22.03.2015

Rozdział 37.

W pokoju panuje idealna cisza, a my wpatrujemy się w siebie bez słowa. Próbuję wyczytać jego zamiary, ale wygląda na spokojnego. Siedzi na łóżku obok mnie i dotyka mojej twarzy. Nie rozumiem tego gestu, ale nie protestuję.
- Chodź, ciepły prysznic dobrze Ci zrobi - on pierwszy przerywa ciszę i podaje mi dłoń. Podnoszę się powoli i wychodzimy z pokoju - W drugiej łazience jest prysznic, będzie Ci wygodniej - och! Fakt, przecież w moim pokoju jest łazienka, jednak jest tylko wanna - Alice nie kazała Ci się przemęczać, więc zrób swoje raz dwa i wrócisz do łóżka - przytakuję głową, idziemy wzdłuż korytarza i mijamy drzwi wejściowe. Cholera! Muszę spróbować uciec, nie mogę czekać na to, aż łaskawie sami mnie wypuszczą, o ile w ogóle! - Jesteśmy - Tobi przepuszcza mnie w drzwiach i chrząka - Zostawię Cię samą. Poczekam na Ciebie na korytarzu, tak? Masz spodnie, koszulkę i bieliznę - wskazuje palcem na szafkę, na której widzę nowe ubrania - Mam nadzieję, że będą pasować. Gdyby coś, wołaj.
- Dziękuję - mówię cicho, chłopak wychodzi i zostaję sama. Wciąż nie rozumiem jego uprzejmego zachowania.

Oddycham głęboko i uważając na dłoń powoli się rozbieram. Wchodzę pod prysznic, odkręcam ciepłą wodę i uśmiecham się. Ależ przyjemnie! Odprężam swoje zmęczone, posiniaczone ciało i delektuję się ciepłą wodą, która mnie ogrzewa. Myślę, jak mam stąd uciec. Tak naprawdę nie mam pojęcia, jak daleko jestem od domu. Jednak dzisiaj czuję się trochę lepiej i wiem, że muszę to zrobić. Ile chcą mnie tutaj trzymać? Czy mój tata mnie szuka? Martwi się o mnie?
- Mia, wszystko w porządku?! - przez szum wody dociera do mnie krzyk Tobiasa, ale chyba zaczyna się niecierpliwić.
- Tak! Daj mi jeszcze chwilę! - myję się szybko. Wcieram w ciało pachnący żel, myję włosy i spłukuję się. Zakręcam kurki, chwytam ręcznik i wychodzę na puchaty dywanik. Spoglądam na nowe ubrania i wkładam na tyłek nowe majtki. Pasują idealnie, tak samo jak spodnie i bluzeczka. Rezygnuję tylko ze stanika, ponieważ jest za duży i zakładam swój. 
Rozczesuję włosy i suszę je suszarką, która leży na blacie obok zlewu. Jestem zmęczona i mimo, iż tyle spałam czuję, że moje ciało po prostu ma dość. Zbyt wiele złych rzeczy zbiegło się w czasie - Co Ty nie powiesz? - mówię sama do siebie i oglądam w lustrze swoją twarz. Siniak po ciosach ojca przyblakł, ale wciąż widzę brzydki ślad.
- Mia, mogę wejść? - Tobi nie daje mi spokoju i po chwili widzę go w środku. Marszczy brwi i ogląda mnie uważnie od góry do dołu - Bardzo ładnie wyglądasz - zawstydzam się, zakładam kosmyk włosów za ucho i schylam głowę. 

- Dzięki - mówię cicho, bawię się palcami, ale jestem potwornie skrępowana. Ten chłopak jest taki mylący!
- Mój ojciec chce z Tobą porozmawiać - bum! Sześć słów, a moje odprężenie idzie w cholerę, gwałtownie podnoszę głowę i patrzę na niego przerażona - Nie bój się, na pewno nie będzie tak źle. Ma dzisiaj wyjątkowo dobry humor - uśmiecha się, wystawia dłoń i niepewnie ją chwytam. Przyciąga mnie do siebie, nasze twarze dzielą dosłownie milimetry i wstrzymuję oddech - Jesteś prześliczna, Mia - kurwa! Co się z nim stało?! Dlaczego jest dla mnie taki miły i tak często mnie dotyka? Nie zadaję jednak tych pytań, za bardzo boję się odpowiedzi -  Naprawdę mi się podobasz i liczę na to, że będziemy mieli wreszcie chwilę dla siebie - o, nie! Wiem, co chodzi mu po głowie - Jak na razie zawsze ktoś nam przeszkodził, prawda? Idealne wyczucie czasu - mruga okiem, pochyla się i całuje mnie prosto w usta. Jest to niewinny, czuły pocałunek. Szybko się odrywa, puszcza mnie, podchodzi pralki i kuca. Co jest? - Zanim pójdziemy, muszę zapalić. Chwila - gapię się na niego, bo w jego rękach właśnie pojawia się skręt! Poważnie trzyma je w łazience?! Kręcę głową, opieram się pupą o zlew i zakładam ręce na piersiach. Tobi podpala skręta i zaciąga się mocno - Chcesz? - wystawia go w moją stronę, ale nie ma opcji, że zapalę to świństwo. Kręcę głową, a on chichocze - Żałuj, to bardzo dobry towar - wierzę na słowo, ale nie odzywam się. Bardziej interesuje mnie fakt, że stoję tuż obok drzwi, w których jest klucz. Tobi właśnie siada na pralce i ponownie się zaciąga. To jest moja szansa i jeśli jej nie wykorzystam, drugiej mogę już nie dostać. Nie mam zamiaru siedzieć tutaj i czekać na śmierć, a wiem, że prędzej czy później mnie zabiją. A ja nie chcę umierać. Chcę wrócić do Justina, do Cami i uciec daleko z moim chłopakiem. Zacząć normalnie, spokojnie życie. Zasługuję na to - Może przeniesiesz się do mojego pokoju? - słowa Tobiego mnie szokują. Unosi brew i wypuszcza wstrzymywany dym - Ze mną będzie Ci wygodniej, gwarantuję - tsa, wierzę! Uśmiecham się uroczo i czekam na odpowiednią okazję. Moje serce bije jak szalone, tłucze się w piersi, a adrenalina krąży w moich żyłach - Okej, możemy iść - Tobi gasi skręta, zeskakuje z pralki i pochyla się nad tajemniczą skrytką pod kafelkami. Teraz albo nigdy! Robię trzy kroki i jestem przy drzwiach. Zamykam je gwałtownie i przekręcam klucz dwa razy - Co jest grane? Mia, co Ty wyprawiasz?! - słyszę dochodzący z łazienki głos Tobiego, ale ledwo kontaktuję. Udało mi się, zamknęłam go! - Nie baw się ze mną, maleńka! Otwórz te drzwi, natychmiast! - mówi groźnie i szarpie za klamkę - Mia!
Zbieram się w sobie, odwracam i puszczam biegiem przez korytarz. Od drzwi wejściowych nie dzieliło nas zbyt wiele, skręcam w prawo i jak na zawołanie przede mną ukazują się drzwi do mojej wolności. Chwytam za klamkę, ale ku mojemu zaskoczeniu, nie są nawet zamknięte! Nie waham się ani chwili, otwieram je i wychodzę na zewnątrz. Przystaję, bo wszędzie jest koszmarnie ciemno! 
Kurwa! Co mam teraz zrobić? W którą stronę pójść? Rozglądam się dookoła i idę w prawą stronę. Biegnę truchtem, ale to miejsce jest przerażające. Nigdzie nie ma żadnego oświetlenia, droga jest żwirowa i czuję, jak małe kamyczki wbijają się w podeszwę moich trampek. Zaciskam usta, bo muszę być dzielna! Poradzę sobie, dam radę! Uciekłam i tylko to się teraz liczy. Szybko oglądam się za siebie, ale nie widzę aby jechał jakiś samochód. To znaczy, że Tobi nie ruszył w pogoń za mną. Nie zdążył jeszcze wyjść z łazienki? Mam nadzieję, że zajmie mu to trochę czasu dzięki czemu będę daleko od tego przeklętego domu pełnego złych ludzi.
Skręcam w prawo i dwa razy w lewo, aż dobiegam do skrzyżowania. Przełykam ślinę, bo przypomina te z horrorów, gdzie panuje ciemność i dziwna mgła. Chrzanię to i idę przed siebie. Jest mi zimno, obejmuję ciało ramionami i uważam na dłoń. Znowu bandaż zabarwiony jest na czerwono i boję się, że naprawdę tracę zbyt dużo krwi.

Rozglądam się na wszystkie strony, czekam z nadzieją na przejeżdżający samochód, ale to pustkowie i nic się tutaj nie dzieje. Jednak dzielnie idę przed siebie, chociaż moje ciało jest bardzo słabe. Rany! Naprawdę uciekłam z tego miejsca? Jakim cudem w ogóle mi się to udało?! Musiałam wykorzystać ten moment, inaczej zginęłabym w tamtym miejscu. Wiem to! A ja pragnę wrócić do Justina za którym tęskni moje serce! Tak bardzo chciałabym go zobaczyć!

Nie wiem ile tak idę, ale żaden samochód nie nadjeżdża. Nie mam pojęcia, czy kieruję się we właściwym kierunku, ale nie poddaję się. Nadal panuje ciemność, co przeraża mnie okropnie. Na dodatek jest pusto i dopada mnie myśl, że umrę tutaj. Czuję, że moje ciało słabnie i brakuje mi sił. Jestem głodna, przemarznięta i nie wiem, czy uda mi się w ogóle przeżyć. Siadam pod drzewem, kawałek od asfaltu i opieram się o nie plecami. Bardzo boli mnie ręka, bandaż jest zakrwawiony i boję się, co dalej będzie z tą raną. Rwie mnie niesamowicie i marzę o środku przeciwbólowym. 

Budzi mnie hałas i odgłos syren. Jest strasznie głośno, przykładam dłoń do czoła i cichy jęk ucieka z moich ust. Jestem bardzo słaba, głodna, zimno mi i nie czuję ręki! Uchylam powieki i widzę przed sobą nieznajomego mężczyznę. Serce podskakuje mi do gardła i jestem przerażona! Kto to kurwa jest?! Czy to człowiek od Petrova?! Chce mnie zabrać?
- Spokojnie, Kochanie. Pogotowie już jedzie, bądź dzielna - mówi uspokajająco i patrzy w prawą stronę. Też przekręcam głowę i faktycznie widzę jadącą w naszą stronę karetkę. Stąd ten głośny odgłos syren. Wpatruję się w twarz mężczyzny, który wygląda na zatroskanego i zdenerwowanego. Jednak dociera do mnie, że uratował mi życie.
- Dziękuję - szepczę resztką sił i posyła mi lekki uśmiech. Ściska moją zdrową dłoń i dodaje mi otuchy.
Zamykam oczy i słyszę, jak po chwili robi się zamieszanie. Kobiecy głos dźwięczy mi nad uchem i czuję dłonie, które unoszą mnie i układają na czymś twardym. Czuję ukłucie w dłoni i krzywię się. Mimo wszystko jestem spokojna.
- Zabieramy ją, szybko! - mężczyzna zarządza ostrym tonem i trzaska drzwiami. Pozwalam sobie odpłynąć.

Budzę się pod wpływem dotyku na policzku. Bardzo powoli uchylam powieki i muszę mrugnąć kilka razy, aby wzrok się wyostrzył. Przekręcam delikatnie głowę w lewą stronę i zamieram. Człowiek, który pochyla się nade mną, płacze. 
- Justin - szepczę cicho i wpatruję się w niego z niedowierzaniem. Jest tutaj, widzę go i czuję jego dotyk. Boże! - Tak bardzo za Tobą tęskniłam - uśmiecham się lekko i tulę do jego dłoni - Nie płacz, Skarbie. To łamie moje serce.
- Chryste, maleńka - pociąga nosem, trzęsie się i nie hamuje. Opiera głowę na moim brzuchu i ja również czuję łzy na policzkach. Wsuwam palce w jego włosy i przeczesuję uspokajając. Dopiero teraz dostrzegam wbity w wierzch mojej dłoni wenflon, przez który spływa przeźroczysty płyn. Na moim palcu założony jest dziwny spinacz i w pokoju słychać ciche pikanie - Przepraszam. Wybacz mi, Skarbie - podnosi głowę, ociera policzki i patrzy na mnie z bólem w oczach.
- Co mam Ci wybaczyć? - patrzę na niego zaskoczona i przełykam ślinę - Nie bardzo rozumiem, co co Ci chodzi.
- Nie odnalazłem Cię, Mia! Szukałem Cię przez cały czas, bez przerwy! A Ty zniknęłaś, jak kamień w wodę! 
- Nie pozwalam Ci tak myśleć, rozumiesz? Sama nie wiedziałam gdzie jestem, skąd Ty miałbyś to wiedzieć, Skarbie? 
- Tak bardzo się o Ciebie bałem, aniołku. Nawet nie masz pojęcia! - wtula głowę w zagłębienie mojej szyi i uśmiech sam wkrada się na moje usta. Układam dłoń na jego plecach, przymykam oczy i wdycham zapach jego ciała - Moje serce codziennie rozpieprzało się na kawałki, bo nie miałem pojęcia, co się z Tobą dzieje. Czy w ogóle jeszcze żyjesz. 
- Ja też bardzo się bałam, Justin - wypowiadam te słowa szeptem i zaciskam usta, aby nie wybuchnąć płaczem.
- Dzień dobry! - naszą czułą chwilę przerywa wchodzący do sali lekarz. Justin niechętnie się ode mnie odkleja i bierze w garść. Lekarz uśmiecha się, bierze moją kartę i uważnie ją czyta - Hmm, miałaś wysoką gorączkę. Jak się czujesz?
- Całkiem nieźle. Na pewno dużo lepiej, niż wtedy, kiedy znalazł mnie ten mężczyzna. Jestem jedynie trochę zmęczona i boli mnie ręka - przypominam sobie o niej i podnoszę ją do oczu. Na materiale jest nieco mniej krwi - Co z nią?
- Cóż, straciłaś sporo krwi, kiedy do nas trafiłaś, a to było niepokojące. Jednak ustabilizowaliśmy sytuację po podaniu leków. Wszystko jest pod kontrolą, jak na razie. Na szczęście nie wystąpiło zakażenie, co było bardzo prawdopodobne. Zobaczymy jak sytuacja będzie się dalej rozwijać, ale na razie jestem dobrej myśli - uśmiecha się pocieszająco, a ja oddycham z ulgą - Będziemy nadal podawać Ci leki z antybiotykiem. O nic się nie martw, jesteś pod doskonałą opieką.
- To dobra wiadomość, ale co będzie dalej z moją dłonią? N-nie mam palca - jąkam się i wpatruję się w nią.
- Potrzeba trochę czasu, a wszystko się zagoi. Będziesz mogła normalnie żyć, nie odczujesz braku palca. Sama się o tym przekonasz - mruga okiem i już go lubię. Umie podnieść człowieka na duchu - No dobrze, to chyba tyle jak na teraz. Pielęgniarka przyjdzie zmienić opatrunek na nowy i koniecznie musisz coś zjeść. Zaraz będzie obiad.
- Zjem na pewno, burczy mi w brzuchu - uśmiecham się i dopiero teraz czuję, jak mój żołądek się zaciska.
- To mi się podoba. Zjedz i odpocznij. Zajrzę do Ciebie później - kiwa głową, opuszcza salę i zostajemy sami.
- Nie wiem, jakim cudem do tego doszło - Justin wzdycha ciężko i przysiada na brzegu łózka. Bierze moją zabandażowaną dłoń i składa na niej czuły pocałunek. Widzę smutek i przygnębienie na jego twarzy. W dodatku ma cienie pod oczami i rozczochrane włosy. Zapewne od dawna nie spał i moje serce zaciska niewidzialna pięść
- Jak Twój ojciec mógł się tak zachować. To dla mnie nie do pojęcia. Miał tyle szans aby tego uniknąć, a nie zrobił nic.
- Proszę, nie zadręczaj się tym teraz. Jestem cała i zdrowa. Żyję! - wpatruję się w niego, ale w jego oczach widzę ból.
- Nie masz palca, Mia! - podnosi nieco ton głosu i napina szczękę - To nigdy nie powinno mieć miejsca! Ojciec powinien Cię chronić, a co zrobił? Wystawił Cię na ogromne niebezpieczeństwo, a doskonale wiedział, że Petrov chce zemsty! 
- Teraz już nic z tym nie zrobimy, Justin. Stało się - oddycham głęboko i chociaż to ja jestem pokiereszowana, muszę przekonać go, że poradzę sobie z tym - Cieszę się, że tutaj jesteś - uśmiecham się i dotykam palcami jego policzka. Wtula się w moją dłoń i dociera do mnie, jak bardzo bałam się w tej piwnicy. Tęskniłam za nim i pragnęłam być w jego ramionach. Teraz jestem bezpieczna, razem z nim i zrobię wszystko, aby tak zostało - Jestem dzielna, dam radę.
- Pomogę Ci w tym, obiecuję. Nie wrócisz ojca, wprowadzisz się do mnie, Mia. Nawet nie chcę słyszeć sprzeciwu.
- Co takiego?! Justin, to się nie uda. Przecież ojciec mi na to nie pozwoli! Doskonale o tym wiemy. Oszaleje!
- Mam to w dupie! Nigdy więcej nie położy na Tobie nawet małego palca! Patrzyłem na to przez te wszystkie dni i moje serce pękało za każdym razem. Więcej tego nie zniosę! Jak mam patrzeć, kiedy Cię krzywdzi?! Ten widok mnie zabija, Kotku! - boże! Muszę zacisnąć usta, aby nie wybuchnąć płaczem. Mój kochany - Zamieszkamy razem i koniec.
- Dobrze wiesz, że wcale nie chcę tam wracać. Jednak nie wiem, czy to dobry pomysł, żebym przeniosła się do Ciebie.
- A to niby dlaczego? Wydaje mi się, że dobrze czułaś się w moim mieszkaniu. No chyba, że się mylę?
- Nie mylisz się, nie o to chodzi. Boję się, że w każdej chwili może Ci się odmienić, tak? Co wtedy?
- Odmienić? - prycha wkurzony i przeczesuje włosy - Możesz jaśniej? Nie wiem, cóż takiego ma mi się odmienić.
- Na przykład nasz związek? Jesteś dorosły Justin, a ja jestem nastolatką. Możesz po prostu zmienić zdanie.

- Przestań mówić takie rzeczy, Mia! - unosi się i patrzy na mnie ze złością - Nie wiem, dlaczego w ogóle coś takiego przyszło Ci do głowy. Przecież Cię kocham, dziewczyno! Chcę z Tobą być, chcę Cię chronić. Dlaczego mnie odpychasz?
- Bo nie wierzę, że może spotkać mnie coś dobrego? Pojawiłeś się w moim życiu tak nagle, w każdej chwili możesz odejść i zostanę sama - zaciskam usta i czuję, zbierające się po powiekami łzy - Po prostu boję się, Justin. 
- Jestem tutaj z Tobą. Nie bój się i daj mi szansę - odgarnia moje włosy na bok, uśmiecha się uroczo i głaszcze kciukiem mój policzek - Obiecuję, że wszystko będzie dobrze, maleńka. Już ja się o to postaram.
- Dziękuję, jesteś kochany - szepczę cichutko, Justin pochyla się i ostrożnie przytula mnie do swojego ciała.


Popołudniu, po posiłku i krótkiej drzemce, pielęgniarka zmienia opatrunek. Kiedy rozwija bandaż, nie odrywam wzroku od mojej ręki. Miła Pani namawia mnie, abym na to nie patrzyła, jednak nie ma opcji! Muszę to zobaczyć! 
- Mia, nie powinnaś na to patrzeć - słyszę cichy głos Justina i czuję, jak ściska moją zdrową dłoń - Kochanie?
- Muszę - odpowiadam cicho, ale nawet na niego nie patrzę. Zaciskam usta i próbuję przygotować się na ten widok.
Kiedy tylko bandaż znika z mojej ręki, mam ochotę wyć z rozpaczy. Wbijam zęby w wargę, mój oddech natychmiast przyśpiesza, a łzy na siłę cisną się do oczu. Rana wygląda okropnie! Jest mnóstwo krwi, widać mięso i nie mam palca. Boże! Nie mam palca! Wybucham płaczem i nie wierzę, że to naprawdę się stało! Trzęsę się cała i nie mogę zapanować nad moim ciałem. Wpadam w panikę i pielęgniarka natychmiast wzywa lekarza. Jednak do mnie dociera powaga sytuacji. Zostałam porwana, Tobias odciął mi palec i do tej pory nie wiem, jakim cudem w ogóle udało mi się uciec! Boję się, że Tobi znowu po mnie wróci i zabierze z powrotem. Przecież chciał zrobić ze mną inne rzeczy!
- Spokojnie, jestem przy Tobie - Justin przytula mnie od siebie, głaszcze po plecach, ale nie mogę się uspokoić.
- Co się dzieje, Ruby? - do pokoju wchodzi ten sam lekarz co rano i zwraca się do pielęgniarki - Och! Mia?
Tłumaczy mu coś, a ja szlocham głośno. Lekarz od razu zleca podanie środka uspokajającego i mija moment, a pielęgniarka wstrzykuje coś w mój wenflon. Justin kołysze mnie delikatnie na boki, pociera moje ramiona i całuje w głowę. Pielęgniarka szybko kończy bandażować moją dłoń i lekarz mówi coś do Justina. Ten przytakuje głową, układa moje ciało z powrotem na łóżku, obniża je do pozycji leżącej i przykrywa mnie ciepłą kołdrą. Nie puszcza nawet na chwilę mojej dłoni, pociera ją i jego dotyk działa na mnie dziwnie kojąco. Jestem taka zmęczona.
- Śpij, maleńka. Będę przy Tobie - szepcze cichutko, pochyla się nade mną i dotyka palcami mojej twarzy. Drugą dłoń układa na mojej głowie i kiedy tak wpatruję się w jego oczy, moje powieki robią się dziwnie ciężkie - Właśnie tak, Kotku. Musisz spać - czuję pocałunek na czole, moje ciało się odpręża i szybko zasypiam.

Czuję jego dłonie, które prześlizgują się po moim ciele. Dotyka piersi, ściska je zachłannie, a w jego oczach widzę ogromne podniecenie. Jednym szarpnięciem zdejmuje ze mnie koszulkę, stanik i całuje mnie zachłannie. Czuję jego język, który pieści mój mocno, gwałtownie i tak bardzo się boję. W pomieszczeniu jest ciemno, zimno, przerażająco, a on nie przestaje. Jest brutalny i jego dotyk sprawia mi ból. Nie chcę tego! Dlaczego nie może przestać?!
- Och, Mia. Jesteś taka niewinna i słodka. Zaraz będę Cię mocno pieprzył - jego słowa sprawiają, że mój żołądek ściska się w supeł. Trzęsę się z przerażania, ale jego to nie obchodzi. Zsuwa moje spodnie, rzuca je w kąt i łapczywie ogląda moje ciało. Zamykam oczy i tak bardzo chciałabym być w innym miejscu! - Jesteś piękna - jego głos przepełniony jest ogromnym pożądaniem i wiem, że będę cierpieć - Otwórz oczy, Skarbie - kiedy uchylam powieki widzę, go przed sobą z ogromnymi nożycami w dłoni. Zaczynam wrzeszczeć na całe gardło, a przerażenie rozlewa się po moim ciele! - Przytrzymajcie ją! - mówi surowo i czuję mocny uścisk na ramionach, jednak nikogo nie widzę. Podchodzi do mnie, pewny siebie i władczy. Przystawia nożyce do mojej ręki i uśmiecha się szyderczo. Gapię się w jego oczy i błagam go spojrzeniem, aby tego nie robił. Jednak on ma to w nosie, mruga do mnie rozbawiony. Co on chce zrobić?! - Przygotuj się, może troszeczkę zaboleć, Skarbie - ledwo kończy mówić i jednym ruchem odcina moją lewą dłoń.
W
rzeszczę na całe gardło, krew zalewa moje ciało, ubrania i pokrywa całą podłogę. Jest jej dużo, wciąż nie przestaje wypływać z rany i po chwili sięga mi już do kolan. Stoję pod ścianą, chłopak nagle znika, a krew zalewa całe pomieszczenie. Kiedy wlewa mi się do ust, nie mogę oddychać i czuję, że się duszę! Jestem przerażona!

Nagle jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wszystko znika. Jestem na zielonej łące, gdzie jest mnóstwo przepięknych kwiatów i latają kolorowe motyle. Uśmiecham się szeroko i rozglądam dookoła. Mam na sobie długą, białą, zwiewną sukienkę, która porusza się pod wpływem lekkiego wiatru. Rozkładam ręce i kręcę się dookoła. Chichoczę cichutko i kiedy przystaję, spoglądam na uroczego motylka, który przysiadł na moim ramieniu. Jest śliczny! 
- Mia - nagle słyszę dobrze znany mi głos i podnoszę głowę. Uchylam usta w szoku i nie wierzę, kto stoi przede mną.
- Mama? - szepczę cicho i tak bardzo się boję, że zaraz zniknie i znowu zostanę sama! - Mamusia? To naprawdę Ty?
- Tak, córeczko - uśmiecha się z czułością i wystawia dłonie. Rzucam się w jej kierunku i tak bardzo pragnę się do niej przytulić. Poczuć ciepło, miłość i bezpieczeństwo. Chcę jej powiedzieć, jak bardzo ją kocham, tęsknię i poprosić, aby do mnie wróciła. Jednak kiedy jestem blisko niej, znika. Zostaję sama i szukam jej spojrzeniem. Odnajduję ją po drugiej stronie łąki, patrzy na mnie i wygląda jak anioł. Jest piękna! - Mia - jej głos jest jak balsam dla mojej duszy, serca! Moja kochana mamusia! - Walcz dla niego, córeczko - mówi czułym głosem i przykłada dłoń do serca - Walcz!

Budzę się przerażona i gwałtownie siadam. Moje serce bije jak szalone i czuję, jak bardzo jest mi gorąco. Wpatruję się w białą ścianę i powoli dociera do mnie, że nic z tego nie jest prawdą i wybucham płaczem. Moja kochana mama!
- Mia! - Justin doskakuje mnie do i przytula do swojego torsu. Szlocham głośno, trzęsę się i jestem przerażona, chociaż sama nie wiem, dlaczego - Ciii, jestem przy Tobie. Jesteś bezpieczna, Kochanie - mówi uspokajająco, kołysze mnie w swoich ramionach, a ja zaciskam w dłoniach jego koszulkę
 - Już dobrze, maleńka. To był tylko zły sen - uspokajam się nieco i otwieram oczy. Justin zsuwa buty, układa się razem ze mną i nie wypuszcza ze swoich objęć. 









***************************************************************
Hello!
No i wyjaśniła się kwestia prologu :)
Nie mogłabym aż tak pojechać po bandzie, żeby odcięli jej dłoń. Bez jaj! :P

Dodam, że małymi krokami zbliżamy się do końca :')

Miłej niedzieli :*
Kasia






17 komentarzy:

  1. Nie nie zgadzam się jaki koniec ? Boże nareszcie spotkała się z Justinem ;) świetny do następnego

    OdpowiedzUsuń
  2. O boze,udalo sie jej!!:)

    OdpowiedzUsuń
  3. całe szczęście prolog okazał się tylko snem... bałam się tego co mogłoby się stać gdyby jej odcięli rękę. ile jeszcze rozdziałów do końca ? :o nie chce żeby opiekuńczy Justin z Mią się z nami żegnali :/

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak! Nareszcie są razem i Justin całkiem dobrze na to zareagował. Szkoda, że to już końcówka. Mam nadzieję, że jak skończysz tego bloga to zaczniesz publikować nowego ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. O ja pierdole. Biedny Mia. Dobrze, że udało się jej uciec.

    OdpowiedzUsuń
  6. Uff dobrze że uciekła. Czekam na następny a ile jest rozdziałów?

    OdpowiedzUsuń
  7. Rozdział wspaniały <3 Ciesze się ze Mia uciekła z tamtego przeklętego miejsca,dobrze ze Justin już przy niej jest ;) Czekam na nn <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Co ?!?! Jaki koniec! Ja chcę chociaż drugą część!

    OdpowiedzUsuń
  9. To jest MEEEGA :)) Nie chce żeby to był koniec ;(
    Czekam nn

    OdpowiedzUsuń
  10. Jaki koniec? 2 czesc to u ciebie tradycja!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha racja :D
      Jednak raczej nie w tym opowiadaniu.

      Usuń
    2. Jak to? Ale jest nadzieja! Napisalas : raczej!!!!

      Usuń
    3. Nigdy nic nie wiadomo ;)
      Kto wie? Może pewnego dnia wpadnie mi do głowy jakiś genialny pomysł na drugą część? :P
      Jednak na dzień dzisiejszy nie mam nic w planach ;)

      Usuń
  11. jezu niech ten ff nigdy sie nie konczy:(czekam na nowy<3

    OdpowiedzUsuń
  12. Jaki koniec:'( nie chcemy konca! Cudoeny rozdzial, nawet nie wiesz jak mi ulzylo ze ten prolog to tylko sen..balam sie ze znowu ja znajda i wtedy utna reke ..na szczescie wszystko dobrzr :) pozfrawiam i buziaki:*

    OdpowiedzUsuń
  13. świetny rozdział ciesze sie ze udało sie jej uciec i jest juz z Jusem

    OdpowiedzUsuń

Layout by Yassmine