13.03.2015

Rozdział 34.

Budzę się przed dziesiątą. Jestem zmęczona, skołowana i nie chce mi się podnosić z ciepłego łóżka. Muszę zadzwonić do Justina i dogadać szczegóły naszej dzisiejszej ucieczki. Jednak zapewne zrobimy to w nocy, tak, aby nikt nas nie zobaczył. Ostatnie czego nam potrzeba, to przyłapanie przez mojego ojca. To byłaby katastrofa i koniec wszystkiego.
Leniwie podnoszę się z łóżka, przebieram w spodnie dresowe i czarną koszulkę. Związuję włosy w kucyka i schodzę na śniadanie. Nigdzie nie widzę mojego ochroniarza i oddycham z ulgą, nawet nie chcę go widzieć. Kiedy jednak zbliżam się do kuchni, słyszę rozmowę ojca. Och! Nawet nie wiedziałam, że już wrócił.

- O czym Ty mówisz do cholery? - jest wściekły - Oczywiście, że nie! To nawet nie podlega żadnej dyskusji! Przecież rozmawialiśmy o tym, tak? Chyba się dogadaliśmy? - zapada chwila ciszy i jestem ciekawa, z kim rozmawia ojciec - Nie mogę tego zrobić! Klub jest już otwarty, przynosi zyski, a minęło dopiero dwa dni! Nie ma nowy, na pewno się nie wycofam! - rany! Znowu ten jego popieprzony burdel! - Dobra! Koniec tej rozmowy, Petrov! - o kurwa! Jego wróg?! - Przestań mi grozić, bo to się na pewno nie uda. Nie jestem tchórzem i mam w nosie Twoje pierdolenie! - ojciec rzuca słuchawkę na stolik z głośnym hukiem i płonie ze złości. Nie wiem, czy dobrze robię, ale wchodzę do kuchni i kiedy tylko mnie widzi, posyła mi obojętne spojrzenie. Tsa! Ciebie też miło widzieć! - Mia, co tutaj robisz?
- Przyszłam coś zjeść? - odpowiadam pytająco i patrzę na niego zdezorientowana. To kuchnia! - Gdzie Marie?

- Pojechała do pracy, będzie popołudniu - burczy pod nosem, przeczesuje włosy i wychodzi z kuchni. Dom wariatów!

O dwunastej ojciec wychodzi z domu, pewnie do swojego nowego klubu. Zostaję tylko z ochroniarzem, który posyła mi surowe spojrzenie. Jednak lekceważę jego obecność i siedzę nad basenem. Biorę telefon i wykręcam numer do Justina.
- Cześć, myszko - słyszę jego słodki głos i od razu się uśmiecham - Jak się masz? Wszystko u Ciebie w porządku?
- Tak, nie martw się - wydarzenia z dzisiejszego powrotu z klubu zostawiam dla siebie. Nie chcę, żeby się tym zadręczał, a tym bardziej obwiniał. Znając jego, pewnie by to zrobił - A jak u Ciebie? Męczy Cię kac?
- Trochę. Przesadziłem wczoraj - wzdycha ciężko, a ja chichoczę. Był całkiem zabawny! - Okej, teraz sprawy odnośnie dzisiejszego wydarzenia. Przyjadę po Ciebie przed północą. Zmyjemy się, jak Twój ojciec położy się spać. Spakuj wszystko, co najpotrzebniejsze. Inne rzeczy dokupimy na miejscu. Masz jakieś pytania, Kotku?

- Właściwie dwa. Naprawdę myślisz, że uda nam się uciec? Boję się, Justin. Chcę tego, ale jestem przerażona.
- Wiem, ale nie masz powodu. Uda nam się, obiecuję! 
I zabraniam Ci się bać, Mia! Jestem przy Tobie, Kochanie. Nic Ci przy mnie nie grozi i kiedy Twój ojciec się obudzi, będziemy daleko stąd. Nie będzie wiedział, gdzie szukać.
- Brzmi dobrze, a teraz drugie pytanie. Dokąd pojedziemy? Masz jakikolwiek plan, gdzie się zatrzymamy?
- Mam wszystko zaplanowane i dopięte na ostatni guzik. O nic nie musisz się martwić. Ufasz mi, prawda?
- Oczywiście, że Ci ufam. Po prostu nie wiem, gdzie moglibyśmy pojechać. Nie mam kontaktu z rodziną.
- A ja mam i właśnie tam się udamy - och, zaskakuje mnie! - Zostaniemy tam na trochę, a potem zaplanujemy gdzie dokładnie zamieszkamy sami, na dłużej. Nie obawiaj się, pójdzie sprawnie i bez problemów. Zaczniesz nowe życie.
- Tak, właśnie na to liczę. Najważniejsze, że będziesz ze mną - uśmiecham się i oddycham głęboko. 


Rozmawiam z Justinem ponad godzinę. Boję się tej naszej ucieczki, ale doskonale wiem, że nie mam innego wyjścia. Może tata dzięki temu coś zrozumie? Przestraszy się, że mnie nie ma i dotrze do niego, jak wielką krzywdę robił mi przez ostatni czas? Bardzo chciałabym, aby to wszystko zrozumiał. Jestem jego dzieckiem, potrzebuję miłości i wsparcia. Co dostaję? Wyzwiska, szarpanie, bicie i poniewieranie. Mam dopiero siedemnaście lat, do cholery! Co jest nie tak z moim ojcem, że funduje mi takie popieprzone życie?! Czy naprawdę na to zasłużyłam?

Siedzę przy basenie, moczę nogi i nucę pod nosem. Mam dobry humor i nie mogę doczekać się, kiedy zobaczę Justina.
- Cześć, Skarbie - zamieram, kiedy dociera do mnie znajomy głos. Zwijam dłonie w pięści, a serce podskakuje mi do gardła. Boże, co on tutaj robi? Jak wszedł?! - Mmm, wyglądasz obłędnie - kuca obok mnie, ale nie podnoszę głowy. Chyba mnie sparaliżowało ze strachu! - Hej, co się stało z Twoim ciałem? - pyta zaskoczony i dopiero teraz orientuję się, że widzi moje paskudne siniaki, które przez te kilka dni przybrały kolor śliwki - Mia? Odpowiesz?
- Nic - burczę pod nosem i wreszcie wraca mi myślenie. Staję na nogi i unoszę głowę. Przełykam ślinę, kiedy nasze oczy się spotykają - Co robisz w moim domu? I jakim cudem nie spotkałeś po drodze mojego ochroniarza?

- Mam swoje sposoby na takich gości - mruga okiem i zakłada ręce na piersiach - Przyszedłem po Ciebie, Mia.
- C-co? O czym Ty mówisz? - natychmiast się spinam i nie wierzę, że to dzieje się naprawdę. Nie dzisiaj!
- Pamiętasz naszą rozmowę? W klubie powiedziałem Ci, że plany trochę się zmieniły i jeszcze poczekamy. Właśnie teraz przyszedł ten właściwy czas i zabieram Cię ze sobą. Mój ojciec bardzo chce Cię poznać, Skarbie - o.mój.boże!
- Nigdzie z Tobą nie pójdę, Tobi. Załatwcie porachunki między sobą, ja nie mam z tym nic wspólnego. Rozumiesz?
- Poważnie? Wydaje mi się, że nie masz tutaj nic do powiedzenia, mała - mruga okiem, podchodzi i chwyta moje ramię. Szarpię się, walczę i odpycham go od siebie. Nie robi to na nim najmniejszego wrażenia, jestem zbyt słaba, aby cokolwiek zdziałać - Nie mam na to czasu, Mia - znudzony przewraca oczami i ciągnie mnie w stronę wyjścia. Nie mogę mu pozwolić, przecież dzisiaj miałam stąd uciec. Błagam! - Przestań! - mruży oczy, kręci głową i karci mnie wzrokiem.
- Proszę, nie rób tego! Nie chcę brać w tym udziału! - krzyczę, próbuję odciągnąć jego palce, ale to na nic!

- Uspokój się! - jego głos tnie powietrze i przyciąga mnie do swojej twarzy - Powiedziałem, że zabieram Cię ze sobą!
- Zobacz, jak jestem ubrana! Mam wyjść tak na ulicę? Proszę, pozwól mi się chociaż ubrać, Tobi!
- Cóż, akurat Twój strój bardzo mi się podoba - uśmiecha się, ale błagam go spojrzeniem, aby pozwolił mi coś na siebie narzucić - Jesteś słodka, kiedy tak na mnie patrzysz - szepcze cicho i czuję jego oddech na uchu - W porządku, ale nic nie kombinuj, bo zrobi się nieprzyjemnie - przytakuję głową, chwytam z leżaka krótkie spodenki i koszulkę. Na nogi zakładam trampki i wchodzimy do salonu. Przystaję zszokowana, bo widzę Hugo, który nieprzytomny leży na podłodze. Boże! - Nie bój się, żyje - Tobi uspokaja mnie, wyprowadza mnie z domu i siłą wsadza do samochodu. 


Nie wiem gdzie jedziemy, Tobi założył mi na oczy opaskę. Jestem przerażona i dopiero teraz dociera do mnie powaga sytuacji i to, że mogę nie wyjść z tego cało. Skoro obcięli głowę Brunowi, podzielę jego los? Spinam się na samą myśl, a mój oddech przyśpiesza. Nie chcę umierać, jestem jeszcze taka młoda! Dzisiaj miałam uciec, zacząć od nowa!

- Uspokój się, Mia - ciszę w samochodzie przerywa głos Tobiego - Jeszcze nic Ci nie zrobiłem, a Ty już panikujesz - och! Zaciskam usta, bo mam chęć mu przywalić! Ciekawa jestem, czy byłby taki odważny będąc na moim miejscu! Cwaniaczek! - Jesteśmy - gasi silnik, wychodzi z samochodu i po chwili pomaga mi wysiąść. Stresuje mną, wystawiam dłoń przed siebie, bo nic nie widzę! - Nie obawiam się, nie upadniesz. Nie pozwolę na to - och! Jaki łaskawy! Prycham pod nosem, schodzimy po schodach i opaska wreszcie znika z moich oczu. Mrugam kilka razy, przecieram je i rozglądam się. Jasna cholera, to piwnica! Jest tu dość obskurnie, ciemno i śmierdzi stęchlizną - Podoba Ci się?
- Pytasz poważnie? - przewracam oczami i zwijam dłonie w pięści - Nie, nie podoba mi się. Zostawisz mnie tutaj?

- Tak, zostaniesz w tym miejscu. Wiem, że to nie luksusy, ale musi Ci to wystarczyć na pewien czas, Kotku.
- Na pewien czas? To znaczy na ile? Co chcesz ze mną zrobić? - pytam spanikowana, ale boję się go. Jest stuknięty!
- Jeszcze nie wiem, maleńka - podchodzi, dotyka palcami mojego policzka i nie spuszcza ze mnie wzroku - Twój ojciec nie posłuchał, a dostał kilka ostrzeżeń. Nawet mój tata dzwonił do niego jeszcze dzisiaj rano, żeby dać mu ostatnią szansę. Cóż, uparta z niego bestia. Myślę jednak, że udam nam się go złamać. Mamy jego słodką, uroczą córeczkę.

Uśmiecha się chytrze, całuje mnie w czoło i po prostu wychodzi. Zostawia mnie samą w tej przerażającej piwnicy. Jest ciemno, zimno i nieprzyjemnie. Siadam na starej kanapie i nie wierzę, że ot tak, zabrał mnie z mojego domu. Hugo miał mnie chronić, a Tobi tak łatwo go podszedł. Niech to szlag! Dociera do mnie przygnębiająca myśl, że z naszej ucieczki nici. Ojciec chciał oddzielić mnie od Justina, ale teraz może rozdzielić nas coś znacznie gorszego. Moja śmierć.

Czas mija, musi być już późno, bo w piwnicy zmienia się temperatura. Jest koszmarnie zimno, trzęsę się i pocieram ramiona, aby dodać sobie odrobinę ciepła. Jeśli nie zabije mnie Tobi, pewnie zamarznę na kość! Nie przyszedł do mnie odkąd tutaj jestem. Nigdzie nie ma nawet okna i nie wiem, jaka jest pora dnia. Czy Justin już wie, że zniknęłam? Kiedy o nim myślę, moje serce boleśnie się zaciska. Wszystko miało pójść tak łatwo, ale rzeczywistość kopnęła mnie w tyłek. 

Przysypiam, ale nagle budzi mnie dziwny hałas. Gwałtownie otwieram oczy i widzę przed sobą Tobiego. Zapala małą lampkę, której wcześniej nawet nie widziałam i kuca przede mną. Mam ochotę wydrapać mu oczy za to, że mnie zabrał.
- Hej, Skarbie - pyta beztrosko i odgarnia kosmyk moich włosów. Ma nawet czelność się uśmiechać! - Jak się masz?

- Średnio. Nie chcę t-tutaj być - moje zęby zderzają się ze sobą, ale wciąż mi zimno - Kiedy mnie stąd wypuścisz?
- Nie wiem, to zależy od Twojego ojca. Wie już, że zostałaś przez nas zabrana. Mimo to, nie uwierzył. Dlaczego?

- A skąd mam to wiedzieć? Nie jestem jasnowidzem - burczę pod nosem, ale pewnie pomyślał, że jestem z Justinem.
- Więc trzeba mu to udowodnić. Musi zrozumieć, że to nie są żarty, a poważna sprawa. Najwyższa pora, aby uwierzył.
- Co mam zrobić? Mogę do niego zadzwonić i powiedzieć, że mnie zabrałeś. Wtedy na pewno uwierzy.
- Nie, Mia. To byłoby zbyt proste, a nam potrzeba trochę dramatyzmu - marszczę czoło zaskoczona i myślę, co on do cholery bredzi?! - Może dostarczymy mu jakiś dowód. Co Ty na to? - zaciskam usta i nie spuszczam z niego wzroku. Ten chłopak zaczyna mnie przerażać! - Masz jakiś pomysł? - energicznie kręcę głową, ale sytuacja robi się nieciekawa i mam ochotę wiać jak najdalej - Więc trzeba coś wymyślić. Mój tata ma dość pierdolenia się z Wintersem, jest wściekły. Twój stary myśli, że to tylko głupie gadanie, ale dość tej zabawy. Zrobił coś, czego nie powinien, a mój ojciec też jest uparty - prycha rozbawiony i pokazuje mi nożyczki. O.mój.boże! Serce podchodzi mi do gardła! - Mogę? - podsuwa je pod kosmyk włosów i unosi brew. Poważnie?! Chce obciąć mi odrobinę włosów? Jest głupszy, niż myślałam.
- T-tak - jąkam się, odcina pasemko i gotowe. Uśmiecha się szeroko i po prostu wychodzi z piwnicy.
Ponownie zostaję sama, otulam się ramionami i myślę, co się tutaj właściwie wyprawia? Ojciec naprawdę nie uwierzył w to, że mnie zabrali? Dlaczego? Przecież Petrov dawał mu kilka ostrzeżeń, ojciec wiedział, że pewnego dnia może mnie zabrać, a mimo to nadal myśli, że to żarty. Jakim trzeba być głupcem, aby nie wyczuć niebezpieczeństwa?

Nie wiem, co mam ze sobą zrobić. Spaceruję po piwnicy, boję się i wciąż próbuję się ogrzać. Moje zęby uderzają o siebie, jestem cała zmarznięta i nie czuję palców. Marzę o kawałku koca lub zwykłej bluzie. Wiem, kto rozgrzałby mnie w sekundę i moje myśli ponownie wędrują do Justina. Tęsknię za nim i tak bardzo chciałabym być teraz obok niego. Po prostu wtulić się w jego ciało i nic nie mówić. To w zupełności by mi wystarczyło. Ale jego nie ma i nie wiem, czy kiedykolwiek go jeszcze zobaczę. Złoszczę się na siebie, bo mogłam od razu zdecydować się na ucieczkę. 
Teraz z pewnością bylibyśmy bardzo daleko stąd, tymczasem Tobi mnie zabrał i bóg jeden wie, co chce ze mną zrobić. Naprawdę wtedy, kiedy wreszcie chciałam coś zrobić ze swoim życiem, ktoś musiał popsuć moje plany! Tobi musiał pojawił się akurat dzisiaj... albo wczoraj? Ile godzin minęło od mojego porwania? Mam wrażenie, że wieczność! Jestem głodna, jednak nikt się tym nie przejmuje. Czyli chcą mnie tutaj trzymać i mieć mnie w dupie? Świetnie!

Siedzę z kulona pod ścianą i opieram głowę o kolana. Prawie zasypiam, ale zrywam się przestraszona, kiedy słyszę dźwięk przekręcanego klucza w drzwiach. Spinam się, zaciskam usta i ani drgnę. Słyszę odgłos kroków i jak ktoś wchodzi do środka. Czuję na sobie czyjeś spojrzenie, jednak nie mam odwagi podnieść głowy. To na pewno nie Tobi.
- Mia - słyszę obcy głos, którego nigdy wcześniej nie słyszałam - Wstań, dziecko - mówi łagodnie, powoli staję na nogach i gapię się prosto przed siebie. Mój wzrok ląduje na wysokości jego torsu. Ma na sobie elegancki, granatowy garnitur, białą koszulę i grafitowy krawat. Natychmiast wiem, kto stoi przede mną. Wróg mojego ojca. Petrov. Człowiek, który mnie zabrał i tylko on wie, co się ze mną stanie - Spójrz na mnie - przełykam ślinę i podnoszę głowę. Kiedy nasze oczy się spotykają, czuję ścisk w brzuchu. Mężczyzna przygląda mi się, jakbym była okazem w zoo i przechyla głowę. Jestem ciut zaskoczona, spodziewałam się starego dziadka, a on wygląda góra na czterdziestkę. Wysoki, przystojny, z ciemnymi włosami, elegancki - Córka Winters'a - szepcze cicho i widzę na jego ustach błąkający się uśmiech. Wiem, że będzie chciał zemsty za to, co odwalił ojciec. Szkoda, że nie mogą załatwić tego między sobą, jak dorośli ludzie. Chyba tak się robi, prawda? - Jesteś śliczną dziewczyną - podnosi dłoń i układa ją na mojej głowie. Głaszcze ją z uczuciem, a moje nogi robią się jak z waty! Boże, przeraża mnie do szpiku kości - Naprawdę szkoda byłoby robić Ci krzywdę 
- Więc niech Pan tego nie robi - mówię tak cicho, że sama ledwo słyszę swój własny głos - Proszę.
- Chciałbym, Kochanie - odgarnia moją grzywkę na bok, podkłada palec pod moją brodę i nie pozwala mi odwrócić wzroku - Jednak Twój ojciec jest strasznym ignorantem i nie posłuchał moich ostrzeżeń, a było ich kilka. Mam dość bawienia się z nim i przyszedł czas, aby to wreszcie zakończyć. Wiesz, na początku naszej znajomości z Twoim ojcem, a było to dobre pięć lat temu, świetnie się dogadywaliśmy? Byliśmy wspólnikami i gdyby nie jego wyskok, który bardzo mnie wkurwił, kto wie? Może do teraz bylibyśmy przyjaciółmi? - wzrusza ramionami i robi krok w moją stronę.
- Wyskok? - nie ukrywam, zaciekawił mnie. Cóż takiego wywinął ojciec? - Nie wiem, o czym Pan mówi.
- Oczywiście, że nie wiesz. Z pewnością nie pisnął na ten temat ani słowa, właściwie nie ma się nawet czym chwalić - jego spojrzenie się zmienia, a uścisk na mojej brodzie wzmacnia - Twój tata dotknął czegoś, do należało do mnie. 
- Dotknął? Nie rozumiem. Myślałam, że walczycie tylko o terytorium, na którym znajduje się nowy klub ojca.
- To też. Ten teren należy do mnie i bez mojej zgody oraz wiedzy nic nie może się tam wydarzyć. Gregory postawił sobie klub i olał to. Widzisz, nie mogę na to pozwolić - oblizuje usta i patrzy na mnie z góry - 
Ten klub ma zniknąć, natychmiast! Poczekałem na otwarcie, dałem mu kilka szans, ale nie skorzystał z żadnej. Cóż, jego wybór - pochyla się i szepcze zdecydowanie za blisko moich ust - Nie chciałem Cię zabierać, ale nie dał mi wyboru. Skoro nie posłuchał moich ostrzeżeń, cóż innego mogłem zrobić? Jesteś dla niego najważniejsza, tak jak Twoja matka, która umarła przez niego. Zaskoczona, że o tym wiem? - przytakuję, ale nie wierzę, że ojciec mu to powiedział - To wszystko jego wina i wiedz to, Mia. Tak naprawdę wydał na nią wyrok śmierci - boże, nie! Co on mówi? - Teraz to jednak nie ma znaczenia, bo z przyjaciela stał się moim wrogiem. Przeprowadził się z Nowego Jorku, został moim wspólnikiem, bywał w moim domu, z moimi dziećmi! A później ot tak, bez skrupułów zerżnął moją żonę!! - nie! To niemożliwe! - I to całe pół roku po śmierci swojej żony! - kiwam głową na boki i nie wierzę, w to, co do mnie mówi! Nie mógłby tego zrobić!
- To nieprawda - szlocham głośno, próbuję uwolnić się w jego uścisku, ale nie pozwala mi na to i wzmacnia go.
- Prawda, Kochanie. Nienawidzę Twojego ojca! Zapłaci za to, że położył łapy na mojej żonie oraz za to, że wszedł na mój teren! I to właśnie dzięki Tobie moja zemsta będzie cudownie smakować! - to koniec, umrę w tej piwnicy!






22 komentarze:

  1. Boże dziewczyno zabijasz mnie z ciekawości co bd w następnym rozdziale ;) Matko Boska tego się wgl nie spodziewałam akurat dzisiaj musiał ją porwać? Kurwa perfekcyjny i szybko dodawaj następny ;***

    OdpowiedzUsuń
  2. O kurwa! Ale się porobiło! Justin gdzie jesteś? No ludzie niech ten stary Mii się ogarnie. A po za tym jak można zrobić komuś takie gówno jakie on zrobił. Co za ch*j!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. No kurde! Mia miała uciec z Justinem, ale oczywiście przez ojca Mii tego nie zrobili. Pewnie to Justin ją uratuje, a nie jej ojciec. Kocham cię xx

    OdpowiedzUsuń
  4. O JA PIERDOLUSIAM! CZEEEMU? JA SIE PYTAM, CZEMU?????????????
    Niech Justin ją odnajdzie.... BO OJCIEC TO RACZEJ DYPY NIE RUSZY :')
    Buziaki :3

    OdpowiedzUsuń
  5. O nie !! Niech on nie krzywdzi Mii !! Oby Justin ja uratowal. Rozdział genialny <3 Czekam na nn <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Boze Justin gdzie jestes ?! rozdzial trzyma w napieciu ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Super! Czekam na nn! Ejj zrobisz tydzień z a-change-of-life? Plisss odpowiedz!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, ponieważ nie ma już zbyt wiele rozdziałów do końca :)

      Usuń
    2. Aha rozumiem ;)

      Usuń
  8. Ale meeega :D Czemu skończyłas w takim momencie...
    nie mogę doczekać się następnego

    OdpowiedzUsuń
  9. Sorki że pod tym rozdziałem napisałam komentarz typu "♥" ale byłam na fonie i jak napisałam komentarz ten sie usunął. pisałam go dwa razy i w końcu postanowiłam dać choć najmniejszy...
    Szkoda mi Mii.. Justin jej szuka? co się dzieje ?!? Justin ratuj !!

    OdpowiedzUsuń
  10. Super!! Kiedy nn?! :))

    OdpowiedzUsuń
  11. Zajefajny! (nie chciałam przekonać więc piszę tak)

    OdpowiedzUsuń
  12. Prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze. prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze prooooooooooooosze dodaj dziś nowy! Proooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooszeee!

    OdpowiedzUsuń

Layout by Yassmine