10.04.2015

Rozdział 43.

Mija ponad półtora miesiąca. Zwiedziliśmy z Justinem kilka cudownych miejsc i ten czas był dla mnie najwspanialszy w całym życiu. Nigdy nie czułam się szczęśliwsza i bardziej zakochana niż teraz. Justin był wspaniałym, czułym, troskliwym chłopakiem i dawał mi mnóstwo miłości i wsparcia. Całkowicie doszłam do siebie i starałam się normalnie funkcjonować. Jedyne, co mnie bolało, to puste miejsce po palcu. Nie nosiłam już bandaża i przerażało mnie to. Mój chłopak stanął na wysokości zadania i kupił dla mnie wygodną "taśmę", którą owija się dłoń w razie kontuzji. Zasłaniała ona puste miejsce po palcu, co dawało mi większy komfort. Nie byłam gotowa pokazać się światu bez brakującego palca i sama musiałam nauczyć się z tym żyć. Z każdym dniem szło mi coraz lepiej i byłam z siebie dumna.

Naszą czwartą miesięcznicę obchodziliśmy na plaży Fig Tree Bay na Cyprze. Justin zorganizował romantyczną kolację o zachodzie słońca, czym bardzo mnie wzruszył. Jednak była to wyjątkowa chwila, którą zapamiętam do końca życia. Kochałam tego chłopaka z dnia na dzień coraz mocniej, ale doskonale wiedziałam, że on również darzy mnie mocnym uczuciem. Pokazywał mi to każdego dnia. Przez przytulenie, pocałunek, seks czy nawet zwykłe siedzenie na kanapie w dresie i oglądanie nudnego filmu. Codzienność z nim była wyjątkowa, a zarazem taka normalna. Poznawaliśmy siebie, nasze przyzwyczajenia i podobało mi się to nasze życie "we dwoje". Chciałam więcej i więcej, zawsze mieć go przy sobie i już nigdy się z nim nie rozstawać, nawet na sekundę! Dostałam od niego więcej, niż mogłam sobie zamarzyć.

Tata również mnie zaskakiwał. Dzwonił codziennie, dużo rozmawialiśmy i odnosiłam wrażenie, że wreszcie coś do niego dotarło. Nie chciałam robić sobie złudnych nadziei, ale wierzyłam, że wreszcie się ogarnął. Zapewniał mnie, że wiele zrozumiał przez moją ucieczkę. Opowiadał, że czuje się samotny, bo w domu jest tak cicho i smutno. Odrobinę bolało mnie serce na jego słowa, ale Justin karcił mnie i mówił, żebym nie była dla niego taka dobra i miał trochę racji.
Byłam też zaskoczona, bo kilka razy rozmawiałam z Marie. Byłam zdziwiona, że nadal trwa przy ojcu, mimo tego wszystkiego, co się wydarzyło. Jednak sama stwierdziła, że tata bardzo się zmienił i uspokoił. Tęsknił za mną i bardzo często jej to powtarzał. Trudno było mi w to uwierzyć, mój ojciec potrafił tęsknić? To zdecydowanie coś nowego.

- Mia, pobudka
 - słyszę przy uchu cichutki głos Justina. Uśmiecham się i przeciągam leniwie - Zaraz lądujemy, śpiochu! - uchylam powieki i widzę jego piękną twarz. Kręci głową rozbawiony, zapina mój pas i przytula mnie do siebie - Mmm, jesteś taka cieplutka - mruczy nisko i opiera głowę na moich piersiach - Tulenie Ciebie nigdy mi się nie znudzi.
- Aww, jesteś słodki - wsuwam palec w jego włosy i cmokam go w głowę - Okryłeś mnie kocem po samą szyję.
- Wiem, ale dotknąłem wcześniej Twojej ręki i była zimna, nie chciałem żebyś zmarzła - odchyla się i siada na swoim miejscu - Więc? Jesteś gotowa na spotkanie ze swoim ojcem? - patrzy na mnie i natychmiast czuję uścisk w brzuchu.
- Tak. Myślę, że tak - chrząkam i wiercę się niespokojnie - Minęło trochę czasu i naprawdę liczę, że wiele przemyślał.
- Cóż, przekonamy się o tym za niecałą godzinę - mruga okiem i chwyta moją dłoń. Boję się tego spotkania.

Kiedy podjeżdżamy pod dom, mój niepokój się nasila. Wspomnienia atakuję moją głowę i nie jest to przyjemne uczucie. Mimo wszystko muszę być dzielna i poradzić sobie z powrotem do Los Angeles. Oby dobrze poszło.
- Jestem z Tobą, Mia. Nie zostawię Cię, pamiętaj o tym - Justin ściska moją dłoń i podtrzymuje mnie na duchu. Uśmiecham się lekko, chociaż jestem potwornie zestresowana - Okej, idziemy. Miejmy to już za sobą - opuszczamy taksówkę i  oddycham głęboko. Idziemy wzdłuż ścieżki prowadzącej do drzwi wejściowych i
wchodzimy do środka. 
- Bądź dzielna - szepczę do siebie, kiedy w moje oczy rzuca się siedzący przed laptopem ojcem. Skupia na nim uwagę i mam chwilę, aby mu się przyjrzeć. Boże! Wygląda, jakby postarzał się o dziesięć lat - C-cześć tato - jąkam się, a mój głos jest ledwie słyszalny. Jednak tata podnosi głowę, marszczy czoło i patrzy na mnie zaskoczony.
- Mia? Co Ty tutaj robisz, dziecko? - jest zaskoczony, ale nie uprzedziłam go wcześniej, że dzisiaj wracam - Boże! Jesteś tutaj! - gwałtownie podnosi się z kanapy i ląduję w jego ramionach. Mocno tuli mnie do siebie i głaszcze po plecach. Kiedy się odchyla, skanuje moją twarz i ciało - Zmieniłaś się, wydoroślałaś i wypiękniałaś.
- Wydaje Ci się, tato. Dawno mnie nie widziałeś - posyłam mu niepewny uśmiech i nerwowo bawię się palcami.
- Tak bardzo się cieszę, że wróciłaś! Tęskniłem! - o cholera! On naprawdę powiedział to na głos?!
- Wróciłam, ale nie sama - mówię cicho i odwracam się w stronę Justina, który stoi za nami. Wystawiam swoją dłoń i chłopak podchodzi do nas. Obejmuje mnie w talii i stoimy przed moim ojcem. Czy naprawdę zaakceptuje nasz związek?
- Więc jednak to coś poważnego - spogląda na Justina, ale nie widzę złości w jego spojrzeniu. Nawet cień uśmiechu przebiega przez jego twarz - Tak jak powiedziałem, akceptuję wasz związek. Wiele zrozumiałem, kiedy wyjechałaś, córeczko. Coś mnie zaślepiło i teraz sam się sobie dziwię, jak mogłem do tego wszystkiego dopuścić - schyla głowę i słyszę udręczenie w jego głosie. Nie wiem dlaczego, ale ten widok mnie smuci. W końcu jest moim ojcem.
- Nie martw się, tato. To przeszłość, tak? Wróciłam, mam się dobrze, jestem strasznie szczęśliwa i zakochana. Nie wracajmy do tego co było, dobrze? Najlepiej, jak po po prostu pójdziemy dalej i oboje o tym zapomnimy.
- Naprawdę potrafisz ot tak, wszystko zapomnieć? Tę krzywdę którą Ci wyrządziłem, zamknięcie w domu, porwanie?
- Nigdy tego nie zapomnę - mówię cicho, ale taka jest prawda. Jak można zapomnieć taki koszmar? - Jednak nie chcę ciągle do tego wracać, rozpamiętywać. Stało się i się nie odstanie. Było tego bardzo dużo i naprawdę cierpiałam. Jednak liczę, że zmienisz się i nic z tych rzeczy nigdy się nie powtórzy. Nawet na to nie pozwolę. Już nie.
- Masz moje słowo! - odpowiada niemal natychmiast - Nigdy więcej nie chcę Cię stracić, Mia. To było potworne uczucie!
- Cieszę się, że to wszystko do Ciebie dotarło. Szkoda, że musiało wydarzyć się tyle złych, bolesnych rzeczy.
- Wiem, jest mi strasznie przykro z tego powodu, uwierz mi - wzdycha ciężko i przeciera twarz rękami - Nie wiem, co się ze mną stało. Mama pewnie przewraca się w grobie - o boże! Moje serce boleśnie się kurczy na jego słowa.
- Tak. Myślę, że naprawdę to robi - zaciskam usta i moje oczy zaczynają szczypać. Nie chcę płakać, nie teraz. 
- Tak bardzo Cię kochała. Byłaś dla niej wszystkim, była taka szczęśliwa kiedy dowiedziała się o ciąży. Ja również się cieszyłem, byliśmy w sobie zakochani i byłaś owocem naszej miłości - mocniej ściskam dłoń Justina. Pierwszy raz słyszę od ojca coś takiego - Nie umiem wyjaśnić swojego zachowania. To tak, jakbym się nagle obudził i zrozumiał tak wiele rzeczy - kręci głową i przykłada dłoń do czoła. Marszczę brwi i jestem zdezorientowana jego zachowaniem. Wygląda na podłamanego - Nigdy nie wybaczę sobie tego, że tak Cię potraktowałem. Przecież jesteś moją córką! Jedyną! - podnosi głos, jakby beształ sam siebie - Jak mogłem do tego dopuścić? To było potworne!
- Nie wiem, tato - mówię smutno i sama zastanawiam się nad jego nagłą zmianą. Po śmieci mamy, zamienił się w prawdziwego tyrana i wiele razy sama próbowałam sobie to wyjaśnić. Do tej pory nie znalazłam odpowiedzi.
- Więc - spogląda na Justina, który stoi obok mnie - Nadal jesteście razem i widzę, że jesteś szczęśliwa. Nie wiem dlaczego, ale... - zacina się na chwilę, jakby nie był pewny czy chce dokończyć - Naprawdę cieszy mnie, wiesz? - och! - Uśmiechasz się, jesteś rozpromieniona i naprawdę miło się na to patrzy. Zasługujesz na szczęście, córeczko.
- Nie chcę już więcej cierpieć, mam tego dość. Teraz jestem zakochana i nigdy nie byłam bardziej szczęśliwa, jak teraz. Justin jest wspaniały, tato - przytulam głowę do jego ramienia i czuję pocałunek na czubku głowy.
- Bardzo się cieszę - o rany! To naprawdę mój ojciec? Dokładnie ten sam, sprzed mojego wyjazdu? - Co teraz będzie, Mia? - słyszę w głosie ojca dziwny ból - Wiesz, wspominałaś przez telefon, że chcecie mieszkać razem. 
- Tak, to nadal aktualne. Justin bardzo nalega, żebym się do niego przeniosła. I ja również tego chcę.
- To naprawdę konieczne? Tutaj jest Twój dom, córeczko. Obiecuję, że już nigdy więcej Cię nie skrzywdzę. 
- To nie podlega dyskusji - głos zabiera Justin i brzmi bardzo pewnie - Zbyt wiele się wydarzyło, sam Pan rozumie. Dlatego najlepszym rozwiązaniem dla Mii będzie jeśli ze mną zamieszka. Zaopiekuję się nią. Niczego jej nie zabraknie.
- Oczywiście, że nie zabraknie. Przecież jestem jej ojcem i mam zamiar wciąż o nią dbać. To oczywiste.
- Zgadzasz się na taki układ? - nie sprzeciwia się? - Justin mieszka całkiem niedaleko, będziemy Cię odwiedzać. 
- Wydaje mi się, że nawet nie mam tutaj nic do powiedzenia, prawda? - ups! - Masz zaledwie siedemnaście lat, Skarbie. Nie jestem przekonany do tego pomysłu, ale cóż mam zrobić? Zdaję sobie sprawę, że zbyt wiele złych rzeczy się wydarzyło i niekoniecznie chcesz mnie teraz oglądać - o boże! Dlaczego mój brzuch zaciska się na jego słowa? - Mam nadzieję, że z czasem będziesz potrafiła mi to wybaczyć i odbudujemy nasze relacje. Pewnie nie będzie idealnie, ale jesteś moim dzieckiem i chociaż dziwnie to brzmi, kocham Cię - mocno zaciskam usta, aby nie wybuchnąć płaczem - Dorosłaś, a ja nawet nie wiem, kiedy to się stało. Dla mnie wciąż byłaś małą dziewczynką, którą musiałem chronić przez złym światem. Muszę się pogodzić z tym, że dorosłaś i nie jesteś już dzieckiem. Więc mimo, iż doskonale wiem, że nie mam w tej kwestii nic do powiedzenia, tak, zgadzam się na taki układ, Mia. Pociesza mnie fakt, że będziesz całkiem niedaleko. Najważniejsze, że nadal chcesz mnie widzieć po tym wszystkim. Nie odsunęłaś się ode mnie.
- Jesteś moim tatą - mówię cicho - Mimo tych złych rzeczy, nie mogę całkowicie się od Ciebie odciąć.
- Jesteś taka mądra, córeczko. Mimo swojego wieku, jesteś bardzo dojrzała. Jestem z Ciebie dumny.
- Cóż, miałam przyśpieszony kurs dorastania, tato - uśmiecham się smutno i ku własnemu zaskoczeniu, przytulam go.

Po rozmowie z ojcem pakuję swoje rzeczy. Justin nie chce, abym spędziła noc w swoim domu i chce zabrać mnie do siebie. Jestem zaskoczona tym pośpiechem, ale tłumaczy mi, że chce dla mnie spokoju. Jestem rozczulona jego troską.

- Okej, chyba mam wszystko, czego potrzebuję - opieram ręce na biodrach i rozglądam się po pokoju.
- Zawsze możemy przyjechać, jeśli czegoś Ci zabraknie. Mieszkam całkiem niedaleko, pamiętaj - 
całuje mnie w usta i uśmiecha się szeroko - Jestem cholernie szczęśliwy, wiesz? - opiera swoje czoło o moje i wzdycha ciężko - Będę miał Cię blisko siebie cały czas, to niesamowite. Chyba wciąż nie wierzę, że nareszcie nie musimy się ukrywać.
- Tak, doczekaliśmy się tego dnia - 
odklejam się od niego i pocieram kciukiem jego policzek. Mój przystojniak!
- Mia - słyszę głos ojca i odwracam głowę w jego stronę. Podchodzi i rozchyla ramiona, och. Przytulam się do niego i głaszcze mnie po plecach - Pamiętaj, gdybyś czegoś potrzebowała, dzwoń albo przyjedź. Dobrze? - spogląda w moje oczy, a ja przytakuję głową - Przelałem Ci na konto pieniądze - wow! - Nie pozwolę, aby zabrakło Ci czegokolwiek, córeczko - całuje mnie w czoło i jestem zaskoczona jego zachowaniem - Kocham Cię, pamiętaj o tym - po tych słowach, łzy napływają mi do oczu i mocniej wtulam się w ramiona ojca.

Wieczorem, kiedy siedzimy z Justinem w salonie i oglądamy nudny film, wreszcie oddycham z ulgą. Poszło sprawnie, bez większych problemów i nie wierzę, że to wszystko tak się skończyło! Mieszkam ze swoim chłopakiem mimo tego, że jestem taka młoda! Jednak czy to ma jakiekolwiek znaczenie? Jestem szczęśliwa, ojciec zaakceptował nasz związek, pozwolił mi samej o sobie decydować i to cieszy mnie w tej chwili najbardziej. Nie znam przyszłości, nie mam gwarancji, że Justin zostanie ze mną na zawsze. Jednak teraz nie mam zamiaru o tym myśleć, jestem zbyt szczęśliwa. Ważne jest tu i teraz i to, że kochamy się szalenie. Co ma być, to będzie.







22 komentarze:

  1. Aaah, jak dobrze się im układa! <3
    Ale jak zwykle musimy być na baczności, bo nie wiadomo co się jeszcze może wydarzyć! I taa cudowna przemiana jej taty... Z tego jak to opisujesz to chyba nie może udawac.... Tak się cieszę, że im się udała, bo naprawdę mocno przeżywam ich "życie" ;D
    Aaa, i jeszcze napisałam takie "top 11 tekstów Kasi" hahhaha, poprostu nie mogłam się powstrzymać! :D
    One są takie charakterystyczne w Twoich odpowiednich!
    *bawię się jego, złotym łańcuchem
    *moja mała dziewczynka
    *mój mamy chłopiec
    *i co ja mam z nim/nią zrobić?
    *dodaje cicho
    *ale taka prawda
    *uuh, aaah, oooh
    *wybucham płaczem
    *nie wiem ile jeszcze zniosę
    *chwytam palcem jej/jego podbródek
    *hej, nie pozwalam ci tak myśleć!
    Hahahah, mam nadzieję, że Ci to nie przeszkadza :'D
    Kocham,do następnego <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow jestem zaskoczona zachowanie taty Mii ale cholernie pozytywnie ;) boże tak przywyklam do tego opowiadania a ty piszesz ze to juz końcówka no cóż nic nie trwa wiecznie ale jest jeszcze IMM i ALAYLM i zapewne bd wiele innych więc świetny rozdzial i do następnego !!!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ummmm Ja czuje, że się coś jeszcze zdarzy... Tobi *__*

    OdpowiedzUsuń
  5. To chyba zblizamy się do końca, tak? Szkoda troszkę, ale taka kolej rzeczy :( Ten rozdział bez notatki? Nie poznaję ciebie Kaśka ;) Do następnego xx

    OdpowiedzUsuń
  6. CZY TO JEST OJCIEC MII? JA PIERDOLE! JESTEM POD WRAŻENIEM! :)
    Jestem ciekawa czy Tobi cos namiesza... To mega prawdopodobne :)
    Buziaki

    OdpowiedzUsuń
  7. wow :) ale sie pozmieniało :)

    OdpowiedzUsuń
  8. omggg słooodko :) już nie mogę doczekać się następnego

    OdpowiedzUsuń
  9. Ojojoj taki słodki rozdział. Ciesze się że w końcu są razem szczęśliwi.

    OdpowiedzUsuń
  10. Poplakalam sie! Jezu cudowne! Te jego slowa! Tak mile pierwszy raz w zyciu!!

    OdpowiedzUsuń
  11. Super że w końcu w życiu Mii wszystko zaczeło sie układać ;) Chociaż coś mi sie zdaje że to jest cisza przed burza ;P Rozdział wspaniały <3 Czekam na nn <3

    OdpowiedzUsuń
  12. O mamusiu...to takie slodkie! Oby tak dalej, oni sa kochano! Czekam nn, buxiaki:**

    OdpowiedzUsuń
  13. No meeeeega *-* Normalnie mam banana na twarzy :D
    Czeka nn :))

    OdpowiedzUsuń
  14. Jeejkuu! *,* To opowiadanie! I jak już napisałam kocham jak piszesz! <3 Jesteś niesamowita! Cholernie Ci dopinguję! Czekam na nn xx

    OdpowiedzUsuń
  15. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń

Layout by Yassmine