16.03.2015

Rozdział 35

Kiedy mężczyzna wychodzi płaczę jeszcze długo. Nie mogę uwierzyć w to, co mi powiedział. Jak tata mógł to zrobić?!
I to pół roku po śmierci mamy, kiedy rany były tak świeże! Wiem, że ojciec jest popieprzony, ale nie sądziłam, że stać go na coś takiego! Teraz nienawidzę go jeszcze bardziej i wiem, że nigdy nie wybaczę mu tego wszystkiego. Nie wiem co zrobił, że mama przez niego nie żyje, jednak liczy się tylko fakt, że to jego wina! Gdyby zajął się normalną pracą, a nie dziwkami, nic takiego nie miałoby miejsca. Moje życie wyglądałoby zupełnie inaczej, byłabym szczęśliwa obok mamy, która kochała mnie z całego serca. Była cudowną osobą i nie zasłużyła na taki los. Wiem, że w ojcu nie ma żadnych uczuć i pewnie jej także nie kochał. Mam nadzieję, że Marie już dawno nie ma w naszym domu. Jest dobra, miła, wrażliwa, a ojciec zrobi z jej życia prawdziwy koszmar. Tak, jak robił to ze mną przez pięć, długich lat.
Obiecuję sobie, że jeśli tylko wyjdę z tego cało, nie wrócę do domu. Nie wiem, co się ze mną stanie, ale nie mogę żyć z tym człowiekiem pod jednym dachem. Moje oszczędności nie wystarczą na długo, ale wolę iść do pracy niż mieszkać z ojcem. Zbyt wiele złych rzeczy się wydarzyło, abym mogła o tym zapomnieć. To wyryło ślad w mojej głowie.
Myślę, gdzie jest mój kochany chłopak. Bardzo chciałabym, aby był obok mnie. Potrzebuję jego silnych ramion, w których czuję się bezpieczna. Mam nadzieję, że z nim wszystko w porządku i nie dzieje mu się żadna krzywda. To złamałoby moje biedne i pokiereszowane serce. Jet jedyną osobą, na której mi zależy.

Przysypiam, ale budzi mnie delikatny dotyk na policzku. Mruczę cicho, odsuwam się i wzdycham. Chcę tylko spać.
- Mia - słyszę szept przy uchu i powoli uchylam powieki. Obok kuca Tobias i bacznie się we mnie wpatruje - Musisz coś zjeść - och! Nagle przypomniał sobie o mnie? Bez łaski! Mimo, iż jestem głodna i tak nic nie przełknę - No dalej!
- Daj mi spokój, okej? Chcę po prostu spać, jestem zmęczona. Idź sobie - mówię cicho i wtulam głowę w poduszkę. 

- Wstań - mówi surowo, jednak mam go w nosie i nie ruszam się z miejsca - Nie powtórzę tego po raz drugi! - podnosi głos, spoglądam na niego i marszczę brwi. A temu, co? - Przyniosłem Ci jedzenie, powinnaś być wdzięczna!
- Wdzięczna? Za co?! Za to, że z łaski swojej zechciałeś mnie wreszcie nakarmić? Chrzań się! Nic od Ciebie nie chcę.
- Uspokój się, do cholery! - chwyta mój nadgarstek i ściska - Bądź grzeczna, inaczej zrobi się nieprzyjemnie.
- Poważnie? I tak mnie tutaj zabijecie, więc co to za różnica? - wzruszam obojętnie ramionami i zaciskam usta.
- Hmmm, skąd ten pomysł, co? - uśmiecha się chytrze i prycha, jakbym opowiedziała dobry żart.
- Nie wiem? To chyba oczywiste, tak? Czy mój ojciec zareagował w jakiś sposób, że tak nagle zniknęłam?
- Cóż, dostał Twoje włosy, ale wyśmiał mnie! Pieprzony dziad stwierdził, że to równie dobrze mogą być moje włosy.

- To akurat prawda. Chyba tylko jakiś frajer uwierzyłby w taką bajeczkę. Nie ukrywam, to było bardzo słabe.
- Tak mówisz? W takim razie co powinienem Ci objąć, żeby Twój tatuś uwierzył? Masz jakiś pomysł, Skarbie?
- Nic? Możemy obejść się bez tego, po prostu do niego zadzwonię. Powiem mu, co się dzieje i koniec historii. 

- Problem w tym, że mój ojciec tego nie chce. Jest rządny krwi, rozumiesz to? - boże! To brzmi fatalnie! - Nienawidzą się z Twoim ojczulkiem i chce to rozegrać w bardziej spektakularny sposób. Może palec na niego podziała, hmm?
- To Twój słaby żarcik, prawda? - uchylam usta w szoku i czuję, jak moje serce przyśpiesza - Nie zrobisz tego.
- Dlaczego? - wzrusza ramionami i odgarnia kosmyk moich włosów - Sama przyznaj, że to świetny pomysł.
- Zwariowałeś?! To chore! - zrywam się na równe nogi i nerwowo kręcę głową - Niby jak to ma wyglądać, huh? Wyślesz mój palec ojcu i co? Znowu może Ci nie uwierzyć, a ja będę bez palca do końca życia! Rusz głową, człowieku! 

- Mia, przestań - mówi cicho i momentalnie gryzę się w język. Poniosła mnie złość, ale muszę uważać na słowa - Jak zawsze pyskata - podchodzi, uśmiecha się i przesuwa palcem po moim policzku - Jesteś urocza - gapię się na niego zdezorientowana, ale nasza bliskość wcale mi się nie podoba. Na domiar złego Tobi pochyla się i nasze usta się spotykają. Jestem zaskoczona jego ruchem i natychmiast próbuję go odepchnąć. Jest zdecydowanie silniejszy i moje wysiłki idą na marne. Jedyne, co mi pozostaje to nie oddać pocałunku i mocniej zaciskam usta, aby nie mógł wślizgnąć języka do środka - Nie walcz ze mną - dyszy ciężko, przesuwa się i dociska moje plecy do cholernie lodowatej ściany. Chwyta moje nadgarstki i unosi do góry, nad moją głowę. Pozycja jest bardzo niewygodna, jego palce wbijają się w moją skórę, a pocałunek robi się nachalny. Walczę z nim, przechylam głowę w prawą stronę i łapczywie biorę oddech. Cholera, co on wyprawia?! - Uparta z Ciebie bestia - zaciska palce na mojej szczęce, siłą przekręcam głowę i spotykam jego groźne spojrzenie - Zacznij ze mną współpracować, czy to jest jasne? - szepcze ostro i ponownie mnie całuje. Przygryza moją wargę, aż syczę. Mam ochotę mu przyłożyć i ma szczęście, że jestem od niego słabsza - Od dawna miałem na Ciebie ochotę, a Ty tak bardzo mnie kusiłaś - sunie nosem po mojej szyi i składa na niej pocałunki. Kusiłam go? Kiedy?! Przecież nie widzieliśmy się dobre dwa miesiące! - Pocałuj mnie. Chcę poczuć Twój język, maleńka - boże! Nie chcę tego, jednak Tobi nie czeka na moją zgodę. Siłą wdziera język do środka i kiedy tylko go czuję, w moje ciało uderza obrzydzenie. Nie, nie, nie! To nie dzieje się naprawdę! Pragnę tylko Justina, jego ust, jego dłoni - Mmmm.
- Proszę, przestań. Nie chcę tego! - uwalniam dłoń z jego uścisku i ponownie próbuję go od siebie odepchnąć.
- Nie mogę się teraz zatrzymać. Pragnę Cię - wsuwa dłonie pod moją koszulkę i czuję je na piersiach. Nie!
- Błagam, nie! Przecież nie jesteś taki, Tobi! - odchyla głowę i marszczy brwi - Jesteś dobrym człowiekiem!
- O czym Ty mówisz? Ja, dobrym człowiekiem? Świetny żart - prycha rozbawiony i przewraca oczami - Chociaż, może faktycznie masz rację? Jestem grzecznym synkiem, wykonuję polecenia i jestem na każde zawołanie ojca! Tak, to zdecydowanie dobroć, Kochanie - mruga zadziornie i jednym ruchem pozbywa się mojej koszulki. Zostaję w samym staniku, Tobi oblizuje usta i łapczywie wpatruje się w moje piersi. Dotyka ich przez stanik stroju kąpielowego i mruczy.
- Tobias! - słyszymy krzyk i drzwi się otwierają. Staje w nich jego ojciec i wręcz zabija Tobiego spojrzeniem - Co Ty kurwa wyprawiasz?! - krzyczy, aż się wzdrygam. Jest wściekły! - Co miałeś zrobić, hmm? Chyba nie to, co widzę!
- Przepraszam, tato - natychmiast odsuwa się ode mnie i schyla głowę. Och, nie wierzę, w to, co widzę. Boi się go!
- Jeszcze jeden taki wyskok, a porozmawiamy inaczej. Przekazałem Ci jasne instrukcje, tak?! Więc dlaczego ich nie wykonałeś, do jasnej cholery?! - zwija dłonie w pięści i mam ochotę się skurczyć. Jest przerażający!
- Już zabieram się do roboty - Tobi wychodzi z pokoju, a ja nic z tego nie rozumiem. O co tutaj właściwie chodzi?
- Mia - patrzę mu w oczy i cała się trzęsę. Zimno mi! - Bądź dzielna - mówi cicho, odwraca się i opuszcza pokój.
- Nie - szepczę cicho, kręcę głową i wpadam w panikę. Osłaniam się rękami i płaczę żałośnie. Co to znaczy, że mam być dzielna? Po co? Co chce zrobić? Przerażenie rozlewa się falą w moim ciele i doskonale wiem, że stanie się coś złego. Szkoda, że mój los nie obchodzi mojego ojca. To takie smutne i przykre, że nigdy nie mogłam na niego liczyć. Nawet teraz, kiedy tak bardzo go potrzebuję, jego nie ma. Na dodatek jestem tutaj z jego winy! Niech to szlag!
- Mia - podnoszę głowę i wpatruję się w stojącego przy drzwiach Tobiasa. Dostrzegam w jego dłoni dziwne nożyce, które wyglądają jak sekator i nie dociera do mnie, że naprawdę chce wprowadzić w życie swój chory plan! - Panowie - kiwa głową do dwóch chłopaków, którzy wchodzą do środka i podchodzą do mnie. Chwytają mnie za ramiona, unieruchamiają, a ja zaczynam się wyrywać i walczyć. Chryste! To jest jakiś pieprzony sen i zaraz się z niego obudzę.
- Nie, nie, nie! - wrzeszczę ile mam sił w płucach, wierzgam nogami i próbuję uwolnić się z ich uścisku.
- Posadźcie ją na krześle i mocno trzymajcie. Nie pozwólcie jej się wyrwać, bo będziecie kurwa następni! Jasne?
- Błagam Cię, zrobię cokolwiek zechcesz, ale nie rób tego! - szlocham głośno i tracę nadzieję na ratunek. To koniec!
- Przykro mi, muszę wykonać polecenie ojca - podchodzi do mnie, kiwa głową do chłopaka i czuję jego mocny uścisk na dłoni. Trzęsę się jak galareta, mój oddech szaleje i czekam na najgorsze - Zaciśnij zęby, mała - kręcę głową, proszę go spojrzeniem, chociaż doskonale wiem, że to robi. Widzę to w jego oczach - Nie wyrywaj się, nie chciałbym zrobić Ci większej krzywdy - mówi oschle, podsuwa sekator pod mojego najmniejszego palca u lewej dłoni i naciska.
W moje ciało uderza niewyobrażalny ból. Krzyczę, płaczę i zapowietrzam się. To, co czuję rozdziera każdy nerw w moim ciele, ból przelewa się falami od czubka głowy, aż do palce u stóp. Wstrząsa mną dziwny dreszcz i wrzeszczę jeszcze głośniej. Czuję dłonie, które mocniej przytulają mnie od tyłu i słabnę. Tylko kątem oka dostrzegam, jak dużo krwi jest wokół mnie. Na spodenkach, na podłodze i na moim nagim brzuchu. Krew, wszędzie krew. Tak dużo krwi! Uderza mnie jej metaliczny, rdzawy zapach i żołądek podchodzi mi do gardła. Targają mną dreszcze, o
dchylam głowę do tyłu i spotykam spojrzenie chłopaka, którzy patrzy na mnie z góry. Ma uchylone usta, jest w szoku i gapi się na mnie z bólem wypisanym na twarzy. Oddycham głęboko, skupiam się na jego oczach, ale obraz zaczyna robić się niewyraźny. Przestaję płakać, przymykam oczy i tracę przytomność. Nareszcie koniec rozdzierającego bólu.

Podrywam się gwałtownie i siadam. Nie wiem ile spałam, ale jestem przestraszona i zamroczona. Boli mnie głowa i dopiero po chwili dociera do mnie, co tak naprawdę się wydarzyło. Podnoszę lewą dłoń do oczu i widzę, że jest fachowo zabandażowana. Jednak biały materiał przesiąknięty jest krwią i czuję ciepłe łzy na policzkach. Boże! Więc to nie był sen? Tobias naprawdę odciął mi palec?! Gapię się tępo na moją dłoń i nie wierzę w to wszystko!
Szlocham cichutko i czuję się taka samotna, opuszczona i nie kochana. Chcę umrzeć. 

Czuję dotyk na dłoni i uchylam powieki. Przekręcam głowę i dostrzegam drobną kobietę, która ostrożnie i delikatnie zmienia opatrunek. Jest mnóstwo krwi i kiedy dostrzegam brak palca, wybucham płaczem. Boże! Nie spodziewałam się takiego widoku, ale po prostu go tam nie ma! 
Widać mięso! Jest puste miejsce i ten widok mnie przeraża!
- Spokojnie, Mia. Wszystko będzie dobrze, Kochanie. Obiecuję. Już kończę robić nowy opatrunek, podałam Ci środek przeciwbólowy. Nic nie będziesz czuła, odpoczywaj - uśmiecha się ciepło, zabiera małą apteczkę i opuszcza pokój.

Gapię się przed siebie i nic do mnie nie dociera. Czuję łzy na policzkach i nie dowierzam w to, co się stało. Nie mam palca, nigdy już nie będę go mieć! Powinnam podziękować za to ojcu! Przez jego pojebane pomysły naraził mnie na ogromne niebezpieczeństwo. Czy zdaje sobie z tego sprawę? Czy mnie szuka? A może nic go nie obchodzę?

Budzi mnie ucisk na pęcherz. Nawet nie wiem ile tutaj jestem, ale muszę siku. Zmuszam ciało do ruchu, jednak czuję, jak bardzo jestem słaba. Jest mi niedobrze, ledwo trzymam się na nogach i chce mi się pić. Przyciskam ranną dłoń do brzucha, jakby to miało ją w jakiś sposób ochronić. Powoli podchodzę do drzwi i mocno uderzam w nie zdrową ręką. Dopiero po kilku minutach otwiera jakiś chłopak i posyła mi wyprane z wszelkich uczuć spojrzenie. 
- Muszę skorzystać z toalety - szepczę cicho i patrzę mu w oczy. Przytakuje głową i podaje mi swoją dłoń. Och!
- Idziesz? - unosi brew i uśmiecha się chytrze. Korzystam z jego pomocy, chwytam go za rękę i powoli idziemy korytarzem. Z każdym krokiem czuję się gorzej i słabnę. Podpieram się o ścianę, wszędzie jest ciemno i kiedy spoglądam w okno, jest noc. Gdzie ja w ogóle jestem? - Masz pięć minut, pośpiesz się. Nic nie próbuj, jasne?

- Ciekawe jak - burczę pod nosem, wchodzę do środka i szybko robię siku. Ostrożnie myję ręce i patrzę na zabandażowaną dłoń. Widzę na opatrunku krew i zastanawiam się, dlaczego wciąż leci. Wykrwawię się? - Kurwa!
- Już?! - chłopak wali w drzwi i otwiera je - Idziemy - wzdycham ciężko, przepuszcza mnie przodem i wracamy do tej przeklętej piwnicy. Rozglądam się, w domu jest pusto i myślę, gdzie są wszyscy? Może dzięki temu udałoby mi się uciec? Tylko jak? Nie wiem gdzie jestem, na dodatek ledwo żyję, ale muszę walczyć! - Zaraz dostaniesz posiłek.
- Dziękuję - uśmiecham się lekko, a chłopak patrzy na mnie dziwnie - Wiesz, w tej piwnicy coś strasznie hałasuje i nie pozwala mi spać. Mógłbyś to sprawdzić? Wydaje mi się, że to może być mysz, a ja cholernie boję się myszy.
- Och, poważnie? Też mi coś nowego, baby są takie miękkie - prycha rozbawiony i wchodzi do środka. Rozgląda się i zagląda pod kanapę - Nic nie widzę, wydawało Ci się - zerka jeszcze za szafę i traci mnie z zasięgu wzroku. To dla mnie szansa! Zrywam się na równe nogi i biegnę ile mam tylko sił. Niestety jest to cholernie trudne, bo moje ciało jest słabe, a moje nogi z jak z waty. 
Nie pamiętam kiedy ostatnio cokolwiek jadłam, na dodatek boli mnie wszystko od ciosów ojca i świadomość tego, że nie mam palca wcale mi nie pomaga - Mia! - słyszę wrzask chłopaka i przyśpieszam. Rozglądam się na wszystkie strony i szukam wyjścia z tego strasznego domu. Skręcam w prawo i przede mną, na końcu długiego korytarza ukazują się duże, drewniane drzwi. Tak! Biegnę resztką sił, podpieram się zdrową dłonią ściany, ale idzie mi to strasznie opornie - Mia! - słyszę go tuż za sobą. Szybko mnie dogonił, jednak wcale mnie to nie dziwi. Ma o wiele więcej siły niż ja - Och, Kochanie. Wiesz, że nie uciekniesz. Prawda? - chwyta mnie za ramię i zatrzymuje. Przytula moje plecy do swojego torsu, a ja walczę o oddech. Teraz już ledwo kontaktuję i opieram głowę na jego ramieniu. Jestem potwornie głodna, mój brzuch nieprzyjemnie się zaciska i bardzo zaschło mi w gardle - Nie powinnaś tego robić, głupie posunęcie - szepcze cicho do mojego ucha, bierze mnie na ręce i wracamy do piwnicy. Układa mnie na tej okropnej kanapie i wychodzi bez słowa. Czy będę miała jeszcze większe kłopoty? Czy może być jeszcze gorzej?

Znowu przysypiam, ale co chwilę budzę się przestraszona. Jest mi dziwnie ciepło, jestem spocona i nie bardzo rozumiem, co się ze mną dzieje. Jestem tak słaba, że ledwo mogę otworzyć oczy! Cholera, nie jest dobrze.
- Mia - słyszę głos Tobiego i powoli przekręcam głowę w jego stronę. Oblizuję usta, ale krzywię się przy tym ruchu. Moje gardło jest wyschnięte na wiór - Napij się - podsuwa rękę pod moją głowę i delikatnie podnosi. Przystawia buteleczkę wody do moich ust i kiedy tylko spływa do mojego gardła, aż wzdycham. Cudowne uczucie rozchodzi się po moim ciele - Przyniosłem Ci coś do jedzenia, musisz się wzmocnić - pomaga mi usiąść i kładzie na moich kolanach tacę. Mam kanapki i ciepłą herbatę, och tak! - Próbowałaś uciec - mówi cicho, podnoszę głowę i niepewnie na niego spoglądam - Nie sądziłem, że jesteś aż tak waleczna - uśmiecha się i odsuwa moje włosy na bok - Jednak nigdy więcej tego nie rób, Mia. Mój ojciec o tym nie wie i dla dobra nas obojga lepiej, żeby się o tym nie dowiedział. Nie chcesz się przekonać, do czego jest zdolny - o kurwa! - Zaraz przyjdzie Alice. Masz gorączkę i trzeba podać leki, żeby ją zbić.
- Skąd ta troska, Tobi? - pytam odważnie i nie spuszczam z niego wzroku - Po co to robisz? Jaki w tym sens?
- Taki, że nie chcę, aby coś Ci się stało. Uwierz mi, nie o to w tym wszystkich chodziło, ale stało się.
- Umrę? - zaciskam usta, a Tobi kręci głową - Ta krew nie przestaje lecieć, wiesz? Wykrwawię się! 

- Nic takiego nie będzie miało miejsca, spokojnie. Twoja rana jest zszyta, Alice czuwa nad Tobą, nie bój się - chwyta moją zdrową dłoń i głaszcze wierzch. Nie rozumiem, dlaczego to robi - Musiałem to zrobić, Mia. Nie miałem wyboru - oddycha głęboko i patrzy na mnie jakoś inaczej - Mój ojciec ma nade mną taką samą władzę, jak Twój nad Tobą. Jednak masz o tyle dobrze, że nie musisz robić złych rzeczy. Doceń to - schyla głowę i robi mi się go trochę żal. Wiem, co czuje, ma tak samo popieprzonego ojca jak ja, a może nawet bardziej? - Dobra, koniec tego pierdolenia. Odpocznij, zjedz i za moment przyjdzie do Ciebie Alice - całuje mnie w czoło, wstaje i po prostu wychodzi.
Gapię się w drzwi, ale nie rozumiem jego czułości. Zabieram się za jedzenie, a w mojej głowie pojawia się Justin. Zaciskam usta, bo tak bardzo za nim tęsknię! 
Nie marzę o niczym innym, tylko po prostu go zobaczyć. Żeby mocno mnie do siebie przytulił, pocieszył i wiem, że przy nim wszystko byłoby dobrze. Brakuje mi go, a tak naprawdę nawet nie wiem, kiedy mnie wreszcie uwolnią. A może nigdy?





19 komentarzy:

  1. O KUUUUUURWA! O KUUUUUURWA! CZY TO SEN? CZY ROBI SERIO ODCIĄŁ ELLIE PALEC? NIE WIERZE! NIE WIERZE! Czy to ma jakieś połączenie z prologiem? Tam odcinano rękę! Ja pierdolusiam! Boję się! Ja jestem za młoda :((((((( Boże i pomyśleć ze to wszystko tylko i wyłącznie wina tego kutasa! Zajebac i tyle!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak to ona nie ma palca no oni poglupieli?

    OdpowiedzUsuń
  3. jezu :c biedna .. :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Omg tak bardzo chce mi się płakać :((( biedna Mia :((

    OdpowiedzUsuń
  5. O nie biedna Mia :( Co teraz z nia bedzie :( :( Przecież ona ledwo żyje :( :( Justin ratuj ja blagam znajdz ją,pomóż jej blagam :( :( Rozdział świetny <3 Czekam na nn<3

    OdpowiedzUsuń
  6. No KURWA nie wieże czy Tobi serio obciąl jej palca ja pierdole ale psychol :\ Czy tylko mnie to dziwi że w tym opowiadaniu ojcowie odgrywają jakiś jebanych skurwysunow ! Sorry za te wulgaryzmy ale no po prostu nie wierzę obciąl jej palca masakra. Świetny i czekam nn

    OdpowiedzUsuń
  7. JAPIERDOLE!! on jej serio obciął palca?? Wow! Jaki skurwiel! Bardzo mi jej szkoda. Mam nadzieję, że nie zrobią jej nic gorszego i Justin ją uratuje. Życzę weny! ~ Mrs.Bieber

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja pierdole!:o:o:o co się dzieje? Musze przyznać ze zaskoczyłaś mnie totalnie. No kurwa! On jej obciął palca! Jezus Maria. Nie wierzę. Rozdział mnie rozwalił. Płakałam razem z Mią:( boże, ale jestem zła, smutna i nie wiem co jeszcze:( Do następnego ✌ :(

    OdpowiedzUsuń
  9. Co?? obcieli jej palec! i teraz będzie żyć bez palca. Justin ratuj ją!

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja pierdole! Ten Tobi to jakiś kretyn i dupek. Jak on mógł odciąć jej palca do cholery??? A jej ojciec to ogólnie brak słów. Justin w tobie jedyna nadzieja.

    OdpowiedzUsuń
  11. O kurwa! Co to ma byc?!:0 ktos musi ja uratowac. Skoro w prologu bylo o rece to znaczy ze jej ojciec nawet w ten palec nie uwierzy..jebany skurwysyn! Ona musi przeczyc! O matko ile emocji...boze..nie wierze...rozdzial swietny:) pozdrawiam , buzi:*

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja pierdole,a w nastepnym pewnie reke jej utna

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie,nie, nie!! Gdzie Jus!!!??!?!?!

    OdpowiedzUsuń
  14. boze tylko nie to, jezu ona bddzid bez palca boze:(czdkam na next

    OdpowiedzUsuń
  15. OMG co teraz z nią będzie !? Biedna Mia ;c

    OdpowiedzUsuń
  16. To jest boooooskie :D Kocham kocham i jeszcze raz kocham <3
    Czekam nn

    OdpowiedzUsuń
  17. no to poleciałaś z tym rozziałem na maxa mnie zszokowałaś świetny a zarazem przerazajacy

    OdpowiedzUsuń

Layout by Yassmine