązania sytuacji. Wiem, że robi to wszystko dla mnie i chce mnie ochronić przed ojcem. To wszystko ma po prostu wypisane na twarzy i boli mnie serce, że funduję mu coś takiego - Nie zasługujesz na to, Justin.
- Nawet nie zaczynaj, Mia - podchodzi i bierze moja głowę w dłonie - Poradzimy sobie z tym całym syfem, jesteś dla mnie najważniejsza. Nie mogę już tego znieść - wzdycha ciężko, opiera czoło o moje i zamyka oczy - Świadomość tego, co wyprawia z Tobą Twój ojciec, rozpieprza mnie na kawałki. Kocham Cię, nie mogę mu na to pozwalać - moje serce podskakuje w piersi, na te dwa, cudowne słowa. Znowu to powiedział! -
Dlatego muszę Cię ochronić, maleńka.
- Ja Ciebie też kocham. Jesteś dla mnie najważniejszy i chcę być z Tobą. Tylko to się dla mnie liczy.
- Więc ucieknijmy stąd, Mia! Błagam Cię! - otwiera oczy i widzę w nich, że jest na to całkowicie gotowy.
- Naprawdę tego chcesz? - pytam cicho, jednak muszę się upewnić - Wiesz, że to bardzo poważna decyzja?

- Oczywiście, że wiem. Ale musimy to zrobić, wyjechać jak najdalej. Twój ojciec to chory człowiek. Czego się boisz?
- Wszystkiego, Justin. Tego, że ojciec zgłosi to na policję i oboje wiemy, jak wielkie będziemy mieć wtedy kłopoty. A co, jak on sam ruszy naszym śladem? Owszem, jest chory i boję się, że mógłby Cię skrzywdzić. Nie przeżyłabym tego.
- Nie boję się tego sukinsyna, Mia. I nie ma szans, że nas znajdzie. Nic nie podejrzewa i nie wie, co właśnie planujemy, a to daje nam przewagę. Wyjedziemy w nocy, a kiedy się obudzi, my będziemy już bardzo daleko stąd. Mam pieniądze, zaopiekuję się Tobą. Przysięgam! - jego głos załamuje się i widzę pojedynczą łzę, która spływa po jego policzku. Ten widok całkowicie mnie łamie, bo dociera do mnie, że on naprawdę walczy dla mnie. Dla nas! - Przemyślisz to?
- Tak, przemyślę - ocieram jego policzek i całuję go czule w usta - Dziękuję, Justin. Jesteś niesamowity.
- Jestem po prostu zakochany - uśmiecha się uroczo i mocno przytula mnie do siebie - Powinnaś wrócić do domu - spinam się, kiedy tylko wypowiada słowo "dom". Boję się, jak zareaguje ojciec - Cii, wiem, że nie chcesz tam wracać, ale na razie musisz zachować pozory, dobrze? Nie dyskutuj z nim, unikaj go i szybko podejmij decyzję.
- Dobrze - wtulam głowę w zagłębienie jego szyi i tak bardzo chciałabym być w jego ramionach na zawsze.
- Podrzucę Cię - niechętnie odkleja mnie od swojego ciała i całuje w usta. Jest wszystkim, co mam.


Justin zatrzymuje się kilka domów przed moim. Przytula mnie do swojego ciała i szepcze, jak bardzo mnie kocha. Obiecuję, że będzie ze mną w nocy, a w moim brzuchu szaleje tornado. Tylko to nam pozostało.
Jeszcze raz całuję go czule i patrzę w jego śliczne oczy. Jestem rozwalona na milion kawałków i nie wiem, co mam zrobić ze swoim życiem. Wcale nie chcę rozstawać się z Justinem i na samą myśl, chce mi się płakać.

Wchodzę po drabince, a przy każdym ruchu moje ciało się spina. Cholernie bolą mnie te przeklęte siniaki i ledwo daję radę. Docieram na balkon i oddycham głęboko, niech to szlag! Ojciec nieźle mnie załatwił, długo będzie się to wszystko goić. Wchodzę do pokoju, szybko przechodzę korytarzem i docieram do swojego pokoju. Przekraczam jego próg i zamieram! Tata siedzi w fotelu, z założonymi na piersiach rękami i wpatruje się w moje oczy. Wiem, że jestem trupem!





19 komentarzy:

  1. O kurde nie dobrze ;\ Jestem ciekawa co zrobi teraz jej tata ! Genialny i do następnego

    OdpowiedzUsuń
  2. boże... zajebistyy!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja pierdziele,niech jej ojciec sie opamieta boze jezu ja bym sie zabila na jej miejscu

    OdpowiedzUsuń
  4. ten ojciec jest jebnięty :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Boże nie ! ten człowiek to ostatni popapraniec! debilu zostaw ją w spokoju ! proooooooszeeeeeeeee next

    OdpowiedzUsuń
  6. O kurde!!! i co dalej? a nie mówiłam? zrobi teraz jej coś strasznego, Justin się wkurzy i go pobije, a później popatajają na jednorożcu jrbdjdbdhdheudb

    OdpowiedzUsuń
  7. Matko! Ja nwm co mam powiedzieć ten ojciec to skończony skurwysyn. Na miejscu Mii poszła bym na policje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i chcialabys zostac oddana do domu dziecka?kiexy ojca by zamkneli?

      Usuń
  8. O mój boże! Chcieli akcje to mają! Jejku tak mi szkoda Mii :( niech ona się zgodzi i stąd wyjadą, będzie najlepiej...ten ojciec to tyran normalnie! Dupek zasrany! Rozdział xkwkskksj do następnego ✌

    OdpowiedzUsuń
  9. O kurwa mać! Chyba już gorzej być nie może!

    OdpowiedzUsuń
  10. ojezu, ale zis boje o nia teraz, czekam
    n nowy:(<3 wkoncu mu przywalila hahaha:)

    OdpowiedzUsuń
  11. nie moge sie doczekac nastepnego! <3 świetne opowiadanie :D

    OdpowiedzUsuń
  12. o kurde teraz to nie moge się doczekać następnego ciekawe co tym razem jej tata zrobi i oby uciekli <3 genialny ;*

    OdpowiedzUsuń
  13. Rozdział genialny <3 Boje sie o Mia:( :( :( ,asz boje sie pomyslesc co zrobi ten jej glupi ojciec. Nienawidze go. Mam nadzieje ze Justin jakos pomoze Mia. Czekam na next <3

    OdpowiedzUsuń
  14. Coraz lepiej idą te rozdziały , oby tak dalej ! :))

    OdpowiedzUsuń
  15. No to impreza... naprawdę nie wiem jak można byś takim ojcem.
    Rozdział suuper i czekam nn

    OdpowiedzUsuń

Layout by Yassmine