25.03.2015

Rozdział 38.

Następnego dnia, po zjedzeniu śniadania, Justin pomaga mi wziąć prysznic. Nie chcę zmoczyć bandaża i powoli myję się jedną ręką. Chłopak pomaga mi dzielnie i idzie nam to bardzo sprawnie. Dzisiaj też mam nieco lepsze samopoczucie i pociesza mnie fakt, że Justin nie zostawił mnie nawet na chwilę. Dzięki niemu czuję się bezpiecznie.
- Jak myślisz, kiedy będę mogła wyjść do domu? - pytam go, kiedy zakłada na mnie nową, szpitalną koszulę. 
- Nie wiem, Skarbie. Jak przyjdzie lekarz to go zapytamy, tak? - uśmiecha się pocieszająco i cmoka mnie w usta. 
- Nie chcę tutaj być, nie przepadasz za szpitalami. Oprócz dłoni nic mi przecież nie dolega, chcę odpocząć w domu.
- W moim domu? - przytula mnie do siebie i unosi brew. Przewracam z rozbawieniem oczami, jednak przytakuję głową. Chcę z nim zamieszkać - I to mi się podoba, Kotku. Prawidłowo - pociera swoim nosem o mój i robi śmieszną minę - Okej, wracasz do łóżka - bierze mnie na ręce, wchodzimy do pokoju i Justin układa mnie na łóżku. Okrywa szczelnie, poprawia poduszkę i nie mogę uwierzyć, że jest moim chłopakiem. Taki dobry, troskliwy, czuły. Jak to możliwe, że tacy faceci w ogóle istnieją? - Wiesz, dzisiaj zaczepił mnie lekarz - zaczyna cicho i wpatruję się w jego oczy - Pytał mnie, w jakich okolicznościach straciłaś palec - o kurde! Zaciskam usta, bo tego kompletnie się nie spodziewałam! - Nie martw się, nie powiedziałem mu prawdy. Musiałem wymyślić na poczekaniu dobry kit, ale dzielnie wybrnąłem z sytuacji.
- Naprawdę? Pochwal się, jestem tego niezmiernie ciekawa - zakładam ręce na piersiach i czekam na ściemę roku.
- Powiedziałem mu, że miałaś wypadek na kempingu - gapię się na niego, a na moje usta wkrada się szeroki uśmiech.
- Mówisz poważnie? Naprawdę myślisz, że w to uwierzył? Znalazł mnie obcy mężczyzna, na dodatek ledwo żywą, tak?

- Wiem, ale o to nie dopytywał. Jedynie zadał mi jedno pytanie, czy ma zawiadomić policję o popełnieniu przestępstwa - o kurwa! Nic nie mówię, bo mnie przytyka. Cholera! Nie sądziłam, że lekarz cokolwiek może podejrzewać. Jednak czy powinno mnie to dziwić? Dziewczyna bez palca, praktycznie nieprzytomna, znaleziona tak naprawdę przy drodze. Chyba nie trudno się zorientować, że stało się coś złego - Uspokoiłem go i powiedziałem, że nie ma takiej potrzeby. Gdyby popełniono przestępstwo, sam zadzwoniłbym po gliny - wzdycha ciężko i kręci głową - Teraz kiedy o tym myślę, nie wiem czy to byłby taki głupi pomysł. Może wreszcie ktoś zrobiłby z Petrovem porządek. Należy mu się, jak cholera.
- Nie mieszaj się w to Justin! Nie pozwalam Ci, rozumiesz? Zostawimy to tak, jak jest, okej? Narobimy sobie jeszcze większych kłopotów, a ja po prostu chcę stąd wyjść, zapomnieć i zacząć normalnie żyć. Tylko tego pragnę.
- Tak będzie, Skarbie. Niedługo cię stąd zabiorę - całuje mnie w dłoń i kiedy znowu patrzy mi w oczy, widzę w nich mnóstwo rozczulenia - Bardzo ucieszyłem się, kiedy zgodziłaś się na ucieczkę. Byłem naprawdę szczęśliwy, że uwolnisz się od ojca i zaczniesz żyć po swojemu. Szkoda, że się z tym spóźniliśmy. Że ten dureń wybrał akurat nasz dzień.
- Kiedy zobaczyłam go w moim domu, prawie dostałam zawału. Byłam przerażona, bo przecież Hugo miał mnie ochraniać, a on go powalił! Jak to możliwe? Przecież ten facet ma chyba ze dwa metry? Czy on w ogóle żyje?
- Cóż, mógł użyć paralizatora i po sprawnie - no, tak! To proste - Hugo żyje, widziałem go w Twoim domu.
- O mój boże, byłeś tam?! - gapię się na niego z niedowierzaniem! - Po co?! Ojciec mógł zrobić Ci krzywdę!
- Uspokój się - karci mnie i przewraca oczami - Twój ojciec sam do mnie zadzwonił i zarządzał, abym Cię odstawił do domu w trybie natychmiastowym. Zdziwiłem się, bo przecież nie było Cię u mnie. Wsiadłem w samochód, pojechałem do niego i wyjaśniłem mu to. Na początku mnie wyśmiał i nie chciał uwierzyć - tsa! Cały ojciec! - Jednak w pewnym momencie ktoś zadzwonił do drzwi i kiedy zobaczyłem w nich Tobiasa, wiedziałem, że Cię zabrał. Wręczył Twojemu ojcu małe pudełeczko, a w środku były włosy. Zgadnij, co? Wyśmiał go i zatrzasnął drzwi. Miałem chęć go udusić!
- To było oczywiste, że ojciec nie uwierzy. To takie w jego stylu, nie? Szkoda, że na włosach się nie skończyło.
- Wiem, jest mi z tego powodu bardzo przykro, Mia. Naprawdę czuję się podle, powinienem był coś zrobić.
- Poważnie? Niby co? Daj spokój, Justin. Nie mam do Ciebie żalu i chcę, żebyś to wiedział. To ojciec powinien mnie chronić, bo jest moim rodzicem. Jak oboje wiemy, ma mnie gdzieś i wyszło jak wyszło. Nie chcę go widzieć na oczy - zaciskam usta i dotykam białego opatrunku na mojej dłoni. Już na zawsze będę pamiętać o tym, co się wydarzyło. Brak palca nie pozwoli mi zapomnieć - Wiesz, wtedy w tej piwnicy Petrov coś mi powiedział - podnoszę głowę, a Justin nie spuszcza ze mnie wzroku - Ojciec jest jego wrogiem od pięciu lat. I nawet nie chodzi o ten głupi burdel na jego terenie, a o to, że ojciec przespał się z jego żoną. Dlatego tak bardzo go nienawidzi. Byłam jego zemstą.
- Ja pierdole
- Justin kręci głową i zaciska szczękę - Doskonale wiedział co się święci, ale mimo to nie zrobił nic. 
- Wiem, dlatego nie chcę być blisko niego. Nie jest już moim ojcem. Jedynie boję się, że Tobi po mnie wróci.
- Co takiego? Nie ma takiej możliwości, Mia. Od teraz nie odstąpię Cię nawet na krok, przysięgam!

- Jesteś taki kochany - mówię cicho i uśmiecham się do niego - Wiesz, dzwoniłam do Ciebie - Justin marszczy czoło, jakby próbował sobie przypomnieć - Tobias zostawił telefon na komodzie. Musiałam to wykorzystać.
- To byłaś Ty?! - chwyta się za głowę i widzę lekki szok na jego twarzy. Jest uroczy - Owszem, widziałem niedobrane połączenie, miałem oddzwonić później, ale wciąż Cię szukałem i wyleciało mi to z głowy. Kiedy dzwoniłaś, rozmawiałem z prywatnym detektywem i musiałem zostawić telefon w samochodzie. Kurwa! - złości się i mocno zaciska szczękę.
- Tak, to byłam ja. Zdziwiłam się, że zostawił telefon. Hej! O jakim prywatnym detektywie mówisz?
- Byłem zdesperowany, nigdzie nie mogłem Cię znaleźć, więc wynająłem prywatnego detektywa - o rany! Tego się nie spodziewałam - Liczyłem na jego pomoc, robiliśmy wszystko, co w naszej mocy, chcę żebyś to wiedziała. Nie było Cię tak długo, a ja umierałem z niepokoju. Sprawdzałem wszystkie miejsca, w których mogłabyś być, ale to na nic - wzdycha i schyla głowę - Gdybym znalazł Cię wcześniej, może nic złego by Cię nie spotkało. Nadal miałabyś palec.
- Zabraniam Ci tak myśleć! Dlaczego to robisz, Justin? Dlaczego bierzesz winę na siebie, co? Ja sama nie miałam pojęcia gdzie jestem, szłam chyba pół nocy i nie dotarłam praktycznie nigdzie! Gdyby nie ten mężczyzna nie wiem, co by się ze mną stało. Może bym umarła pod tym drzewem? Albo wreszcie Tobias by mnie znalazł i byłoby jeszcze gorzej? - Justin podnosi głowę i patrzy na mnie z bólem - Uciekłam, Justin. Jestem tutaj, a Ty jesteś przy mnie. Tylko to w tej chwili jest dla mnie najważniejsze - uśmiecham się i mocniej ściskam jego dłoń - Bardzo Cię kocham.
- Ja Ciebie też kocham, maleńka - cmoka wierzch mojej dłoni, klepię miejsce obok siebie i zachęcam go, aby się ze mną położył - Co chodzi Ci po głowie, hmm? - mruczy cicho, zdejmuje buty i ostrożnie kładzie się obok. Przytula mnie do siebie, głaszcze po głowie i mocniej się w niego wtulam. Wdycham zapach jego ciała i jest mi tak dobrze! 

Popołudniu leżymy w łóżku i oglądamy telewizję. Justin obejmuje mnie ramieniem, moja głowa leży na jego piersi i słyszę bicie jego serca. Niestety nasz spokój burzy niespodziewany gość, który wchodzi do pokoju. Spoglądam w stronę drzwi i gwałtownie siadam. Moje serce podskakuje i podchodzi mi do gardła, dłonie zaczynają się pocić i nie wiem, co mam ze sobą zrobić. Jedyne, na co mam ochotę, to spieprzać stąd jak najdalej. Co on tutaj do cholery robi?!
- Mia - chrząka zdenerwowany i niepewnie pochodzi. Wpatruje się we mnie jak zahipnotyzowany i nawet nie mruga. Justin podnosi się, podchodzi z drugiej strony łóżka i kładzie dłoń na moim ramieniu - Jak się czujesz, córeczko?
- W porządku - wzruszam ramionami i bawię się rąbkiem kołdry. Nagle sobie o mnie przypomniał? To cud! 
- Więc, to naprawdę był Twój palec? - prycham pod nosem, a ojciec wpatruje się w moją zabandażowaną dłoń.
- Tak, tato. Wyobraź sobie, że to był mój palec! Jednak nie uwierzyłeś, co było do przewidzenia.
- Jak mogłem uwierzyć, huh? Nie miałem pewności, Mia! Byłem pewny, że Petrov chciał mnie podpuścić.
- Nie mogę Cię słuchać, wiesz? - patrzę na niego i zwijam dłoń w pięść. Jestem wściekła! - Skoro zniknęłam, to chyba nie trudno było się domyślić, że coś nie gra. Prawda? A Ty mnie olałeś i zostawiłeś na pastwę losu! Po co przyszedłeś?
- Jak to po co? Jesteś moim dzieckiem, tak? Wrócisz do domu i wszystko będzie jak dawniej, córeczko. Wyzdrowiejesz.
- Jestem zdrowa! I co masz na myśli mówiąc, że "wszystko będzie jak dawniej"? Czyżby Twoje chore zasady?
- Będziesz już bezpieczna. Nie pozwolę, aby ktokolwiek Cię skrzywdził. Obiecuję, będę Cię chronił.

- Nie o to pytam! Nadal masz zamiar więzić mnie we własnym domu? Traktować jak rzecz i wyzywać od dziwek? 
- Przepraszam. Te słowa nigdy nie powinny wyjść z moich ust - mam w dupie jego przeprosiny. Doskonale wiem, że są gówno warte! - Co do pierwszej części Twojego pytania, tak, w tej kwestii nic się nie zmienia - chyba sobie kpi!
- Nawet po tym, co się właśnie wydarzyło. Po koszmarze, który musiałam przejść przez Ciebie, nic nie zrozumiałeś?
- Zrozumiałem. Jesteś moim dzieckiem, Mia. Taki już jestem, nic na to nie poradzę. Czego ode mnie oczekujesz?
- Szczerze? Niczego! To wszystko jest popieprzone i nie chcę, żebyś taki był! - podnoszę głos, a ojciec marszczy brwi zaskoczony. Ciekawa jestem, cóż go tak dziwi? - 
To chore, co ze mną robisz i przyszedł czas, żebyś to wreszcie zrozumiał. Niszczysz mi życie, nie widzisz tego?! Popatrz do czego doprowadziłeś?! Nie mam palca!
- Wiem, Mia. Wybacz mi, to nigdy nie powinno mieć miejsca. Nie martw się, Petrov zapłaci za to, co zrobił - zaciska szczękę i wiem, że z tego może być tylko pieprzona wojna! Nie mam zamiaru w niej uczestniczyć. O nie! - Hugo sobie nie poradził, jest kiepski. Jeszcze dzisiaj zatrudnię kogoś nowego, lepszego, najlepszego! Dla Ciebie! 
- Chcę Justina, tato - mówię pewnie, ale podpuszczam go. Za cholerę do niego nie wrócę. Po moim trupie!
- Nie ma takiej możliwości, nigdy się na to nie zgodzę - spogląda na niego przelotnie, a jego wyraz twarzy natychmiast się zmienia. Mruży oczy i kręci głową - Dlaczego właściwie tutaj jesteś, chłopcze? - oho! Robi się ciekawie.
- To głupie pytanie, Panie Winters - Justin uśmiecha się i jego pewność siebie działa na mnie kojąco. Nie boi się mojego ojca - 
Kocham Mię. Czy to się Panu podoba, czy nie. Musi się Pan z tym po prostu pogodzić, bo nie zrezygnuję z niej. 
- Ona ma dopiero siedemnaście lat, jest jeszcze dzieckiem! A Ty dobrałeś się do niej i zrobiłeś jej pranie mózgu!
- O czym Ty gadasz, człowieku? Nic jej nie zrobiłem, pokochałem ją! A czy Pan ją kocha? - ha! Dobre pytanie.
- Oczywiście! To chyba jasna sprawa, tak? - kłóciłabym się, chociaż ojciec wygląda na szczerze oburzonego.

- Tak nie zachowuje się ojciec, który kocha własne dziecko. Bil ją Pan, poniewierał i wyzywał od dziwek. Powinien się Pan leczyć - chce mi się beczeć! Nie mogę uwierzyć, że Justin tak bardzo mnie broni! - To, co Pan wyprawiał jest karygodne! Mia nie powinna przechodzić przez coś takiego i mam zamiar ochronić ją przed powtórką! - o boże! - A teraz powinna odpocząć, nie może się denerwować. Musi dojść do siebie, nabrać sił. Powinien Pan już iść.
- Jakim prawem tak do mnie mówisz, szczeniaku? Jestem jej ojcem, to ja mam prawo przy niej być. Nie Ty!
- Och, niech Pan oszczędzi nam tego przedstawienia. 
Dobrze wiemy, że Pana obecność wcale nie poprawia staniu Mii.
- Nigdy z nią nie będziesz, rozumiesz? Na pewno Ci na to nie pozwolę! - boże! Ojciec nic nie zrozumiał, nadal jest dokładnie taki sam, a po cichu liczyłam, że może to wydarzenie nieco go odmieni? Byłam taka głupia! - Mia wróci do domu jeszcze dzisiaj i nigdy więcej jej już nie zobaczysz! Naciesz się nią, póki możesz! Twoje szczęście nie potrwa zbyt długo - obrzuca go pogardliwym spojrzeniem, odwraca się i wychodzi, nawet nie oglądając się za siebie.
- To by było na tyle, jeśli chodzi o troskliwego tatusia - siada obok, a ja czuję łzy na policzkach. Tak potwornie boli mnie jego zachowanie i już sama nie wiem, co mam z nim zrobić. On nigdy się nie zmieni i najwyższy czas się z tym pogodzić. Nie pozwoli mi normalnie żyć i nadal chce trzymać pod kluczem - Nie płacz, Kochanie. Nie warto.
- Justin - szepczę cicho, podnosi głowę i patrzy na mnie wyczekująco - Musimy stąd uciec. Najdalej jak się da.
- Tak - odpowiada równie cicho, jakby bał się, że ojciec mógłby nas teraz usłyszeć - Jeśli chcesz normalnie, spokojnie żyć, musimy uciec - patrzę w jego śliczne oczy i mimo tego wszystkiego, co się wydarzyło, odczuwam dziwny spokój w środku - Ochronię Cię, Mia. Obiecuję - i to są słowa, które w tym momencie bardzo chciałam usłyszeć. 

Po wyjściu ojca Justin jedzie do sklepu. Przywozi mi nowe ubrana i bieliznę, które kupił mi na szybko w sklepie. Przebieram się, bo nie mamy zbyt wiele czasu zanim wróci ojciec. Wychodzimy z pokoju i napotykam mojego lekarza. Tłumaczę mu, jak wygląda sprawa i chcę wypisać się na własne żądanie. Jest zaskoczony i nie podoba mu się ten pomysł, jednak stawiam na swoim. Zasłania się tym, że jestem nieletnia i dokumenty musi podpisać rodzic, jednak robi to Justin, chociaż nawet nie wiem, czy może. Lekarz widzi moją desperację, strach i wie, że tak czy siak zaraz mnie tutaj nie będzie. Przepisuje mi receptę na leki, które mam brać, na środek przeciwbólowy i tłumaczy jak dbać o ranę. Ściskam go mocno i dziękuję za wszystko, co dla mnie zrobił. Posyła mi lekki uśmiech i już nas nie ma.
Justin otwiera dla mnie drzwi w swoim samochodzie i po chwili mkniemy przez miasto. Doskonale wiem, że muszę wejść do domu, chociaż bardzo tego nie chcę. Muszę zabrać dokumenty, mój paszport, kartę do bankomatu i trochę ubrań. Justin twierdzi, że ciuchy kupimy, ale zależy mu na paszporcie. Muszę go mieć na wszelki wypadek.
Parkuje trzy domy dalej i idzie razem ze mną do mojego domu. Boję się jak jasna cholera, bo nie wiem czy ojciec jest w środku. Jeśli tak, rozpęta się prawdziwe piekło, a tego akurat chcę uniknąć. Wpadam na pomysł i proszę Justina o jego telefon, podaje mi go i wykręcam domowy numer. Po trzech sygnałach odbiera Sara i wypytuję, czy ojciec jest w domu. Uspokaja mnie, że wyszedł niedawno do klubu. Niesamowita ulga obejmuje moje ciało i jestem spokojniejsza. Przekraczamy próg mojego domu i wspomnienia od razu uderzają we mnie jak tona cegieł. Zaciskam zęby i staram się być silna, już niedługo będę daleko stąd. Ojciec nie zrobi mi już żadnej krzywdy i będę miała normalne życie. Spokojne, bez przemocy, krzyku i surowych zasad. Oczywiście boję się, że pewnego dnia znudzę się Justinowi i po prostu mnie zostawi. Mam tego pełną świadomość, jednak stawiam wszystko na jedną kartę. Co ma być, to będzie.







14 komentarzy:

  1. Dlaczego ona tak myśli? Przecież Justin ją kocha i nigdy nie zostawi. Jej ojciec jest głupi... Cieszę się, że już uciekają i mam nadzieję, że tym razem nic im nie przeszkodzi.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam nadzieje ze uda im sie uciec i ze w koncu beda mogli bez przeszkod byc razem :) Rozdzial wspanialy<3 Czekam na nn <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Ajajajajaj! To się porobiło! Ja zamiast się uczyć to czytam to ! Widzisz do jakiego stanu mnie doprowadziłaś?!? :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jejku Justin tak o nią cholernie mocno walczy ;) świetny do następnego

    OdpowiedzUsuń
  5. oo wreszcie uciekaja :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Cos mi mowi,ze znowu to nie wypali..

    OdpowiedzUsuń
  7. Niech uciekną! Niech nareszcie będą szczęśliwi..
    Buziaki:3

    OdpowiedzUsuń
  8. Omg...oby im sie udalo..ten ojciec jest chory psychocznie..idiota ...rozdzial swietny czekam nn:***

    OdpowiedzUsuń
  9. Fajny rozdzial czekam na następny

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetny :) zrobisz tydzień z rozdziałami?? :)

    OdpowiedzUsuń

Layout by Yassmine