28.03.2015

Rozdział 39.

W biegu witam się z Sarą. Tuli mnie do siebie, patrzy na mnie ze smutkiem i chociaż nic nie mówimy, wiem wszystko. 
Biegnę do swojego pokoju, wyjmuję podręczną torbę i wrzucam do niej wszystko jak leci. Nie rozwodzę się, czy są to krótkie spodenki, czy jeansy, czy sukienka. Pakuję po prostu prawą część szafy, gdzie są moje ulubione ubrania i buty. Przenoszę się do komody i wybieram jeszcze bieliznę, Justin w tym samym czasie zgarnia kosmetyki z łazienki. Tworzymy zgrany zespół i nie mija nawet dziesięć minut, a wszystko jest spakowane i czas się stąd zmyć.
Biorę kartę do bankomatu, paszport i chowam do torebki. Jeszcze raz rozglądam się po pokoju, ale nie chcę zadręczać się teraz przeszłością. Justin chwyta mnie za rękę i kierujemy się w stronę schodów. Jednak przystajemy zaciekawieni, bo docierają do nas jakieś głosy. Niech to szlag! Czyżby ojciec nas zaskoczył i postanowił wrócić wcześniej? 
- Sara - słyszę jego głos i spinam się - Mia dzisiaj wychodzi ze szpitala. Może upieczesz jej ulubione ciasto? Ucieszy się.
- Oczywiście, proszę Pana. To jest bardzo dobry pomysł - głos Sary brzmi normalnie i wiem, że mnie nie wyda.
- Świetnie! Przebiorę się i pojadę po nią - jak na zawołanie słyszymy odgłos kroków na schodach, a stoimy przy nich.
- Musimy się schować - Justin mówi cicho i ciągnie mnie w stronę pokoju gościnnego. Nie chcę ryzykować, że ojciec przypadkiem wejdzie do mojego pokoju. To byłaby katastrofa. Justin ostrożnie zamyka drzwi i nasłuchuje. Mój oddech szaleje i boję się, że i tym razem coś pójdzie nie tak. Tobias popsuł nasz plan i nie chcę przechodzić przez to po raz drugi - Spokojnie, Mia - Justin odwraca się w moją stronę i czuję jego palec pod brodą. Unoszę głowę i patrzę mu w oczy
- Wszystko będzie dobrze, tak? Jestem tutaj, nie pozwolę aby ktokolwiek zrobił Ci krzywdę - przytula mnie do siebie, kołysze w swoich ramionach i natychmiast się uspokajam. Na korytarzu panuje cisza i myślę, czy ojciec już sobie poszedł. Na wszelki wypadek spędzamy w pokoju dobre piętnaście minut, aż Justin odkleja mnie od swojego ciała i uchyla drzwi - Pusto, idziemy - chwytam jego dłoń, w drugą bierze moją torbę i kierujemy się w stronę schodów.
- Mia! Możesz zejść, jest bezpiecznie - och, to Sara! Przyśpieszamy i po chwili schodzimy na dół - Twój ojciec pojechał do szpitala. 
Uważaj na siebie, dobrze? Jeśli będziesz mogła daj mi znać, że jesteś w bezpiecznym miejscu. Kocham Cię jak własne dziecko, ale tak trzeba. Tego było już zbyt wiele i nigdy nie powinnaś cierpieć. To słuszna decyzja.
- Kocham Cię, Sara. Dziękuję za wszystko - czuję łzy na policzkach. Ta kobieta naprawdę wiele dla mnie zrobiła, a jej wsparcie jest dla mnie bardzo cenne. Wiem, że cierpiała razem ze mną - Odezwę się, jak dotrę na miejsce. 
- Musimy iść, czas nas goni - Justin chrząka, odciąga mnie od Sary, sam ją przytula i całuje w policzek. Uśmiecha się, chwyta moją dłoń i opuszczamy dom. Pakuje wszystko do bagażnika i uruchamia silnik. Szybko wyjeżdża z podjazdu i włącza się do ruchu. Wciąż jestem lekko oszołomiona po wizycie ojca w domu i boję się, że jakimś cudem wyskoczy znienacka i zabierze mnie od Justina - Mia? - ciszę w samochodzie przerywa głos mojego chłopaka. Otrząsam się z dziwnego amoku i orientuję, że jesteśmy pod jego mieszkaniem - Muszę zabrać kilka potrzebnych rzeczy. Zostaniemy u mnie i kupimy bilety na samolot - przytakuję głową, opuszczamy samochód i wchodzimy do budynku. Wjeżdżamy na górę i oddycham z ulgą. Siadam na ogromnym narożniku i zamykam oczy. Lubię mieszkanie Justina. Przede wszystkim ojciec nie zna jego adresu, a to mnie nieco uspokaja - Spakuję się, a Ty odpocznij - słyszę obok jego głos i uchylam powieki. Kuca i odgarnia moje włosy -  Prześpij się, poszukam biletów przez internet - cmoka mnie i okrywa kocem.
- Justin? Gdzie właściwie lecimy? - pytam, bo nie wspomniał ani słowem, co planuje, a ja chcę to wiedzieć. 

- Na razie polecimy do Nowego Jorku, mam tam kuzynkę - tłumaczy i dotyka palcem mojej brwi - Dzwoniłem do niej i chętnie nas przygarnie, dawno się nie widzieliśmy. Potem pomyślimy, co dalej - przytakuję głową i ziewam przeciągle. 

Justin rezerwuje lot na dwudziestą piętnaście. Bierzemy nasze bagaże, opuszczamy mieszkanie i zostawiamy wszystko za sobą. Potrzebujemy odpoczynku od Los Angeles i od tego, co się wydarzyło.

Odprawa mija szybko i sprawnie. Na podkład samolotu wsiadamy dokładnie o dwudziestej. Lot ma trwać pięć godzin. Zajmujemy swoje miejsca i trafia mi się przy oknie, to lubię! Zapinam pas, Justin trzyma moją zdrową dłoń i kiedy startujemy piętnaście minut później, uśmiechamy się do siebie czule. 
Nowe życie czas zacząć!

Przesypiam prawie całą podróż. Budzę się w momencie, w którym koła samolotu dotykają płyty lotniska. Przeciągam się i spoglądam na Justina, który uśmiecha się, pochyla i składa na moich ustach słodki pocałunek. Mmm, to lubię!

- Wszystko w porządku, Skarbie? - pyta, kiedy odpinam swój pas - Długo spałaś i zacząłem się martwić.
- Nie ma takiej potrzeby, czuję się o wiele lepiej. Musisz przestać się wciąż zamartwiać, wiesz? To niezdrowe!
- Łatwo mówić - prycha rozbawiony, czochra moje włosy, a ja chichoczę - Zawszę będę się o Ciebie martwił.


Odprawa tym razem nieco się przedłuża i trwa przeszło godzinę. Niecierpliwię się, irytuję i odrobinę boję. Rozglądam się nerwowo, Justin mocniej ściska moją dłoń i unosi brew zaskoczony. Posyłam mu lekki uśmiech, przysuwam się do niego i opieram głowę o jego ramię. Dlaczego mam dziwne wrażenie, że zaraz w tym tłumie zobaczę policję, którą wezwał ojciec? Przyjdą po nas, rozdzielą i nasza przygoda dobiegnie końca. Nie powinnam się tym teraz zadręczać, bo ojciec nawet nie wie, gdzie teraz jestem. Oddycham głęboko, wyrzucam go ze swoich myśli i odprężam się.

Na miejsce docieramy taksówką. Okolica jest bardzo ładna i spokojna. Kuzynka Justina mieszka w małym, uroczym białym domku z ogródkiem i huśtawką. Już lubię to miejsce, a cisza jest jak balsam na moje uszy. Nie to co w LA.
- Justin! - słyszę podniesiony głos i przekręcam głowę w stronę drzwi. Po chwili dopiero dostrzegam brunetkę, która biegnie w naszym kierunku i rzuca się na Justina - Cześć, kuzynie! - tuli ją do siebie i okręca dookoła.

- Hej, Lena! Ależ się za Tobą stęskniłem! Świetnie wyglądasz - stawia ją na nogach i przejeżdża po niej wzrokiem - Nowy Jork Ci służy, co? Kwitniesz! - kręci głową i szturcha ją w bok, och. Chyba mają ze sobą świetny kontakt.
- Oj, żebyś wiedział! Powinieneś się tutaj przenieść, odczułbyś różnicę - mruga okiem i spogląda na mnie.
- Może kiedyś - chrząka i obejmuje mnie ramieniem - To moja dziewczyna, Mia. Mia, to moja kuzynka Lena.

- Miło Cię poznać - ściskamy sobie dłonie, ale dodatkowo dziewczyna przytula mnie do siebie. Nie wiem czy wie, co się wydarzyło, ale jest bardzo miła - Dobrze, wejdźmy do środka. Pewnie jesteście zmęczeni po podróży.
- Trochę - jak na zawołanie Justin ziewa i przeciera twarz dłonią - Dochodzi prawie trzecia rano, cholera!

- Właśnie o tym mówię. Chodźcie, pokażę wam wasz pokój - Lena uśmiecha się do nas i prowadzi przez korytarz. Ma piękne mieszkanie! Naprawdę robi wrażenie i ciekawa jestem, czym na co dzień zajmuje się dziewczyna. Na pewno zapytam o to Justina - Proszę - przepuszcza nas przodem i wchodzimy do jasnego, dość sporego pokoju. Jest naprawdę uroczy! - W łazience macie świeże ręczniki. Gdybyście czegoś potrzebowali to wołajcie, a przybiegnę w podskokach.
- Taka zabawna! - czochra jej włosy, ale rozczula mnie ich zażyłość - Dzięki, jesteś kochana, ale to już wiesz.
- No pewnie! - strzepuje niewidzialny pyłek z ramienia i chichocze - Uciekam. Do zobaczenia jutro, gołąbeczki. Ach! Jutro o ósmej muszę wyjść do pracy, zapewne będziecie jeszcze spać, więc czujcie się jak u siebie w domu.
- Jasne - Justin salutuje, Lena przewraca oczami i zostajemy sami - To, co? Idziemy pod prysznic i do łóżka, tak? - przytakuję głową, ale dosłownie zasypiam na stojąco! - No to raz, dwa! - chwyta mnie za rękę, prowadzi do łazienki i rozbiera. 
Justin pomaga mi się umyć, bo nie chcę zmoczyć bandaża na ręce. Po prysznicu ogarniam twarz, zakładam koszulkę mojego chłopaka i aż wzdycham, kiedy układam swoje ciało w miękkim łóżku - Słodkich snów, Skarbie.

Następnego dnia budzi mnie wpadające przez okno słońce, które ogrzewa moją twarz. Powoli otwieram oczy, ziewam i przeciągam się. Nie widzę obok siebie Justina i spoglądam na stojący na szafce zegarek. Cholera, dochodzi jedenasta! Wstaję z łóżka, załatwiam potrzebę i kieruję się w stronę salonu. Chłopak siedzi przed telewizorem i pije kawę. 
- Dzień dobry - podchodzę od tyłu, zarzucam dłonie na jego szyję i całuję w ucho - Dlaczego mnie nie obudziłeś?
- Hej, Kotku - podnosi głowę i obdarza mnie prześlicznym uśmiechem - Po co? Musisz odpocząć. Jak się spało?
- Cudownie! To był spokojny sen, tego potrzebowałam. A Tobie jak się spało? O której tak właściwie wstałeś?
- Godzinę temu - przekręca się, pomaga mi, przechodzę przez oparcie kanapy i ląduję wprost na jego kolanach - A spało mi się cholernie dobrze, bo czułem Ciebie obok siebie. Uwielbiam z Tobą spać - odgarnia moje włosy i całuje w czubek nosa - Cieszy mnie to, że będę mógł to robić codziennie - och! Wbijam zęby w wargę, ale mnie również podoba się ta perspektywa - Jak się czujesz? Jak Twoja dłoń? - chwyta ją i ogląda z każdej strony - Mniej krwawi, to dobrze.
- Tak, na razie jest okej. Nie boli. Trzeba tylko zrobić nowy opatrunek, lekarz kazał robić to dwa razy dziennie.
- Nie ma sprawy. Zjemy śniadanie i zrobimy opatrunek. Mam nadzieję, że poza tym wszystko w porządku?
- Tak, chyba tak - chrząkam, a Justin patrzy na mnie podejrzanie. Wiem, że już mi nie odpuści - Może trochę się boję, że ojcu coś głupiego strzeli do głowy. Nie zostawiłam mu żadnej informacji gdzie jestem. Jak myślisz, co zrobi?
- Nie wiem i nie obchodzi mnie to. Nie znajdzie nas, spokojnie. Nie mam zamiaru mu Ciebie oddać, nigdy!
- Spokojnie - kręcę głową 
i przeczesuję jego włosy, których nie zdążył jeszcze ułożyć - Nie denerwuj się, dobrze? Ty też powinieneś odpocząć, nie tylko ja sporo ostatnio przeszłam. Oboje musimy się wyluzować i nie myśleć.
- Zgadzam się i podoba mi się ten pomysł - całuje mnie w usta i jego złość odchodzi - Będziemy cieszyć się sobą i pieprzyć resztę świata, nie? - śmieję się z niego, ale jest cholernie uroczy! - Okej, a teraz czas na śniadanie - porusza brwiami, bierze mnie na ręce, wchodzi do kuchni i sadza mnie na krzesełku przy wyspie kuchennej. 

Robimy płatki z mlekiem i jemy rozmawiając. Uśmiechamy się do siebie i jest tak fajnie, normalnie. Nie mogę uwierzyć, że jestem tyle kilometrów od domu z człowiekiem, w którym tak szybko się zakochałam. Jednak mam to w nosie, bo jestem szczęśliwa. Wreszcie nie muszę ukrywać naszego związku, mogę po prostu być z Justinem, a to jedyne czego teraz pragnę. Może to głupie i naiwne z mojej strony, że zachowałam się lekkomyślnie i uciekłam, ale moje życie było niszczone każdego, pieprzonego dnia. Owszem, ojciec zapewniał mi wszystko, na co tylko miałam ochotę, ale czy o to chodzi w życiu? Pieniądze to nie wszystko! Miłość, wsparcie, poczucie bezpieczeństwa jest czymś o wiele cenniejszym. A ja właśnie teraz to czuję, że ktoś mnie kocha, komuś na mnie zależy i zrobił dla mnie coś tak szalonego! Uciekaliśmy, aby walczyć o swoją miłość. Wierzę, że nam się uda. Ba! Musi nam się udać, nie ma innej możliwości.
- Halo, tu ziemia. Mia, zgłoś się - Justin przerywa moje rozmyślenia i stuka palcem w blat - O czym tak myślisz, hmm?
- O wszystkim - odsuwam od siebie miseczkę, ale więcej nie wcisnę - 
Długo tutaj zostaniemy? Mamy jakiś plan? 
- Cóż, rozmawiałem z Leną. Nie ma nic przeciwko i powiedziała, że możemy zostać tutaj tyle, ile chcemy. I tak pracuje całymi dniami, więc zapewne będziemy widzieć ją rzadko. Jest dla mnie jak siostra i prawie całe życie wychowywaliśmy się razem. Przeprowadziła się do Nowego Jorku dopiero dwa lata temu, jednak nadal mamy ze sobą świetny kontakt. 
- Tak, to widać na pierwszy rzut oka. Nie znam jej, ale wydaje się być bardzo fajną dziewczyną, wesołą i pogodną.
- To prawda. Czasami jest też szalona - przewraca oczami i czuję, że oboje mają sporo za uszami - Nie chcę jej siedzieć na głowie zbyt długo. Powiedziałem jej, że zostaniemy maksymalnie trzy tygodnie, a potem? Pojedziemy dokąd tylko będziesz chciała Kupimy mały domek i będziemy żyć długo i szczęśliwie. I jak? Podoba Ci się?

- Wow, bardzo! Brakuje tylko psa, kota i dziecka.  Ale nie wiem czy wiesz, ja pytałam tak na poważnie. 
- Wiem, Kotku. To wszystko, co powiedziałem jest jak najbardziej na poważnie. Możemy pojechać gdzie chcemy. Do Las Vegas, Chicago, Kanady, a nawet do Europy! Gdzie chcesz? Powiedz słowo, a będziemy tam.
- A pomyślałeś chociaż tak przez krótką chwilę, skąd weźmiemy na to pieniądze? Ja mam tylko pięćdziesiąt tysięcy.
- No i super, ja mam jakieś trzy razy tyle. Chyba damy sobie radę, co? - mruga rozbawiony, a ja jestem zaskoczona jego słowami - Czyżby ktoś tutaj nie dowierzał? - mówi dumnie, przekręca moje krzesełko w swoją stronę i patrzy mi w oczy - Pamiętaj, że pracuję od osiemnastego roku życia, Mia. Najpierw u ojca w firmie, a potem jako Twój ochroniarz. Winters naprawdę dobrze mi płacił - chociaż tutaj mogę przyznać mu mały plusik! - No i najważniejsze, ochraniałem popularną piosenkarkę, a tam to już były kokosy! Przez rok odłożyłem niezłą sumkę, to były zajebiste czasy!
- A właśnie! Wiesz, że nigdy nie powiedziałeś mi, co to za piosenkarka? Od początku jestem tego ciekawa.
- Skoro byłaś ciekawa, dlaczego nie zapytałaś? - mruży oczy, podnosi się i unosi mnie z krzesła. Jego dłonie lądują na moich pośladkach, które mocniej ściska. Posyłam mu groźne spojrzenie, ale ma mnie w nosie! - No dobra! Verona*
- Naprawdę?! - piszczę, bo to świetna piosenkarka! - Uwielbiam jej kawałek, "Nothing Without You". Boski!
- Ja nie przepadam za jej muzyką. Najważniejsze, że dobrze mi płaciła - mruga zadziornie, sunie nosem po mojej szyi i przygryza ją zębami. Zamykam oczy pod wpływem tego przyjemnego uczucia i wbijam palce w jego ramiona.
- C-co robisz? - pytam cicho i wstrzymuję oddech, kiedy wsuwa dłoń pod moją koszulkę i dociera do piersi.
- Ciii - ucisza mnie, przesuwa głowę i wpija się w moje usta. Wdziera język do środka i natychmiast robi się gorąco. Tulę się do niego, owijam nogami jego biodra, a Justin unosi mnie i sadza na blacie. 
Wsuwa dłoń w moje spodenki i pieści mnie przez materiał majtek. Zaciskam usta, bo podniecenie rozlewa się po moim ciele. Tak dawno się nie kochaliśmy. Zapomniałam już, jakie to wspaniałe uczucie znowu móc poczuć go blisko siebie. Zaczynam poruszać biodrami, chcę więcej i on doskonale to wie. Zsuwa moje dresowe spodenki razem z bielizną, zdejmuje z siebie spodnie i wślizguje się do środka. Odchylam głowę do tyłu i zaciskam nogi na jego biodrach - Och, Kotku - słyszę jego cichy, niski i podniecony głos - Tak cholernie mocno Cię pragnę - porusza się we mnie i patrzy mi prosto w oczy.
- Jestem tutaj. Masz mnie - dyszę ciężko, sunę dłońmi po jego ramionach i przyciągam go do siebie. 

- Mam i chcę Cię już na zawsze - coś ściska mnie za serce. Nie wierzę, że to wszystko dzieje się naprawdę.

Chwilę później doprowadzamy się do porządku. Rozczesuję włosy, związuję je w kucyka i już mam wracać do Justina, kiedy przypominam sobie o moim telefonie. Wyjmuję go z torebki, włączam i idę do salonu. Siadam na kanapie, spoglądam na wyświetlacz i widzę mnóstwo nieodebranych połączeń i wiadomości od ojca. O, boże! Ile tego jest!
- Wow! Tatuś się stęsknił? - unosi brew i prycha z kpiną - Poczytaj, na pewno są to troskliwe wiadomości. 
Tsa, z całą pewnością! Otwieram skrzynkę, oddycham głęboko i biorę się za czytanie. Nie wiem, czy dobrze robię. 

Mia, gdzie jesteś?
Byłem w szpitalu, ale Cię tam nie było! Córeczko, chyba nikt mi Ciebie znowu nie zabrał, prawda? 

Jesteś z nim, tak? Lekarz mi powiedział, że wypisałaś się na własne żądanie i to Justin podpisał papiery!
Jak mogłaś to zrobić?! Po tym wszystkim, co dla Ciebie zrobiłem! Miałaś wszystko, co chciałaś i tak mi się odwdzięczasz?! Jesteś dziwką, skoro z nim uciekałaś, Mia! Ale znajdę Cię, możesz być tego pewna!

Postanawiam darować sobie resztę. Wiedziałam, że ojciec tak zareaguje. To było do przewidzenia.
- Nie przejmuj się tym - czuję dłoń Justina, którą mnie obejmuje i przytula do siebie - To w końcu Twój ojciec, tak? On nie zna innych metod oprócz gróźb. Powinnaś się do tego przyzwyczaić - uśmiecham się smutno, ale ma rację. Czego ja oczekiwałam? Że zatęskni za mną i poprosi, żebym wróciła do domu? Jasne! - Pamiętasz, o czym mówiliśmy niedawno? Mamy się wyluzować i nie myśleć - przytakuję głową, już mam odkładać telefon, ale nagle rozlega się jego dzwonek. Oboje wpatrujemy się w wyświetlacz, na którym widnieje zdjęcie ojca i wspomnienia ponownie goszczą w mojej głowie - Widzę, że nie da Ci spokoju. Odbierz, uspokój go i nie daj się sprowokować, dobrze?
- Dobrze - chrząkam, biorę się w garść i odbieram połączenie - Cześć, tato - zaciskam usta, a mój głos drży.
- Mia - kiedy tylko wypowiada moje imię, serce podchodzi mi do gardła. Mój spokój ucieka w siną dal.




*************************************************************
Hello :)
No i mamy 39 rozdział, Mia i Justin uciekli. Woohoo! :P
Najwyższa pora, nie? Chociaż tatuś jak zawsze w gotowości lol ;)

*Verona - nazwa wymyślona.

Dzisiaj wieczorem pojawi się drugi rozdział mojego nowego opowiadania.
ADRES - KLIK.
Jednak rozdział na razie dodaję tak na "próbę", bo nie wiem czy będziecie chcieli opowiadanie o sławnym Justinie. Jakoś takie opowiadania chyba mają mniejsze zainteresowanie, z tego co zauważyłam :)
No ale dodam dzisiaj i zobaczę jak je przyjmiecie. 

To tyle, miłej niedzieli wam życzę pyszczusie :)
Kocham!
Kasia







25 komentarzy:

  1. Jak sie ciesze ze udalo im sie uciec :) Mam nadzieje ze teraz bedzie tylko lepiej :) Rozdział wspaniały<3 Czekam na nn <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Wreszcie się od niego uwolnili! :) Pewnie teraz zaczną się dziać ciekawe rzeczy znając Ciebie, haha :) Wspaniały rozdział kochanie, mam nadzieję, że nie stracisz motywacji do pisnia i dalej będę mogła czytać Twoje opowiadania! Czekam na następny ;*
    Pozdrowienia Kasiu <3

    OdpowiedzUsuń
  3. wow :) świetny <3

    OdpowiedzUsuń
  4. źle że Mia odebrała bo dzięki temu jej ojciec bedzie wiedział gdzie teraz jest:o chyba... rozdział cudowny:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny jak zawsze :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jestem ciekawa co wymyśli ojciec Mii ? Dkwkfns nareszcie uciekli ;) Cudowny jak zawsze i do następnego

    OdpowiedzUsuń
  7. pewnie teraz jej ojciec ją namierzy i po ucieczce. ale i tak Justin ją uratuje. rozdział cudowny <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Ksbzydbfisgzys jaranko!! Hahaha nie mogę się doczekać nn! :*

    OdpowiedzUsuń
  9. Słodki rozdział. Ciesze się że w końcu uciekli.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja nie wiem... czy tak trudno napisać kilka słów o rozdziale i przy okazji zmotywować autorkę? Rozdział świetny! Tak się cieszę, że uciekli i mam nadzieję, że ojciec zrozumie, że oni się kochają. Tak!!! kolejne opowiadanie i to jeszcze z 'czegoś' jej!!!

    OdpowiedzUsuń
  11. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  12. Omg !!! prosze następny ! co jej powie ojciec ?!?! dlaczego on ją nazywa dziwką ?!?! ona nic mu nie zrobiła !!
    czekam na następne ! ♥

    OdpowiedzUsuń
  13. O kurde,udalo się!!ale bedzir akcja z ojcem cos czuje

    OdpowiedzUsuń
  14. Kocham kazde twoje opowiadanie, a kazdy rozdzial jest co raz lepszy!!

    OdpowiedzUsuń
  15. świetne! :)
    dzisiaj zaczęłam czytać twojego bloga i mega mi się spodobał!
    pisz dalej szybciutko! :) masz talent :>
    tymczasem zapraszam do siebie http://art-of-killing.blogspot.com/
    ps. dołączam do obserwowanych i liczę na to samo:)

    OdpowiedzUsuń
  16. super rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Genialne. Naprawdę świetny rozdział. Już nie mogę doczekać się następngo ♥

    OdpowiedzUsuń
  18. No po prostu meeeega :D nie mogę doczekać się następnego :))

    OdpowiedzUsuń
  19. Udało się! *-* Boże nawet nie wiesz jak się cieszę! :) Mam nadzieje ze już nic nie stanie im na przeszkodzie :)
    Buziaki :3

    OdpowiedzUsuń
  20. Dalej Dalej Dalej booskie

    OdpowiedzUsuń
  21. Oby ich nie znalazl...jjejku ja zyje tymi opowiadaniami! Cudownie piszezz, gdybys kiedys napisala ksiazke daj znac ;) z niecierpliwoscia czekam nn, buziaki:**

    OdpowiedzUsuń
  22. Oby ich nie znalazl! Jejku ja zyje tymi opowiadaniami! Cudownie piszesz, jakbys kiedys napisala ksiazke to daj znac ;) z niecierpliwoscia czekam nn, buziaki:**

    OdpowiedzUsuń
  23. Zasrany tatulek mam nadzieje ze ich nie znajdzie

    OdpowiedzUsuń

Layout by Yassmine